www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2019. Kaczyński z Gowinem chcą powalczyć o głosy w dużych miastach. W Poznaniu rzucają na pożarcie Jadwigę Emilewicz

13 lipca 2019

Wybory 2019. Kaczyński z Gowinem chcą powalczyć o głosy w dużych miastach. W Poznaniu rzucają na pożarcie Jadwigę Emilewicz

Wybory 2019 - Poznań - Jadwiga Emilewicz - PiS - Jarosław Kaczyński - Jarosław Gowin - Sejm

Minister Jadwiga Emilewicz będzie liderką poznańskiej listy PiS do Sejmu w wyborach parlamentarnych. To ma być sposób na zdobycie "zaufania i poparcia wielkomiejskiego elektoratu", ale biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki w Poznaniu - będzie jej cholernie trudno.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił dziś "jedynki" na jesienne wybory parlamentarne. Tym samym rządzący rozpoczęli - na razie jeszcze nieformalną - kampanię wyborczą.

ZOBACZ WSZYSTKIE "JEDYNKI" PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI NA WYBORY 2019

Oczywiście oficjalnie żadnej kampanii jeszcze nie ma, bo być nie może, dopóki za kilka tygodni nie poznamy daty wyborów. I nawet premier Mateusz Morawiecki wie na razie tylko tyle, że wszyscy kandydaci będą musieli ciężko pracować do 11 października do ostatniego dnia, bo każdy głos może być na wagę złota.

- Chcemy zawalczyć także o zaufanie i poparcie elektoratu wielkomiejskiego - wypalił tymczasem wicepremier Jarosław Gowin już w zeszły weekend podczas konwencji PiS w Katowicach.

Dzisiaj duża część tzw. klasy średniej, establishmentu wielkomiejskiego, naukowców, ludzi kultury, samorządowców, jest dzisiaj przeciwko nam. (...) To rzadko są ludzie złej woli. Tych ludzi można przekonać do dobrego programu. Do takiego programu, który ma Zjednoczona Prawica

Wicepremier Jarosław Gowin



Jego wypowiedź przeszła trochę bez echa, przyćmiona zarówno "wielką ofensywą zła" wg Kaczyńskiego, jak i niekończącymi się targami o koalicję (koalicje?) po stronie opozycji.

Muszę jednak przyznać, że ta wypowiedź wprawiła mnie w osłupienie. Dotąd PiS w dużych miastach dostawał strasznego łupnia i nawet w ostatnich paru latach - gdy w skali kraju wybory zaczął wygrywać - na tym polu nieszczególnie ma się czym pochwalić.

Spójrzmy zresztą, jak zmieniały się wyniki partii Jarosława Kaczyńskiego w kolejnych "czterolatkach", w 10 największych miastach:



To, że PiS w dużych miastach jest słaby, wiadomo nie od wczoraj. Ale w oczy rzuca się jeszcze coś.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Kaczyński i spółka wycisnęli tu już niemal wszystko, co mogli wycisnąć. Podczas gdy w całej Polsce od czasu największego dołka w wyborach 2011 poprawili wyniki o połowę (skok z 29,9 proc. do 45,4 proc.), to w dużych miastach ten skok jest mniejszy, a w większości wręcz minimalny.

No ba! W takiej Warszawie i Gdańsku rządy "dobrej zmiany" spowodowały po 2015 r. nie wzrost, tylko spadek poparcia, a w Poznaniu czy Wrocławiu odsetek wyborców głosujących na PiS praktycznie ani drgnął.

Jak już rośnie, to głównie na wschodzie (Białystok, Lublin), stosunkowo nieźle dla Kaczyńskiego wyglądają tu jeszcze wzrosty poparcia w Szczecinie i w Bydgoszczy. Poza tym w dużych miastach PiS dryfuje. A jego przeciwnicy bardzo się tam mobilizują - co było widać przy okazji wyborów samorządowych.

