www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Zarzuty za rondo Kaponiera. Jest szansa, że nie skończy się tak, jak szukanie winnych przy przebudowie Sali Wielkiej w Zamku

5 sierpnia 2019

Zarzuty za rondo Kaponiera. Jest szansa, że nie skończy się tak, jak szukanie winnych przy przebudowie Sali Wielkiej w Zamku

Poznań - rondo Kaponiera - Zarząd Dróg Miejskich - Poznańskie Inwestycje Miejskie - Roosevelta

Prokuratura postawiła niedawno pierwsze zarzuty w sprawie Kaponiery. To znak, że być może uda się uniknąć powtórki z kuriozalnej historii z przebudową Zamku, gdzie mimo licznych prób nikogo nie pociągnięto do odpowiedzialności.

Zarzuty usłyszeli Jacek Sz., były dyrektor Zarządu Dróg Miejskich, i jego wieloletni zastępca Kazimierz S. To oni zawiadywali pierwszymi etapami przebudowy ronda Kaponiera.

Teraz znów - podobnie jak wcześniej w sprawie parkingów zbudowanych na lewo dla policji - musimy o nich pisać z nazwiskami skróconymi do pierwszej literki. Jeden i drugi mają odpowiedzieć za niegospodarność przy przebudowie Kaponiery.

Ta wiadomość już sprzed dwóch tygodni trochę umknęła nam w tym całym ostatnim politycznym zgiełku, gdzieś pomiędzy listami Koalicji Obywatelskiej, ciągle tajnymi listami poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa i lotami marszałka Marka Kuchcińskiego.

A jest przecież niezwykle istotna. Znaczy bowiem mniej więcej tyle, że jest szansa, że winni zaniedbań przy Kaponierze zostaną pociągnięci choćby do symbolicznej odpowiedzialności. Jeśli tak się nie stanie nawet w tym przypadku - to już chyba nigdy.

Przebudowa nie tylko samej Kaponiery

Śledztwo w sprawie przebudowy ronda Kaponiera trwa już blisko trzy lata. I jeszcze potrwa - przynajmniej do późnej jesieni. Zresztą już kilka razy było przedłużane.

Śledztwo jest nadal przedłużone, obecnie do 21 listopada, planowane są kolejne czynności. Postępowanie zmierza ku końcowi

Rzeczniczka poznańskiej prokuratury regionalnej Anna Marszałek / źródło: tvn24.pl



Złośliwi mogliby tu zakpić, że jeszcze trochę i śledztwo potrwa dłużej niż... sama inwestycja, której dotyczy. Jednak miejmy na uwadze, że faktycznie jest co badać.

Przebudowa Kaponiery, ul. Roosevelta i mostu Uniwersyteckiego (właśnie tak! pamiętajmy, że to nie był tylko zwykły remont samego ronda) trwała od sierpnia 2011 r. do września 2016 r., a więc pięć lat z małym hakiem.

ZOBACZ TAKŻE: Jak żyć? "Rondo Kaponiera", najsłynniejszy poznański serial, został dzisiaj zdjęty z anteny

Doliczmy jeszcze przygotowania. Te zaczęły się już w 2008 r. Zresztą to właśnie te pierwsze plany i pierwotne kosztorysy, jak można się domyślać, z punktu widzenia śledczych są najbardziej interesujące.

Ze sztandarowej inwestycji w centrum Poznania, zapowiadanej na Euro 2012, wyszło ostatecznie pośmiewisko. Przebudowa ronda Kaponiera jest dziś w mieście symbolem nieudolności.

Zdążyli na czas tylko z ul. Roosevelta

Już na wstępie trzeba przypomnieć, że inwestycja się opóźniła, zanim jeszcze ruszyły jakiekolwiek roboty. Pod koniec 2010 r. miasto podzieliło ją na dwa etapy. Jeden "na Euro", drugi "po Euro".

Pierwszy - choć jeszcze nie obejmował nawet samej Kaponiery! - na wiele miesięcy sparaliżował miasto. Zbiegł się z przebudową ronda Jana Nowaka-Jeziorańskiego, ul. Grunwaldzkiej i ul. Bukowskiej. Kierowcy okrzyknęli Poznań stolicą korków samochodowych.

