www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Poznański efekt motyla, czyli 7 niepozornych zdarzeń, bez których wszystko w Poznaniu potoczyłoby się inaczej

10 października 2018

Poznański efekt motyla, czyli 7 niepozornych zdarzeń, bez których wszystko w Poznaniu potoczyłoby się inaczej

Wybory 2018 - Poznań - Ryszard Grobelny - Jacek Jaśkowiak - Tadeusz Dziuba - Euro 2012 - My-Poznaniacy

Zostało półtora tygodnia do wyborów. Ale o ich wynikach czasem decydują wcześniejsze, z pozoru nieistotne incydenty. Dzisiejszy Poznań byłby zupełnie inny, gdyby Ryszard Grobelny nie poszedł zrobić dla żony notatek z zebrania komitetu obywatelskiego, a Donald Tusk w odrobinę innych słowach skomentował sprawę prezydenta… Sopotu.

Przyznam, że do tego tekstu zabierałem się od dłuższego czasu, a zainspirował mnie już niemal rok temu tekst o alternatywnej historii III RP w „Polityce”, napisany przez Mariusza Janickiego i Wiesława Władykę.

Autorzy przypomnieli np., że prezydentura Wojciecha Jaruzelskiego przeszła w Zgromadzeniu Narodowym większością jednego (!) głosu, tak samo jak parę lat później wotum nieufności dla rządu Hanny Suchockiej. W tym drugim przypadku jeden z posłów koalicji spóźnił się na głosowanie przez wizytę w toalecie.

A z nowszych rzeczy…

Gdyby Adrian Zandberg miał katar i na debatę wyborczą do telewizji nie poszedł (albo poszedłby ktoś inny z Partii Razem, w końcu Zandberg nie był jej formalnym liderem), bardzo prawdopodobne, że dzisiejszy Sejm wyglądałby zupełnie inaczej.

Pomyślałem, że warto by zrobić podobny przegląd zdarzeń dla Poznania, bo i tu podobnych zwrotów akcji w ostatnich latach nie brakowało. Często były to zdarzenia – z pozoru – zupełnie nieistotne.

Jeszcze nie wiemy, czy coś takiego wydarzyło się już także w obecnej kampanii, czy dopiero wydarzy się na finiszu. Hmm… a może w ogóle się nie wydarzy? To będziemy mogli ocenić dopiero po 4 listopada. Albo wręcz dopiero po paru latach.

Zapraszam tymczasem na szybki przegląd wydarzeń z przeszłości, o których już dziś wiemy, że całkowicie zmieniły Poznań. Zwykle po prostu okazały się kluczowe w kontekście późniejszych wyborów prezydenta miasta.

Mimo że w chwili, gdy to się działo, nikt nie pomyślałby, że to jakiś przełomowy moment.

Wiosna 1990
Ryszard Grobelny idzie zrobić notatki dla żony


Zdawałoby się, że Ryszard Grobelny jest w poznańskiej polityce od zawsze, albo i jeszcze dłużej, tzn. mniej więcej tak długo, jak Noriaki Kasai skacze na nartach.



To ostatnie porównanie wcale nie jest zresztą tak zupełnie „z czapy”. Japończyk zdobywa pierwsze punkty Pucharu Świata pod koniec 1989 r. A kilka miesięcy później, wiosną 1990 r…

Dziennikarka TVP Ewa Siwicka ma do swojego męża Ryszarda Grobelnego, wówczas doktoranta ekonomii na UAM, nietypową prośbę. Nie może sama pójść na zebranie komitetu obywatelskiego Solidarności. Prosi więc męża, by poszedł za nią i zrobił notatki z dyskusji.

Tak Grobelny opisał to później, po latach, w książce „Maraton” wydanej przed wyborami 2014:

To było spotkanie komitetu, który tworzył się na Raszynie. (…) Poszedłem na to spotkanie, obserwowałem, na czym to wszystko polega i co tam się dzieje. Dzisiaj byśmy powiedzieli, że byłem tam w charakterze researchera dziennikarki (śmiech).

