www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Działo się, były docinki, były spore emocje. Kandydaci na prezydenta Poznania nareszcie dyskutowali w komplecie

3 października 2018

Wybory 2018. Działo się, były docinki, były spore emocje. Kandydaci na prezydenta Poznania nareszcie dyskutowali w komplecie

Wybory 2018 - Poznań - Jacek Jaśkowiak - Tadeusz Zysk - Jarosław Pucek - Tomasz Lewandowski - debata

Tym razem nie było rozwlekłego gadania bez końca. Prezydent Jacek Jaśkowiak zarzucał Jarosławowi Puckowi kłamstwo, ten ripostował, czy Jaśkowiakowi nie wstyd spoglądać z reklam na autobusach na uliczne korki. Na koniec Przemysław Hinc przejechał się po wszystkich rywalach. Tak więc – po prostu działo się.

- To dość wyjątkowe wydarzenie – zaczął Marcin Wesołek, szef poznańskiej redakcji „Gazety Wyborczej”, nawiązując do obecności wszystkich siedmiorga kandydatów. To faktycznie pierwszy taki przypadek w tej kampanii. Dotąd za każdym razem kogoś brakowało.

Już na wstępie muszę pochwalić formułę dyskusji. Kandydaci mieli z założenia tylko 50 sekund na każdą odpowiedź. I dzięki temu zamiast rozwlekłych, długaśnych wywodów (jak w TOK FM), z których niewiele wynika, mieliśmy debatę z odpowiednim tempem i temperaturą.

Duża w tym również zasługa publiczności. Do Pawilonu Nowej Gazowni przyszła grubo ponad setka ludzi. Raz po raz były żywiołowe reakcje, śmiechy, oklaski, a nawet okrzyki pełne dezaprobaty.

Zaznaczę jeszcze tylko, że ten tekst to nie jest żadne streszczenie dyskusji. Jeśli chcecie tylko poczytać kto co mówił bez żadnego komentarza – relację z debaty znajdziecie na stronach „Wyborczej”.

ZOBACZ CAŁĄ RELACJĘ Z DEBATY NA POZNAN.WYBORCZA.PL

To, o czym piszę, to moje osobiste wrażenia. Jak to bywa w przypadku debat i innych politycznych potyczek, wrażenia bywają bardzo różne, więc pewnie niektórzy z Was wnioski z tej dyskusji wyciągnęli zupełnie inne. Tak czy inaczej – zapraszam.

Potyczki o mieszkania

Zaraz po pytaniu rozgrzewkowym - bo takim w zasadzie było hasłowe wyliczanie trzech inwestycji transportowych do zrobienia w najbliższej kadencji – zaczęła się już słowna szermierka.

Prezydent Jacek Jaśkowiak na pytanie, jak zatrzymać odpływ mieszkańców z Poznania, zaczął… chwalić się rosnącymi wpływami z PIT. Już latem wyjaśniałem na Poznań Spoza Kamery, z czego to wynika i że w porównaniu z innymi samorządami ten udział Poznania w PIT maleje, czego już jednak Jaśkowiak nie dodał.

Ale nic straconego. Szybko wychwycił to Jarosław Pucek: - Panie prezydencie, nie zwiększyła się baza podatników, tylko ludzie po prostu więcej zarabiają. To akurat nie jest pańska zasługa!

Na ripostę nie trzeba było długo czekać. Prezydent Jaśkowiak na pytanie, dlaczego nie zbudował obiecanych 4 tys. mieszkań, wypalił: - Te inwestycje mieszkaniowe nie były przygotowane. Bazowałem na informacjach od Jarosława Pucka, który kłamał! Dopiero wiceprezydent Tomasz Lewandowski posprzątał ten bałagan.

Zaraz potem mieliśmy pierwszą – i bynajmniej nie ostatnią – przepychankę Pucka z Lewandowskim właśnie. Pucek podkreślał, że to jeszcze on zdobywał warunki zabudowy na trwającą obecnie budowę mieszkań, więc trudno mówić o nieprzygotowanych inwestycjach.

