www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Kandydaci na prezydenta Poznania, których nie było. Joanna Schmidt, Bartłomiej Wróblewski i inni pretendenci widmo

30 maja 2018

Kandydaci na prezydenta Poznania, których nie było. Joanna Schmidt, Bartłomiej Wróblewski i inni pretendenci widmo

Poznań - wybory 2018 - Joanna Schmidt - Nowoczesna - Bartłomiej Wróblewski - Krystyna Łybacka

Posłanka Joanna Schmidt jednak nie będzie kandydować na prezydenta Poznania. Przynajmniej nie w wyborach 2018. To nie jedyna kandydatura w ostatnich latach, o której głośno się mówiło, ale pozostała tylko w sferze fantazji.

Decyzję o tym, by jednak nie startować w wyborach 2018 na prezydenta Poznania, Joanna Schmidt ogłosiła dość niespodziewanie w… studiu TVN24.

Podjęłam decyzję, by nie startować w tym roku w wyborach prezydenckich. (…) Przeprowadziłam wiele rozmów, wiele spotkań, zrobiłam również sondaże. Szanse, że wygram, oceniam na mniej niż 50 proc.

Posłanka niezrzeszona Joanna Schmidt / źródło: TVN24



Zabrzmiało to trochę tak, jak w zeszłym roku kolejne gwiazdy polskiej muzyki ogłaszające, że nie wystąpią na festiwalu w Opolu. Zwłaszcza w kontekście poprzednich zagadkowych zapowiedzi pani Schmidt.

Nie zamierzam się jednak nad tym rozwodzić. Zwłaszcza że całą sytuację z odejściem Joanny Schmidt i tak już tutaj obszernie komentowałem.

Pomyślałem natomiast, że przy tej okazji warto przypomnieć inne ciekawe kandydatury na prezydenta Poznania, które finalnie nigdy nie doszły do skutku. A było ich trochę. Prześledźmy zapowiedzi przedwyborcze z kilkunastu ostatnich lat…



Andrzej Byrt – wybory 2006 - niedoszły kandydat Unii Pracy

To był styczeń 2006 r. Z dzisiejszego punktu widzenia prawdziwa polityczna prehistoria.

Przypomnijmy tylko, że premierem był wówczas Kazimierz Marcinkiewicz, a Jarosław Kaczyński właśnie postulował stworzenie w Sejmie „bloku naprawy państwa”, w skład którego wchodziłyby… wszystkie ugrupowania poza SLD.

Tymczasem Andrzej Byrt, wówczas ambasador Polski w Niemczech, mógł się powoli szykować do powrotu do kraju. Rząd zapowiedział wymianę ambasadorów związanych z lewicą.

I właśnie wtedy gruchnęła wiadomość, że Byrt mógłby być kandydatem na prezydenta Poznania z ramienia Unii Pracy. Szef UP Waldemar Witkowski potwierdził to na łamach „Wyborczej”: - Jest zadowolony z naszej propozycji. Myślę, że wokół Byrta uda się zgromadzić elektorat nie tylko lewicowy.

Faktycznie Andrzej Byrt wrócił do Polski latem 2006 r. Jednak do wyborów na prezydenta Poznania ostatecznie nie stanął.

Różne lewicowe ugrupowania porozumiały się bowiem i wspólnie wystawiły byłego wojewodę Andrzeja Nowakowskiego. Ten zajął odległe miejsce zdobywając 4,6 proc. głosów. Z kolei sam Byrt znalazł zatrudnienie na MTP, a później, w latach 2009-2014, był ich prezesem.



Józef Aleszczyk – wybory 2010 – niedoszły kandydat PiS

Dziś najważniejszych kandydatów na prezydenta Poznania znamy już ponad pół roku przed wyborami. Dlatego aż trudno uwierzyć, że w 2010 r. Prawo i Sprawiedliwość trzymało poznaniaków w niepewności niemal do ostatniej chwili, wskazując swoją kluczową twarz dopiero w październiku.

