www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Debata WTK pełna uszczypliwości. Prezydent Jaśkowiak ostro o PiS, Bratkowski wysyła go do lekarza

17 października 2018

Wybory 2018. Debata WTK pełna uszczypliwości. Prezydent Jaśkowiak ostro o PiS, Bratkowski wysyła go do lekarza

Wybory 2018 - Poznań - Jacek Jaśkowiak - Tadeusz Zysk - Wojciech Bratkowski - Jarosław Pucek - debata

To mogła być przełomowa dyskusja. Ale chyba nie była - choć emocji w niej nie brakowało. Zapamiętamy m.in. Jacka Jaśkowiaka recenzującego rządy PiS, Przemysława Hinca gotowego stawiać pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej w zamian za rządową kasę, czy wreszcie Wojciecha Bratkowskiego wysyłającego prezydenta do psychiatry.

CAŁA DEBATA KANDYDATÓW NA PREZYDENTA POZNANIA W STUDIU WTK DO OBEJRZENIA PONIŻEJ:



- Powinien pan sobie z tym swoim ego poradzić. Proponuję wizytę u specjalisty.
- Pan mnie obraża w tym momencie, wie pan, to jest coś, co nie powinno mieć miejsca...
- Nie! To pan obraża nas swoim zachowaniem. Pan nie traktuje poznaniaków równo!

Ta ostra wymiana zdań pomiędzy Wojciechem Bratkowskim a Jackiem Jaśkowiakiem była najgorętszym momentem debaty w WTK. Do tego jeszcze wtrącił się Jarosław Pucek: - A kibiców pan obraża i jakoś panu to nie przeszkadza.

Takich spięć nie było może wiele, ale zdarzały się częściej niż w poprzednich dyskusjach, co tylko pokazuje rosnące napięcie przed niedzielnym głosowaniem.

Wojciech Bratkowski jedzie po bandzie

Jeśli nadal trzymać się porównań siedmiorga kandydatów do „grupy kolonijnej”, jak sami siebie zdążyli już ostatnio nazwać, to zdecydowanie najbardziej nie lubią się w tej grupie właśnie Jacek Jaśkowiak i Wojciech Bratkowski.

Ta dwójka jest jak dwóch kolonistów, którzy co chwilę sobie złośliwie dogryzają, a w dodatku zarywają do tej samej dziewczyny. Z tym że w tym przypadku nie o dziewczynę tu chodzi – tylko o fotel prezydenta Poznania.

Wystarczy przytoczyć jeszcze późniejszą wymianę zdań, gdy Bratkowski zapytał Jaśkowiaka o szkołę na Strzeszynie, na co prezydent odparł, że jego konkurent „nie ma pojęcia, o czym mówi”.

Kandydat komitetu Poznań od Nowa odciął się, że pojęcie o sprawach budowlanych akurat ma (jest inżynierem mechanikiem, kończył Politechnikę Poznańską), i dowalił Jaśkowiakowi, że to on nie ma „nawet ułamka tej wiedzy”.



Powiedzmy wprost: Wojciech Bratkowski momentami jechał po bandzie. I choć niewątpliwie dał się w tej debacie zauważyć, to wcale nie jestem przekonany, czy to przysporzy mu to wyborców. Granica między pewnością siebie a gburowatością bywa w kampanii wyborczej cienka i mam wrażenie, że Bratkowski raz po raz ją przekraczał.

Jego chwilami aroganckie wystąpienia (fakt, że tylko wobec Jaśkowiaka, no ale jednak...) nie miały wiele wspólnego z hasłem „mieszkaniec jest najważniejszy”. Przysłoniły to, że zarzuty – np. o niezrealizowane obietnice czy wizerunkowy lans Jaśkowiaka – były w dużej mierze zasadne.

Mieszkaniec oglądając to wszystko nie mógł bowiem mieć pewności, czy jeśli przyjdzie kiedyś do prezydenta Bratkowskiego z jakąś sprawą, to Bratkowski też nie wyśle go przypadkiem do lekarza psychiatry albo nie rzuci hasłem „pan nie ma nawet ułamka tej wiedzy, co ja”.