Na to Lewandowski odpowiadał, że tzw. wuzetka to dopiero początek inwestycji, a resztę pracy wykonała już jego ekipa: - To absolutna hipokryzja, mówić, że wszystko było gotowe.

Dodajmy jeszcze, że tym razem niemal żaden z kandydatów nie odważył się rzucać liczbami, ile to zbuduje mieszkań jako prezydent. Tylko Jaśkowiak bąknął coś o tysiącu rocznie. Podobnie Tadeusz Zysk, który przyznał, że jego zapowiedzi 10 tys. lokali to raczej plany na dwie kadencje.

Lewandowski chce zdemaskować Pucka

Zatrzymajmy się na chwilę przy Jarosławie Pucku i Tomaszu Lewandowskim. Ta ich rywalizacja intryguje mnie od początku kampanii wyborczej.

Zdaje się, że obaj panowie za punkt honoru stawiają sobie pokonanie siebie nawzajem. Mam wrażenie, że gdyby przypadkiem kiedyś wspólnie wyskoczyli na wieczorne piwo, to skończyłoby się to wzajemnym obrzucaniem kuflami i stadionowymi przekleństwami niczym z Żylety Kotła.

Pikanterii dodaje fakt, że w sondażach idą łeb w łeb. Oczywiście Jarosław Pucek bagatelizuje wszelkie wyniki sondaży, jednak sposób, w jaki wojuje z Tomaszem Lewandowskim tylko dodatkowo potwierdza, jak bardzo się z nim liczy. I vice versa.

Taki spektakl dostaliśmy też podczas debaty „Wyborczej”. Najpierw wytykali sobie zaniedbania przy budowie mieszkań. Potem Pucek kpił, że „lewica próbuje rozwiązywać problemy, które sama stwarza”, to akurat a propos szkół. A na pytanie o halę Lewandowski nawiązał do kontrowersji wokół budowy stadionu.

Później jeszcze jakieś sprawy cmentarne. Niebywałe. Panowie zaczęli się kłócić o jakieś szczegóły umowy miasta z firmą Universum, choć musieli sobie zdawać sprawę, że przeciętny słuchacz tej debaty nic a nic z tego nie kojarzy. Nieważne. Liczyło się tylko to, by pojechać po przeciwniku.

Jeśli chodzi o Tomasza Lewandowskiego... Przed wyjściem z domu prawdopodobnie spojrzał w lustro i powiedział sobie: „Dziś pokażę prawdziwe oblicze Jarosława Pucka!”.

Jedynie to tłumaczyłoby ciągłe przypominanie, co było za czasów prezydenta Ryszarda Grobelnego, czy wytykanie, kto z jego ekipy jest na listach Pucka do rady miasta. I – jakby tego było mało – Lewandowski zasugerował, że to Grobelny będzie pilnował dyscypliny wśród radnych.

To już chwilami zahaczało o jakąś obsesję. Serio, nie zdziwię się, jeśli na którejś z kolejnych debat Tomasz Lewandowski z zaskoczenia podbiegnie do Jarosława Pucka i spróbuje zerwać mu z twarzy maskę. Spodziewając się ujrzeć pod nią oblicze Ryszarda Grobelnego.



Jeszcze jedna rzecz a propos Jarosława Pucka. Wygląda na to, że wyspecjalizował się w tych wyborach w zadawaniu prostych, ale nieprzyjemnych pytań, których w innych okolicznościach pewnie nikt by tak wprost nie zadał.

Podczas dyskusji w TOK FM Pucek pytał Lewandowskiego, czy Jaśkowiak musi odejść. Teraz zapytał Dorotę Bonk-Hammermeister, czy prezydent spłacił kredyt zaufania sprzed czterech lat, którego przed II turą tamtych wyborów udzieliły mu m.in. ruchy miejskie.

