www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Krajobraz po zadymie. Prezydent Jaśkowiak potępia, Pucek się odcina, Hoffmann robi za złego policjanta

23 maja 2018

Wybory 2018. Krajobraz po zadymie. Prezydent Jaśkowiak potępia, Pucek się odcina, Hoffmann robi za złego policjanta

Poznań - wybory 2018 - Lech Poznań - kibice - Jacek Jaśkowiak - Zbigniew Hoffmann - Jarosław Pucek

To był pierwszy w tej kampanii trudny, nagły temat, z którym trzeba się zmierzyć. I zarazem pierwszy test dla kandydatów na prezydenta Poznania. Paradoksalnie najostrzej z kibicami rozprawił się wojewoda Zbigniew Hoffmann, który na pl. Kolegiacki bynajmniej się nie wybiera.

Sprawa pseudokibiców, którzy przerwali kończące sezon spotkanie Lecha Poznań z Legią Warszawa, przez dwa dni była tematem nr 1 w krajowych mediach. Jak na złość sam mecz pokazywała dodatkowo TVP2.

Cała Polska mogła więc zobaczyć, jak kibole Lecha rzucając race na boisko zakłócają widowisko, a potem sami rozwalają płot, wbiegają na murawę i zmuszają do interwencji policję.



Tu ekwiwalent reklamowy, który miasto np. po Euro 2012 wyliczyło na 231 mln zł, trzeba by w tym przypadku podawać w ujemnej kwocie. Straty wizerunkowe dla Poznania i klubu z pewnością nie są małe.

To, co wydarzyło się w niedzielę przy ul. Bułgarskiej, może być bardzo ważnym momentem w kontekście całej kampanii wyborczej. To zarazem swoisty pierwszy test dla kandydatów. Taki poznański temat, który wyskoczył nagle, znienacka, trzeba się z nim zmierzyć i skomentować.

Myślicie, że przesadzam? To przypomnijcie sobie, czym żył Poznań na przełomie czerwca i lipca 2014 r., kiedy kolejni kandydaci – Ryszard Grobelny, Jacek Jaśkowiak, Tadeusz Dziuba… - ogłaszali właśnie start w wyborach 2014.

To było przede wszystkim potworne zamieszanie z uruchomieniem próbą uruchomienia systemu PEKA. Cały czas głośno było też o kontrowersyjnym spektaklu „Golgota Picnic”, który miał się odbyć podczas Festiwalu Malta, ale ostatecznie został odwołany.

Tak się jakoś składa, że i jeden, i drugi temat były później obecne przez całą kampanię. Zwłaszcza PO i jej kandydat Jacek Jaśkowiak skutecznie przypominali obie sprawy, zarzucając prezydentowi Grobelnemu nieudolne zarządzanie miastem, jak i cenzurowanie kultury.

Prezydent Jaśkowiak oskarża PiS

Jasne - teraz z kibicami jest inna sytuacja. Przede wszystkim władze miasta z niedzielną rozróbą mają niewiele wspólnego. Tak właściwie tylko tyle, że wszystko działo się na miejskim stadionie, którym jednak od paru lat zarządza prywatna firma powiązana z Lechem Poznań.

Mimo wszystko prześledźmy komentarze kandydatów na prezydenta Poznania. To już jakaś zapowiedź tego, jak w dalszych tygodniach kampanii będą pochodzić do sprawy kibiców, a także do innych nagłych spraw.

Prezydent Jacek Jaśkowiak już w niedzielę wieczorem – na Facebooku – ostro skrytykował „wyczyny” kibiców. I trzeba podkreślić, że był jedną z pierwszych osób, które tak dosadnie skomentowały sprawę.

Jednak już dzień później, kiedy dziennikarze zapytali go o sprawę, prezydent Jaśkowiak totalnie popłynął. Zamiast skupić się na krytyce kiboli, przebił się głównie z oskarżeniami, że to wszystko „wina PiS-u”.

Jak się przyjrzeć, jest w tym nieco prawdy, o tym za chwilę. Ale - na litość boską - prezydent moment wybrał fatalny. Czas na taką dyskusję byłby dobry może po paru dniach. Czyli wtedy, gdy już udałoby się ustalić, kto zawinił, ilu kiboli udało się złapać, co zrobił wojewoda itd.

Tymczasem… Pseudokibice właśnie zdemolowali część miejskiego stadionu, zrobili rozróbę i wstyd na całą Polskę, a Jacek Jaśkowiak zaraz po całej rozróbie do powiedzenia ma głównie tyle, że to wina rządu ze stolicy! To zabrzmiało zupełnie jak kiedyś prześmiewcze „wina Tuska”.