Tą twarzą został wówczas – podobnie jak cztery lata później - Tadeusz Dziuba. Zanim to się stało, przewijały się różne nazwiska, a jeszcze we wrześniu (ledwie dwa miesiące przed wyborami!) faworytem wydawał się Józef Aleszczyk.

Józef Aleszczyk, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej i były szef Agencji Rezerw Materiałowych zapewne miał być podobnym typem kandydata jak w tegorocznych wyborach Tadeusz Zysk.

ZOBACZ TAKŻE: To jednak była "oczywista oczywistość. Prezes PiS namaścił Tadeusza Zyska na kandydata

Ówczesna szefowa poznańskiego PiS Małgorzata Stryjska – jak podawał „Głos Wielkopolski” – miała nawet potwierdzić kandydaturę Aleszczyka podczas obrad zarządu lokalnych struktur.

Z kolei w Radiu Poznań Stryjska mówiła, że kandydatem PiS na prezydenta Poznania będzie „osoba spoza partii, która będzie mogła skutecznie rywalizować z Ryszardem Grobelnym”.

Tak się jednak nie stało. Kandydatem partii ostatecznie został Tadeusz Dziuba, wówczas jeszcze nie poseł, tylko szef klubu PiS w poznańskiej radzie miasta. Zdobył 14 proc. głosów – dało mu to trzecie miejsce w wyborach.

Już po wyborach Tadeusz Dziuba zdołał zdetronizować Małgorzatę Stryjską i przejął władzę, zostając prezesem poznańskich struktur PiS, którym jest po dziś dzień.

A co z Aleszczykiem? Jego nazwisko wróciło po latach - trafił na… listę „pisiewiczów” sporządzoną przez Nowoczesną. Politycy .N wytknęli mu posadę w radzie nadzorczej PLL LOT (w latach 2016-2018), przypominając, że w 2010 r. był w komitecie poparcia Jarosława Kaczyńskiego podczas wyborów prezydenckich.

--

Krystyna Łybacka – wybory 2010 – niedoszła kandydatka SLD

Kłopoty ze znalezieniem odpowiedniego kandydata przed wyborami 2010 miała też lewica.

Mniej więcej pół roku przed wyborami – konkretnie w kwietniu 2010 r. - pojawił się pomysł, by na prezydenta Poznania kandydowała Krystyna Łybacka, była minister edukacji i wieloletnie posłanka.

- Być może niektórzy członkowie władz SLD ustalają coś między sobą, jednak żadnych oficjalnych rozmów do tej pory nie było – komentowała ostrożnie Łybacka.

Pomysł ostatecznie realizacji się nie doczekał. Kandydatem lewicy na prezydenta Poznania został Jacek Bachalski, czyli nawet nie człowiek SLD, tylko działacz Stronnictwa Demokratycznego. Zdobył zaledwie 6,4 proc. głosów i piąte miejsce.

Co ciekawe, nazwisko Krystyny Łybackiej powróciło w kontekście wyborów samorządowych cztery lata później, choć tylko czysto hipotetycznie.

Politolog prof. Piotr Pawełczyk przyrównywał wtedy relację prezydenta Ryszarda Grobelnego z poznaniakami do „wypalonego związku”. I zasugerował, że jedyną osobą na tyle znaną i cenioną w Poznaniu, by ten związek przerwać, jest właśnie Krystyna Łybacka.

Tyle że zaledwie kilka tygodni wcześniej Łybacka dostała się właśnie do Parlamentu Europejskiego. Jej potencjalna kandydatura na prezydenta Poznania nie wchodziła już zatem w grę.



Filip Kaczmarek, Mariusz Wiśniewski, Michał Stuligrosz, Grzegorz Ganowicz – wybory 2014 – niedoszli kandydaci PO

Tu aż kilka nazwisk. Jednak generalnie w każdym przypadku chodziło dokładnie o to samo. Czyli kto będzie gotów stanąć do walki z niezwyciężonym – jak się wówczas wydawało – Ryszardem Grobelnym i honorowo polec w II turze.

Mimo takiego, teoretycznie, problemu bogactwa Platforma Obywatelska miała problem z wyborem kandydata. Jakoś żaden z wymienionych nie palił się szczególnie do wyżej opisanej misji.

