www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Eurowybory 2019. Koalicja Europejska przegrywa z PiS do przerwy 0-1 i potrzebuje cudu jak kiedyś Manchester United

27 maja 2019

Eurowybory 2019. Koalicja Europejska przegrywa z PiS do przerwy 0-1 i potrzebuje cudu jak kiedyś Manchester United

Poznań - eurowybory 2019 - Parlament Europejski - PiS - Koalicja Europejska - Wiosna - Wielkopolska

Zaskoczenia nie było. Tym bardziej nie było też sensacji. Partia Jarosława Kaczyńskiego z wyraźną, choć jeszcze nie miażdżącą przewagą wygrywa wybory do Parlamentu Europejskiego, stając się zdecydowanym faworytem do utrzymania jesienią władzy w kraju.

- Dziękuję wszystkim tym, którzy nas poparli, czyli poparli dobrą zmianę, to wszystko, co nasz rząd uczynił w różnych dziedzinach - podkreślił Jarosław Kaczyński, prezes PiS, tuż po ogłoszeniu wyników exit poll. - Poparli perspektywę kontynuacji tej polityki w kolejnych latach.

Trudno w zasadzie o lepszą puentę wyborczego wieczoru. Te wyniki - już w tej chwili wiemy z niemal wszystkich podliczonych głosów, że jest to 45,6 proc. dla PiS, 38,3 dla KE - tak naprawdę są dobrym podsumowaniem ponad trzech ostatnich lat w polskiej polityce.



Pokazują, że duża część Polaków nie ma nic przeciwko upolitycznianiu prokuratury czy mediów publicznych, jeśli w zamian uda się rozpędzić gospodarkę i uszczelnić system podatkowy.

Przełkną spowodowany reformą oświaty chaos w szkołach - byle tylko nie dopuścić tam edukacji seksualnej. I dodatkowo dostać wyprawkę szkolną oraz - oczywiście - co miesiąc 500 plus. Teraz już według zapowiedzi na każde dziecko.

Przymkną oko na mniej unijnych euro dla Polski, jeśli taka ma być cena za to, że Polska tu i ówdzie będzie się stawiać Niemcom czy Francji i mimo członkostwa w UE będzie bronić swoich różnych wewnętrznych spraw i tradycyjnych, choćby najbardziej zaściankowych tradycji, a niekoniecznie z góry przyjmować unijne rozwiązania czy wartości.

Mówiąc w największym możliwym skrócie... Pokazują, że duża część Polaków (choć cały czas nie większość!), mimo tylu kontrowersji i zastrzeżeń, popiera wizję państwa według PiS. A teraz także wizję Europy.

Przegrali łatwiejszą połowę

- To jest pierwsza połowa meczu. Wiemy, że wszystko jest przed nami - przekonywał z kolei na gorąco Grzegorz Schetyna. Lider Koalicji Europejskiej chyba przez kurtuazję nie dodał jednak, jaki jest wynik. Musiałby bowiem przyznać, że jest jak w książce Adama Bahdaja, czyli do przerwy 0-1.

To jeszcze oczywiście niczego nie przesądza. Tak na boisku, jak i w polityce można wybrnąć z o wiele gorszego szamba, o czym najlepiej mogliby przypomnieć Kaczyński i spółka. Przypomnijcie sobie, gdzie byli 10 lat temu, przy okazji eurowyborów 2009:



Z drugiej strony trudno teraz mówić o jakimś zaskoczeniu. Zwycięstwo PiS z przewagą kilku punktów zwiastował niemal każdy sondaż, Platforma z koalicjantami co prawda gonili, gonili, ale nie dogonili.

Jak już jesteśmy przy analogiach piłkarskich, to tak się złożyło, że ta wyborcza niedziela przypadła dokładnie w dwudziestą rocznicę słynnego finału Ligi Mistrzów z 1999 r.

Tak, tego, w którym Manchester United przegrywając 0-1 z Bayernem Monachium przez niemal cały mecz, w doliczonym czasie strzelił nagle dwie bramki i wyrwał trofeum.



Zapewne Grzegorz Schetyna nie miałby nic przeciwko, by jesienią być takim Manchesterem United polskiej polityki, odwrócić losy wyborczego meczu i pokonać PiS. Ale... Teraz Schetyna potrzebowałby do tego cudu.