Mimo wszystko z przebudową ul. Roosevelta udało się wtedy zdążyć na czas. Do dziś jest to dla mnie synonim hasła "impossible is nothing", bo choć miało to być gotowe na Euro 2012, to jeszcze dwa tygodnie przed mistrzostwami ulica wyglądała tak...



Tymczasem 31 maja wiceprezydent Mirosław Kruszyński jak gdyby nigdy nic zapowiedział dziennikarzom, że już za parę dni ul. Roosevelta i ul. Grunwaldzką pojadą tramwaje, a do 8 czerwca wszystko będzie zrobione i otwarte.

Zapanowała na kilka sekund krępująca cisza.

- Nie wierzymy - wypalił w końcu Adam Michalkiewicz z Radia Merkury.

A jednak Kruszyński miał rację. Przebudowa ul. Roosevelta, na odcinku od mostu Dworcowego do Kaponiery, zakończyła się rzutem na taśmę przed Euro 2012. Podczas mistrzostw i krótko po nich rondo było nawet normalnie otwarte dla ruchu.

Cały problem polegał na tym, że był to pierwszy i ostatni raz, gdy coś związanego z tą inwestycją udało się zrobić na czas.

Rondo Kaponiera zamknięto ponownie w sierpniu 2012 r. Tramwaje musiały jeździć objazdami po 4-5 km, przez ul. Strzelecką lub przez ul. Przybyszewskiego, bo nikt zawczasu nie pomyślał, by dorobić dodatkowy rozjazd ze Św. Marcina w ul. Towarową.

Rozkopany dalszy fragment ul. Roosevelta - w stronę Teatralki - wyglądał tak, że w okolicach 21 grudnia niektórzy mówili, że to jest właśnie prawdziwy koniec świata. Potem trzeba było też rozebrać i odbudować most Uniwersytecki.

Szczegółowa ekspertyza wskazująca, że most jest w fatalnym stanie i że zwykły remont za 10 mln zł nic tu nie pomoże, wylądowała na biurku Kruszyńskiego dopiero latem 2012 r. Czyli de facto... już w trakcie inwestycji.

Rondo Kaponiera w żartach, memach i na AszDzienniku

Później było już tylko coraz gorzej. Termin listopad 2013 r., jako termin oddania Kaponiery do użytku, okazał się kompletnie nierealny. Kolejne - wiosna 2015 r., wrzesień 2015 r. - również.

Wicedyrektor ZDM Kazimierz S., zapytany przez radnych o pierwotny termin zakończenia przebudowy ronda, przyznał nawet wprost: - Tych "pierwotnych terminów" było tyle, że trudno powiedzieć, który tak naprawdę był pierwszy.

Przebudowa Kaponiery stała się wdzięcznym tematem żartów i memów. Także tutaj na Poznań Spoza Kamery. Zdarzyło mi się ją przyrównać do trwającego w nieskończoność wyścigu Achillesa z żółwiem...

Gdyby Zenon był nie z Elei, lecz z Poznania, i żył jakieś 2,5 tys. lat później, opowiadałby tę historię w nieco innej wersji. To nie byłby paradoks Achillesa goniącego żółwia. To byłby paradoks poznaniaków czekających z utęsknieniem na otwarcie Kaponiery.

- Rondo Kaponiera było bardzo stare – powiadałby Zenon z Poznania – więc poznaniacy dali aż dwa lata, żeby je wyremontować. Kiedy jednak te dwa lata minęły, okazało się, że termin także zdążył się przesunąć w czasie. Kiedy i ten czas minął – nowy termin znowu był nieaktualny! I tak w nieskończoność. Kiedy poznaniakom wydaje się, że Kaponiera zaraz będzie gotowa, termin znowu oddala się o kilka miesięcy czy tygodni. Wniosek? Poznaniacy nigdy nie doczekają się nowej Kaponiery!


...albo wyliczać 19 różnych rzeczy, które się wydarzą, zanim Kaponiera będzie w końcu gotowa.

Nowe władze miasta - bo przecież w międzyczasie Jacek Jaśkowiak zastąpił Ryszarda Grobelnego - po cichu zdejmowały z Kaponiery banner z terminem "listopad 2015", wstydliwie wciskając w dodatku jakiś kit, że niby nagle zaczął ograniczać widoczność motorniczym.

Znany satyryczny serwis AszDziennik kpił, że drogowcy zapomnieli, że pracują na rondzie. Dlatego remontują w kółko te same miejsca i przebudowa trwa tak długo.

