www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Rusza nowy sezon serialu "Tramwaj na Naramowice"! Może być hitem. Zapraszają Miasto Poznań Pictures z PIM Studios

14 grudnia 2018

Rusza nowy sezon serialu "Tramwaj na Naramowice"! Może być hitem. Zapraszają Miasto Poznań Pictures z PIM Studios

Poznań - Jacek Jaśkowiak - tramwaj na Naramowice - Poznańskie Inwestycje Miejskie - Nowa Naramowicka

To już dzisiaj. Zaczyna się nowy - ponoć finałowy? - sezon serialu "Tramwaj na Naramowice". Podobno ma potencjał, by zastąpić słynną operę mydlaną "Rondo Kaponiera", którą przez lata z zapartym tchem śledziły tysiące poznaniaków.

Dzisiejsze dodatki telewizyjne do gazet mają okładki podobne do zdjęcia ilustrującego ten wpis. Początkowe strony, zwykle poświęcone największym filmowym hitom tygodnia, tym razem zajmują zapowiedzi nowego sezonu poznańskiego serialu...

"Tramwaj na Naramowice", serial obyczajowy, Polska 2018-???, reż. Jacek Jaśkowiak, wyk. Maciej Wudarski Jaromir Weigel, Krzysztof Sas, Marcin Gołek. Sezon 5, odc. 1/???, piątek 14 grudnia, Pętla Wilczak.

Producenci serialu - czyli Miasto Poznań Pictures we współpracy z PIM Studios - zapowiadają, że to ponoć sezon finałowy, ale... Gdyby słuchać ich wcześniejszych deklaracji - to cały serial byłby już w ogóle zakończony.

Tymczasem koneserzy wskazują, że nowy sezon może być najciekawszym z dotychczasowych, i że ma szansę przebić głośne produkcje Netflixa typu "House of Cards", "Czarne lustro", czy nawet najnowszy "1983".

Kto wie, czy "Tramwaj na Naramowice" nie zostanie nawet następcą słynnego serialu "Rondo Kaponiera". To był dopiero hit! Tak trzymał w napięciu, że cały Poznań zastanawiał się, kiedy i jak (i czy w ogóle) się zakończy.

ZOBACZ TAKŻE: Jak żyć? "Rondo Kaponiera", najsłynniejszy poznański serial, został dzisiaj zdjęty z anteny

Za to z "Tramwajem na Naramowice" do tej pory było trochę jak z "Modą na sukces". Jeszcze się na dobre nie rozkręciło, a już odcinków powstało tyle, że nikt nie pamięta kiedy były pierwsze.

Przez te wszystkie lata zmieniali się reżyserzy - przed Jackiem Jaśkowiakiem na planie rządzili Ryszard Grobelny i Mirosław Kruszyński. Zmieniał się nawet raz po raz, chyba dla niepoznaki, sam tytuł serialu. Czasami bywał choćby "Trolejbusem na Naramowice".



No i w końcu - jesienią 2014 r. - do siedziby Miasto Poznań Pictures wkroczył szerzej nieznany reżyser Jacek Jaśkowiak i z miejsca zapowiedział, że z "Tramwaju na Naramowice" zrobi arcydzieło.

Puste szuflady i "wina Grobelnego"

Najważniejsze pytanie, jakie wszyscy sobie zadawali i chyba nadal sobie zadają przy okazji premiery tej inwestycji, brzmi:

Dlaczego to wszystko tak długo trwało???

No cóż, Jacek Jaśkowiak z pewnością nie wykazał się politycznym zmysłem, kiedy zaraz po wygraniu wyborów publicznie mówił: - Życzyłbym sobie, żeby to było zrobione w tej kadencji.

Dzisiaj wiemy już doskonale, że były to zapowiedzi równie stonowane i możliwe do realizacji, jak słynne "jedziemy po puchar" Jerzego Engela przed piłkarskim mundialem 2002 w Korei i Japonii.

Prezydent Jaśkowiak przez jakiś czas zaklinał rzeczywistość. Tak samo zresztą jak z obiecaną budową 4 tys. mieszkań komunalnych.

Kiedy stało się jasne, że budowa trasy na Naramowice nie tylko nie zakończy się przed wyborami 2018, ale nawet nie ruszy, zaczęły się tłumaczenia. Z ust samego Jacka Jaśkowiaka najczęściej słyszeliśmy o dwóch powodach:

- jego poprzednik Ryszard Grobelny ponoć nic nie zrobił w tej sprawie i zostawił Jaśkowiaka bez gotowych koncepcji, projektów itd.