Jednostka specjalna Jadwiga Emilewicz

Przypomnę może niedawną analizę eurowyborów w przeliczeniu na okręgi sejmowe. Wynikało z niej, że gdyby w jesiennych wyborach głosy rozłożyły się w identycznych proporcjach, to np. w okręgu poznańskim PiS miałby dalej jedynie trzech posłów.

ZOBACZ CAŁĄ ANALIZĘ: Sprawdzamy, co by było, gdyby wybory do Parlamentu Europejskiego były wyborami do Sejmu [SZCZEGÓŁOWA ANALIZA]

I w tej sytuacji Kaczyński z Gowinem rzucają do Poznania minister Jadwigę Emilewicz. To ona - jak rozumiem - ma w tym rewirze podjąć się tej mission impossible i zachęcić dodatkowych poznaniaków do głosowania na PiS.

Trudno nie nazywać Emilewicz "spadochroniarzem". Poznańscy działacze Zjednoczonej Prawicy będą musieli się nieźle nagimnastykować, by wyjaśnić, co ona w ogóle robi na liście w Poznaniu, biorąc pod uwagę, że urodziła się w Krakowie, kończyła UJ, była radną małopolskiego sejmiku, a do tego szefową muzeum w Nowej Hucie.

Ale mniejsza z tym. Poznańscy wyborcy - nie tylko ci popierający PiS - już nie raz i nie dwa pokazali, że są gotowi zagłosować na kogoś "z importu", jeśli tylko wskaże go lider partii. Dzięki temu np. w PE Wielkopolskę reprezentował Ryszard Czarnecki, a obecnie Zdzisław Krasnodębski, Ewa Kopacz, Leszek Miller czy Sylwia Spurek.

Wicepremier Jarosław Gowin już zaczął zachwalać swoją liderkę poznańskiej listy do Sejmu.





Mimo wszystko na miejscu pani minister zastanowiłbym się, czy to aby na pewno "zaszczyt i zobowiązanie" dla "jednostki specjalnej", czy może jednak rzucenie na pożarcie do jaskini lwa. To znaczy jasne - z "jedynki" mandat zdobędzie pewnie bez problemu.

Ale to wcale nie znaczy, że w kampanii wyborczej pospotyka się i pouśmiecha do poznaniaków zachwyconych samym faktem, że w ich mieście PiS nie wystawił jakiejś Krystyny Pawłowicz czy innego Zbigniewa Ziobry.

Tadeusz Zysk już to przerabiał...

Wygląda na to, że Kaczyński i spółka w sprawie Poznania niczego się nie nauczyli i powielają strategię z wyborów samorządowych 2018, w których ponieśli tu spektakularną porażkę.

Minister Jadwiga Emilewicz - czy jej się to podoba, czy nie - przez całą kampanią będzie w Poznaniu twarzą nieszczególnie lubianego tutaj PiS-u. I twarzą równie nielubianego tutaj rządu, w którym przecież osobiście zasiada.

Co nieco mógłby jej o tym opowiedzieć Tadeusz Zysk. Też miał być takim lightowym kandydatem, który nawet nie ma partyjnej legitymacji PiS, więc teoretycznie trudniej było go obrzucić błotem np. za obchodzenie konstytucji czy za zakusy rządzących wobec niezależności sądów.

Zdawało się, że to właśnie jego główny atut w porównaniu z posłem Bartłomiejem Wróblewskim, którego prezydent Jacek Jaśkowiak w kampanii mógłby okładać antypisowską pałką z każdej strony.

Co z tego wszystkiego wyszło? Praktycznie przez całą kampanię Zysk był w potrzasku. Kiedy pytali go np. o Trybunał Konstytucyjny, pokrętnie odpowiadał, że jego bardziej interesują sprawy miasta, że tak w ogóle to "konstytucję łamią wszyscy" (sic!), a poza tym on nie należy do partii.



Tyle że już parę dni później - cóż za niespodzianka - ten sam Tadeusz Zysk w otoczeniu młodych działaczy poznańskiego PiS lansował się na krajowej konwencji partii. Jeszcze później w Poznaniu wsparcia osobiście udzielali mu prezes Kaczyński i premier Morawiecki...

