www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2019. A to ci psikus! Jaśkowiak jednak liderem listy Koalicji Obywatelskiej, ale nie Jacek, tylko Joanna

30 lipca 2019

Wybory 2019. A to ci psikus! Jaśkowiak jednak liderem listy Koalicji Obywatelskiej, ale nie Jacek, tylko Joanna

Wybory 2019 - Poznań - Joanna Jaśkowiak - Koalicja Europejska - Jacek Jaśkowiak - Jadwiga Emilewicz

Do niedawna nazwisko Jaśkowiak kojarzyło się w Poznaniu wyłącznie z prezydentem. Mniej więcej od dwóch lat - również z jego żoną. Teraz to właśnie Joanna Jaśkowiak, wbrew własnym deklaracjom zaledwie sprzed dwóch tygodni, będzie liderką listy Koalicji Obywatelskiej do Sejmu.

Zaczynam się poważnie zastanawiać - i pewnie o to zapytam, gdy będę miał okazję - czy Joanna Jaśkowiak nie grywa zawodowo w pokera. Z jej oświadczenia majątkowego wynika, że raczej nie ma potrzeby bawić się w hazard, ale...

- Wzięłam pod uwagę wszystkie dobre rady, zważyłam swój własny interes i interes ogólny, i podjęłam decyzję, że nie będę startować - to Joanna Jaśkowiak 17 lipca w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Jeśli to był blef, to znakomity, zupełnie jakby od początku rozdania mieć w ręce dwa asy i niemal mówiąc "pas" uśpić czujność rywali.



Dziś okazało się, że Joanna Jaśkowiak nie tylko w wyborach 2019 jednak wystartuje, ale dodatkowo będzie liderką poznańskiej listy Koalicji Obywatelskiej.

Dodajmy od razu, że sama zainteresowana twierdzi, że po prostu zmieniła zdanie. A przekonały ją podobno rozmowa z Grzegorzem Schetyną i wydarzenia z Białegostoku - czyli rzecz jasna atak na tamtejszy marsz równości.

To jednak nie dzieje się pierwszy raz. Przypomnijcie sobie wydarzenia z zeszłego roku, sprzed wyborów samorządowych, gdy Jaśkowiak miała być jednym z mocniejszych nazwisk koalicji społeczników Prawo do Miasta.

Nie chciałam wiązać się z żadną partią polityczną. Do ruchów miejskich jest mi bliżej


Joanna Jaśkowiak, wypowiedź z lutego 2018 r., źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



I nagle w sierpniu - u progu kampanii wyborczej - Joanna Jaśkowiak jednak rezygnuje. Zapewnia przy tym, że nie planuje startu z żadnej innej listy. Zaledwie dwa tygodnie później ta sama Jaśkowiak... cudownie odnajduje się na liście Koalicji Obywatelskiej do sejmiku.

ZOBACZ TAKŻE: Wybory 2018. Jak co cztery lata: poznańskie ruchy miejskie wystrychnięte na dudka. Tym razem przez Joannę Jaśkowiak

Wygląda na to, że do słów Joanny Jaśkowiak należy podchodzić z równie dużym zaufaniem, jak do różnych wypowiedzi jej męża. Nigdy nie wiadomo, kiedy zmieni zdanie.

Tak na marginesie... To jest faktycznie błyskawiczna polityczna kariera. No pomyślcie tylko, jeszcze półtora roku temu Jaśkowiak przesiadywała w Meskalinie z grupką społeczników i snuła plany, jak tu wprowadzić KOGOKOLWIEK do poznańskiej rady miasta.

Dziś jest radną koalicji rządzącej w sejmiku wojewódzkim. Już za parę miesięcy niemal na pewno będzie zaś co najmniej posłanką największej partii opozycyjnej (a może nawet rządzącej?), wybraną do Sejmu jako nr 1 w jednym z jej najważniejszych bastionów.

Choinka... Kogo jeszcze ci społecznicy wypuszczą w świat? Wychodzi na to, że przez My-Poznaniaków i później Prawo do Miasta przewinęli się prezydent Poznania, jego były zastępca, ważny poseł PiS, a teraz liderka listy opozycji i prawdopodobnie jej przyszła posłanka.

Wynik Joanny Jaśkowiak robi wrażenie

To jest bowiem "jedynka", która nie tylko sama bez problemów powinna dostać się do Sejmu, ale też może nazbierać sporo dodatkowych głosów dla całej listy Koalicji Obywatelskiej.

