www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Prezydent Jacek Jaśkowiak z wotum zaufania i laurką. Nareszcie dyskusja nie tylko o cyferkach z budżetu Poznania

18 czerwca 2019

Prezydent Jacek Jaśkowiak z wotum zaufania i laurką. Nareszcie dyskusja nie tylko o cyferkach z budżetu Poznania

Poznań - Jacek Jaśkowiak - absolutorium - wotum zaufania - budżet - PiS - Koalicja Obywatelska

Prezydent Jacek Jaśkowiak dostał wotum zaufania od rady miasta. Przedtem w sali sesyjnej odbyła się długa, ale całkiem ciekawa dyskusja o sytuacji Poznania, w której padały nawet nazwiska Cyryla Ratajskiego i Andrzeja Wituskiego.

Zwykle jest tak, że gdy coś dzieje się po raz pierwszy, to wzbudza największe zainteresowanie. Tak było z pierwszą w Polsce - a później też w Poznaniu - restauracją fast foodem McDonald's. Tak było z pierwszą edycją "Mam Talent" czy z gościem, który jako pierwszy usłyszał pytanie za milion w polskich "Milionerach".

Tak samo było również z dzisiejszą nowinką na sesji poznańskiej rady miasta, czyli pierwszą "dyskusją o stanie miasta", wprowadzoną niedawno zmianą przepisów o samorządzie.

Szczegółowy raport o Poznaniu

Prezydent Jacek Jaśkowiak już na dzień dobry stwierdził: - W 2018 r. utrzymał się pozytywny trend rozwoju miasta. Potwierdzają to rankingi i wskaźniki. Żyjemy na coraz wyższym poziomie.

I przez dobrych kilka minut Jaśkowiak przytaczał kolejne, najróżniejsze rankingi, w którym Poznań zajmował ostatnio czołowe pozycje. Hmm... Z tymi rankingami to jednak lepiej być ostrożnym. Bywają zwodnicze.



Jedno trzeba Jaśkowiakowi i jego urzędnikom oddać. Ten raport o stanie miasta, który zgodnie z nowymi przepisami musieli przedstawić, naprawdę przygotowali bardzo obszernie.

To nie było zrobione na kolanie. Mnóstwo danych, statystyk, porównań, zaczynając od kwoty 1,4 tys. zł jako przeciętny koszt utrzymania jednego miejsca w miejskim żłobku, przez 262 tys. mieszkań w całym Poznaniu, a kończąc na 1507 pożarach, jakie w zeszłym roku wybuchły w mieście.

ZOBACZ CAŁY RAPORT O STANIE MIASTA POZNANIA ZA 2018 ROK

Można było wręcz odnieść wrażenie, że ten raport celowo jest tak obszerny (500 stron!), żeby nikt go nie zdołał w całości przeczytać i potem krytykować. Tyle że jak się bliżej przyjrzeć... głównie były to informacje wygodne dla prezydenta Jaśkowiaka. (o tym szerzej za chwilę)

Dyrektor Iwona Matuszczak-Szulc, szefowa wydziału rozwoju miasta, na szczęście darowała sobie omawianie tych wszystkich szczegółów. Dzięki temu radni szybko przeszli do dyskusji.

Dyskusji już nie tylko o samym budżecie miasta i jego wykonaniu, jak to było w poprzednich latach, ale szerszej dyskusji o całym mieście... Wróć! Tak naprawdę, momentami, dyskusji o samym Jaśkowiaku.

- Pan prezydent bardzo utrudnia nam wyrażenie akceptacji dla kierunku, w którym prowadzi miasto. Jego działania często stoją w sprzeczności z jego deklaracjami działań otwartych, demokratycznych, dialogowych - zaczął Przemysław Alexandrowicz, szef klubu radnych PiS.

Zamiast dyskusji o mieście na moment zrobiła nam się więc znowu rozmowa o partyjnym zaangażowaniu Jaśkowiaka. O tym, że podzielił poznaniaków, i że gorzej traktuje "kaczystów".

