www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Dokładnie za miesiąc II tura. Przeanalizujmy 5 potencjalnych pojedynków w wyborczej dogrywce o Poznań

4 października 2018

Wybory 2018. Dokładnie za miesiąc II tura. Przeanalizujmy 5 potencjalnych pojedynków w wyborczej dogrywce o Poznań

Wybory 2018 - Poznań - Jacek Jaśkowiak - Tadeusz Zysk - Jarosław Pucek - Tomasz Lewandowski - druga tura

Prawdopodobnie nie zwróciliście uwagi, że dzisiaj – 4 października – pozostał równo miesiąc do II tury wyborów samorządowych, do której w Poznaniu niemal na pewno dojdzie. Sprawdźmy, jak może wyglądać ta wyborcza dogrywka.

Z prawej strony na liczniku jest co prawda już tylko 17 dni… Ale pamiętajmy, że to odliczanie do I tury, tymczasem kluczowe głosowanie prawdopodobnie nastąpi dopiero dwa tygodnie później. Czyli dokładnie za miesiąc – 4 listopada.

Jest jeszcze oczywiście scenariusz, że Jacek Jaśkowiak któryś z kandydatów zgarnia ponad 50 proc. głosów w I turze i żadnej II tury nie ma, ale mimo wszystko wydaje się to mało prawdopodobne.

Pamiętajmy, że prezydent Jaśkowiak jest najbardziej rozpoznawalnym z kandydatów, i dzięki temu może być w sondażach przeszacowany. Tak samo było z Ryszardem Grobelnym. Tenże Grobelny zresztą nigdy – nawet w swoich najlepszych czasach – nie wygrał wyborów w I turze.

Przeanalizujmy więc, jakie możliwe pojedynki wchodzą w grę, gdy do tej II tury za miesiąc faktycznie już dojdzie.

Jacek Jaśkowiak vs Tadeusz Zysk
...czyli wojna polsko-polska w wydaniu poznańskim


To na dziś najbardziej oczywisty scenariusz. Prezydent Jacek Jaśkowiak wymiata w sondażach, w każdym ma co najmniej kilkanaście proc. przewagi właśnie nad Tadeuszem Zyskiem, który też trzyma stabilne poparcie po 20-25 proc.



Taki oczywisty scenariusz to również… chyba najnudniejsza II tura. Z góry można przewidzieć, jak to będzie wyglądać.

Kandydat PiS będzie wypominał Jaśkowiakowi wszelkie błędy, kontrowersyjne decyzje i niezrealizowane obietnice, próbując w ten sposób zmobilizować jego wszystkich krytyków.

Prezydent będzie z kolei wytykał Tadeuszowi Zyskowi partyjny szyld. Będzie go okładał tym szyldem przez całe dwa tygodnie, z każdej możliwej strony, wypytując w debatach m.in. o reformę oświaty czy o upolitycznienie sądów.

Sprawy miasta zejdą tu na drugi plan. Zwłaszcza jeśli Zysk da sobie narzucić taką narrację i też zacznie przypominać Jaśkowiakowi, że „przez osiem lat Polki i Polacy”, itd. itp. Zamiast programów liczyć będą się partyjne szyldy.

Trudno sobie wyobrazić, by w takim starciu Tadeusz Zysk miał jakiekolwiek szanse wygrać, bo w Poznaniu żaden kandydat PiS w jakichkolwiek wyborach nawet w II turze nigdy nie przebił 35 proc.

Podczas wyborów prezydenckich 2015 Andrzej Duda w dogrywce z Bronisławem Komorowskim miał tu zaledwie 31,6 proc. Jarosław Kaczyński w wyborach 2010 uzyskał 27,7 proc., a Lech Kaczyński pięć lat wcześniej – 33,3 proc.

Dodajmy, że w wyborach samorządowych na prezydenta Poznania żaden kandydat PiS nigdy jeszcze nawet nie wszedł do II tury.