Szef działu miejskiego w poznańskiej "Wyborczej" Adam Kompowski zastanawiał się, czy przebudowa Kaponiery potrwa dłużej niż II wojna światowa.

To hasło bezrefleksyjnie powtarzali zresztą później - już nie jako przypuszczenie, tylko jako fakt - czołowi poznańscy politycy. A więc stało się jednym z wielu mitów, które narosły wokół ronda Kaponiera, i które trzeba było później odkłamywać.

ZOBACZ TAKŻE: Rondo Kaponiera. Fakty i mity wokół najbardziej opóźnionej inwestycji w Poznaniu

Prezydent Grobelny przegiął za to w drugą stronę. Już nie będąc prezydentem podczas wywiadu w Radiu Merkury zarzekał się, że rondo Kaponiera ponoć nigdy nie miało być zrobione na Euro 2012.

Przyznajmy, gdy tak zebrać i przypomnieć to wszystko, to była komedia na całego. Z tym że niestety bardzo droga. Kosztowała łącznie aż 360 mln zł.

Druzgocący raport NIK o Kaponierze

Prokuraturę z pewnością bardziej niż te tragikomiczne kpiny interesował jednak raport Najwyższej Izby Kontroli. Przypomnijmy, że NIK zakończyła kontrolę Kaponiery wiosną 2016 r., a więc jeszcze przed zakończeniem inwestycji.



To dlatego miasto zrezygnowało z zapowiadanego wcześniej własnego audytu Kaponiery. Prezydent Jaśkowiak nie chciał dublować działań kontrolerów NIK.

A co ustalili ci kontolerzy? Przytoczmy kilka pierwszych z brzegu soczystych cytatów z raportu po kontroli:

Przyjęty dla celów związanych z uchwalaniem przez Radę Miasta Poznania Wieloletniej Prognozy Finansowej na lata 2013-2031 poziom planowanych kosztów inwestycji w wysokości 150.000.000 zł, nie był realny. Niedoszacowanie kosztów inwestycji było efektem nie oparcia ich o rzetelne kalkulacje.

Specyfikacja istotnych warunków zamówienia na potrzeby prowadzonego postępowania o udzielenie zamówienia publicznego na wykonanie prac projektowych została opracowana nierzetelnie, w sposób, który nie był adekwatny do charakteru i złożoności inwestycji oraz nie zabezpieczał należycie podstawowych interesów zamawiającego.

Dyrektor ZDM powołał również Zespół ds. realizacji projektu "Przebudowy węzła komunikacyjnego Rondo Kaponiera" (...). Jak wynika z ustaleń kontroli, Zespół ten faktycznie nie funkcjonował.

Dysponując wiedzą o złym stanie technicznym obiektu Mostu Uniwersyteckiego, w okresie poprzedzającym zlecenie prac projektowych w ramach ww. inwestycji, ZDM nie podjął formalnych działań mających na celu zapewnienie środków finansowych na gruntowny remont tego obiektu.

W postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego na wykonanie prac projektowych wyłoniono wykonawcę, który faktycznie nie spełniał warunku udziału w postępowaniu przetargowym. Zamawiający nie zweryfikował bowiem należycie spełniania przez niego warunku odnoszącego się do wiedzy i doświadczenia, co miało bezpośredni wpływ na wybór oferty.


I tak dalej, i tak dalej. Takich "kwiatków" było naprawdę mnóstwo. Kontrolerzy NIK wyliczyli straty miasta na 11 mln zł. To - zdawałoby się - śmieszna kwota w porównaniu z całymi końcowymi kosztami inwestycji.

To jednak wcale nie musi się kłócić z poważnymi nieprawidłowościami. Całkiem możliwe, że ronda Kaponiera, ul. Roosevelta i mostu Uniwersyteckiego po prostu nie dało się przebudować taniej.

Zapewne więc największe błędy wcale nie polegały na przepłaceniu. Te najpoważniejsze polegały raczej na niedoszacowaniu rzeczywistych kosztów oraz - co za tym idzie - realnego czasu potrzebnego na takie roboty.

I tu dochodzimy do istotnego pytania, czy próba wyciągnięcia konsekwencji w sprawie Kaponiery nie zakończy się jednak podobnie, jak w przypadku wspomnianej w tytule inwestycji w Zamku.

