www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Zaraz kończymy powyborczy karnawał. Jacek Jaśkowiak zwasalizował Tomasza Lewandowskiego i z nową ekipą szykuje się do pracy

25 listopada 2018

Zaraz kończymy powyborczy karnawał. Jacek Jaśkowiak zwasalizował Tomasza Lewandowskiego i z nową ekipą szykuje się do pracy

Wybory 2018 - Poznań - Jacek Jaśkowiak - Tomasz Lewandowski - Bartosz Guss - Katarzyna Kierzek-Koperska

Prezydent Jacek Jaśkowiak zaczyna drugą kadencję z nową ekipą. Ale o polityce z pewnością nie zapomni. Już na dzień dobry pożarł Tomasza Lewandowskiego, który z wiceprezydenta wylądował w miejskiej spółce, co może oznaczać dla niego koniec politycznej kariery.

Prezydent w piątek już formalnie powołał Katarzynę Kierzek-Koperską na swoją zastępczynię. Tym samym symbolicznie zamknął swoisty karnawał władzy, który rozpoczął się 21 października, zaraz po przytłaczającym zwycięstwie Koalicji Obywatelskiej.

Finałowa impreza tego karnawału nastąpiła w kończącym się tygodniu. Konkretnie w poniedziałek. Mieliśmy ślubowanie prezydenta, radnych, całą uroczystość w ratuszu, no i wisienkę na torcie, czyli przedstawienie nowej ekipy Jacka Jaśkowiaka.



Z tymi wiceprezydentami było trochę tak jak z losowaniem lotto przy dużej kumulacji. Czyli niby są po drodze jakieś Multilotki, Express Lotki inne takie, ale tak naprawdę wszyscy mają to gdzieś i czekają na losowanie Dużego Lotka.

Tak samo już długo przed ślubowaniem Jaśkowiaka było wiadomo, że jego zastępcami pozostaną Mariusz Wiśniewski i Jędrzej Solarski. Jasno sugerowali to zarówno sam prezydent, jak i jego bliscy współpracownicy.

Także Katarzyna Kierzek-Koperska mogła być pewna swego. Przypomnijmy, że Jacek Jaśkowiak obiecał Nowoczesnej stanowisko wiceprezydenta, jeśli jej ludzie zdobędą przynajmniej cztery miejsca w radzie miasta, i udało się - zdobyli akurat cztery.

Pozostawał czwarty wiceprezydent. Jego powołaniu od samego początku towarzyszyły podobne cyrki jak cztery lata temu, znów w samym środku tej przepychanki znalazło się nazwisko Tomasza Lewandowskiego, choć cały ten serial był dość żenujący i nadawałby się najwyżej na parodię pierwszego sezonu "House of Cards".

Peany Jaśkowiaka na pożegnanie

Zwolennicy poznańskiej lewicy chyba do końca łudzili się, że Tomasz Lewandowski pozostanie wiceprezydentem. Zresztą w tych złudzeniach utrzymywał ich sam Jacek Jaśkowiak.

Prezydent przez cały ostatni rok opowiadał, jak to świetnie mu się współpracuje z Lewandowskim, i że zbyt późno zrobił go wiceprezydentem. Podkreślał, że Poznań potrzebuje silnej lewicy, ponoć sam namawiał jej lidera do startu.

Chciałbym kontynuować współpracę z lewicą. Jestem za taką koalicją, nawet jeśli PO i Nowoczesna zdobędą większość

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, wyp. z 15 października 2018 r., źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



To wszystko po ogłoszeniu wyników wyborów nagle przestało się liczyć. Prezydent Jaśkowiak znów - jak cztery lata temu - uległ partyjnym naciskom, co szczegółowo opisał w piątkowej "Wyborczej" Tomek Nyczka, i zrezygnował z wiceprezydenta Lewandowskiego.

Tak nawiasem mówiąc - kuriozalnie wyglądało w poniedziałek pożegnanie obu wiceprezydentów.

Prezydent Jacek Jaśkowiak odczytał specjalne listy, jakie napisał do Tomasza Lewandowskiego i do Macieja Wudarskiego, w których wychwalał ich pod niebiosa. Tak mówił o Lewandowskim...

Wykazałeś się dużą skutecznością i sprawnością zarządczą. Wiem, że wymagało to ogromnej determinacji oraz wysokiego poziomu sztuki dialogu i negocjacji. Twoja dotychczasowa działalność w samorządzie jest dowodem, że dobro miasta leży ci na sercu.

A to już o Wudarskim:

Poznań bardzo się zmienił. Dziękuję, bo w dużej mierze to twoja zasługa. Liczę, że twoje doświadczenie i wiedza nadal będą służyć interesowi Poznania.