Przemysław Hinc handluje pomnikiem smoleńskim

Tak w ogóle dyskusja zaczęła się od ciekawego pytania, jaką pierwszą decyzję podjęliby kandydaci, gdyby wygrali wybory.

To zawsze ciekawe analiza. Pamiętam, jak cztery lata temu Maciej Wudarski podczas debaty w Meskalinie zdecydowanie zadeklarował, że na dzień dobry zrobi słynne przejście przy dworcu PKP. Później niespodziewanie okazało się, że będzie odpowiadał m.in. za to zadanie w ekipie Jacka Jaśkowiaka.

Tym razem jednak kandydaci mieli duży problem ze sformułowaniem takiego priorytetu. Niektórzy wymieniali nie jedną, tylko po dwie, trzy rzeczy, tak jakby nie mogli się zdecydować, co jest najważniejsze.

Ciekawie wyszła też runda szybkich pytań, na które kandydaci musieli odpowiadać po prostu „tak” lub „nie”, choć Przemysław Hinc z Kukiz’15 usilnie próbował się z tej konwencji wyłamać.



Znalazło się tam kilka kwiatków, m.in. takich, że Tadeusz Zysk dofinansuje in vitro z miejskich pieniędzy, Dorota Bonk-Hammermeister poszłaby w marszu dla życia (jeśli tylko nie będzie tam ONR), a Jacek Jaśkowiak i Tomasz Lewandowski przekonywali zaś, że kibicują Lechowi Poznań. Dla przypomnienia: Lewandowski tak kibicuje Lechowi, że myli Kocioł z Żyletą.

Prezydent Jaśkowiak z kolei palnął w którym momencie, że Lech jest świetnie zarządzany przez Jacka Rutkowskiego, najwyraźniej przegapił końcówkę zeszłego sezonu ekstraklasy i zadymę na stadionie przy ul. Bułgarskiej. To o tyle ciekawe, że sam ją potem komentował.

Jednak najbardziej rozwalił mnie Przemysław Hinc. Kandydat Kukiz’15 na pytanie, czy jest za budową pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej w Poznaniu, odparł: - Jeśli dostałbym za to most… czemu nie?

Tak cynicznej wypowiedzi jeszcze w tej kampanii chyba nie słyszeliśmy. Jak rozumiem, dla Hinca w ogóle nie jest istotne, gdzie i na jaką formę upamiętnienia zasługuje 96 osób z prezydentem Polski na czele, które zginęły w Smoleńsku, a gdzie niekoniecznie.

Jedyną istotną kwestią w tym temacie jest dla Hinca to, czy uda się w zamian „wynegocjować” - jak rozumiem z rządem – kasę na jakąś miejską inwestycję, żeby zaoszczędzić w budżecie miasta. To jest sprowadzenie idei apolityczności urzędu prezydenta do absurdu i groteski.

Płomienna mowa Jaśkowiaka

Jak już mówimy o relacjach prezydenta z rządem… Dużo emocji wzbudziło właśnie pytanie o to, czy prezydent Poznania powinien demonstrować swoje polityczne poglądy i wdawać się w spory z rządzącymi krajem, jak to dzieje się obecnie.



To był chyba najciekawszy fragment całej debaty. To właśnie wtedy doszło do wspomnianego na wstępie spięcia Jaśkowiaka z Bratkowskim. Ale iskry leciały właściwie przez cały czas.

Zaczął Tadeusz Zysk, który nagle stwierdził, że „prezydent nie powinien angażować się w politykę” i podkreślał swoją bezpartyjność. Hahaha, w takim razie chciałbym wiedzieć, co Zysk robił w ostatni piątek września i czy nie lansował się wówczas przypadkiem na konwencji PiS w Poznaniu.

