www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Tomasz Lewandowski na czterdziestkę zdjął pelerynę-niewidkę... ale i tak na starcie ma niezły ból głowy

14 września 2018

Wybory 2018. Tomasz Lewandowski na czterdziestkę zdjął pelerynę-niewidkę... ale i tak na starcie ma niezły ból głowy

Wybory 2018 - Poznań - Tomasz Lewandowski - Lewica - SLD - Partia Razem - Barbara Nowacka - PO

Kandydat lewicy Tomasz Lewandowski późno, bo późno, ale rusza z kampanią wyborczą. Już na dzień dobry musi zmierzyć się z wizerunkowymi problemami jak sojusz Barbary Nowackiej z PO i Nowoczesną czy sprawa zleceń dla firmy znajomego.

- Dzięki staraniom wielu osób udało się połączyć poznańską lewicę i wystawić wspólny komitet. Połączyło nas marzenie o zbudowaniu solidarnego i sprawiedliwego miasta – mówił Tomasz Lewandowski, kandydat na prezydenta Poznania, podczas inauguracji kampanii wyborczej.

Trzeba przyznać, że lider poznańskiej lewicy zaczyna tę kampanię z przytupem, w ciągu paru dni zaliczył wywiady w WTK, „Głosie Wielkopolskim” i Radiu Poznań. To wszystko na jego czterdzieste urodziny – które obchodził właśnie we wtorek.



Zwolennicy poznańskiej lewicy mogą więc odetchnąć z ulgą. Z ulgą, bo wszystko wskazuje, że ich kandydat na prezydenta jednak żyje, nie zapomniał, że startuje w wyborach, i zamierza nawet prowadzić jakąś kampanię.

Jeszcze przed chwilą nie było to takie oczywiste. Tomasz Lewandowski przez niemal całe wakacje był chyba najmniej aktywny ze wszystkich kandydatów. Jeśli się pokazywał – to zwykle w urzędowej roli zastępcy prezydenta. A jak już było o nim głośno, to też raczej nie z jego własnej inicjatywy.

Już pomijam to, że swój start na prezydenta Poznania ogłosił podczas mundialu (!), tuż przed pierwszym meczem Polaków (!!), gdy w całym kraju rzeczywiście na ustach wszystkich był Lewandowski, tyle że nie Tomasz, tylko Robert (!!!).

Termin był więc nieszczególnie fortunny. Były radny Sławomir Smól - gdyby tylko wciąż był radnym - zapewne znów stwierdziłby na sesji rady miasta, że kandydatura Lewandowskiego dawałaby lewicy jakieś szanse, gdyby była to kandydatura Roberta.

Wiceprezydent obecny, kandydat już nie

Potem owszem, już o właściwym Lewandowskim przez moment było głośno, ale za sprawą innych partii. Politycy poznańskiej PO zażądali od Jacka Jaśkowiaka dymisji Lewandowskiego. Z kolei poznańscy działacze SLD nie tylko nie chcieli Tomasza Lewandowskiego poprzeć, ale jeszcze próbowali wystawić własnego kandydata, musiał interweniować wojewódzki zarząd partii.



Do porozumienia, koniec końców, jednak doszło. To było w połowie lipca. Tomasz Lewandowski został więc wspólnym kandydatem całej poznańskiej lewicy.

I… w zasadzie tyle go w tej roli widzieli. Do końca wakacji, czyli przez półtora miesiąca, pokazał się przy trzech okazjach:

- zrobił briefing na temat pomocy dla wolno żyjących kotów i budowy nowego schroniska
- zrobił konferencję w sprawie zmian w przepisach dot. wywozu śmieci
- zaprosił dziennikarzy na spotkanie, na którym tłumaczył się ze sprawy podejrzanych zleceń

To wszystko oczywiście w roli zastępcy prezydenta. A nie kandydata Lewicy na prezydenta miasta. Zresztą… widzicie tu jakiś program wyborczy lewicy? Jakąś wizję miasta według Tomasza Lewandowskiego?

No, może poza tym, że Tomaszowi Lewandowskiemu leży na sercu los zwierząt. Ale to już przecież wiedzieliśmy wcześniej. Sprawy nie ułatwił bojkot TVP Poznań, gdzie Tomasz Lewandowski mógłby co nieco zaprezentować podczas dyskusji w „Lustrach”, ale jego własną decyzją go tam zabrakło.

ZOBACZ TAKŻE: Jarosław Pucek i Dorota Bonk-Hammermeister dyskutowali w TVP Poznań. Tadeusz Zysk chyba nie dotarł do studia...

