www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Sprawa dworca PKP Poznań Główny z hukiem powraca do kampanii wyborczej

7 października 2018

Wybory 2018. Sprawa dworca PKP Poznań Główny z hukiem powraca do kampanii wyborczej

Wybory 2018 - Poznań - PKP - Jacek Jaśkowiak - dworzec - Poznań Główny - Ryszard Grobelny - kładka

Prezydent Jacek Jaśkowiak chce przejąć stary dworzec PKP. Minister infrastruktury odpowiada mu, by lepiej się nie wtrącał. Sprawa poznańskiego dworca tak jak cztery lata temu znów budzi emocje przed wyborami i może wpłynąć na ich wyniki.

Trwa przepychanka w sprawie starego dworca Poznań Główny pomiędzy prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem a ministrem infrastruktury Andrzejem Adamczykiem i władzami PKP.

Prezydent: - Zrobiliście bałagan z dworcem, mimo obietnic nie odbudowaliście starego gmachu, więc oddajcie go nam!

Minister: - Zaraz ruszamy z renowacją starego dworca, więc niczego nie oddamy, a pan prezydent niech nie przeszkadza!



Prezydent Jaśkowiak wczoraj przed naszą kamerą skwitował, że w takim razie „niech się ogarną” w PKP, i że chce mieć konkrety, a nie „znowu osiem lat jakiegoś gadania, ględzenia, spotykania się zespołów, herbatek, kawek”.

To wszystko dzieje się w środku kampanii przed wyborami samorządowymi. Trudno się dziwić, bo temat dworca w Poznaniu już od ładnych paru lat budzi niemałe emocje i nic nie wskazuje, by w najbliższym czasie coś miało się w tej kwestii zmienić.

Stary dworzec wciąż zamknięty

Zanim zaczniemy wyciągać jakiekolwiek wnioski, uporządkujmy w dużym skrócie, co działo się dotąd wokół dworca:

1. Ekipa PKP, za czasów rządu PO-PSL, zbudowała w Poznaniu nowy, ale niefunkcjonalny i według wielu podróżnych po prostu beznadziejny dworzec.

2. Prezydent Jacek Jaśkowiak krótko po przejęciu władzy wdał się w rozmowy z tą samą ekipą – która w międzyczasie też doszła do wniosku, że nowy dworzec nie jest wcale taki super – i uzgodnił koncepcję przywrócenia starego gmachu.

3. Zaraz potem zmieniła się jednak władza, rząd PiS zmiótł poprzednie kierownictwo PKP, a nowe zrezygnowało z uzgodnionej wcześniej koncepcji.

Później mieliśmy jeszcze jakieś zapowiedzi, że PKP zajmie się przywróceniem starego dworca na własną rękę, jakiś zespół wojewody do spraw dworca, jakąś listę 11 postulatów przekazanych ministrowi…



Jednak fakty są nieubłagane. Stary dworzec jak stał zamknięty – tak stoi nadal. I jakkolwiek zaklinałby rzeczywistość radny Adam Pawlik, to żadnego KONKRETNEGO projektu jego przebudowy jak nie było, tak nie ma.

Nie ma też oczywiście słynnej mitycznej kładki z nowego dworca na perony 4-6 i do Dworca Zachodniego, którą dawno, dawno temu obiecały PKP z Trigranitem, i o którą bez skutku dopominało się jakiś czas temu miasto.

ZOBACZ TAKŻE: Miasto upomina się w PKP o kładkę widmo. To wygląda na krzyk rozpaczy o zmiany na całym dworcu Poznań Główny

To właśnie ta kładka – żeby było śmieszniej – formalnie jest jednym z głównych punktów zaczepienia, na których miasto opiera teraz swój wniosek o przejęcie starego dworca, ponieważ PKP zobowiązało się do jej zbudowania do końca 2017 r.

To oczywiście nie pierwszy raz, kiedy poznański dworzec pojawia się w kampanii wyborczej, bo całkiem istotną rolę odegrał już cztery lata temu.

Pamiętam, że wymieniłem go jako jeden z dziewięciu powodów, dla których Ryszard Grobelny niespodziewanie przegrał wybory i stracił fotel prezydenta Poznania (niestety tego tekstu nie ma już w internecie).

Grobelny oberwał dworcem na własne życzenie

Prezydent Grobelny tak naprawdę oberwał rykoszetem, bo mało kto wiedział – i pewnie mało kto wie do dziś – że władze miasta akurat z budową dworca nie miały nic wspólnego.

To nie Grobelny wydawał pozwolenie na budowę, tylko wojewoda Piotr Florek z PO, czyli notabene z tej samej partii co krytykujący wówczas straszliwie ten dworzec Jacek Jaśkowiak.

To również nie władze miasta ten nowy dworzec zaprojektowały, zbudowały i zamknęły stary, bo to wszystko była sprawka PKP i wybranego przez nią dewelopera, czyli Trigranitu.

