www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Mała rocznica wielkiego przełomu. To cztery lata temu R. Grobelny "poczuł, że przegra", czyli impossible is nothing

16 listopada 2018

Mała rocznica wielkiego przełomu. To cztery lata temu R. Grobelny "poczuł, że przegra", czyli impossible is nothing

Poznań - Ryszard Grobelny - Jacek Jaśkowiak - wybory 2014 - pierwsza tura - 16 listopada - Platforma Obywatelska

Kojarzycie, co to za data 16 listopada? To m.in. dzień tolerancji i dzień służby zagranicznej RP. To również jedna z ważniejszych rocznic w poznańskiej polityce, bo właśnie 16 listopada przed czterema laty okazało się, że Ryszard Grobelny może stracić fotel prezydenta Poznania.

Zaraz zaraz, powiecie, jaka znów rocznica? Przecież Jacek Jaśkowiak wygrał z Grobelnym w II turze wyborów dopiero 30 listopada. Zgadza się, ale… nie do końca.

Tak się bowiem składa, że dla tamtych wyborów przełomowy był właśnie 16 listopada, czyli wyniki I tury. Gdyby nie wydarzenia tamtego dnia – nie byłoby później 30 listopada tego wielkiego zwycięstwa Jaśkowiaka. Ani tym bardziej jego tegorocznego triumfu 21 października.

Kiedy poczuł pan, że Poznań wymyka się panu z rąk?
- Nie określiłbym tak tego. Mogę powiedzieć, kiedy poczułem, że przegram. Było to, gdy zobaczyłem wyniki I tury wyborów.


(Ryszard Grobelny, wypowiedź z grudnia 2014 r., źródło: Gazeta Wyborcza Poznań)

Z tym że przez całą kampanię wyborczą zanosiło się jednak na coś zupełnie innego.

Kiedy tego 16 listopada wieczorem wchodziłem do klubu Baker Street przy ul. Piekary, gdzie Grobelny miał swój wieczór wyborczy, spodziewałem się scenariusza podobnego jak w wyborach 2010.

Prezydent na pewno będzie pierwszy z bezpieczną przewagą. Jasne, raczej nie wygra już w I turze (żaden sondaż na to nie wskazywał), więc przez kolejne dwa tygodnie trochę poudajemy, że są jeszcze jakieś emocje, po czym Grobelny dobije przeciwnika w II turze.

Zresztą sam Grobelny miał chyba podobne przemyślenia. Jakieś 15-20 min przed zakończeniem ciszy wyborczej telewizja WTK zapowiada, że tuż przed godz. 21 pokaże słupki z sondażowymi wynikami, ale jeszcze bez nazwisk.

- Ale przecież i tak wiadomo, czyj słupek będzie najwyższy! - śmieje się Ryszard Grobelny.



Prezydent miał jeszcze powody do optymizmu. Poprzednie wybory w 2010 r. prawie wygrał już w I turze, zdobywając 49,5 proc. głosów, a po drodze było jeszcze przecież bardzo udane dla Poznania Euro 2012.

Do kolejnych wyborów nie wybuchła z jego udziałem żadna większa afera. Mało tego – sąd uniewinnił go w głośnej sprawie tzw. kulczykparku sprzed lat. Jasne, były mniejsze aferki, takie jak „dziwna koincydencja” przy sprzedaży nazwy stadionu miejskiego, różne powiązania Grobelnego z kibolem, który zaatakował rodzinę z dziećmi, czy głośna sprawa z przejściem przy dworcu PKP.

Jednak umówmy się, żadna z tych spraw nie była takiego kalibru, gdy prezydent Poznania mógł z jej powodu przegrać wybory i pożegnać się ze stanowiskiem.

Tak naprawdę jego porażki nic nie zwiastowało. Praktycznie wszystkie sondaże dawały mu wyniki ok. 40 proc. Dopiero ostatnie badanie dla RMF FM – zrobione kilka dni przed głosowaniem – przyniosło mu zaskakująco niski rezultat 32,7 proc. Ale myśleliśmy, że to pojedynczy „wypadek przy pracy”.

Zatem nic dziwnego, że kiedy Ryszard Grobelny zobaczył w WTK swój słupek (owszem, najwyższy, ale z niewielką przewagą nad rywalami), to mina mu zrzedła. A nastroje w całym sztabie przy ul. Piekary w jednej chwili po prostu siadły. Zrobiło się nerwowo.


To był tak naprawdę kluczowy moment wyborów. Krytycy prezydenta Grobelnego - którzy wcześniej na tych wszystkich happeningach wydawali się bezsilni i zniechęceni – teraz dostrzegli, że może przegrać.