Dopiero kilka miesięcy przed wyborami na giełdzie pojawiło się nazwisko Jacka Jaśkowiaka. Czyli byłego kandydata ruchu My-Poznaniacy, który zaledwie rok wcześniej – latem 2013 r. - wstąpił do PO i co ciekawe twierdził wówczas, że nie interesuje go ponowny start w wyborach na prezydenta Poznania.

Kiedy przyszło co do czego… Na placu boju pozostali właśnie Jaśkowiak i Ganowicz. Ten drugi chyba jako jedyny z prominentnych polityków PO nie miał obiekcji, by kandydować, ale ciążyła na nim już jedna wyraźna porażka z Grobelnym w wyborach 2010.

Tym razem Platforma ostatecznie postawiła na Jacka Jaśkowiaka. A co było parę miesięcy później w wyborach - wiemy wszyscy.



Szymon Szynkowski vel Sęk – wybory 2014 – niedoszły kandydat PiS

Kandydatem PiS na prezydenta Poznania w wyborach 2014 ponownie – podobnie jak cztery lata wcześniej – był Tadeusz Dziuba. Jednak nie wszyscy pamiętają, że mogło być zupełnie inaczej.

Władze poznańskiego PiS wybierały swojego kandydata w głosowaniu. Z 17 zasiadających w zarządzie okręgu partii dziewięć osób wskazało Dziubę, a osiem – Szymona Szynkowskiego vel Sęka. Zadecydował więc jeden głos.

Młody, 32-letni wówczas Szynkowski vel Sęk był wtedy najbardziej zajadłym – no, ex aequo z Tomaszem Lewandowskim – krytykiem prezydenta Ryszarda Grobelnego. I zdecydowanie jednym z najbardziej wyrazistych polityków w całym Poznaniu.

To on potrafił przesiedzieć kilka nocy nad budżetem miasta, by później przekonywać, że Poznań jest niemal w ruinie i że Grobelnemu nie należy się tzw. absolutorium. To on kreował komisję rewizyjną, którą kierował, na swoistą komisję śledczą tropiącą różne aferki i inne nieprawidłowości przy pl. Kolegiackim.

Oczywiście nigdy się już nie dowiemy, jak wypadłby Szynkowski vel Sęk w wyborczych starciu z Ryszardem Grobelnym, Jackiem Jaśkowiakiem i spółką.

Tadeusz Dziuba wypadł lepiej niż cztery lata wcześniej. Zdobył 19 proc. głosów i mało kto pamięta, że zaledwie 3 tys. głosów dzieliły go od tego, by wypchnąć z II tury Jacka Jaśkowiaka. Mimo to Dziuba nie był zadowolony i zapowiedział, że już więcej nie będzie kandydował na prezydenta Poznania.

Natomiast nazwisko Szynkowskiego vel Sęka – już jako posła - pojawiało się w spekulacjach także przed tegorocznymi wyborami. Władze PiS tym razem postawiły jednak na nienależącego do partii Tadeusza Zyska.



Bartłomiej Wróblewski – wybory 2018 – niedoszły kandydat PiS

Kandydatury Tadeusza Zyska – dopóki nie została ostatecznie klepnięta przez centralę PiS przy ul. Nowogrodzkiej – długo nie chciał przyjąć do wiadomości poseł Bartłomiej Wróblewski.

Przekonywał, że to on byłby najlepszym kandydatem PiS na prezydenta Poznania, choć zachowując pozory skromności nigdy nie mówił tego tak wprost.

Zawsze mówił, że ma na myśli „tego, kto daje największą szansę na wygraną”, zaraz potem przywołując jednak np. wyniki sondaży świadczące o tym, że taką osobą jest on sam. Faktycznie – w badaniach wypadał lepiej niż słabo jeszcze rozpoznawalny Tadeusz Zysk.