Słuchałem dość uważnie, bo była tam mowa o samorządzie, na którym się znałem. W końcu zabrałem głos. Tłumaczyłem, że to niezupełnie tak wygląda, że to bardziej skomplikowane itd.

Poproszono mnie, żebym przyszedł na kolejne spotkanie i wytłumaczył, jak to z tym samorządem dokładnie jest. Zgodziłem się.


To nieco przypadkowy początek długiej samorządowej kariery. Gdyby nie prośba żony, to bardzo możliwe, że Grobelny nigdy nie trafiłby do polityki. No, ewentualnie, trafiłby później i skończył pewnie w zupełnie innej roli.

A tak… Już w tym samym 1990 roku Ryszard Grobelny wystartuje w wyborach i zostanie radnym. A dwa lata później wejdzie do zarządu miasta. A jeszcze później…

Grudzień 1998
Prezydentem Grobelny, bo Kayser nie miał legitymacji


Jest tuż po wyborach samorządowych. Rządzić poznańską radą miasta będzie koalicja AWS (24 mandaty) i Unii Wolności (16 mandatów).

Szefem rady miasta zostaje Dariusz Lipiński z AWS. Zgodnie z ustaleniami z szeregów UW ma za to pochodzić prezydent Poznania, wówczas jeszcze wybierany przez radę, a nie w wyborach powszechnych.

Jednak AWS nie zgadza się, by prezydentem dalej był Wojciech Szczęsny Kaczmarek. Zatem… Znów Grobelny i jego „Maraton”:

(…) Stanęło więc na tym, że prezydentem zostanie Tomasz Kayser.

Dlaczego Kayser?
- Skoro prezydentem miał być ktoś ze środowiska Unii Wolności, ale już nie Szczęsny Kaczmarek, to naturalne było, że będzie to Tomasz Kayser. Pierwszy zastępca prezydenta, świetnie znający urząd i miasto. Tomek zaczął więc prowadzić dalsze rozmowy z AWS na temat składu zarządu i przyszłej koalicji. Wtedy nastąpił jednak kolejny zwrot.

Jaki?
- Marek Zieliński postawił twardy warunek, że prezydentem musi być ktoś nie tyle ze środowiska Unii Wolności czy z tego klubu radnych, ile ktoś, kto do Unii formalnie należy i ma legitymację partyjną. Tomek nie miał, bo był bezpartyjny. Ja miałem.


To dlatego Ryszard Grobelny zostaje prezydentem Poznania. A Kayser „tylko” jego wieloletnim zastępcą. Jedna legitymacja partyjna i mogłoby być na odwrót.

Później prezydent Grobelny jeszcze trzy razy – w 2002, 2006 i 2010 r. – wygra wybory prezydenckie już w powszechnym głosowaniu poznaniaków.

Wiosna 2003
Hryhorij Surkis wpada na pomysł z Euro 2012


Szef ukraińskiego związku piłkarskiego Hryhorij Surkis w maju 2003 r. jako pierwszy rzucił pomysł organizacji Euro 2012. Początkowo propozycja zakładała, że turniej miałby się odbyć tylko na Ukrainie, ale potem zwyciężyła koncepcja wspólnej organizacji z Polską.

A kilka lat później to już pamiętamy, co było. Mnóstwo ludzi na pl. Wolności czeka w napięciu na decyzję, Michel Platini – wówczas szef UEFA – wyciąga z koperty kartkę, a tam…



Przygotowania do Euro 2012 okazały się dla Ryszarda Grobelnego paliwem na całą drugą część prezydentury. Na całego rusza rozbudowa stadionu przy ul. Bułgarskiej – wcześniej zaplanowana w znacznie skromniejszej wersji, stąd do dziś jedna trybuna niższa od pozostałych - i wiele innych inwestycji za setki milionów złotych.