Jednak nie myślcie, że zamierzam tu jakoś wybielać Ryszarda Grobelnego, co to – to nie.

Prezydent Grobelny przed wyborami 2014 był tak silnie kojarzony ze sprawą dworca poniekąd na własne życzenie. Miasto, jak już wspomniałem, nie miało co prawda nic do gadania w temacie samego dworca, ale już w sprawie dróg i przystanków dookoła – owszem.

Przypomnijcie sobie teraz, jaka chryja była wokół słynnej drogi z nowego przystanku tramwajowego „Poznań Główny” przejściem podziemnym na dworzec, 350 m przez galerię handlową lub ponad 400 m przez most Dworcowy.



To Zarząd Dróg Miejskich przeforsował takie rozwiązanie. Wiceprezydent Mirosław Kruszyński w pewnym momencie stwierdził, że nie ma już w ogóle co rozważać budowy zwykłych pasów przez ul. Matyi (skróciłyby drogę do ok. 200 m), bo „wszelkie argumenty zostały już przedyskutowane”.

Prezydent Ryszard Grobelny osobiście długo w tej sprawie nie zabierał głosu, ale kiedy już zabrał, to udzielił mi kompromitującego wywiadu. Przekonywał, że dojeżdżający na dworzec PKP mogą sobie wysiąść przy Dworcu Zachodnim, a na nowy dworzec właściwie nie muszą zaglądać, bo teraz już wszyscy kupują bilety przez internet.

Tego typu teksty i lekceważenie różnych społeczników – także w paru innych sprawach – rok później przyczyniły się do jego porażki w wyborach. Zwłaszcza że od przejścia przy dworcu do samego dworca droga była - choć tylko metaforycznie... - niedaleka i ludzie zaczęli wiązać Grobelnego z całą tą inwestycją.

Prezydent Jaśkowiak chciał spotykać się z prezesem PKP

Prezydent Jacek Jaśkowiak ma z dworcem PKP zupełnie inny problem. Przed poprzednimi wyborami był jednym z tych, którzy ostro krytykowali Grobelnego za tę sprawę, a w programie wyborczym zamieścił nawet cały punkt...



Z Tomkiem Cylką pytaliśmy wtedy Jaśkowiaka podczas wywiadu dla „Wyborczej”, jak niby zamierza przywrócić ten dworzec podróżnym, skoro gmach należy do PKP:

Co z dworcem? W pana programie jest obietnica, że „przywróci” go pan podróżnym.
- Jestem po spotkaniu z architektami. Usłyszałem, że sytuację można poprawić. To dla mnie ulga. Na tym też polega słabość prezydenta Grobelnego, że nie spotyka się z takimi środowiskami i z nimi nie rozmawia. Na dworcu należy przywrócić kasy w starym budynku. Nie powinien tam powstawać żaden hotel, tylko restauracje.

To nie miasto będzie o tym decydować, tylko PKP.
- Tak, ale to prezydent Grobelny może być partnerem dla zarządu PKP…

Prezydent Grobelny czy Jaśkowiak?
- To znaczy prezydent Grobelny mógł być partnerem dla PKP. I każdy prezydent takiego miasta jak Poznań może takim partnerem być. Przecież PKP to nie państwo w państwie. Ma służyć mieszkańcom.

W PKP zaraz wyliczą, że to, co pan proponuje, nie opłaca się. I jak pan wtedy przekona kolejarzy?
- Będę prosił o wsparcie władze województwa i parlamentarzystów. Prezydent Grobelny nie chce tykać niczego, co formalnie nie leży w jego kompetencjach. Ja mam inne podejście. Należy współpracować i negocjować.

Zawsze można znaleźć kompromis, który będzie służył mieszkańcom. Spotkam się z prezesem PKP i powiem mu wprost: to, co pan robi, nie służy mieszkańcom Poznania ani podróżnym.


Przyznacie chyba, że czytając te słowa z dzisiejszej perspektywy i w kontekście ostatnich zdarzeń, można jedynie uśmiechnąć się z politowaniem.

Początkowo prezydent Jaśkowiak faktycznie próbował o ten dworzec faktycznie walczyć. To trzeba mu oddać. Kiedy poznał pomysły PKP i Trigranitu, potrafił walnąć pięścią w stół i mówić publicznie, co o nich sądzi. Potem usiadł z nimi do stołu i wypracowali wspólny pomysł na stary dworzec.



Tyle że zaraz potem przyszła „dobra zmiana”. Tego już Jaśkowiak nie wziął pod uwagę… I nagle okazało się, że „współpracować i negocjować” było łatwo tylko dopóki rządziła Platforma, a spotkanie z prezesem PKP mógł pomóc zorganizować poseł Rafał Grupiński.