- sam Jaśkowiak chciał wszystko jak najlepiej przygotować, skonsultować itd., żeby uniknąć wpadek takich jak z Kaponierą czy ul. Dąbrowskiego

Drugi z wymienionych powodów brzmi całkiem sensownie. Przypomnijcie sobie tylko, jak czasami wyglądało przygotowanie inwestycji w wykonaniu Grobelnego i spółki.

Dość powiedzieć, że przed przebudową wspomnianego ronda Kaponiera i ul. Roosevelta nikt nie pomyślał, by sprawdzić stan mostu Uniwersyteckiego. Wyniki ekspertyzy przyszły dopiero latem 2012 r. - gdy inwestycja de facto już trwała.

Słynne były też niektóre "konsultacje" z mieszkańcami, np. dróg rowerowych na ul. Bukowskiej (odbyły się, gdy... budowa już ruszyła), albo w sprawie dróg i przejścia podziemnego pod ul. Matyi przy dworcu PKP (już nic nie dało się zmienić, bo drogowcy wcześniej wystąpili z wnioskiem o pozwolenie na budowę).

Natomiast podkreślanie przez Jacka Jaśkowiaka, że nie znalazł w szufladzie przy pl. Kolegiackim gotowych planów budowy trasy na Naramowice, trąci już charakterystycznym dla niego zwalaniem winy na poprzedników i jest zwyczajnie słabe.

Jeśli Jaśkowiak jesienią 2014 r. faktycznie liczył, że zaraz po wygraniu wyborów wkroczy do urzędu, zastanie gotowe projekty budowlane (a może nawet wykonawcze!) i będzie mógł z dnia na dzień ruszyć z budową trasy tramwajowej...

To oznaczałoby, że kandydując na prezydenta nie miał zielonego pojęcia o tym, co się dzieje w mieście. Prezydent Grobelny i jego ekipa krótko przed tamtymi wyborami zaczęli dopiero konsultacje społeczne.

Jeszcze nie zdecydowali nawet, czy na Naramowice ma jeździć tramwaj, czy może tzw. BRT (sam Grobelny ewidentnie skłaniał się ku temu rozwiązaniu i na różne sposoby torpedował plan z tramwajem). Były dopiero pierwsze analizy.

Zresztą Jaśkowiak sam krytykował ślamazarne działania Grobelnego w tej sprawie podczas debaty w WTK przed II turą. Posłuchajcie sami (od 22:45):



Tym bardziej nie wiem, skąd później niby wzięło się u niego przekonanie, że projekt trasy na Naramowice jest niemal gotowy i czeka sobie spokojnie w szufladzie przy pl. Kolegiackim.

Zresztą podczas ostatniej kampanii wyborczej Jarosław Pucek wytknął Jaśkowiakowi, że jego zarzuty, że "nic nie zostało zrobione", to nie do końca prawda. Budowę ul. Nowej Naramowickiej miasto robi częściowo na podstawie projektu z 2013 r. Dla którego była też wydana decyzja środowiskowa.

Kiedyś chciał jednopasmówki, dziś mówi o "ekstremum"

Sprawa trasy na Naramowice pokazuje też jak na dłoni swoistą ewolucję prezydenta w podejściu do komunikacji. To już nie jest ten sam Jacek Jaśkowiak, który w dyskusjach z Grobelnym zachwycał się niemieckim Fryburgiem, gdzie powstało osiedle obsługiwane tylko komunikacją publiczną.

Przypomnijmy, że jeszcze na początku 2015 r. - krótko po wygranych wyborach - Jaśkowiak już jako prezydent zapowiadał budowę trasy na Naramowice, podpierając się projektem przygotowanym przez stowarzyszenie Inwestycje dla Poznania.

Projekt ten, w największym skrócie, zakładał budowę trasy tramwajowej oraz równoległej jednopasmowej ul. Nowej Naramowickiej. Przyszły prezydent prezentował te plany w kontrze do pomysłów Grobelnego. Ten bowiem widział na Naramowicach nową, szeroką, dwupasmową ulicę.

Teraz prezydent Jaśkowiak - poza tramwajem - rusza z budową takiej właśnie szerokiej, na sporym odcinku dwupasmowej, ulicy. Co z zachwalanym przez niego kiedyś projektem IdP? Zdążył go już nazwać w wywiadach "ekstremum".