Zaraz po otwarciu stadionu – jesienią 2010 r. - Grobelny kolejny raz wygrywa wybory. Mało brakowało, a zrobiłby to już w I turze, zabrakło mu 0,5 proc. głosów.

Z kolei sam turniej wydawał się swoistym ukoronowaniem prezydentury Grobelnego. Przed rokiem, podsumowując tutaj pięć lat po Euro 2012, uznałem jego późniejszą porażkę w wyborach 2014 za największy paradoks mistrzostw:

Gdyby wybory odbywały się jesienią 2012 r., to Grobelny prawdopodobnie wykosiłby konkurencję już w I turze, zabiłby Tomasza Lewandowskiego śmiechem, Tadeuszem Dziubą wytarłby podłogę na korytarzu magistratu, a słysząc o Macieju Wudarskim zareagowałby mniej więcej tak, jak prezydent elekt Andrzej Duda na nazwisko Pawła Tanajno.

Kandydaturą Jacka Jaśkowiaka prezydent Grobelny w ogóle nie zaprzątałby sobie głowy, podobnie zresztą jak sam Jacek Jaśkowiak, który zamiast kampanią wyborczą byłby zajęty przygotowaniami do kolejnych zawodów Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie.

A jednak. Wystarczyły dwa lata, by prezydent Grobelny stracił cały polityczny kapitał z Euro 2012. Wszystko, co mu zaszkodziło – zamieszanie z kartą PEKA, ślimacząca się przebudowa Kaponiery, afera z przejściem przy dworcu, Golgota Picnic – wszystko to zdarzyło się niemal zaraz po Euro 2012 i skumulowało akurat w chwili, gdy Grobelny wydawał się absolutnie nie do ruszenia.


Maj 2009
Przedsiębiorca Jacek Jaśkowiak pisze list do „Wyborczej”


Cieszy mnie bardzo prorowerowa inicjatywa "Gazety Wyborczej". Od poniedziałku znowu dojeżdżam do pracy rowerem. Cieszę się z tego jak dziecko. Z Ławicy na Jeżyce dojazd rowerem jest bardziej dogodny niż samochodem.

Tak zaczynał się list, który Jacek Jaśkowiak - nikomu wówczas nieznany przedsiębiorca z Jeżyc – napisał do poznańskiej redakcji „Gazety Wyborczej”. Gazeta opublikowała list 2 maja.

To wtedy prezydent Ryszard Grobelny – dla odmiany – stwierdził, że „w Poznaniu nie ma tradycji jeżdżenia rowerem”.

Później Jacek Jaśkowiak pisze kolejne listy. Zwracają na to uwagę społecznicy z ruchu My-Poznaniacy. Kontaktują się z Jaśkowiakiem, proponują, by wstąpił do ich stowarzyszenia.

Zaraz potem, w 2010 r., My-Poznaniacy startują w wyborach samorządowych. I to właśnie Jacek Jaśkowiak – mimo że jest człowiekiem trochę z zewnątrz – zostaje ich kandydatem na prezydenta Poznania.

Jak do tego doszło? To wyjaśniał po latach Lech Mergler, jeden z założycieli My-Poznaniaków, a dziś wiceszef Prawa do Miasta, w rozmowie z „Wyborczą”:

Kto podjął decyzję? Kto wtedy "wykreował" Jaśkowiaka?
- "Wymyślił" go Maciej Wudarski. Była trudna sytuacja, bo odeszli od nas Tadeusz Dziuba i Adam Pawlik. Nie mieliśmy dobrego i chętnego kandydata. Któregoś dnia Maciej zadzwonił do mnie i powiedział: "Mam pomysła". Z Arletą Matuszewską pojechali do Jacka Jaśkowiaka i porozmawiali. Ostateczna decyzja była zbiorowa.