Oczywiście może tłumaczyć, że do 15 sierpnia formalnie nie wolno było prowadzić kampanii, ale bądźmy poważni. Każdy inny znalazł sposób, by to jakoś obejść, tymczasem Lewandowski został w blokach startowych.

Co w tym czasie robili jego kontrkandydaci? Tadeusz Zysk urządzał mniej lub bardziej trafione konferencje, aż w końcu wyjechał z głośnym pomysłem budowy premetra. Jarosław Pucek zbierał lajki na Facebooku – ma ich już blisko 5 tys. - i przy każdej możliwej okazji jechał po Jacku Jaśkowiaku. Po Lewandowskim zresztą też.

Nawet Dorota Bonk-Hammermeister się uaktywniła, pokazując program koalicji Prawo do Miasta, domagając się parku na stadionie Szyca. I to ona (a nie kandydat lewicy!) najgłośniej skrytykowała homofobiczny billboard z Dębca.



Zatem o ile wiceprezydenta Tomasza Lewandowskiego dało się jeszcze gdzieś zauważyć... To już kandydat Tomasz Lewandowski był kompletnie niewidoczny.

Tak się schował, że w Forcie Va lub w Kinepolis wygrałby bez problemu każdą potyczkę w laserowym paintballu, a prezydent Jacek Jaśkowiak nie dostrzegłby go nawet gdyby mijali się na pustym korytarzu urzędu przy pl. Kolegiackim.

Zupełnie jakby na wakacje przywdział jakąś pelerynę-niewidkę. Jeszcze trochę i ludzie zaczęliby go szukać na Mapie Huncwotów z Harry’ego Pottera, bo tylko ona byłaby w stanie pokazać, gdzie ukrył się kandydat lewicy na prezydenta Poznania.

Kłopotliwe sprawy Tomasza Lewandowskiego

Wszystko wskazuje, że jednak żadna Mapa Huncwotów nie będzie potrzebna, bo Tomasz Lewandowski sam postanowił w końcu zdjąć pelerynę-niewidkę. Teraz nadrabia kampanijne zaległości.

Już w zeszłym tygodniu mieliśmy mały bifor, a konkretnie konferencję o transporcie, gdzie lewica chwaliła się załatwieniem darmowych biletów dla dzieci i młodzieży. Zapowiedziała także budowę nowego mostu.

Teraz inauguracja i seria wywiadów. Jeśli ktoś dotąd nie kojarzył, że Tomasz Lewandowski kandyduje na prezydenta Poznania, to jest spora szansa, że skojarzył w ostatnich paru dniach.

Mimo wszystko Tomasz Lewandowski już na starcie ma kilka poważnych problemów:

Sprawa Barbary Nowackiej. Tak na dobrą sprawę Tomasz Lewandowski, Katarzyna Kretkowska i spółka zostali właśnie bez swojej liderki, głównej twarzy ekipy.

Żadne tłumaczenia, że Inicjatywa Polska Poznań to formalnie oddzielne stowarzyszenie, i że sam Lewandowski był przeciw przyłączeniu się do Koalicji Obywatelskiej, nie zmienią tego faktu.



Tak samo nie przekonuje argumentacja Tomasza Lewandowskiego, że „to tylko na wybory samorządowe”, jakby naiwnie wierzył, że po 21 października Barbara Nowacka grzecznie pożegna kompanów z PO i wróci na lewicę. Taaa, tak samo jak Bartosz Arłukowicz czy Dariusz Rosati.

Jest jeszcze jeden kłopotliwy fakt dla poznańskiej lewicy. Decyzja Nowackiej oznacza wejście w sojusz z partiami, które nie dalej jak na początku roku uwaliły projekt Ratujmy Kobiety, i teraz Tomasz Lewandowski i spółka – czy to im się podoba, czy nie – przez mniej zorientowanych mogą być kojarzeni z tym niecodziennym połączeniem.

Relacje z Koalicją Obywatelską. To, co się porobiło na lewicy, w ogóle zasługiwałoby na oddzielną analizę. Zwłaszcza pod kątem wzajemnych relacji z PO i Nowoczesną.

Liderka Inicjatywy Polska Barbara Nowacka przyłącza się do KO, Tomasz Lewandowski z Poznania protestuje, mimo że przez ostatnie trzy lata współrządził miastem jako... zastępca Jacka Jaśkowiaka, który teraz jest kandydatem tejże niedobrej KO na prezydenta.