Przypomnijmy, że Joanna Jaśkowiak już kandydując do sejmiku - nie z pierwszego, tylko z ostatniego miejsca! - zdobyła ponad 30 tys. głosów.

I to tylko w samym Poznaniu. Lepszy wynik miał tylko lider listy KO - marszałek Marek Woźniak. Te 30,8 tys. głosów Jaśkowiak to było więcej niż zdobył nawet lider listy PiS Zbigniew Czerwiński.

Mało? To dodajmy, że w poprzednich wyborach parlamentarnych żaden z kandydatów Platformy Obywatelskiej - czyli ani Szymon Ziółkowski z "jedynki", ani Rafał Grupiński z "dwójki", ani Waldy Dzikowski z "trójki" - nie zdobył tyle głosów. I to mimo że okręg sejmowy jest przecież większy niż ten do sejmiku.

Oczywiście trzeba uczciwie dodać, że Joanna Jaśkowiak zapewne nie zdobyłaby nawet ułamka tych głosów, gdyby nie to, że...

1) jest cały czas - przynajmniej formalnie - żoną prezydenta Poznania i nosi to samo nazwisko

2) jej mocne wystąpienie podczas demonstracji kobiet odbiło się głośnym echem ze względu na wulgaryzm...



...po czym próbowała ją za to ścigać policja, a teraz rzecznik dyscyplinarny ministra Zbigniewa Ziobry ściga sędziego, który ją uniewinnił, za treść i uzasadnienie (!) tego wyroku.

Prawicowi komentatorzy na Twitterze idą o krok dalej i sugerują, że Joanna Jaśkowiak tylko i wyłącznie tym wydarzeniom zawdzięcza możliwość kandydowania do Sejmu, a poza tym kompetencji nie ma żadnych.



To jednak dość odważne stwierdzenia. Przypomnijmy, że Joanna Jaśkowiak jest prawnikiem (to chyba całkiem przydatne przy uchwalaniu prawa?), konkretnie notariuszem, i od ponad 20 lat prowadzi własną kancelarię. Przez dwie kadencje zasiadała nawet w radzie poznańskiej izby notarialnej.

Jest też - oczywiście - od paru miesięcy radną sejmiku. Poza tym udziela się w Kongresie Kobiet, choć z punktu widzenia konserwatystów zapewne nie jest to żaden atut, prędzej coś, co ją w ich oczach dyskwalifikuje.

Tyle że przecież nie o głosy gorliwych katolików i katoliczek, nie o głosy zwolenników całkowitego zakazu aborcji, wreszcie - nie o głosy ludzi kupujących "Gazetę Polską" z naklejkami "strefa wolna od LGBT" czy skandujących "precz z pedałami" będzie zabiegać Joanna Jaśkowiak.

Tak na marginesie, na miejscu polityków i sympatyków partii Jarosława Kaczyńskiego uważałbym z takim wyszydzaniem już na wstępnie "jedynki" Koalicji Obywatelskiej, bo ich własna liderka też ma słabe punkty:

- Jadwiga Emilewicz jest spadochroniarzem spoza Poznania, podczas gdy np. Jaśkowiak mieszka tu przez większość życia

- Emilewicz nie przeszła jeszcze żadnej poważniejszej weryfikacji wyborczej, w eurowyborach 2014 cudów nie zdziałała, podobnie jak Jaśkowiak była tylko radną sejmiku (w woj. małopolskim), do którego w wyborach 2014 dostała się z "jedynki" zdobywając 18 tys. głosów

Jako minister, a wcześniej wiceminister, doświadczenie w polityce krajowej i ogólnie w rządzeniu Emilewicz ma oczywiście nieporównanie większe. Joanna Jaśkowiak - jak przyznał sam Schetyna - ma bardziej doświadczenia "uliczne". Pojedynek obu pań na poznańskiej arenie tym bardziej może być bardzo ciekawy.

Jedno nazwisko Jaśkowiak wystarczy

Znowu liderem listy nie będzie więc Rafał Grupiński. Szef wielkopolskiej PO ma jakiegoś pecha do wyborów parlamentarnych.

Drugi raz z rzędu musi ustąpić miejsca debiutantowi - poprzednio był to Szymon Ziółkowski. A jak już raz w 2011 r. był "jedynką", to dostał 40 tys. głosów i jak na złość przegrał ten wewnętrzny, prestiżowy pojedynek z Waldym Dzikowskim (56 tys. głosów).