Oczywiście liczne szpile Jarosław Pucek wbijał też Jaśkowiakowi. Pytał go m.in., dlaczego poznaniacy mieliby mu znowu zaufać mimo niespełnionych obietnic, i czy nie jest mu głupio, gdy spogląda z reklam na autobusach na korki samochodowe w mieście.

Strasznie populistyczne... ale pewnie też skuteczne.

Prezydent Jaśkowiak zmienił się bardzo

Jak na tym tle wypadł sam Jacek Jaśkowiak? Powiedziałbym, że przeciętnie. Prezydent w żaden sposób nie błysnął, ale też nie skompromitował się tym razem jakąś ewidentną gafą, co w jego przypadku nie zawsze jest takie oczywiste.

Kontynuował jednak irytującą w tej kampanii manierę nie odpowiadania na pytania.

Jak zatrzymać wyprowadzanie się ludzi z miasta? Jaśkowiak: „Rosną nam wpływy z PIT”. Co zrobić, by w mieście nie było korków? Jaśkowiak: „Kupujemy 50 nowych tramwajów, będziemy mieli najnowocześniejszy tabor”.

No sorry, to oczywiście istotne dla starszych ludzi, niepełnosprawnych czy matek z wózkami. Ale większość pasażerów chyba jednak bardziej niż na to, czy wiezie ich Moderus Gamma, czy stary 105N, patrzy jednak na to, czy przyjeżdża na czas i czy dojeżdża tam gdzie chcą.

Kwintesencją tego osobliwego podejścia była pod koniec debaty odpowiedź na pytanie z widowni. Marcin Kowalczyk (notabene z raczej przyjaznej Jaśkowiakowi koalicji Prawo do Miasta) zapytał, co z audytem stadionu, którego budowę Jaśkowiak tak bardzo krytykował w poprzedniej kampanii. I dlaczego Michał Prymas – wówczas wiceszef spółki Euro Poznań 2012 odpowiedzialnej za budowę stadionu – jest dziś wiceprezesem ZKZL.

Prezydent Jaśkowiak odparł jak jakiś robot z gotową odpowiedzią na pytanie o wszelkie audyty: - Spotkałem się z prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Postanowiliśmy nie dublować kontroli. Dlatego NIK zajął się Kaponierą. Miasto skontrolowało system ITS…

Kurna, pytanie o stadion i o Prymasa, a Jaśkowiak zaczyna nawijać o Kaponierze i o ITS! No nie wierzę. Dopiero po chwili dowiedzieliśmy się, że inne kontrole budowy stadionu nic nie wykazały, więc audyt byłby zbędnym wydatkiem.

A kompetencje i doświadczenie Prymasa prezydent Jaśkowiak bardzo ceni. Hmm, ciekawe tylko, dlaczego nie mówił o tym przed poprzednimi wyborami.


Mimo wszystko Jacek Jaśkowiak potrafił zarysować swoją wizję miasta i pochwalić się tu i ówdzie sukcesami. Jednak dało się zauważyć, że to już zupełnie inny człowiek niż ten, który wygrał wybory 2014. Przekonywał dziś, że się nie zmienił, ale tak naprawdę zmienił się bardzo.

Takim symbolem tej przemiany niech będzie pytanie, które Jacek Jaśkowiak zadał DBH: - Jak chcesz sfinansować te wszystkie inwestycje i inne proponowane przez was wydatki? Gdzie chcecie przyciąć?

Pamiętam, jak cztery lata temu Jacek Jaśkowiak ochoczo podpisał się pod wszystkimi postulatami ruchów miejskich i obiecał powiesić je w gabinecie, wówczas żadnych takich pytań nie zadawał.

Społecznicy na plus

Jeśli już mówimy o społecznikach, to wydaje mi się, że właśnie oni mogą być wygranymi tej debaty.

Oczywiście Dorota Bonk-Hammermeister znowu najbardziej krytykowała Jaśkowiaka za obszary, które nadzoruje Maciej Wudarski, ale tym razem nie pozwoliła się sprowadzić tylko do takiej roli.