ZOBACZ TAKŻE: Tadeusz Zysk obnosi się z szyldem PiS tylko wtedy, gdy mu tak wygodnie

Tak notabene - Zysk w tamtej kampanii bardzo chętnie pokazywał się właśnie w towarzystwie działaczy Porozumienia. Najwyraźniej ze sztabowcami uznali, że taki "PiS light" będzie dla potencjalnych poznańskich wyborców łatwiejszy do przełknięcia, niż ciągłe występy u boku polityków PiS.

Jak to wszystko się skończyło? Kampania Tadeusza Zyska - w którą, jak się ostatnio dowiedzieliśmy dzięki "Gazecie Wyborczej", z rodziną wpakował niemal 200 tys. zł - zakończyła się porażką.

Jego wynik sam w sobie nie był taki zły. 21,3 proc. - taki typowy kandydat PiS w Poznaniu. Tyle że nie udało się uśpić ani udobruchać wyborców przeciwnych PiS-owi, którzy szturmem ruszyli głosować na Jacka Jaśkowiaka, dzięki czemu prezydent wygrał już w I turze.

Tak na marginesie... Gdyby ktoś z koleżanek czy kolegów dziennikarzy szukał dobrego, niezależnego eksperta politycznego, to jeden taki wystąpił ostatnio w Wiadomościach TVP i oczywiście komentował działania opozycji.



Z panią minister Emilewicz własnymi poznańskimi przygodami mógłby się podzielić też sam Jarosław Gowin. To on jesienią 2014 r. - tuż przed II turą wyborów prezydenta Poznania - osobiście przyjechał wesprzeć Ryszarda Grobelnego.

- Prezydent Grobelny dowiódł, że jest dobrym gospodarzem tego wspaniałego miasta. Zawsze stał po stronie chrześcijańskich, konserwatywnych wartości charakterystycznych dla mieszczańskiego Poznania - podkreślał Gowin. Nie pozostawił też suchej nitki na Jaśkowiaku: - To człowiek, który reprezentuje postawę skrajnie lewicową. (...)

Zdaniem Jarosława Gowina prezydent Grobelny to człowiek o "mocnym kręgosłupie moralnym". Jaśkowiak jako prezydent Poznania będzie przeprowadzał "lewackie eksperymenty".

Które konkretnie elementy z programu Jaśkowiaka ma na myśli? Na to pytanie "Wyborczej" nie bardzo umiał odpowiedzieć. Dalej mówił o lewicowej ideologii i wartościach. Zaznaczył, że Jaśkowiak to człowiek o poglądach bliskich Janusza Palikota.


Przestrogi Gowina na niewiele się zdały. Zresztą znamienne, że na jego konferencji nie pojawił się... sam Grobelny, któremu Gowin wsparcia udzielał. Kika dni później 59 proc. poznaniaków zagłosowało na Jaśkowiaka, te jego "lewackie eksperymenty" i poglądy ponoć bliskie Palikotowi.

Jadwiga Emilewicz nie ucieknie od trudnych pytań

To był zresztą charakterystyczny przykład, jak wyobrażenia polityków i wyborców prawicy o Poznaniu i nastrojach jego mieszkańców kompletnie rozmijają się z rzeczywistością.

Kolejnym takim przykładem - już przed wyborami 2018 - był duży tekst o Poznaniu w tygodniku "Do Rzeczy". Wyłaniał się z niego obraz Poznania niczym jakieś upadłe miasto, polskie Detroit, z mieszkańcami umęczonymi działaniami Jaśkowiaka i jego lewicową ideologią.



I znowu - gdy przyszedł dzień prawdy - jakimś dziwnym trafem większość poznaniaków zagłosowała jednak na tego niedobrego Jaśkowiaka. Przypomnijmy zresztą, co tu napisałem w powyborczą noc, zaraz po ogłoszeniu sondażowych wyników:

Jedno rywalom Jacka Jaśkowiaka z pewnością się w tej kampanii udało. Zdołali całkiem skutecznie wykreować wrażenie, że Jacek Jaśkowiak nie ma poparcia większości poznaniaków, a Poznań pod jego rządami jest uciemiężony „lewicową ideologią” i „światopoglądową rewolucją”.