Radny Alexandrowicz: - Trudno, żeby ta grupa nie czuła się dotknięta jego stałym manifestowaniem politycznych sympatii i antypatii. Prezydent powinien liczyć się ze wszystkimi mieszkańcami. A nie tylko z tymi, którzy podzielają jego poglądy.

Zgodnie z przewidywaniami to właśnie politycy PiS byli dziś najaktywniejsi. Postawili sobie chyba za punkt honoru, by każdy z nich wziął udział w debacie, ostatecznie nie zrobił tego tylko Łukasz Kapustka.

UPDATE: Tu moja pomyłka i niedopatrzenie - radny Kapustka też zabrał wczoraj głos! Rzutem na taśmę, na sam koniec dyskusji, ale jednak. Zwracam honor.

Zatem Michał Grześ przywoływał nazwiska Cyryla Ratajskiego i Andrzeja Wituskiego (!), przekonując, że Jaśkowiak też ma szansę "przejść do historii" (!!) jako jeden z tych "wielkich prezydentów" (!!!), jeśli nie będzie się skupiał na ideologii.



Radna Klaudia Strzelecka wypominała Jaśkowiakowi kiepską - bo na poziomie 55 proc. - realizację inwestycji. Radny Mateusz Rozmiarek wytykał prezydentowi niespełnione obietnice jeszcze z pierwszej kadencji.

Tak na marginesie wygląda na to, że Rozmiarek korzystał z listy 30 obietnic Jaśkowiaka z Poznań Spoza Kamery, bo to tu omyłkowo napisałem kiedyś, że Jaśkowiak rzucił liczbę 25 dzieci na klasę w dyskusji radiowej. Tak naprawdę przed II turą podpisał się pod takim postulatem społeczników.

Panie radny, miło, że Pan tu zagląda i korzysta (tak jak w kampanii wyborczej Jarosław Pucek), polecam się na przyszłość! ;)

"Kto zrobił reformę oświaty? Jaśkowiak?"

Tak generalnie radni PiS nazywali raport o stanie miasta "laurką dla prezydenta". Faktycznie, trudno było nie odnieść podobnego wrażenia, gdy czytało się np., że nie ma większych problemów z zanieczyszczeniem powietrza, albo gdy w rozdziale o seniorach ani słowem nie wspomniano o kłopotach wokół planowanej budowy centrum medycyny senioralnej.

- Budżet miasta był nierealny i rozdmuchany. Panie prezydencie, pan już nie ma trzech lat, pora ściągnąć różowe okulary. I spojrzeć na Poznań realnie - skwitowała radna Strzelecka.

- To są wydumane historie. Nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Chciałbym, żeby koleżanki i koledzy z opozycji przejechali się po mieście, przeszli po dzielnicach i osiedlach, porozmawiali z mieszkańcami - ripostował Marek Sternalski, szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej.

Podkreślał, że tym razem nie będzie mówił o konstytucji, sądach czy o mniejszościach seksualnych, tylko skupi się na sprawach miejskich. Jako przykład przedstawił szereg inwestycji w szkołach za 282 mln zł. I przy okazji odniósł się do wspomnianej przez Rozmiarka obietnicy 25 dzieci na klasę.

- Nie będzie się uczyć po 25 osób w klasach. A dlaczego? Bo przyszedł podwójny rocznik. Kto go zrobił? Prezydent Jaśkowiak? - ironizował Sternalski. - Te dzieci będą się uczyć do godz. 18 dzięki komu? Dzięki panu prezydentowi, czy dzięki komuś innemu, czyja reforma oświaty jest tak udana?

- Przepraszam bardzo, ale inwestowanie w szkoły to przecież nie jest żadna łaska, tylko nasz obowiązek! To zadanie które nie podlega dyskusji. A my mówimy o czymś dodatkowym - odparła Lidia Dudziak z PiS.

I taka to była dyskusja. Bardzo mnie ciekawiło, co powiedzą radni Prawa do Miasta, ale oni akurat nie zaskoczyli. Przyjęli retorykę "jest nieźle, w niektórych sprawach nawet bardzo dobrze, ale w innych dzieje się nie najlepiej".