Dodajmy, że mimo tej współpracy Tomasz Lewandowski zdołał dogadać się i z Partią Razem, i z SLD, i stworzyć z nimi wspólny (!) komitet wyborczy, choć chyba prędzej ludzie wylądują na Marsie, niż taka współpraca uda się w skali ogólnopolskiej.

To wszystko jest tak zawiłe i pokomplikowane, że świetnie nadawałoby się na fabułę jakiegoś kryminału Agathy Christie, ale niestety niekoniecznie nadaje się na propozycję dla wyborców.

Dodajmy jeszcze, że Tomasz Lewandowski i część polityków poznańskiej Platformy nieustannie na siebie najeżdżają, mimo że teoretycznie mają porozumienie w radzie miasta.

Szef wielkopolskiej PO Rafał Grupiński właśnie dziś oznajmił w „Gazecie Wyborczej”, że oczekuje dymisji Lewandowskiego, to samo sugerował wcześniej przewodniczący poznańskiej Platformy Bartosz Zawieja.

Pogubić się w tym wszystkim równie łatwo, jak na parkingu pod centrum handlowym Posnania, i w dniu wyborów wielu poznaniaków może po prostu nie wiedzieć, czyim kandydatem właściwie jest ten Lewandowski i kto go popiera, a kto nie.

Start przeciw Jackowi Jaśkowiakowi. Zrozumienia sytuacji z pewnością nie ułatwia też fakt, że choć Tomasz Lewandowski kandyduje na prezydenta, to na liście kandydatów tuż nad jego nazwiskiem będzie Jacek Jaśkowiak, którego Lewandowski jest bliskim współpracownikiem.

Już wiele o tej sprawie powiedziano. Prezydent Jacek Jaśkowiak niby twierdzi, że sam namawiał Tomasza Lewandowskiego do startu i że to świetna wiadomość dla miasta, ale internet i telewizja pewnych rzeczy nie zapominają.



Cała sytuacja jest, delikatnie mówiąc, niecodzienna. Dodatkowo rodzi kolejne pytania. Na przykład na ile Tomasz Lewandowski będzie mógł kwestionować dotychczasowe działania prezydenta, aby przekonywać, że on zrobiłby to i owo lepiej.

Sprawa zleceń dla Orbsay Solutions. Już sam fakt, że zastępca prezydenta Poznania w środku wakacji zwołuje w urzędzie specjalną konferencję, na której tłumaczy się z różnych podejrzanych zleceń dla firmy prowadzonej przez znajomego, jest znamienny.



Wygląda na to, że z prawnego punktu widzenia sprawa jest całkowicie czysta, co Tomasz Lewandowski już wielokrotnie zdążył podkreślić m.in. przed naszą kamerą.

Mimo wszystko wyborcom coś tam w pamięci zostanie. Tak samo jak mogą zapamiętać zarzuty, że w podległych Tomaszowi Lewandowskiemu miejskich jednostkach i spółkach pracę znajdują różni ludzie związani z lewicą, choć i temu wiceprezydent zaprzecza.



Tak już zwykle jest w polityce, że gdy rządzą oponenci, to ze współpracownikami tworzą „dwór”, który trzeba jak najszybciej posprzątać. Jednak gdy do władzy dochodzi się samemu, to już nagle nie jest żaden „dwór”, słyszymy za to, że to „zaufani, kompetentni ludzie”.

Zresztą Tomasz Lewandowski już parę lat temu pokazał, że szczytne hasła o konkursach na każde stanowisko i o tym, że nie będzie „krewnych i znajomych królika”, traktuje dość wybiórczo.

Zaraz po wyborach i po tych deklaracjach dostał bez konkursu posadę w radzie nadzorczej Holdikomu w Ostrowie Wielkopolskim. Kiedy sprawa wyszła na jaw, tłumaczył, że jest przecież radcą prawnym, doceniono jego kompetencje, sytuacja była nagła, bla, bla, bla. Zero konsekwencji.

Dodajmy, że miastem rządzi popierana przez lewicę Beata Klimek (choć Lewandowski zapewniał, że jej nie znał, zanim dostał tę propozycję).



Podsumowując, Tomasz Lewandowski jako kandydat lewicy wyszedł w końcu z ukrycia, ale już na dzień dobry musi się zmierzyć z licznymi problemami.

Jeśli mimo to da radę ugrać choćby podobny wynik jak cztery lata temu – wówczas zdobył 16,6 proc. głosów i w sumie nie tak dużo brakowało mu do II tury – to będzie jego ewidentny sukces.

I zapewne świetny, choć spóźniony, prezent na 40. urodziny.

Seweryn Lipoński / 14 września 2018