Zauważyła za to, że najwyraźniej cały czas po Poznaniu najwygodniej jeździ się autem, skoro tylu ludzi to robi i są korki, przedstawiła swój pomysł na zmiany w szkołach, zaproponowała nawet – uprzedzając kandydata Kukiz’15 – referendum w sprawie Pomnika Wdzięczności.

I jeszcze jedno. Jako chyba jedyna praktycznie nie wdawała się w słowne potyczki, podkreślając na koniec, że to specyfika mężczyzn i że może w takim razie czas na kobietę prezydenta. Możliwe, że w oczach ludzi o - nazwijmy to - prokobiecych poglądach bardzo tym zyskała.

Dobre wrażenie zrobił też Wojciech Bratkowski. To już był zupełnie inny Bratkowski niż ten, który dwa tygodnie temu przyszedł do studia WTK i właściwie nie miał nic konkretnego do zaproponowania poza abstrakcyjnymi zmianami w statucie miasta.

Tym razem to był już zdecydowany, wyrazisty facet, w dodatku wkurzony na władze miasta. Lider komitetu Poznań od Nowa dziś już rzucał konkretnymi pomysłami aż miło. Parkingi P&R, wiadukty, hala sportowa, uzupełnienie ram komunikacyjnych…

Jedynie zapowiedzi budowy nowych mieszkań to – według Bratkowskiego - „czysty populizm”. Czego nie omieszkał mu natychmiast wytknąć Tomasz Lewandowski, przytaczając historie ludzi, którzy borykają się z potwornymi mieszkaniowymi problemami.

Wielka improwizacja Tadeusza Zyska

Przysłuchując się dyskusjom w tej kampanii wyborczej odnoszę wrażenie, że mamy wyraźny podział na kandydatów znających się na mieście i takich, którzy tych spraw za bardzo nie ogarniają.

Do tej drugiej grupy zalicza się Tadeusz Zysk. Kandydat PiS na prezydenta Poznania podczas każdej debaty po prostu musi palnąć coś, co obnaża jego niewiedzę i pokazuje, że do niedawna np. sprawy rady miasta były dla niego czymś obcym.

Zatem mieliśmy już rzekomo puste tramwaje, rzekomo pusty i niepotrzebny plac zabaw nad Wartą, dziś z kolei usłyszeliśmy, że w oświacie „największy problem jest ze żłobkami, bo miejskich jest tylko siedem”.

Tadeusz Zysk chyba przeoczył, że od trzech lat miasto dopłaca kupę kasy – ponad 15 mln zł – do prywatnych żłobków, aby dla rodziców ceny w nich były porównywalne z miejskimi.

I teraz najlepsze. Przypominacie sobie, kto w radzie miasta najgłośniej protestował, by preferować taką właśnie formę wsparcia dla rodziców? No oczywiście – radni PiS. Przekonywali, że rodzice powinni mieć wybór w postaci tzw. bonu opiekuńczego, bo może wcale nie chcą posyłać dziecka do żłobka.

Jeśli więc teraz Tadeusz Zysk jako kandydat PiS na prezydenta Poznania ubolewa, że brakuje miejsc w żłobkach, to czegoś tu nie rozumiem.

Z pozytywów – Zysk sprytnie obrócił na swoją korzyść dyskusję wokół Pomnika Wdzięczności. Kiedy pozostali kandydaci jeden za drugim sugerowali referendum lub gadali coś na okrągło o konieczności „kompromisu”, Zysk podkreślał, że pod wnioskiem w sprawie pomnika podpisała się rekordowa liczba 26 tys. ludzi.

Mieliśmy też, jak zwykle, streszczenie pomysłu premetra. I znów te same argumenty: że Bruksela da 85 proc., że Łódź już buduje tunel, że Hanower już coś takiego ma. Kandydat Kukiz’15 Przemysław Hinc w końcu stracił cierpliwość i zapytał Zyska wprost, ile to ma kosztować i skąd weźmie kasę. Tego już Tadeusz Zysk nie potrafił szczegółowo wyjaśnić.