To przecież jakiś, kurna, kabaret. Peany na cześć jednego i drugiego zupełnie tak, jakby Jaśkowiak wręczał im - z szefem rady miasta - tytuł honorowego obywatela Poznania czy inne ordery, a nie właśnie ogłaszał ich dymisję.



Tu jednak kończy się to, co można było - mimo wszystko - jakoś tam przewidzieć, a zaczyna się najbardziej niezrozumiała część tej historii.

Znając polityczne ambicje Tomasza Lewandowskiego myślałem, że w tej sytuacji uniesie się honorem, obróci na pięcie i wróci do rady miasta. Bo przecież się do niej dostał! Tam mógłby ustawić się w roli recenzenta Jacka Jaśkowiaka i skrupulatnie punktować jego błędy.

Tymczasem tenże Tomasz Lewandowski, który - pod przykrywką tego kuriozalnego listu - de facto dostał właśnie od Jaśkowiaka soczystego plaskacza i pocałował klamkę gabinetu wiceprezydenta - z podkulonym ogonem zgodził się... pozostać w jego ekipie na gorszym stanowisku. I zrezygnować z mandatu radnego.

Jest teraz szefem ZKZL. Zaraz ma dodatkowo zostać pełnomocnikiem Jaśkowiaka ds. polityki mieszkaniowej. Jasne, wyjdzie na tym świetnie finansowo, bo w spółce zarobi nawet o wiele więcej niż do tej pory w urzędzie.

Tyle że przecież nie o pieniądze tu chodzi. Tu chodzi o prestiż i polityczne ambicje. To jest dla Tomasza Lewandowskiego potworna degradacja.

Tomasz Lewandowski jak aperitif

Słyszymy teraz, że dzięki temu lewica będzie mogła kontynuować to, co zaczęła zmieniać w poznańskiej mieszkaniówce, że to wszystko dla dobra miasta, mieszkańców itd.

To oczywiście bardzo pięknie brzmi... tyle że tak naprawdę Tomasz Lewandowski będzie teraz szeregowym podwładnym Jacka Jaśkowiaka bez żadnej siły sprawczej, i będzie musiał posłusznie realizować jego politykę.



Takie wypowiedzi nie mogłyby dziwić, gdyby ich autorem był np. Maciej Wudarski, czy inny ze społeczników. To oni - przynajmniej oficjalnie - gardzą wielką polityką i zajmowaniem najwyższych stanowisk dla samych stanowisk.

Tymczasem mówimy o Tomaszu Lewandowskim, a więc o facecie, który...

- jest (był?) liderem i najważniejszą postacią praktycznie całej poznańskiej lewicy

- potrafił ją zjednoczyć jako wspólny kandydat na prezydenta

- w wyborach na prezydenta startował już dwa razy i potrafił w nich zgarnąć 16,6 proc. głosów

- przez lata kierował poznańskim SLD, zdarzyło mu się startować z "jedynki" do Sejmu i to wtedy, gdy Sojusz był jeszcze trzecią siłą polityczną w kraju

- przez 10 lat zasiadał w radzie miasta i przez pewien czas był w niej jednym z dwóch - obok Szymona Szynkowskiego vel Sęka z PiS - liderów opozycji

- przez ostatnie dwa lata był zastępcą Jacka Jaśkowiaka, takim miejskim wicepremierem z koalicyjnego ugrupowania, a więc de facto drugim najważniejszym człowiekiem w mieście

Teraz taki ktoś daje się sprowadzić do roli szefa miejskiej spółki. Czyli podwładnego prezydenta bez żadnego politycznego znaczenia.

Cały czas trudno mi uwierzyć, że Tomasz Lewandowski poszedł na coś takiego, zamiast wrócić do rady miasta i do pracy radcy prawnego. Prezydent Jaśkowiak skonsumował go jak... przystawkę? Nie, nawet nie jak przystawkę, on go sprowadził do roli jakiegoś skromnego aperitif do degustacji.



A gdyby to wszystko działo się kilkaset lat temu, w głębokim średniowieczu, to w kronikach odnotowano by, że Jacek Jaśkowiak po prostu uczynił Tomasza Lewandowskiego swoim wasalem. A ten złożył mu hołd lenny.

Kiedy okazało się, że Tomasz Lewandowski ma być szefem ZKZL i tym pełnomocnikiem, pomyślałem sobie, że to koniec jego politycznej kariery. Jeszcze nie zdążyłem się podzielić tą myślą na Twitterze - a już identyczną refleksję wypowiedział głośno w naszym studiu Przemysław Alexandrowicz z PiS.

Może stoi za tym wszystkim jakiś misterny plan Tomasza Lewandowskiego, ale jeśli tak, to wydaje się on bardzo karkołomny.