Nie przewiduję korków, jest to po prostu obszar, gdzie należy zapewnić komfort dojazdu wszystkim użytkownikom. (...) Zapewnianie możliwości dojazdu z punktu A do punktu B nie jest niczym złym

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, wyp. ze stycznia 2018 r., źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Za parę lat przekonamy się, czy miał rację i czy taka szeroka droga faktycznie jest niezbędna dojeżdżającym np. z Radojewa i Biedruska, czy też może da o sobie znać tzw. prawo Lewisa-Mogridge'a, tramwaje z Naramowic będą jeździć puste (Tadeusz Zysk lubi to!), a ul. Nowa Naramowicka będzie jeszcze bardziej zakorkowana niż obecna.

Na sztandary wracają Naramowice

Ponad rok temu zwracałem uwagę, że - wobec poślizgu z tramwajem na Naramowice - prezydent uruchomił plan B, czyli na pierwszy plan przed wyborami wysunął przebudowę Św. Marcina.

Teraz Św. Marcin jest już na finiszu. Co prawda zaraz przyjdzie czas na przebudowę jej kolejnych odcinków, a także sąsiednich ulic typu Gwarna czy 27 Grudnia, ale nie będzie to już tak spektakularne.

Prawdopodobnie uwaga poznaniaków skupi się z powrotem na tramwaju na Naramowice. To w końcu cały czas, bez względu na wszystko, sztandarowa obietnica Jacka Jaśkowiaka.

Zresztą jego ekipa już zadbała o odpowiednią oprawę i otoczkę. W ostatnich tygodniach na stronie internetowej Poznańskich Inwestycji Miejskich do rangi ważnego newsa urastały nawet takie formalności, jak wybór tzw. inżyniera kontraktu czy podpisanie z nim umowy.

Jeśli się komuś wydaje, że po tych wszystkich przygotowaniach, opóźnieniach itd. najgorsze już za Jaśkowiakiem, to może być w błędzie. Budowa trasy na Naramowice ma kilka potencjalnych pułapek:

- koszty (380 mln zł!), które już teraz są wyższe niż pochłonęła cała przebudowa Kaponiery i ul. Roosevelta (!!), a mówimy tu przecież tylko o pierwszym odcinku (!!!) z Naramowic do pętli Wilczak

- utrudnienia komunikacyjne, zwłaszcza przy przebudowie skrzyżowania ul. Naramowickiej z Lechicką, które i bez tego jest codziennie wąskim gardłem paraliżującym Naramowice

- długość trasy, to aż 3,3 km, czyli najdłuższa nowa trasa tramwajowa od czasów Pestki; nawet przy budowie krótszych (trasa na Franowo - 2,5 km, przedłużenie Pestki do Dworca Zachodniego - 1 km) wychodziły na jaw różne nieprzewidziane sytuacje

- przyszły etap II inwestycji, czyli odcinek z Wilczaka do Małych Garbar wzdłuż ul. Szelągowskiej, zwłaszcza że jego budowa ma ruszyć jeszcze przed zakończeniem pierwszego odcinka

Przestrogą niech będzie fakt, że np. słynna przebudowa Kaponiery - uważana dziś za symbol źle przygotowanej i nieudolnie prowadzonej inwestycji - również była podzielona na dwa etapy.

Pierwszy polegał na przebudowie ul. Roosevelta na newralgicznym odcinku od mostu Dworcowego do Bałtyku. I - choć w połączeniu z innymi inwestycjami przed Euro 2012 spowodował największe w ostatnich latach korki w mieście - mimo wszystko przebiegł całkiem sprawnie.



Drogowcy uwinęli się z nim w niespełna rok. Nie było żadnej obsuwy terminów (choć niewiele brakowało...) ani rosnących kosztów. Rzutem na taśmę jakimś cudem udało się zdążyć przed Euro 2012.

Zdawało się, że podobnie powinien przebiec drugi etap, czyli samo rondo i dalsza część ul. Roosevelta do mostu Teatralnego. I to dopiero ta część inwestycji się sypnęła. Zamiast nieco ponad rok - trwała ponad cztery lata. A łączne koszty wzrosły z 209 mln zł do 360 mln zł.

Prezydent Jacek Jaśkowiak oraz śp. Paweł Śledziejowski, zmarły niedawno szef Poznańskich Inwestycji Miejskich, wielokrotnie podkreślali, że z tamtych błędów poprzedników wyciągnęli wnioski. Teraz życie pokaże, czy mieli rację.

Seweryn Lipoński / 14 grudnia 2018