Jacek Jaśkowiak vs Jarosław Pucek
...czyli plebiscyt, czy lepsze jest wrogiem dobrego


To z kolei najczęściej rozważany z alternatywnych scenariuszy. Jarosław Pucek zgarnia głosy tych, którzy dobrze wspominają rządy Ryszarda Grobelnego, i innych niezadowolonych z polityki Jacka Jaśkowiaka, do tego wykorzystuje słabość Tadeusza Zyska… i wchodzi do II tury.

Takie rozwiązanie jeszcze w wakacje wielu wydawało się nawet bardziej prawdopodobne niż starcie Jaśkowiak vs Zysk. Teraz te głosy jakby trochę ucichły, bo pierwsze po wakacjach sondaże pokazały, że Jarosław Pucek mimo intensywnej kampanii traci do Tadeusza Zyska. I to sporo.

Jeśli jednak wyobrazimy sobie, że do takiego pojedynku miałoby faktycznie dojść, to byłby on znacznie ciekawszy. I zdecydowanie mniej przewidywalny.



Przede wszystkim dyskusja skupiłaby się na sprawach miasta. Prezydent Jaśkowiak nie mógłby tu już używać „partyjnych” argumentów i straszyć PiS-em. Przeciwnie!

To Jarosław Pucek podkreślałby na każdym kroku partyjny szyld Jaśkowiaka – już to zresztą robi – i zarzucał mu uwikłanie miasta w wojnę polsko-polską.

Jednak, jakkolwiek Pucek by nie podkreślał swojej niezależności, to byłby swoisty plebiscyt pomiędzy wizją miasta według Jacka Jaśkowiaka i tym, co było przed nim (czytaj: wizją Ryszarda Grobelnego). Albo – jeszcze inaczej – referendum „za” czy „przeciw” prezydenturze Jaśkowiaka.

Prezydent ma sporą grupę zmobilizowanych zwolenników, ale i zagorzałych przeciwników, i to tych drugich Jarosław Pucek mógłby skupić wokół siebie przed II turą. To dlatego wynik byłby wielką zagadką.

Jacek Jaśkowiak vs Tomasz Lewandowski
...czyli mecz przyjaźni dobrych znajomych


Z jednej strony trudno sobie wyobrazić pojedynek w II turze obecnego prezydenta z obecnym… wiceprezydentem.

Z drugiej strony, gdyby kierować się tylko sondażami, to taki pojedynek w wyborczej dogrywce jest obecnie drugim najbardziej prawdopodobnym. I nawet bardziej możliwym niż starcie Jaśkowiak vs Pucek.

Jak wyglądałaby ta rywalizacja w II turze? No, nie oszukujmy się, temperatura tego pojedynku byłaby bliższa tej panującej obecnie nad Bałtykiem niż np. na Majorce.



Przypomnijcie sobie „debatę” premiera Donalda Tuska z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem przed wyborami 2011. Tak samo wyglądałyby pojedynki Jaśkowiaka z Lewandowskim.

Jeden z drugim trochę by się pouśmiechali, trochę z siebie pożartowali, może dla niepoznaki powyciągaliby sobie kilka odrobinę niewygodnych spraw. I tyle. Potem Jaśkowiak zgarnia 60-70 proc., Lewandowski gratuluje mu wygranej, a po chwili znów jest wiceprezydentem.

Tadeusz Zysk vs Jarosław Pucek
...czyli stypa na poznańskiej lewicy


Niedziela 21 października, wybija godz. 21, stacje telewizyjne pokazują pierwsze wyniki sondaży exit poll. Słupek Jacka Jaśkowiaka sensacyjnie jest dopiero trzeci.

W sztabie Koalicji Obywatelskiej szok i niedowierzanie. Trwają pierwsze gorączkowe szepty, że z tymi sondażami ktoś chyba kogoś oszukał…

No wiem, wiem, brzmi jak totalne science fiction.

Trudno mi sobie wyobrazić, co musiałoby się stać, żeby Jacek Jaśkowiak nie wszedł do II tury. Musiałby chyba rozjechać na pasach niepełnosprawną zakonnicę w ciąży, ewentualnie mogłaby się znaleźć jakaś taśma z restauracji Sowa i Przyjeciele, na której Jaśkowiak rzucałby „k...ami”.