Tadeusz Zysk jest trochę jak piękny, oldskulowy rolls royce. A Poznań potrzebuje szybkiego, nowoczesnego samochodu terenowego

Poseł PiS Bartłomiej Wróblewski, wypowiedź z marca 2018 r. / źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Przez dobrych kilka miesięcy Bartłomiej Wróblewski prowadził niemal osobistą kampanię wyborczą. Spotykał się z wyborcami poszczególnych poznańskich osiedli, przedstawiał mediom swoje pomysły dla Poznania, wystąpił z przemówieniem nawet na sesji rady miasta, na której uchwalany był budżet.

Doszło nawet do tego, że za najgroźniejszego potencjalnego rywala zaczął go uznawać sam Jacek Jaśkowiak.



To wszystko nie mogło oczywiście nie wzbudzić irytacji szefa poznańskiego PiS. Poseł Tadeusz Dziuba w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” kwitował: - W naszych szeregach są koledzy, których ambicje nie wygasły. To są jednak akcje indywidualne. Można się zastanawiać, na ile one mieszczą się w czymś, co nazywa się dyscypliną wewnętrzną partii.

Zabiegi posła Wróblewskiego nic ostatecznie nie dały. Kandydatem PiS na prezydenta Poznania został Tadeusz Zysk. Poseł Wróblewski, choć niewątpliwie rozczarowany, zadeklarował pełne wsparcie dla Zyska w kampanii wyborczej.



Joanna Schmidt – wybory 2018 – niedoszła kandydatka Nowoczesnej niezależna

Mamy wreszcie najnowszy odcinek tej opowieści. Posłanka Joanna Schmidt, najpopularniejsza twarz Nowoczesnej w Poznaniu i okolicach, z hukiem opuściła partię w towarzystwie Ryszarda Petru i Joanny Scheuring-Wielgus.

Zaraz potem, zapytana w RMF FM, czy zamierza samodzielnie kandydować na prezydenta Poznania, przyznała, że rozważa taki pomysł. Mimo że wcześniej – jeszcze pod szyldem Nowoczesnej – nie bardzo się do tego paliła. A partia na siłę próbowała szukać innego kandydata.

A żeby było zabawniej… To wszystko działo się tuż po głośnej konwencji Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, gdzie liderzy obu partii zapewniali o jedności i łączeniu sił, a Jacek Jaśkowiak będzie ich wspólnym kandydatem na prezydenta Poznania.

Niespełna tydzień po odejściu Joanna Schmidt zwołała konferencję. Zapowiedziała dziennikarzom, że… za trzy tygodnie ogłosi, czy wystartuje w wyborach 2018 na prezydenta Poznania.



Te trzy tygodnie minęły w ekspresowym tempie, bo już po dwóch posłanka Schmidt oznajmiła, że jednak kandydować nie będzie. Tym razem zrobiła to w studiu TVN24.

Prezydent Jacek Jaśkowiak może być spokojniejszy o los tych – zapewne – kilku procent wyborców gotowych zagłosować na Joannę Schmidt jako kandydatkę niezależną.

Zresztą w sprawie poparcia dla tegoż Jacka Jaśkowiaka posłanka Schmidt nie wykazała się szczególną konsekwencją. Najpierw opuściła konwencję, tłumacząc się, że musiała być w sejmie z niepełnosprawnymi i że jej absencja nie ma nic wspólnego z Jaśkowiakiem.

Jednak później, odchodząc z partii, Joanna Schmidt przyznała, że tamta nieobecność wcale nie była taka przypadkowa. I że „poparcie Nowoczesnej dla Jaśkowiaka to błąd”.

Jednocześnie stwierdziła, że jeśli ostatecznie sama nie zdecyduje się kandydować na prezydenta Poznania, to mimo wszystko wesprze Jaśkowiaka jako wspólnego kandydata Koalicji Obywatelskiej i Katarzynę Kierzek-Koperską jako jego potencjalną przyszłą zastępczynię.

Teraz – choć ostatecznie nie startuje – to jednak nagle mówi, że „to byłoby poparcie w ciemno”, i że „jest duże niezadowolenie z prezydentury Jaśkowiaka w Poznaniu”...

Seweryn Lipoński / 30 maja 2018