Późniejsze zwycięstwo Jacka Jaśkowiaka 30 listopada było już tylko wypadkową tego tąpnięcia Grobelnego. Zamiast w miarę spokojnych dwóch tygodni pomiędzy I a II turą zrobiło się prawdziwe szaleństwo, rewolucja, w której Jaśkowiaka wspierali nawet wcześniejsi kontrkandydaci.

Prezydent Grobelny zaraz po I turze robił dobrą minę do złej gry. Przekonywał, że całkiem dobrze spał, i że cały czas czuje się faworytem wyborów, skoro – bądź co bądź – miał najlepszy wynik.

To jednak była ściema. Takie napinanie muskułów, co sam Grobelny przyznał, kiedy już przegrał II turę. Znamienny był fakt, że zmienił strategię, i przez całe dwa tygodnie próbował zniechęcić do zagłosowania na Jacka Jaśkowiaka.

Jednocześnie wykonał dość gwałtowny zwrot w prawo. Szukał poparcia wśród wyborców Tadeusza Dziuby z PiS. Przypomnijmy tylko, że w obie niedziele przed II turą zamiast na jedną chodził na dwie msze, żeby więcej ludzi zobaczyło go w kościele.

Tak, on, prezydent Poznania, który jeszcze parę tygodni wcześniej wydawał się pewniakiem do zwycięstwa i kolejną kadencję miał niemal w kieszeni!

Poparł go dodatkowo Jarosław Gowin – już wówczas mocno flirtujący z partią Jarosława Kaczyńskiego – co przeciwnicy Grobelnego nazwali „pocałunkiem śmierci”.

Kumulacja przeciw Ryszardowi Grobelnemu

Dlaczego Ryszard Grobelny właściwie przegrał tamte wybory? To zagadka, nad którą pewnie jeszcze przez lata będą się czasem głowić poznańscy politolodzy, i która chyba nigdy nie doczeka się wyczerpującej odpowiedzi.



Jak już wspomniałem – Grobelnego raczej nie utopiła żadna pojedyncza sprawa. Żadna afera. Za to było sporo mniejszych problemów, których znaczenia Grobelny nie docenił, i które mogły się złożyć na taki, a nie inny wynik.

Zaraz po II turze napisałem wtedy tekst pt. „Przestrogi dla Jaśkowiaka. Dziewięć powodów, dla których Grobelny przegrał wybory”. Żałuję, że nie ma go już w internecie na stronach „Wyborczej”, ale z pamięci mogę przytoczyć kilka najważniejszych punktów:

- ślimacząca się już wtedy przebudowa ronda Kaponiera
- potworne zamieszanie przy wprowadzaniu systemu PEKA
- afera z odwołaniem spektaklu „Golgota Picnic” na Festiwalu Malta
- powszechna krytyka nowego dworca PKP (choć to nie miasto za sam dworzec odpowiadało)
- wspomniany już nagły zwrot w prawo przed II turą

To tylko kluczowe przykłady, ale przecież kontrowersji w końcówce rządów Ryszarda Grobelnego było jeszcze więcej, jak choćby osiedle kontenerów socjalnych czy wytykana mu niemal na każdym kroku sprawa stadionu postawionego za 750 mln zł.

Jednak tak naprawdę w sprawie porażki Grobelnego wszyscy byliśmy mądrzy po fakcie.

Jeszcze krótko przed 16 listopada u bukmacherów kurs na zwycięstwo Ryszarda Grobelnego wynosił 1,02, zaś na wygraną Jacka Jaśkowiaka – 15,00. Potem wzrósł nawet do 18,00.

Jedną z ciekawostek związanych z tamtymi wyborami jest to, że Jacek Jaśkowiak chciał postawić na własną wygraną sporo pieniędzy, co wydawało się wtedy elementem zaklinania rzeczywistości.

Zaraz po jednej z konferencji Jaśkowiaka miałem z nim taką wymianę zdań:

- Zdecydowałem, że faktycznie postawię. Tylko jeszcze się zastanawiam, czy pięć, 10, czy może 50...
Tylko tyle? To mało odważnie pan stawia.
- Może i tak. Ale nawet jeśli to będzie 10, to przy tym kursie po potrąceniu podatku wygram jakieś 130 tysięcy.
Tysięcy? To znaczy, że pan miał na myśli pięć, 10 albo 50 tysięcy złotych?!
- Właśnie tak!