Z Kaponierą jak z przebudową Zamku

Przypomnijmy może szybciutko ten casus. Przebudowa kompleksu Sali Wielkiej w Zamku Cesarskim toczyła się w latach 2010-2012, kosztowała ostatecznie 63 mln zł, mimo że pierwszy kosztorys zakładał jedynie... 7,7 mln zł.

To oczywiście nie tak spektakularny przypadek jak Kaponiera. Poza tym zupełnie inny był charakter obu inwestycji: jedna typowo komunikacyjna, druga polegająca na przebudowie historycznych wnętrz w obiekcie kulturalnym.

Jednak, jeśli się bliżej przyjrzeć, to mimo wszystko można dostrzec cały szereg podobieństw:

Zaniżone kosztorysy. Jak już wyżej wspomniałem - pierwszy kosztorys w przypadku Zamku wynosił 7,7 mln zł. I tyle wpisano w 2006 r. do prognozy inwestycyjnej miasta.

Potem szacunki z roku na rok rosły. I to lawinowo. Kolejno było to 18,5 mln zł, 25 mln zł, 46 mln zł, i wreszcie 49 mln zł w 2010 r., kiedy inwestycja miała dopiero ruszyć! Koszty wyniosły ostatecznie jeszcze więcej - bo 63 mln zł.

Z Kaponierą było podobnie. Jeszcze we wniosku o unijną dotację miasto wpisało 120 mln zł. Potem w pierwszym kosztorysie wpisanym do prognozy inwestycyjnej było 150 mln zł.

Co się działo potem? Spójrzcie na zestawienie, jakie przygotował urząd, gdy o sprawę zapytał radny Andrzej Rataj. Ten wykaz mówi sam za siebie.



Poszerzony zakres inwestycji. Początkowo przebudowa w Zamku miała dotyczyć tylko samej Sali Wielkiej. Dopiero potem zapadła decyzja, że obejmie jednak większą część budynku, a nazwa inwestycji zmieniła się na "przebudowa kompleksu Sali Wielkiej".

Tę zmianę widać również we wspomnianych kosztorysach. To tłumaczy niemal dwukrotny skok przewidywanych kosztów z 25 mln zł w 2008 r. do 46 mln zł zaledwie rok później.

Rondo Kaponiera? Tu największy wzrost kosztów nastąpił de facto już w trakcie przebudowy, gdy okazało się, że trzeba dodatkowo rozebrać i odbudować most Uniwersytecki. Za - bagatela - jakieś 100 mln zł.

Różne niespodzianki na budowie. No dobra, zakres zakresem, ale to przecież nie były jedyne przyczyny rosnących kosztów obu inwestycji. Budowlańców w Sali Wielkiej zaskoczyły m.in. stropy, które trzeba było całkowicie wymienić, wymagający rekonstrukcji podwieszany sufit, a także uszkodzony dach.

Także stan Kaponiery okazał się gorszy niż sądzili drogowcy. Pierwotny kontrakt z Hydrobudową opiewał na kwotę 209 mln zł, więc nawet jeśli doliczymy ten nieszczęsny most Uniwersytecki, to Kaponiera z ul. Roosevelta same w sobie okazały się droższe jeszcze o jakieś 50 mln zł!

Zupełnie inna sprawa, że w przypadku Kaponiery mało kto zwracał na to uwagę, dużo więcej mówiło się o kolejnych opóźnieniach spowodowanych tymi niespodziankami.

Z zaskoczenia prośby o miliony. Jeśli miasto prowadzi inwestycję i okazuje się, że trzeba zapłacić więcej, to do kogo urzędnicy idą po kasę? No oczywiście - do rady miasta. To ona musi się zgodzić (albo i nie!) na zmiany w budżecie.

Sprawa z Zamkiem być może nie zrobiłaby się tak głośna, gdyby nie 12 mln zł, które jesienią 2012 r. radni musieli niemal z dnia na dzień dorzucić do kończącej się przebudowy. To wtedy prezydent Grobelny zarządził kontrolę. Później sprawie przyjrzała się też komisja rewizyjna rady miasta.

Prezydent Jaśkowiak z kolei na dzień dobry w styczniu 2015 r. usłyszał, że do Kaponiery trzeba dorzucić 24 mln zł. I od razu podzielił się tą wiadomością z radnymi.