Jakby tego było mało, prezydent Jaśkowiak – zanim jeszcze dowiedzieliśmy się dokładniej, kto w całej sprawie zawinił i jakie będą konsekwencje – już zaczął wybielać klub.

To wszystko to jest właściwie kwintesencja Jacka Jaśkowiaka w sprawach kibicowskich. Zero konsekwencji w słowach i w działaniach.

Przypomnijcie sobie, co było, kiedy Lech Poznań zdobywał w 2015 r. mistrzostwo Polski. Prezydent Jaśkowiak siedział wtedy na trybunach w szaliku Kolejorza, podczas fety paradował wśród kibiców i komentował, że to był „piękny mecz” (taaa, szczególnie że było 0:0, bo remis dawał Lechowi tytuł).

Dzień później Jaśkowiak bagatelizował zadymę, jaką część kibiców urządziła sobie na mieście, „świętując” mistrzostwo. Podkreślał, że co prawda chciałby, aby wszyscy przestrzegali prawa, ale „piłka nożna wywołuje duże emocje”, a „miasto jest dla wszystkich, także dla kibiców”.

Teraz, tzn. w poniedziałek, przypomniałem Jaśkowiakowi tamten wywiad sprzed trzech lat. I zapytałem, czy zmienił zdanie.

Nie, nie zmieniłem zdania, rozumiem radość ze zwycięstwa i związane z tym czasami uciążliwości dla funkcjonowania miasta itd. Natomiast nigdy nie akceptowałem agresji

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak



No to wszystko jasne. Jeśli Lech Poznań wygrywa, to można robić zadymę na mieście, zdemolować klubokawiarnię anarchistów i wóz transmisyjny telewizji. To w końcu emocje. Jeśli zaś Lech przegrywa, kibice są wk...eni na władze klubu i robią rozróbę na stadionie, to już absolutnie nie do zaakceptowania i w dodatku jest to wina rządu.

Aha! Jeszcze jedno. Prezydent stwierdził, że ubolewa nad ekscesami kibiców, bo przecież „trzecie miejsce w lidze to też sukces”. Ciekawe, co na to władze Lecha Poznań, które Jaśkowiak tak chwali…


To pokazuje, że Jacek Jaśkowiak tak naprawdę nie do końca rozumie, dlaczego w ogóle doszło do niedzielnej zadymy. I co oznaczał wulgarny transparent kibiców z napisem „Mamy k… dosyć”.

Wojewoda Zbigniew Hoffmann kradnie show

Prezydent nie musiał długo czekać na ripostę politycznych oponentów. Wojewoda Zbigniew Hoffmann wkroczył do akcji niczym w filmie „Pitbull. Nowe porządki”, bez pardonu zamknął stadion na osiem (!!!) spotkań w następnym sezonie, mówiąc przy tym coś o gorszących i skandalicznych wydarzeniach.



Dopiero zobaczymy, czy to faktycznie zwrot w podejściu PiS do kibiców, czy tylko jednorazowa pokazówka.

Prezydent Jaśkowiak – co by nie mówić – w swoich zarzutach ma trochę racji. Politycy PiS nie raz i nie dwa bagatelizowali problem pseudokibiców, przekonując, że to margines, a zwykli kibice w szalikach to patrioci.

Piętnowali premiera Donalda Tuska, gdy po zadymie na finale Pucharu Polski w Bydgoszczy w 2011 r. wypowiedział kibolom wojnę. Minister Mariusz Błaszczak lekceważył przestrogi policjantów dotyczące tego środowiska. Prokuratura podlegająca Zbigniewowi Ziobrze uznała, że transparent, na którym kibole Legii grozili wieszaniem na szubienicach, jest OK.

Tyle że - jak słusznie przypomina Piotr Żytnicki z "Gazety Wyborczej" - także za rządów PO były rozróby z udziałem kibiców. Teraz, tak czy inaczej, Zbigniew Hoffmann dość niespodziewanie wystąpił w roli złego policjanta, kradnąc w ten sposób show Tadeuszowi Zyskowi.

Jeżeli w ogóle było co kraść. Tak szczerze mówiąc, jakoś trudno mi sobie wyobrazić Tadeusza Zyska – sympatycznego, starszego pana, rozwodzącego się o dawnym wspaniałym Poznaniu - który miałby ostro besztać kibiców za burdy na stadionie.

A już na pewno nie sprawiał takiego wrażenia podczas poniedziałkowej dyskusji w studiu TVP Poznań. To raczej nie jest rewolwerowiec w stylu wojewody Hoffmanna, ministra Joachima Brudzińskiego czy choćby posła Szymona Szynkowskiego vel Sęka.