Chwalimy się, że coraz więcej ludzi bierze udział w imprezach kulturalnych, ale ci ludzie muszą też chodzić po nierównych chodnikach w śródmieściu albo dziurawych drogach na peryferiach


Dorota Bonk-Hammermeister, radna koalicji Prawo do Miasta



Koniec końców zarówno Prawo do Miasta, jak i dwoje radnych lewicy, zagłosowało za wotum zaufania dla Jaśkowiaka.

Tak w okolicach obiadu przyszedł też czas na zwykłych mieszkańców spoza rady. Mogli wziąć udział w dyskusji tylko pod warunkiem, o ile zebrali 50 podpisów, co od rana bardzo krytykowała była kandydatka na prezydenta Anna Wachowska-Kucharska.

Jednak dzisiejsze wydarzenia pokazały, że ten wymóg 50 podpisów chyba jednak jest potrzebny. Bo troje mieszkańców, którzy je zebrali i zabrali głos, akurat wniosło do tej debaty najmniej.

Jedna pani przedstawiła lokalną sprawę z os. Sobieskiego i Marysieńki, którą można by śmiało poruszyć na komisji, ale - na litość boską - nie na sesji o sytuacji całego miasta.

W zasadzie tylko Przemysław Czechanowski z Partii Razem (jak na ironię - partyjny kolega AWK) poruszył jakieś szersze problemy miasta.

Z kolei Wiesław Rygielski, szef komisji dialogu obywatelskiego i zarazem lider koalicji Bye Bye Smog, tak się rozgadał w krytyce Jaśkowiaka, że nie zdążył przejść do żadnych konkretów i z jego wystąpienia chyba najbardziej zapamiętamy to, że pomylił Franciszka Sterczewskiego z Markiem Sternalskim.



I pomyślcie sobie teraz, co by było, gdyby w takiej dyskusji głos mógł zabrać każdy mieszkaniec bez progu 50 podpisów. Oczywiście - w teorii - piękna i słuszna idea. Demokracja bezpośrednia. Jednak w praktyce zrobiłby się z tej debaty potworny bajzel i chaos.

Niemal godzinna tyrada radnej PiS

Dyskusja do pewnego momentu była całkiem dynamiczna i ciekawa. Zabiła ją dopiero radna Sara Szynkowska vel Sęk, która przemawiała dokładnie przez 49 min 55 s, co nawiązywało już do najlepszych wyczynów byłej radnej Katarzyny Kretkowskiej.

- Faktycznie chodzimy po innych miastach. Zwłaszcza pan prezydent chodzi często po Gdańsku czy Wrocławiu, a po Poznaniu tylko wtedy, gdy można się polansować - zaczęła Szynkowska vel Sęk i zapowiadało się na krótkie, konkretne, ostre wystąpienie. Dostaliśmy jednak blisko godzinną tyradę.

Tuż po godz. 16, gdy Szynkowska vel Sęk zaczynała mówić, z os. Sobieskiego wyruszył tramwaj linii nr 16. Kiedy "16" przemykała przez centrum miasta nieopodal urzędu przy pl. Kolegiackim, radna nawijała w najlepsze, tak samo jak wtedy, gdy tramwaj dojechał już na Franowo.

Motorniczy zdążył jeszcze wyskoczyć na ćmika - lub, jeśli niepalący, spokojnie zrobić sobie kawę w kanciapie MPK przy pętli - i dopiero wtedy radna PiS skończyła mówić. Masakra!

- Dziękuję za tę wyczerpującą wypowiedź - skomentował uprzejmie przewodniczący rady miasta Grzegorz Ganowicz. Radny lewicy Henryk Kania, który zabrał głos krótko potem, zapowiedział, że postara się "wyczerpać temat, a nie słuchaczy, bo niektórzy już są wyczerpani".

Mam nadzieję, że pani radna wybaczy mi tę szyderę, ale takim przydługim wystąpieniem "o wszystkim i o niczym" po prostu zanudziła słuchaczy i sprawiła, że zamiast zastanowić się nad poruszonymi przez nią kwestiami, chyba wszyscy zaczęli marzyć o przejściu do głosowania.