Co mamy teraz? Prezydent tak „prosi o wsparcie” parlamentarzystów, że poseł Szymon Szynkowski vel Sęk słyszy od niego, że ma sfatygowane buty i nie lepszy garnitur. To raczej nie pomoże we wspólnym zabieganiu o poznański dworzec.

Wojewoda Zbigniew Hoffmann nawet nie zaprasza już Jaśkowiaka ani jego współpracowników do roboczych rozmów o przebudowie dworca. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk ma w takim poważaniu marszałka z Platformy, że w telewizji publicznej chwali się modernizacją trasy kolejowej do Piły, choć ta jest robiona w całości (!) za kasę samorządu i dotację unijną.

Poseł Tadeusz Dziuba jest zdecydowanie bardziej zainteresowany dokumentami w gabinecie prezydenta Jaśkowiaka niż wspólnymi rozmowami o zmianach na poznańskim dworcu.

Prezes PKP nie tylko nie spotyka się z Jackiem Jaśkowiakiem, ale towarzyszy ministrowi w tej gospodarskiej wizycie w Poznaniu i uczestniczy w publicznych połajankach, by prezydent miasta do sprawy dworca się lepiej nie wtrącał.

Sprawa dworca PKP niewygodna dla wszystkich

Prezydent Jaśkowiak – odpalając temat starego dworca niecałe trzy tygodnie przed wyborami – zagrał ostro. Teraz oczywiście przekonuje, że nie ma to nic wspólnego z kampanią, ale jest to równie wiarygodne, jak zapewnienia CBA, że przypadkowo weszli do urzędu miasta akurat w dniu konwencji Koalicji Obywatelskiej.

Prezydent na pewno będzie chciał pokazać zaniedbania i „nicnierobienie” polityków PiS oraz władz PKP w sprawie dworca. To prawdopodobnie ma być konkretny przykład działań „dobrej zmiany”, bliższy ludziom i mniej abstrakcyjny niż np. upolitycznienie sądów, którym Jaśkowiak będzie chciał uderzać w Tadeusza Zyska. Zwłaszcza przed II turą.

To jednak ryzykowne zagranie. Już pomijam, że to grubymi nićmi szyte i już pojawia się zarzut, że Jaśkowiakowi nie chodzi o żadne dobro pasażerów, tylko o własne zwycięstwo w wyborach.

Poznańscy politycy PiS będą mogli odwrócić sytuację i przekonywać, że dworzec to właśnie przykład, że Poznaniowi przydałby się prezydent z partii rządzącej. Zresztą TVP Poznań już podkreśliła w materiale, że Tadeusz Zysk miałby „przypilnować”, by stary dworzec znów był dla podróżnych.

Myślę, że dobre perspektywy się przed Poznaniem rokują, a my – poznaniacy i władze – powinniśmy przypilnować, aby kształt tego dworca ładny, nowoczesny, i żeby był kolejną ikoną naszego miasta

Tadeusz Zysk, kandydat PiS na prezydenta Poznania, źródło: TVP Poznań



To wręcz idealnie wpisuje się w retorykę o posłusznych samorządach, które zamiast „warczeć na rząd”, współpracują z nim i robią, co premier sobie zażyczy. Taką wizję samorządu przedstawiali ostatnio premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Sprawa dworca to także znów woda na młyn dla Jarosława Pucka, który będzie mógł mówić, że dworzec wciąż czekający na przebudowę to przykład, do jakich skutków mogą doprowadzić partyjne spory.

Jednak w przypadku Pucka przytaczanie w jakikolwiek sposób tematu dworca też jest wyjątkowo ryzykowne. Tu znów kłaniają się jego powiązania z Ryszardem Grobelnym, który przecież jest jego „doradcą” i startuje z jego list do rady miasta, więc tym razem to Pucek mógłby rykoszetem oberwać sprawą dworca.

Pamiętajmy, że o zmiany na dworcu od początku kampanii konsekwentnie apelują też społecznicy z koalicji Prawo do Miasta, którzy jako jedyni z tego grona są w tej sprawie czyści i za stan dworca w żaden sposób nie odpowiadają...

Wróć! Przecież wiceprezydent Maciej Wudarski to prawa ręka Jacka Jaśkowiaka w sprawach transportowych. Jak rozumiem - wziął na siebie realizację jego wyborczej obietnicy dot. dworca. To on uczestniczył w spotkaniach zespołu wojewody, kiedy Zbigniew Hoffmann w ogóle przypomniał sobie o istnieniu władz miasta i ich zainteresowaniu tym tematem.

To także Wudarski wysyłał do PKP rozpaczliwe apele o budowę kładki. Sprawa dworca i ignorowania postulatów miasta przez PKP pośrednio obciąża więc i jego konto. A akurat w tej sprawie wiceprezydent Wudarski nie może powiedzieć, że blokowali go jacyś radni Platformy.

Seweryn Lipoński / 7 października 2018