Martwa cisza przy takich wynikach I tury zapanowałaby również w sztabach lewicy i ruchów miejskich. Jedni i drudzy szybko zdaliby sobie sprawę, że prezydentura wpadnie w ręce kogoś całkowicie nie z ich bajki.

Szczególnie drastycznym przeżyciem musiałoby to być dla poznańskiej lewicy. To byłoby drugie z rzędu takie doświadczenie po tym, jak w wyborach parlamentarnych nie weszła do Sejmu, a PiS zgarnął większość wystarczającą do samodzielnych rządów.

Za to wyborcy o prawicowych przekonaniach nie mogliby narzekać na brak wyboru. Kogo poprzeć? Tadeusz Zysk, gwarantujący przełożenie „dobrej zmiany” na Poznań, czy Jarosław Pucek, który posprząta po „lewaku”, „tęczowym Jacku”, czy jak tam jeszcze zowią prezydenta Jaśkowiaka.

Prawdopodobnie Pucek rozjechałby Zyska w debatach. Prawdopodobnie to on byłby również nieznacznym faworytem tego starcia, biorąc pod uwagę wspomnianą już wyżej silną niechęć poznaniaków do PiS.

Zdaje się jednak, że nawet jeśli jakaś część wyborców Jaśkowiaka, Lewandowskiego czy ruchów miejskich zgrzytając zębami zagłosowałaby na Pucka, to większość na znak protestu po prostu zostałaby w domach.

Mógłby paść niechlubny rekord niskiej frekwencji. Ten obecny, przypomnijmy, pochodzi z II tury wyborów 2010, kiedy zagłosować za Ryszardem Grobelnym lub Grzegorzem Ganowiczem poszło zaledwie 25 proc. poznaniaków.

Jarosław Pucek vs Tomasz Lewandowski
...czyli pojedynek na wzajemne szpile, docinki i kwity


To już w ogóle jakiś kosmiczny pomysł, bo zakłada, że z II tury wypada nie jeden, tylko dwóch graczy z najlepszymi notowaniami.

Trzymając się konwencji… Aby do tego doszło, musiałaby wyjść na jaw taśma z restauracji Sowa i Przyjaciele, na której Jaśkowiak z Zyskiem wspólnie naśmiewaliby się z Poznania, jego historii i mieszkańców, oczywiście używając „k...” jako przecinka.

W związku z tym tego niedorzecznego scenariusza w zasadzie w ogóle nie należałoby rozważać... gdyby nie wyjątkowa w tej kampanii rywalizacja obu panów. Szpile, jakie sobie wbijają na każdym kroku, stały się już charakterystycznym elementem tej kampanii.

Podczas ostatniej debaty zorganizowanej przez „Gazetę Wyborczą” można było wręcz odnieść wrażenie, że Tomasz Lewandowski bardziej niż własnym dobrym wynikiem jest zainteresowany jak najbardziej dobitnym powiązaniem Jarosława Pucka z Ryszardem Grobelnym.

ZOBACZ TAKŻE: Działo się, były docinki, były spore emocje. Kandydaci na prezydenta Poznania nareszcie dyskutowali w komplecie

Dlatego ich pojedynek w II turze byłby bardzo spektakularny. A kolejne debaty, zwłaszcza te telewizyjne, pełne wzajemnych uszczypliwości, nie zawsze merytorycznych docinków, być może nawet jakichś wyciąganych zza pazuchy kwitów kompromitujących rywala.

To byłby zarazem taki konflikt zastępczy w zimnej wojnie Koalicji Obywatelskiej z PiS-em. Tomasz Lewandowski z pewnością skupiłby w II turze wyborców centrolewicowych, czyli Jaśkowiaka, ruchów miejskich, no i oczywiście swoich własnych.

Z kolei Jarosław Pucek, czy mu się to podoba czy nie, stałby się w tej wyborczej dogrywce ostatnią nadzieją prawicy. Prawicy, dla której wizja Lewandowskiego jako prezydenta Poznania byłaby chyba równie straszna, jak ta z udziałem Jaśkowiaka.

Seweryn Lipoński / 4 października 2018