Inna sprawa, że gdy Sara Szynkowska vel Sęk przemawiała, prezydent Jaśkowiak wyszedł z sali i część dyskusji po prostu olał. To akurat słabe. Ten jeden dzień w roku powinien być tym, w którym prezydent siedzi od początku do końca, słucha radnych i osobiście odpowiada na ich pytania.

Kiepsko trafiła też kolejna radna PiS Ewa Jemielity. Postanowiła ujawnić różne nieznane dotąd fakty wokół POSUM i Centrum Medycyny Senioralnej, tyle że zabierała głos jako ostatnia, grubo po godz. 17.

No właśnie, wtorek, sesja absolutoryjna, po godz. 17, po kilkunastu innych wystąpieniach (w tym blisko godzinnym w wykonaniu jej klubowej koleżanki), do tego słońce i upał na zewnątrz... Tu nawet afera Rywina w takich okolicznościach przeszłaby bez echa.

Dyskusja nie tylko o pieniądzach

Zaskoczenia podczas głosowania oczywiście nie było. Prezydent Jaśkowiak dostał wotum zaufania - bo tak to się teraz nazywa - głosami Koalicji Obywatelskiej, ale też Prawa do Miasta i Lewicy.

Później była też jeszcze dyskusja i głosowanie nad absolutorium, ale całkowicie zeszło na drugi plan, co zresztą było chyba głównym zamysłem przy tej zmianie przepisów.

I moim zdaniem ta forma - przynajmniej przy pierwszym podejściu - w Poznaniu się sprawdziła. Zamiast dyskusji o tym, czy zgadzają się cyferki w budżetowych tabelach, mieliśmy poważniejszą dyskusję o mieście. Z tym że momentami aż zbyt szeroką i mało uporządkowaną.

Wystarczy jednak przypomnieć, do jakich absurdalnych sytuacji dochodziło, gdy cały ciężar dyskusji koncentrował się na udzieleniu absolutorium:

Rok 2015
Kuriozalna sytuacja. Rada miasta głosuje nad absolutorium dla Jacka Jaśkowiaka, choć w praktyce głosowanie dotyczy budżetu miasta z 2014 r., kiedy rządził jeszcze Ryszard Grobelny.

Pojawia się pomysł, by nie udzielić absolutorium, i w ten sposób symbolicznie dokonać „symbolicznej recenzji” końcówki rządów Grobelnego. Jednak ostatecznie PO nie głosuje ani za, ani przeciw, sprawa pozostaje nierozstrzygnięta.

Rok 2016
Tu już głosowanie dotyczy okresu rządów Jaśkowiaka. Ale budżet na 2015 r., który podlega ocenie, układał mu przecież nie kto inny jak… Ryszard Grobelny. I głównie tym PO tłumaczy różne kłopoty z jego realizacją.

Rok 2017
To tak naprawdę jedyny rok w całej kadencji, kiedy ocena dotyczyła zarówno rządów urzędującego prezydenta jak i jego autorskiego budżetu, a na horyzoncie nie ma wyborów. Prezydent Jaśkowiak, mimo krytyki ze strony opozycji, absolutorium dostaje.


ZOBACZ TAKŻE: Prezydent Jacek Jaśkowiak ma absolutorium, ale hucznego balu z tej okazji nie będzie...

A że wynik głosowania i tym razem był z góry do przewidzenia? To tak jak z głosowaniem nad wotum nieufności dla rządu, który ma większość w Sejmie, czyli czasami warto choćby dla samej dyskusji. I tu na koniec dwa cytaty.

Radna PiS Lidia Dudziak: - Tak to już jest, że opozycja jest po to, żeby krytykować różne niedogodności, a wy się chwalicie. Tu nie ma się co obrażać.

Radna KO Małgorzata Dudzic-Biskupska: - Mieszkańcy w wyborach pokazali, że to, co dzieje się w mieście, jest zgodne z ich przekonaniami. A - jak to powiedział klasyk - z decyzjami suwerena się nie dyskutuje.

Seweryn Lipoński / 18 czerwca 2019