Jasne - każdy wynik da się odwrócić. Dodajmy jednak, że Schetyna i spółka schodzą na przerwę przegrywając 0-1, mimo że wybory europejskie teoretycznie były dla nich tą łatwiejszą połową.

Drugą część meczu Koalicja Europejska będzie grać pod słońce, pod wiatr i w dodatku nie wiadomo, czy w pełnym składzie. Zaraz mogą z niego wypaść niektórzy zawodnicy - choćby ci spod szyldu Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Znamienne, że Grzegorz Schetyna zamiast o wyniku koalicji więcej mówił dziś o tym, że w ogóle udało się ją utworzyć. Tak jakby bał się, że inaczej politycy PSL, SLD czy jakiejś innej Nowoczesnej jeszcze podczas wieczoru wyborczego obrócą się na pięcie i wyjdą, trzaskając drzwiami.

Wątek kościelny pomógł PiS

Taki wynik Koalicji Europejskiej - 38,4 proc. - to oczywiście nie jest żadna klęska. To całkiem porządny rezultat, który w wielu innych okolicznościach dałby zwycięstwo, choćby w wyborach 2015 wygranych przecież przez PiS.

Tyle że tym razem tenże PiS był jeszcze silniejszy. Jeszcze bardziej zmobilizowany. Dotąd w wyborach do Parlamentu Europejskiego kluczowi byli mieszkańcy dużych miast, tym razem było na odwrót, do urn chętniej niż zwykle ruszyli ludzie ze wschodu, ze wsi itd.

Już słyszymy, że przyczyniła się do tego antyklerykalna polityka Wiosny, Lewicy Razem i - po części - także Koalicji Europejskiej. Takie opinie w studiu TVN24 wygłosili prof. Andrzej Zybertowicz i Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej". Czyli postaci o skrajnie różnych poglądach.

Wygląda na to, że opozycja dość lekkomyślnie wyśmiała Jarosława Kaczyńskiego, gdy grzmiał o "podnoszeniu ręki na Kościół". Zaraz potem wjechał film braci Sekielskich o księżach pedofilach. I wydawało się, że wątek kościelny jest pozamiatany, bo w tych okolicznościach zdawał się totalnie nie do obrony.

Tymczasem film Sekielskich - choć wywołał przeprosiny biskupów i wstrząsnął nawet ludźmi blisko związanymi z Kościołem - nie zmienił przecież postrzegania antyklerykalnych haseł przez konserwatywnych wyborców.

Jeśli kogoś oburzało przemówienie Leszka Jażdżewskiego na UW czy tęczowa aureola nad głową Matki Boskiej Częstochowskiej, to raczej nie przestał się nagle oburzać, gdy obejrzał "Tylko nie mów nikomu".

Jeśli ktoś krzywo patrzył na zapowiedzi Biedronia, że opodatkuje księży i wyprowadzi religię ze szkół, to też przecież po filmie Sekielskich nie zaczął z dnia na dzień przyklaskiwać takim hasłom.

Polska konserwatywna górą

Można by tu znowu mówić o Polsce A i Polsce B czy o pozostałościach jeszcze z czasów zaborów.

Ja jednak wolę mówić o Polsce konserwatywnej i Polsce postępowej. Jeśli zsumujemy te dwa bloki, to wychodzi nam, że oba cieszą się poparciem bardzo dużej części społeczeństwa, obecnie z lekkim wskazaniem na konserwatystów:

PiS 45,6 + Konfederacja 4,6 + Kukiz 3,7 = 53,9 proc.
KE 38,3 + Wiosna 6,0 + Lewica Razem 1,2 = 45,5 proc.

To nie jest kraj pęknięty na pół. Te grupy, oczywiście w różnych proporcjach, mieszkają obok siebie w tych samych wsiach i miastach, pracują ze sobą w tych samych firmach, robią zakupy w tych samych sklepach, zdają egzaminy na tych samych studiach.

I czasem dochodzi między nimi do poważnych zwarć. Jak choćby w ostatnich dniach, gdy banda homofobów zaatakowała na moście Łazienkowskim ludzi upamiętniających 24-letnią Milo, czy już nawet kilka lat temu podczas słynnych przepychanek wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

Jak na tym tle wyglądają Poznań i Wielkopolska? Sondaż Ipsos sugerował, że w tym ujęciu cały region okazał się mocno "propostępowy", teraz nad ranem już wiemy, że różnica nie jest aż tak duża. Ale mimo wszystko na korzyść KE.