Przez cztery lata przekonywali, że „zwykli mieszkańcy” wcale nie chcą uspokajania ruchu aut w centrum miasta i „przesadzania wszystkich na rowery”; że tym zwykłym mieszkańcom nie podoba się udział prezydenta w antyrządowych demonstracjach, czy nawet w marszu równości, i że w ten sposób próbuje „narzucać ideologię”. (...)

Teraz – po czterech latach – te wszystkie sponiewierane przez Jaśkowiaka grupy mogły mieć 21 października swój wielki dzień. Mogły tego niedobrego Jaśkowiaka odsunąć od władzy. Zagłosować na jego rywali, których miał aż sześcioro.

I co? I nic. To wszystko była jakaś ułuda, fatamorgana, zaklinanie rzeczywistości. To znaczy wyszło na jaw, że tych faktycznie zirytowanych na Jacka Jaśkowiaka jest… hmm… może nie garstka, ale wyraźna mniejszość.


ZOBACZ CAŁY TEKST: Prezydent Jacek Jaśkowiak ZNOKAUTOWAŁ rywali. Tak się kończy zaklinanie rzeczywistości

Jeśli więc teraz czytam na Twitterze, że tercet Emilewicz, Wróblewski i Szymon Szynkowski vel Sęk miałby nagle zapewnić poznańskiej liście PiS 30 proc. głosów...

To jednak zdecydowanie bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, że wymieniona trójka w kampanii - obok chwalenia się programem Rodzina 500+ czy uszczelnieniem wpływów z VAT - będzie musiała odpowiadać też na niewygodne pytania dziennikarzy i zwykłych poznaniaków.

Pytania o dyscyplinarne ściganie sędziego za wyrok uniewinniający żonę prezydenta Jaśkowiaka. O próbę cenzury ekonomicznej wobec Festiwalu Malta. O strajk nauczycieli, czy o uczniów, którzy właśnie skończyli wydłużoną podstawówkę z przeładowanym programem i lekcjami na dwie zmiany, a teraz w tzw. podwójnym roczniku walczą o miejsca w liceach.



To zdecydowanie nie będzie łatwa kampania dla kandydatów z poznańskiej listy PiS. Zresztą nigdy nie był to dla nich łatwy teren, ale teraz, po czterech latach niekoniecznie cenionych w Poznaniu rządów, będzie jeszcze dwa razy trudniej.

Zobaczymy, jakimi nazwiskami odpowie Koalicja Obywatelska. Na razie jest daleko w polu - dziś dopiero ogłosiła program. Teoretycznie można by się spodziewać stałego zestawu z Rafałem Grupińskim, Waldy Dzikowskim i teraz także Szymonem Ziółkowskim, ale tak naprawdę wszystko zależy od ostatecznego składu zjednoczonej (?) opozycji.

PS. "Jedynka" dla Jadwigi Emilewicz to pierwsza od lat sytuacja, w której poznańskiej listy PiS do Sejmu nie otworzy Tadeusz Dziuba. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce w wyborach 2007.

Wtedy liderką listy była śp. Zyta Gilowska. Wówczas również PiS rządził, Gilowska też była ministrem (a nawet wicepremierem), podobnie jak Emilewicz nie należała do partii Kaczyńskiego, i tak samo jak obecna "jedynka" należała w przeszłości do PO. Też miała być łagodną twarzą.

Zdobyła 54 tys. głosów, ale całej listy nie pociągnęła, PiS ugrał w okręgu poznańskim zaledwie 21 proc. W całym kraju 32,1 proc. i stracił władzę. Jeśli poznańscy politycy prawicy są przesądni - to może być dla nich zły omen.

Seweryn Lipoński / 13 lipca 2019