To już kolejny przypadek, gdy Tadeusz Zysk udaje bezpartyjnego i niezależnego polityka, po czym zaczyna się obnosić z szyldem PiS tylko wtedy, gdy jest mu tak wygodnie. To jest strasznie grubymi nićmi szyte i raczej nikt spoza sympatyków partii Jarosława Kaczyńskiego się na to nie nabierze.

Prezydent Jacek Jaśkowiak wygłosił z kolei płomienną mowę, że nie może siedzieć cicho, gdy rządzący naruszają konstytucję i ograniczają niezależność sądów. To było zdecydowanie jego najlepsze przemówienie w tej debacie – a może nawet od początku kampanii – i niewątpliwie mogło porwać jego zwolenników.

Tym samym jednak - choć nie wprost - potwierdził zarzuty Bratkowskiego o dzielenie poznaniaków.

Za to Jarosław Pucek, który w ostatnich tygodniach chyba najsilniej krytykował Jaśkowiaka za zaangażowanie w polityczne spory, zademonstrował strategię „mieć ciastko i zjeść ciastko”. Czyli z jednej strony nie ma nic przeciwko, by prezydent demonstrował poglądy, z drugiej strony nie może „przekraczać granicy”.

Zdaje się, że parę tygodni temu Pucek podczas rozmowy w Otwartej Antenie jako przykład takiego polityka, który nie przekracza granicy, przytaczał Hannę Zdanowską – prezydent Łodzi. Każdy, kto ogląda Wiadomości TVP, wie, że nic to nie dało. Teraz to ona jest grillowana jako wróg publiczny nr 1.

Zresztą Jarosław Pucek znów sprawiał wrażenie polityka, którego głównym celem w tej kampanii jest krytyka obecnej władzy, a nie przedstawianie własnych pomysłów. Np. w części poświęconej komunikacji właściwie tylko wyliczał zaniechania i grzechy ekipy Jacka Jaśkowiaka.

Tomasz Lewandowski straszy „bezpartyjnym” Zyskiem

Kiedy kandydaci pod koniec dyskusji mogli zadawać sobie wzajemnie pytanie, to pod ostrzałem znaleźli się Jacek Jaśkowiak i Tadeusz Zysk.

Tomasz Lewandowski sprytnie zapytał Tadeusza Zyska, czy w razie zwycięstwa kogoś innego niż kandydat PiS rząd zamierza odciąć Poznań od pieniędzy, o czym mówi się ostatnio w kontekście Warszawy.

To nie koniec. Lider poznańskiej lewicy dopytał też, czy jeśli wygra, to będzie mógł liczyć na wsparcie Zyska w zdobywaniu rządowej kasy. I Zysk dał się wpuścić w maliny. Zamiast uciąć dyskusję krótkim „przecież pan i tak nie wygra”, odparł, że… jak najbardziej!

Zresztą Lewandowski – podobnie jak Jaśkowiak – bardzo umiejętnie grał straszakiem w postaci rządów PiS. Przypominał, że skutki reformy oświaty kosztują miasto nawet 100 mln zł rocznie.

Zarówno Jacek Jaśkowiak, jak i Tomasz Lewandowski zdają sobie sprawę, że właśnie kontekst ogólnopolski będzie głównym paliwem JJ w prawdopodobnym pojedynku z Tadeuszem Zyskiem przed II turą. Nieprzypadkowo Jaśkowiak zapytał Zyska o jego podejście do gabinetu ginekologicznego z lekarzami bez klauzuli sumienia.

Jednak i Tadeusz Zysk wypadł w tej debacie zdecydowanie lepiej niż w poprzednich. Jasne, rzucił coś o sprowadzeniu Google’a do Poznania, ale był już o wiele mniej chaotyczny i nie zaliczał lapsusów co drugie zdanie.

Jest już natomiast tradycją, że Przemysław Hinc pyta Tadeusza Zyska o konkretne koszty budowy premetra i utrudnienia z tym związane, oczywiście i tym razem to pytanie padło. Oczywiście i tym razem znów nie poznaliśmy konkretnej odpowiedzi.