Ta dyskusja, kto pierwszy, kto drugi, kto trzeci itd. na liście w przypadku Koalicji Obywatelskiej w Poznaniu wydaje się jednak czysto symboliczna, bo komitet może tu spokojnie liczyć na 5-6 mandatów. A może i więcej.

Trudno sobie więc wyobrazić, by ktoś z czołowej trójki - Joanna Jaśkowiak, Rafał Grupiński czy Adam Szłapka - nagle nie wszedł do Sejmu.

Z pewnością nie wejdzie za to Jacek Jaśkowiak. Prezydent Poznania bardzo szybko, bo już na początku czerwca, uciął spekulacje: - Nie mam zamiaru kandydowania ani do Sejmu, ani do Senatu.



Dla niektórych mogło to być zaskoczenie. Krytycy Jaśkowiaka od miesięcy, jeśli nie od ładnych paru lat, przekonywali, że prezydent Poznania już, już przebiera nogami, byle tylko przy pierwszej lepszej okazji dostać się do parlamentu. I że to jest prawdziwa przyczyna jego wojenek z PiS.

Przyznam, że te teorie nigdy jakoś do mnie nie przemawiały, a twarda deklaracja Jaśkowiaka tylko potwierdziła, że są wyssane z palca.

Moim zdaniem JJ naprawdę woli rządzić miastem niż być szeregowym posłem. A że nie stroni przy tym od sporów z krajowej polityki - to już zupełnie inna sprawa.

Jest naprawdę MNÓSTWO POWODÓW, dla których start Jacka Jaśkowiaka w tegorocznych wyborach parlamentarnych byłby po prostu głupim pomysłem, wymieńmy szybko te najważniejsze:

1. Jest cieszącym się sporą popularnością prezydentem Poznania, który wybory wygrał w pierwszej turze, zgarniając 56 proc. głosów.

2. Musiałby zrezygnować ze stanowiska zaledwie rok po wyborach samorządowych.

3. Potwierdziłby w ten sposób te wszystkie teorie, że ma Poznań gdzieś, bo chodzi mu tylko o własny interes i polityczną karierę.

4. Już nigdy nie zrealizowałby budowy obiecanej trasy tramwajowej na Naramowice...



5. I jeszcze jakichś kilkunastu innych obietnic sprzed wyborów 2014. Już nie wspominając o kolejnych kilkudziesięciu z zeszłorocznej kampanii.

6. Kampania wyborcza w Poznaniu - paradoksalnie - mogłaby się skupić nie tylko na sprawach krajowych, ale też na tym, jak Jaśkowiak z Koalicją Obywatelską rządzą miastem.

7. Poznańska lista PO zawsze miała tu takie poparcie, zarówno w wyborach sejmowych jak i do europarlamentu, że spokojnie poradzi sobie bez Jaśkowiaka.

8. Jeszcze jedno znane nazwisko na liście mogłoby spowodować, że zrobiłby się tłok, a niektórym posłom (Dzikowski, Ziółkowski) zajrzałoby w oczy widmo pożegnania się z Sejmem. To z kolei mogłoby prowadzić do przesadnie ostrej wewnętrznej rywalizacji o głosy.

9. Z prezydenta Poznania Jacek Jaśkowiak stałby się - przynajmniej na dzień dobry - szeregowym i mało znaczącym posłem. Jak już wspomniałem, nie sądzę, by tego teraz chciał. (Co innego np. za pięć lat...)

10. Wiceprezydent Mariusz Wiśniewski - choć ostatnio przyznał pierwszy raz, że ma prezydenckie ambicje - też chyba wolałby jeszcze chwilę zaczekać, i na spokojnie z własnym programem wygrać wybory 2023, niż na szybko wygrać przedterminowe wybory i przejmować wszystko po Jaśkowiaku w środku kadencji.

Dziś doszedł nam do tej listy jeszcze jeden dość istotny argument...

11. Jest już jedno nazwisko Jaśkowiak na liście Koalicji, w dodatku na samej górze, więc tym bardziej kolejne wydaje się zbędne.

Już zupełnie na koniec zauważmy, że chyba jeszcze nigdy nie mieliśmy w Poznaniu sytuacji, w której listy najsilniejszych komitetów otwierałyby dwie kobiety.

A może dojdzie i trzecia, zobaczymy, kogo jako "jedynkę" wymyśli zjednoczona już Lewica. Ta jednak chwilowo ma chyba inne sprawy na głowie. Zdaje się, że w innych częściach kraju Grzegorz Schetyna zaczął jej intensywnie podbierać potencjalnych kandydatów...

Seweryn Lipoński / 30 lipca 2019