To wszystko brzmiało trochę jak wielka improwizacja Konrada z „Dziadów”, czyli mnóstwo podniosłych słów, wielkie cele... ale konkretów brak.

Ale wyborcom, do których odwołuje się Tadeusz Zysk, tak czy inaczej może się to podobać. To zapowiedź spełnienia marzeń o potędze Polski i Poznania. Kandydat PiS doskonale o tym wie. Tak na koniec podsumował swoje zapowiedzi: - Będą duże inwestycje, żebyśmy byli dumni z miasta.

Aha! Musimy też odnotować, że Zysk z każdą minutą coraz bardziej dawał się prowokować publiczności, gdy z widowni raz po raz po jego wypowiedziach dochodził śmiech.

To oczywiście nie było eleganckie. Ale, na litość boską, jest kampania wyborcza i każdy kandydat gdzieś będzie wyszydzany czy wręcz wyśmiewany. Tymczasem Tadeusz Zysk zdążył powtórzyć jakieś 1090534397653 razy podkreślić, że ci z widowni traktują go „jak półgłówka, idiotę”.

No strasznie słabe to było. Zamiast dystansu do siebie – taki syndrom oblężonej twierdzy charakterystyczny w poprzednich miesiącach raczej dla Jacka Jaśkowiaka.

Antysystemowy Przemysław Hinc

Dotąd nie napisałem prawie nic o Przemysławie Hincu. A przecież i on się wyróżniał. Zdaje się, że kandydat Kukiz’15 jest taką nowszą wersją Zygmunta Kopacza z wyborów 2014.

Jeśli ktoś nie pamięta… Zygmunt Kopacz był kandydatem Kongresu Nowej Prawicy. Żadnego szału nie zrobił, dostał ledwie 3,8 proc. głosów, ale w kampanii z pewnością trudno było go nie zauważyć.

Cały czas grzmiał o zadłużeniu miasta. Proponował stawiać na komunikację miejską tylko w ścisłym centrum, twierdząc, że reszta miasta powinna być dla samochodów. Zapowiadał też prywatyzację „wszystkiego, co by się dało”.

Teraz podobną rolę odgrywa Przemysław Hinc. To on przytomnie podsumował tę wyliczankę koszmarnie drogich obietnic Tadeusza Zyska, przypominając, że za to wszystko zapłacą podatnicy. Na pytanie o budowę mieszkań odparł, że jego zdaniem to nie jest rola samorządu.

Ale też nie potrafił powiedzieć, jak zmienić sieć poznańskich szkół, z rozbrajającą szczerością przyznając, że nie zna danych i zastanowi się nad tym… dopiero po wygranych wyborach.

Zwróćmy też uwagę, że Hinc próbuje grać na nastrojach podobnych jak te z 2015 r., kreując się na totalnie antysystemowego kandydata. Szczególnie było to widać w jego końcowym wystąpieniu. Kandydat Kukiz’15 ostro przejechał się w nim po wszystkich – wszystkich! - kontrkandydatach.

Dodajmy jeszcze, że przez całą dyskusję przewijały się motywy charakterystyczne już dla poszczególnych kandydatów, które powtarzają się przy każdej debacie.

Tak więc Jacek Jaśkowiak chwalił się remontami torowisk, Wojciech Bratkowski mówił o konieczności stworzenia planu inwestycji transportowych, Tadeusz Zysk oczywiście o premetrze, a Tomasz Lewandowski o tym, ile to dobrego lewica już zrobiła w mieszkaniówce i nie tylko.

Tych akurat formułek możemy spodziewać się już w każdej dyskusji. Do znudzenia. Ale przecież i tak z tych debat zapamiętamy raczej to, co słyszymy w nich nowego.

Seweryn Lipoński / 3 października 2018