Ten plan ostatecznie się nie powiódł, Jaśkowiak zapomniał załatwić sprawę przed ciszą wyborczą, więc last minute posłał do bukmachera… żonę. Tyle że bukmacher nie chciał od niej przyjąć na taki zakład żadnej większej sumy pieniędzy.

Dlatego Joanna Jaśkowiak postawiła na zwycięstwo męża jedynie 200 zł. Ponad dwa tygodnie później mogła odebrać 3,6 tys. zł. Jak myślicie, ile wygrałby Jaśkowiak, gdyby faktycznie postawił 50 tys. zł? Prawie milion!

Splot okoliczności pomógł Jaśkowiakowi

Ale nawet przy tych wszystkich wpadkach Ryszarda Grobelnego, przy sprawach, których nie docenił… zwycięstwo Jacka Jaśkowiaka mimo wszystko było również skutkiem szczęśliwego dla niego splotu okoliczności:

- Do II tury Jaśkowiak prześlizgnął się wcale nie tak pewnie, bo z przewagą zaledwie 3 tys. głosów nad Tadeuszem Dziubą (nie wiadomo, co by było, gdyby kandydatem PiS był Szymon Szynkowski vel Sęk, o czym pisałem tu ostatnio w tekście o niepozornych momentach w poznańskiej polityce).

Noc z 16 na 17 listopada w ogóle musiała być dla Jacka Jaśkowiaka niczym istny roller-coaster, bo najpierw premier Ewa Kopacz zapomniała jego nazwiska i w przemówieniu po ogłoszeniu wyników mówiła o nim per „nasz kandydat”...

Jestem przekonana, że w drugiej turze tak wspaniali ludzie jak Hanna Gronkiewicz-Waltz, Dutkiewicz we Wrocławiu, w Poznaniu... nasz kandydat na prezydenta - będą zwycięzcami

Premier Ewa Kopacz, wypowiedź z 16 listopada 2014 r.



A po przeliczeniu głosów z części komisji nagle wychodziło, że w II turze jest... Tadeusz Dziuba! Dopiero nad ranem Jaśkowiak nadrobił jednak stratę głosami z pozostałych komisji i to on wszedł do dogrywki z Grobelnym.

- Zwycięstwo w tej II turze też pewnie nie byłoby takie proste, gdyby nie epizod Jaśkowiaka w My-Poznaniakach i jego start w wyborach 2010, dzięki temu czymś naturalnym było silne poparcie ze strony ruchów miejskich.

Oczywiście dużą przesadą jest to, co sugerował tuż po odejściu z Platformy były już radny Tomasz Lipiński, że „wtedy z Grobelnym w II turze wygrałby każdy”.

Jestem do dziś przekonany, że poza Jackiem Jaśkowiakiem z Grobelnym nie zdołałby wówczas wygrać – a już na pewno nie tak wyraźnie – żaden inny polityk PO. No, może Mariusz Wiśniewski. Ale nie Filip Kaczmarek, Grzegorz Ganowicz czy nawet sam Lipiński.

Wszyscy oni byliby zbyt obciążeni wieloletnią współpracą Platformy z Grobelnym. I z pewnością nie zyskaliby tak jednoznacznego poparcia Tomasza Lewandowskiego, Anny Wachowskiej-Kucharskiej i Macieja Wudarskiego (łącznie 25 proc. głosów z I tury!), które dla Jaśkowiaka było kluczowe.

Zresztą sam Jacek Jaśkowiak też musiał raz po raz tłumaczyć się z różnych błędów PO z przeszłości. Jednak pomagało mu to, że był człowiekiem „z zewnątrz”, nową twarzą, która z partyjnym aparatem wówczas jeszcze nie miała wiele wspólnego.

Pod tym względem postawienie na Jaśkowiaka przez PO okazało się prawdziwym majstersztykiem. To również przyczyniło się do jego ostatecznego zwycięstwa w II turze. Tam Jaśkowiak już wyraźnie wygrał z Grobelnym - 59,1 proc. do 40,9 proc.

Jednak wspominając tamto zwycięstwo, prezydent Jaśkowiak może śmiało wznosić rocznicowy toast również 16 listopada, bo to wtedy niespodziewanie zaczął się jego realny marsz po władzę.

Z kolei dla Ryszarda Grobelnego jest to wspomnienie dnia, w którym zaczął przegrywał coś, co wydawało się po prostu nie go przegrania. Zaledwie pół roku później jego „wyczyn” przebił Bronisław Komorowski. Impossible is nothing. Nawet w polityce.

Seweryn Lipoński / 16 listopada 2018