Może chce przeczekać kryzys lewicy? Zaczekać, co się urodzi z inicjatywy Roberta Biedronia, by za jakiś czas ewentualnie do niej dołączyć? Tyle że wtedy Biedroń będzie miał święte prawo powiedzieć: sorry, Tomek, ale już wskoczyłeś do pociągu Jacka, czyli do KO, to teraz radź sobie tam sam.

Karuzela stanowisk

Dodatkowo wiceprezydenta prezesa Tomasza Lewandowskiego osłabia fakt, że wpisał się - pewnie niezamierzenie - w cały festiwal rozdawania różnych miejskich posad, jaki urządził Jacek Jaśkowiak z partyjnymi kolegami.

Zaczęło się od Marcina Gołka. Dotychczasowy asystent i doradca Jaśkowiaka, 27-letni działacz PO bez doświadczenia w inwestycjach i bez studiów na politechnice lub czymkolwiek podobnym, będzie wiceprezesem Poznańskich Inwestycji Miejskich.



Zaraz potem nowym asystentem Jaśkowiaka został Kamil Kłopocki z Nowoczesnej. Już na dzień dobry dostał bana na rozmowy z dziennikarzami. Rzeczniczka prezydenta karkołomnie tłumaczyła, że "został wcielony" do gabinetu, na razie jest specjalistą i głównie "przypatruje się" pracy innych, "z perspektywą" pracy w roli asystenta.

Z kolei Marta Mazurek, dotychczas pełnomocniczka prezydenta ds. przeciwdziałania wykluczeniom, musiała zwolnić to stanowisko po zdobyciu mandatu radnej (nie można być jednocześnie radnym i urzędnikiem na tym samym szczeblu samorządu).

Tyle że zaraz potem... utworzono dla niej podobne stanowisko u marszałka Marka Woźniaka. Też z PO. Dodatkowy niesmak wzbudził fakt, że Jacek Jaśkowiak nagle uznał, iż taka osoba w magistracie nie jest już potrzebna i zlikwidował obiecane przed laty stanowisko.

Teraz Tomasz Lewandowski z wiceprezydenta zostaje szefem ZKZL. Bez konkursu, mimo że parę lat temu sam mówił z oburzeniem, że "w spółkach zasiadają krewni i znajomi królika". I domagał się konkursów na wszystkie takie stanowiska.

To jeszcze nie koniec, bo trwa poszukiwanie nowego zajęcia dla byłego już wiceprezydenta Macieja Wudarskiego, a według informacji Radia Poznań także dla niego może powstać zupełnie nowe stanowisko związane z gospodarką wodną.

To wszystko zaczyna przypominać przerzucanie z posady na posadę Janusza Rajewskiego, Krzysztofa Jonczyka czy Andrzeja Tomczaka - z czasów prezydenta Ryszarda Grobelnego.

Gdyby wiceminister Szymon Szynkowski vel Sęk nadal był miejskim radnym, to pewnie użyłby jednego ze swoich ulubionych określeń, że mamy do czynienia z istną karuzelą stanowisk. Chociaż... może jednak zdążyłby się ugryźć w język, skoro jego własna partia robi to samo, tyle że w większej skali, bo całego kraju.

Jeszcze na koniec kilka słów o nowych wiceprezydentach. Zupełnie nam to umknęło przy całej tej dyskusji o Tomaszu Lewandowskim.

Wiceprezydent Bartosz Guss, dotychczas dyrektor wydziału gospodarki nieruchomościami, idzie drogą Jędrzeja Solarskiego. Z jego ust rzadko można było dotąd usłyszeć coś zaskakującego. Prawdopodobnie będzie więc najnudniejszym zastępcą Jacka Jaśkowiaka w historii.

Zarazem - jak przypuszczam - bardzo pracowitym i kompetentnym, jest też mało prawdopodobne, by ściągnął na ekipę Jaśkowiaka jakąkolwiek większą aferę. To w obecnej sytuacji bardzo duży atut.

Wiceprezydent Katarzyna Kierzek-Koperska to oczywiście typowy polityczny deal. Stanowisko miała praktycznie obiecane jeszcze przed wyborami.

Zobaczymy, jak sobie poradzi z zarządzaniem setkami urzędników, bo doświadczenia w samorządzie nie ma żadnego. Z drugiej strony - przez lata prowadziła własną firmę. Jest z zawodu doradcą podatkowym, nie można mówić, że na niczym się nie zna. Szefową Nowoczesnej w Wlkp też nie została z niczego.

Jednak to, że Jaśkowiak z Platformą specjalnie szukali dla niej możliwie najłatwiejszych "działek", już na dzień dobry nie najlepiej wróży.

Seweryn Lipoński / 25 listopada 2018