I to mimo że jeszcze np. w jesiennych wyborach do sejmiku było niemal po równo.

Jeszcze bardziej widać to na przykładzie samego Poznania - w tym przypadku znamy już dokładne wyniki z całego miasta:



Trzy i pół roku temu po wyborach 2015 napisałem, że Poznań może być jak ostatnia wioska Galów opierająca się rządzącym, i te słowa najwyraźniej w żaden sposób nie straciły na aktualności.

Koalicja Europejska miażdży tu konkurencję jeszcze bardziej niż w wyborach samorządowych. Zwraca też uwagę dobry wynik Wiosny, lepszy nawet niż w Warszawie, czego skutkiem może być mandat europosłanki dla Sylwii Spurek.

(Inna sprawa, że Robert Biedroń cieszył się jak dziecko z tych 6 proc. w skali kraju, choć dla jego partii de facto oznacza to balansowanie na granicy przeżycia do jesiennych wyborów)

Triumfują też - według Ipsos - Ewa Kopacz (ponad 250 tys. głosów - jeden z topowych wyników w całym kraju), Leszek Miller, Zdzisław Krasnodębski. Może jeszcze Andżelika Możdżanowska.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że zdecydowanie więcej niż zwycięzców może tu być przegranych, lub przynajmniej rozczarowanych wynikami:

- Piotr Liroy Marzec, jeden z liderów Konfederacji, bez mandatu mimo sukcesu całej koalicji (pospieszyłem się z tym sukcesem - Liroy po prostu podzielił los całego komitetu)
- Szymon Szynkowski vel Sęk, który mimo kampanii z przytupem nie przeskoczył liderów listy PiS
- Michał Wawrykiewicz i Marcin Bosacki, którzy też dwoili się i troili, a na koniec okazało się, że z dalszych miejsc w starciu z byłymi premierami nie mają żadnych szans
- Waldemar Witkowski, który tym razem nie tyle okazał się niewybieralny, co cała jego koalicja i lista była niewybieralna

Jeszcze na koniec parę słów o Konfederacji i Kukizie. Długo wydawało się, że z tego antysystemowego duetu ktoś kogoś zepchnie znad progu wyborczego. I faktycznie - przez cały wieczór wyborczy oraz noc Konfederacja pozornie mogła świętować... Przedwcześnie.

Jedni i drudzy w jakimś sensie podzielili los lewicy z wyborów 2015. Tak ze sobą rywalizowali, tak się zwalczali i akcentowali różnice, że koniec końców wspólnie spadli w wyborczą przepaść. A głosy na nich de facto przepadły.

To być może przestroga także dla Koalicji Europejskiej. Można sobie wyobrazić scenariusz, w którym ten sojusz się rozpada, i do jesiennych wyborów wszyscy idą osobno.

I wówczas osłabiona Platforma zgarnia - powiedzmy - ledwie 25 proc. głosów. Politycy SLD z ludźmi Biedronia licytują się, kto jest bardziej lewicowy, by zgarnąć po 3-4 proc. i zostać na lodzie.

Dodajmy jeszcze PSL poniżej progu. I Nowoczesną z poparciem mikroskopijnym jak Polska Fair Play Roberta Gwiazdowskiego w tych eurowyborach.

W takim przypadku PiS nie tylko nie miałby żadnych problemów z utrzymaniem bezwzględnej większości. Mógłby - kto wie, kto wie - otrzeć się o większość konstytucyjną. A wtedy już żadne kruczki wokół Trybunału Konstytucyjnego czy niedrukowanie jego wyroków nie byłyby już do niczego potrzebne.

Tak się składa, że w szeregach Koalicji Europejskiej są politycy, którzy scenariusz z nieprzeskoczeniem progu wyborczego przerabiali niedawno na własnej skórze. Zobaczymy, czy panowie - teraz już europosłowie - Cimoszewicz, Miller i Belka podpowiedzą kolegom i koleżankom z koalicji, jak uniknąć powtórki z rozrywki.

Seweryn Lipoński / 27 maja 2019