Dodajmy, że nagle – pod koniec kampanii – pazur pokazała też Dorota Bonk-Hammermeister. Jej pytania do Jacka Jaśkowiaka były wręcz atakujące, podobnie zresztą, jak szpila wbita Tomaszowi Lewandowskiemu a propos kontroli CBA.

Jeśli ktoś nie śledził dotąd tej kampanii i nagle obejrzał tę debatę, to w życiu nie pomyślałby, że DBH i Prawo do Miasta są w jakimś nieformalnym porozumieniu z Jackiem Jaśkowiakiem, i że mają nawet jednego wiceprezydenta.

To jednak przypomniał raz – niemal na początku – Przemysław Hinc. Kandydat Kukiz’15 trafnie spuentował obiecanki Tomasza Lewandowskiego i Doroty Bonk-Hammermeister: - To wy się dopiero teraz obudziliście z tymi pomysłami? Przecież wy tu rządzicie!

Prezydent Jaśkowiak pod ostrzałem

Tuż przed debatą pisałem, że jeśli coś zaskakującego może się jeszcze zdarzyć przed II turą, to właśnie we wtorek wieczorem podczas telewizyjnej dyskusji na oczach tysięcy poznaniaków.

Zdaje się jednak, że nic takiego nie miało miejsca. Trudno wskazać jakiegoś zwycięzcę tej debaty.

Na pewno Wojciech Bratkowski dał się zauważyć, ale czy przyniesie to „efekt Zandberga”, to śmiem wątpić, bo Adrian Zandberg jednak nie wysyłał żadnego z konkurentów do psychiatry. Inna sprawa, że w przypadku Bratkowskiego i jego 0 proc. w sondażu dla „Wyborczej” o wzrost notowań nie będzie trudno.

Prezydent Jaśkowiak mógł za to stracić (a umówmy się – on akurat ma z czego tracić...) w oczach wyborców, którzy dotąd kojarzyli go głównie z nazwiska i przecinania wstęg, a teraz jednak zobaczyli go pod ostrzałem licznych i konkretnych zarzutów.

Prezydenta atakowali właściwie wszyscy poza Tomaszem Lewandowski, który tym razem bardzo się pilnował, by swojego szefa nie atakować. A momentami wchodził wręcz w rolę jego rzecznika.

PS. Tak się złożyło, że właśnie wczoraj chyba pierwszy raz w debatach przed wyborami zaistniały tekst z Poznań Spoza Kamery. Przytoczył je Jarosław Pucek, urządzając Jackowi Jaśkowiakowi niezłą tyradę na temat niespełnionych obietnic i pytając: - Czy nie jest panu wstyd?



Prezydent, wyliczywszy już zupełnie inne zrealizowane inwestycje, odparł: - Z dziennikarzami jest tak, że jeden ma taki punkt widzenia, inny ma taki.

Zapamiętajcie sobie! To, ile obietnic spełnił Jacek Jaśkowiak, to jego zdaniem rzecz względna. To, czy zbudował 4 tys. mieszkań, albo czy powstała obiecana w tej kadencji trasa na Naramowice, zależy od „punktu widzenia dziennikarza”.

To po prostu niejaki Lipoński z WTK ma taki złośliwy punkt widzenia, że Jaśkowiak nie zbudował dotąd 4 tys. mieszkań, tramwaju na Naramowice, nie przebudował Starego Rynku ani nie urządził parku na stadionie Szyca.

Na całe szczęście są jeszcze w tym mieście inni dziennikarze, który najwyraźniej dostrzegają 4 tys. mieszkań zbudowanych przez Jaśkowiaka i jego ekipę, do pracy dojeżdżają tramwajem z Naramowic lub z Wildy po ul. Ratajczaka, do urzędu miasta idą przez odnowiony Stary Rynek, a jak trafi im się wolny weekend, to spacerują po nowym parku za targowiskiem przy Dolnej Wildzie.

To teraz przyznać się, którzy to są takimi szczęściarzami! :)

Seweryn Lipoński / 17 października 2018