Jacek Jaśkowiak zdobywa w wyborach 7,2 proc. głosów. Potem wśród My-Poznaniaków dochodzi do sporów, rozłamów, Jaśkowiak na pewien czas rozstaje się z polityką. Do czasu…

Wrzesień 2010
Premier Donald Tusk nie chce kandydatów z zarzutami


Jeszcze przed wyborami 2010 dzieje się i inna ważna rzecz. Przełomowa dla całej poznańskiej polityki, mimo że dzieje się w Warszawie, i z pozoru w ogóle nie ma z Poznaniem nic wspólnego.

Nikt, kto ma zarzuty prokuratorskie, nie uzyska ode mnie – jako szefa Platformy – zgody na wykorzystywanie szyldu PO w kampanii wyborczej

Premier Donald Tusk, wypowiedź z września 2010 r.



Premier ma na myśli sprawę Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu, któremu prokuratura zarzuca korupcję w tzw. aferze sopockiej (po latach Karnowski zostanie uniewinniony).

Tyle że rykoszetem, zupełnie przypadkowo, obrywa… Ryszard Grobelny. Prezydent Poznania miał właśnie wstąpić do PO. Zdążył nawet zapowiedzieć to dziennikarzom i wypełnić deklarację członkowską.

Szef wielkopolskiej PO Waldy Dzikowski już jesienią 2009 r. zapowiadał, że jeśli Grobelny wystartuje w wyborach 2010, to Platforma nie wystawi własnego kandydata. Teraz poszli o krok dalej. Kandydatem PO ma być sam Grobelny.

Krótko potem w lokalnej Platformie zmieniają się jednak władze. Nowy szef wielkopolskiej PO Rafał Grupiński i nowy szef miejskich struktur Filip Kaczmarek – inaczej niż Dzikowski – nie są entuzjastami wystawiania Grobelnego jako kandydata Platformy.

Słowa premiera Tuska stają się doskonałym pretekstem, by z tego pomysłu zrezygnować. Tak się bowiem składa, że Grobelny nie tylko ma zarzuty, ale w pierwszej instancji został nawet skazany za sprawę tzw. Kulczykparku (parę lat później i on doczeka się uniewinnienia).

Zarówno Grupiński, jak i Kaczmarek przekonują, że to jedyny powód, dla którego to nie Grobelny będzie kandydatem PO. Jednak ich blisko współpracownik Marek Sternalski, szef klubu radnych PO, w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” mówi jak jest:

Słowa Tuska przyjęliśmy z ulgą, bo chcieliśmy mieć lepszego kandydata, niż Grobelny. Platforma nie chciała przystać na to, żeby Poznań stał w miejscu, tak jak stoi prezydent.

Prezydent Grobelny do wyborów 2010 ostatecznie idzie więc jako kandydat niezależny, i zdecydowanie pokonuje szefa rady miasta Grzegorza Ganowicza, którego „last minute” wystawia PO.

Dodajmy, że Rafał Grupiński cztery lata później niespodziewanie oznajmi, że „to ostatnia kadencja Ryszarda Grobelnego” i wymyśli, kto może go pokonać. Gdyby nie słowa Tuska, do tego rozstania być może nigdy by nie doszło, a jeśli już, to w inny sposób i w innych okolicznościach.

Czerwiec 2013
Jacek Jaśkowiak wstępuje do Platformy Obywatelskiej


Któregoś czerwcowego poranka „Głos Wielkopolski” podaje informację, że Jacek Jaśkowiak – dawny kandydat My-Poznaniaków na prezydenta Poznania – wstępuje do PO.

Chwytam za telefon, odszukuję od dawna nieużywany kontakt „Jacek Jaśkowiak” i dzwonię.

- Dojrzewałem do tego od 23 lat. Chcę wyrazić swoje poparcie dla tego, co się w tym czasie wydarzyło. Jestem dumny z życia w wolnej Polsce i nie podzielam opinii, że jest źle. Nie ukrywam też, że pozytywnie oceniam rządy z ostatnich paru lat – podkreśla Jaśkowiak.