Powszechną wesołość wzbudził wtedy radny Tomasz Kayser, pytając urzędników, czy ten wzrost kosztów dało się jakoś przewidzieć. Jeszcze kilka tygodni wcześniej sam był wiceprezydentem u Grobelnego.

Oczywiście za czasów Grobelnego rada miasta także dorzucała kolejne miliony na Kaponierę. Z tym że zwykle działo się to po prostu przy uchwalaniu budżetu na kolejny rok.

Prowadzenie inwestycji "pod ruchem". Dyrektorka CK Zamek Anna Hryniewiecka wyjaśniała niedoszacowane kosztorysy m.in. tym, że nie dało się dokładnie sprawdzić stanu Sali Wielkiej przed rozpoczęciem prac, bo trzeba by zamknąć całą część budynku.

Później - podczas samych robót budowlanych - Zamek także był otwarty. Z wyjątkiem oczywiście tej części, w której akurat trwała przebudowa.

Także rondo Kaponiera przez całe pięć lat przebudowy ani na moment nie było całkowicie zamknięte dla aut. Zawsze było przejezdne przynajmniej w dwóch kierunkach. Jedynie tramwaje nie mogły po nim jeździć przez półtora roku

Zarządzający przebudową Kaponiery to, że cały czas można było przez nią przejechać, również podawali jako jedną z przyczyn przeciągania się inwestycji.

Zmiana kierownictwa w trakcie inwestycji. Jak już mówimy o dyr. Hryniewieckiej, to trzeba zaznaczyć, że ona jedynie kończyła - i zdaniem wielu uratowała - inwestycję rozpoczętą przez poprzedniego dyrektora.

Tym dyrektorem był Marek Raczak. Przeszedł na emeryturę pod koniec 2011 r. Jego następczyni - jak potem tłumaczyła - nie miała pojęcia o puchnących kosztach przebudowy kompleksu Sali Wielkiej.

Z kolei przebudową Kaponiery długo kierował Kazimierz S., najpierw jako zastępca dyrektora Zarządu Dróg Miejskich ds. inwestycji, potem jako wiceprezes spółki Poznańskie Inwestycje Miejskie. To ta spółka w 2014 r. przejęła Kaponierę i wiele innych zadań.

Prezydent Jaśkowiak, gdy przejął władzę, początkowo zostawił stare kierownictwo PIM. Jednak po paru miesiącach stracił do niego zaufanie. Dlatego wiosną 2015 r. szef spółki Krzysztof Cesar oraz wiceprezes S. wylecieli z roboty. Mniej więcej w tym samym czasie z ZDM odszedł też dyrektor Jacek Sz.

Przebudowę Kaponiery kończył zatem Paweł Śledziejowski - nowy prezes już z "jaśkowiakowej" ekipy. Napisałem "nowy", a nie "następny" prezes, bo po drodze był jeszcze wstydliwy epizod z Katarzyną Górecką.

Mogło być więcej unijnej kasy. Zarówno przebudowa Zamku, jak i ronda Kaponiera były dofinansowane z Unii Europejskiej, ale...

Dyrektor CK Zamek Marek Raczak tuż przed wspomnianym przejściem na emeryturę dobrowolnie oddał (!) do Ministerstwa Kultury 2,6 mln zł unijnej dotacji. Ta ostatecznie wyniosła 27 mln zł.

Powód? Początkowo wydawało się, że przebudowa Sali Wielkiej będzie wręcz tańsza niż przewidywano, bo udało się zaoszczędzić 10 mln zł w przetargu.

Dlatego dyrektor Raczak zgodził się zwrócić część dotacji. Później tłumaczył: - Obiecałem to ministrowi jeszcze zanim roboty okazały się droższe. Chciałem być uczciwy i dotrzymać słowa.

Z Kaponierą sprawa była prostsza. Tu dotację przyznano na podstawie pierwszych wyliczeń, że przebudowa będzie kosztować 120 mln zł (ha, ha, ha!), dlatego dotacja wyniosła 67 mln zł.

Teoretycznie nieźle - ponad połowa kosztów. Jednak w zestawieniu z ostatecznymi wydatkami było to śmiesznie mało, nawet jeśli doliczyć 24 mln zł, które później dość niespodziewanie trafiły do Poznania z unijnych resztek niewykorzystanych przy innych inwestycjach z całego kraju.

Przebudowa Zamku jak ściganie Ala Capone

Sprawę przebudowy Zamku Cesarskiego badał najpierw wewnętrznie sam urząd, później komisja rewizyjna rady miasta, wreszcie rzecznik dyscypliny finansów publicznych.

Zgadnijcie, za które z tych opisanych wyżej zaniedbań udało się wyciągnąć jakiekolwiek konsekwencje? No oczywiście, że za żadne.

Mało tego. Komisja rewizyjna - którą kierował wtedy Szymon Szynkowski vel Sęk i to chyba jemu najbardziej zależało na ukaraniu winnych - nie mogła nawet wskazać żadnej z tych rzeczy w doniesieniu do rzecznika dyscypliny finansów publicznych.

Zamiast tego komisja wskazała jedynie... brak tzw. umowy dotacyjnej pomiędzy Zamkiem a urzędem. Takiej umowy urzędnicy nie podpisali, choć powinni, i okazało się, że to jedyna rzecz w całej sprawie, do której można było się formalnie doczepić.

Żartowałem wtedy na łamach "Wyborczej", że przypomina to trochę ściganie Ala Capone za niepłacenie podatków.

Cały ten wniosek był nieco kuriozalny jeszcze pod innym względem. Rzecznik dyscypliny finansów publicznych chciał, żeby poznańscy radni wskazali mu konkretnie, kto odpowiada za naruszenia.

I szybko okazało się, że to nie takie oczywiste. Zmieniły się w międzyczasie nie tylko władze Zamku, ale też prezydent miasta, jego zastępca odpowiedzialny za kulturę, a także kierownictwo samego wydziału kultury.

Jaki był efekt? Jak już komisja przyczepiła się do braku umowy dotacyjnej, to siłą rzeczy musiała się też przyczepić do tych, którzy bez tej umowy m.in. zatwierdzali przelewy pieniędzy dla Zamku.

Dlatego oprócz Beaty Mitmańskiej, szefowej wydziału kultury z 2010 r., i jej zastępcy Rafała Ratajczaka, we wspomnianym doniesieniu oberwali również ich następcy: dyrektor Robert Kaźmierczak i wicedyrektor Marcin Kostaszuk.

Komisja formalnie musiała na nich donieść... mimo że z prowadzeniem przebudowy Zamku nie mieli praktycznie nic wspólnego!

Jednak wisienką na torcie było nazwisko Ryszarda Grobelnego. To już było działo dużego kalibru. Zwłaszcza gdyby okazało się, że rzecznik uzna Grobelnego winnym, bo w grę wchodziły nawet takie kary jak zakaz pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem publicznymi pieniędzmi.

Nie obawiam się konsekwencji. To było poszukiwanie kogokolwiek, na kogo można by donieść

Były prezydent Poznania Ryszard Grobelny, wypowiedź z września 2015 r.



Szybko okazało się, że Grobelny słusznie nie miał obaw, choć... z nieco innego powodu. Rzecznik dyscypliny finansów publicznych uznał bowiem, że sprawa się przedawniła. I pod koniec 2015 r. ją umorzył.

Zresztą akurat w przypadku Ryszarda Grobelnego można powiedzieć, że konsekwencje błędów przy tej i innych inwestycjach i tak poniósł, tyle że polityczne. To przecież m.in. rozkopana Kaponiera prawdopodobnie przyczyniła się do jego sensacyjnej porażki w wyborach 2014.

Czy teraz za słynną przebudowę ronda ktoś poniesie również konsekwencje karne? Prokuratura, stawiając Jackowi Sz. i Kazimierzowi S. zarzuty, pokazała, że jest na to szansa i że nie zamierza rozmyć w tej sprawie odpowiedzialności.

Zaznaczmy, że mówimy tu choćby o symbolicznych konsekwencjach, typu jakieś potencjalne wyroki w zawieszeniu. Mało kto chyba oczekuje, że za błędy przy przebudowie Kaponiery byli szefowie ZDM pójdą siedzieć do więzienia.

Jednak brak aktu oskarżenia i procesu w ich sprawie oznaczałby powtórkę z historii z Zamkiem. I byłby de facto sygnałem, że można wywinąć się od odpowiedzialności w sprawie, w której na pewno nie wszystko było w porządku.

Seweryn Lipoński / 5 sierpnia 2019