Oczywiście pytam z ciekawości, czy Jaśkowiak chciałby znowu kandydować na prezydenta Poznania, tym razem w barwach Platformy. Z tym że pytanie jest czysto hipotetyczne, bo wtedy taki scenariusz wydaje się równie prawdopodobny, jak lądowanie człowieka na Marsie.

I wiecie, co wtedy odparł Jaśkowiak? Powiedział, że nie, bo nie interesuje go „przecinanie wstęg”, woli działać „z drugiego szeregu”. Do tego chwali niektóre działania prezydenta Grobelnego. Podkreśla sukces Euro 2012.

Cała sprawa wydaje się wtedy bardziej ciekawostkowa niż ważna. Przypomnijmy, jest lato 2013 r., miasto kończy różne spóźnione na Euro 2012 inwestycje, w tym rondo Kaponiera.

Prezydent Grobelny wydaje się nie do ruszenia. Jest na tyle mocny, że jeszcze parę miesięcy później PO ogłosi, że będzie „ramię w ramię” z nim zabiegać o unijne pieniądze dla Poznania.

Tymczasem Jacek Jaśkowiak początkowo jest w Platformie politykiem nawet nie drugiego, tylko trzeciego czy czwartego szeregu. I kompletnym politycznym no name’em, no może właśnie poza faktem, że kandydował na prezydenta Poznania w wyborach 2010.

Czerwiec 2014
Tadeusz Dziuba wygrywa o włos z Szymonem Szynkowskim vel Sęk


Jeśli chodzi o Jacka Jaśkowiaka i PO, to chyba wszyscy pamiętają, co działo się dalej. Poznańska PO długo nie może znaleźć kandydata na prezydenta.

Z listy – z różnych powodów – po kolei wypadają Filip Kaczmarek, Mariusz Wiśniewski, Marek Woźniak, Grzegorz Ganowicz. Pada więc na… Jacka Jaśkowiaka.

I to Jaśkowiak, ku zaskoczeniu wszystkich, zdetronizuje kilka miesięcy później Ryszarda Grobelnego. Jednak już nie wszyscy pamiętają pewien istotny szczegół. A mianowicie taki, że mało brakowało, by Jaśkowiak w ogóle nie wszedł do II tury.

Przypomnijmy wyniki I tury z 16 listopada 2014 r.:

28,6 proc. - Ryszard Grobelny – 46 tys. głosów
21,5 proc. – Jacek Jaśkowiak – 34 tys. głosów
19,0 proc. – Tadeusz Dziuba – 31 tys. głosów
16,6 proc. – Tomasz Lewandowski - 26 tys. głosów

Podkreślmy: zaledwie 3 tys. głosów więcej dla kandydata PiS, a Jacka Jaśkowiaka nie byłoby w II turze wyborów, zaś Poznaniem prawdopodobnie do dziś rządziłby Ryszard Grobelny.

Kandydatem PiS Tadeusz Dziuba został po głosowaniu w poznańskim zarządzie partii. Ale wygrał o włos. Dziewięć osób wskazało na niego. Osiem – na Szymona Szynkowskiego vel Sęk, wówczas szefa klubu PiS w radzie miasta, jednego z najbardziej zagorzałych krytyków prezydenta Grobelnego.

Czy Szynkowski vel Sęk zdobyłby w I turze wyborów więcej głosów niż Dziuba? Tego już nigdy się nie dowiemy. Pamiętajmy, że PiS był już – po tzw. aferze taśmowej – na fali wznoszącej w całym kraju, a Dziuba i tak zrobił wyraźnie lepszy wynik niż w wyborach 2010, kiedy miał 14,1 proc.

Jednak niewykluczone, że mógłby zadziałać efekt młodego, dynamicznego kandydata, tak jak zaledwie pół roku później w przypadku Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. I że Szymon Szynkowski vel Sęk wypchnąłby Jacka Jaśkowiaka z II tury… paradoksalnie przedłużając rządy Grobelnego w Poznaniu.

Seweryn Lipoński / 10 października 2018