Kto wie, może to właśnie zapowiedź tego, że w kampanii Tadeusz Zysk będzie się skupiał na rzeczach pozytywnych i obietnicach. A rolę wspomnianych „złych policjantów” będą odgrywać jego potencjalni przyszli współpracownicy z PiS.

Kibic Pucek o kibolach

Jeśli jest jakiś kandydat na prezydenta Poznania, którego jeszcze trudniej niż Tadeusza Zyska wyobrazić sobie w roli pogromcy kibiców, to jest to z pewnością Jarosław Pucek.

Przypuszczam, że Pucek jest wściekły, że największa od ładnych paru lat afera z kibicami Kolejorza zdarzyła się właśnie teraz. Teraz, kiedy on – zdeklarowany kibic – próbuje swoich sił w wyborach.

Podzielam te wszystkie buzujące emocje, które w 75. minucie były na stadionie (…) O ile można zrozumieć frustrację, to nie można tym usprawiedliwiać tego, co się stało

Jarosław Pucek, kandydat na prezydenta Poznania, źródło: TVP Poznań



Oczywiście trudno stawiać jakiś znak równości pomiędzy samym Puckiem a grupą chuliganów demolujących stadion. Niemniej jednak, czy to się Puckowi podoba, czy nie, jest to cały czas to samo szeroko pojęte kibicowskie środowisko.

Kiedy na pierwszej konferencji Pucka pojawił się Ryszard Grobelny, były szef ZKZL przekonywał, że „nie będzie chował nikogo do szafy”. To teraz w tej otwartej na oścież szafie ma również kiboli z Kotła, którzy są na ustach całej Polski.

Tak zupełnie Jarosław Pucek odciąć się od nich nie może. To byłoby mniej więcej tak samo wiarygodne, jak niegdyś zapewnienia ówczesnego wiceprezydenta Jakuba Jędrzejewskiego, że „nic go nie łączy” z klubem Red Oak nad Maltą.

Zresztą pytanie, czy Jarosławowi Puckowi powinno jakoś szczególnie zależeć, by ludzie nie kojarzyli go z zadymą na stadionie? Poznaniacy, którzy uważają, że stadion należałoby zburzyć, a wszystkich kiboli zagonić do więzienia, i tak w życiu by na Pucka nie zagłosowali.

Kandydatka ruchów miejskich milczy

Zastanawiam się, gdzie w tej całej dyskusji jest Dorota Bonk-Hammermeister, kandydatka koalicji Prawo do Miasta? Dotąd to właśnie ruchy miejskie należały do najostrzejszych krytyków pobłażania kibolom.

Teraz ich najważniejsza – nie tylko wyborcza – twarz w Poznaniu od paru dni milczy.

To znaczy nie do końca milczy, bo np. na Twitterze i na Fb żyje festiwalem „Rozumieć miasto. Festiwal Książka i Miasto”, który organizuje jej stowarzyszenie. To oczywiście bardzo piękna inicjatywa, ale...

Sprawy najgłośniejszej w ostatnich dniach w tymże mieście, czyli niedzielnej rozróby kibiców, Dorota Bonk-Hammermeister nie skomentowała ani słowem. Jej potencjalni wyborcy nie doczekali się żadnej konferencji, wywiadu, oświadczenia czy choćby krótkiego wpisu w internecie.

I teraz nie wiedzą, co uważa o kibolskich wybrykach (choć pewnie mogą się domyślać), i co zrobiłaby z tym fantem jako prezydent Poznania. Szef Teleskopu w TVP Poznań Roman Wawrzyniak w poniedziałkowym programie Lustra powiedział, że zapraszał ją do studia, ale odmówiła, tłumacząc się innymi obowiązkami.

Jeśli skomentuje sprawę np. jutro czy pojutrze - będzie już za późno. Takie nagłe sprawy kandydaci – oczywiście o ile chcą zaistnieć… - po prostu muszą komentować natychmiast. Tak jak zrobił to (choć niezbyt umiejętnie) Jacek Jaśkowiak.


UPDATE: Zwracam honor, Dorota Bonk-Hammermeister jednak skomentowała sprawę w rozmowie z "Głosem Wielkopolskim", który po rozróbie poprosił o opinię wszystkich kandydatów. Musiało mi to umknąć.

Mimo wszystko dziwię się, że DBH nie zabiera w tej sprawie głosu sama z siebie. Zwłaszcza przy obecnych notowaniach w sondażach.

Jeżeli koalicja Prawo do Miasta i jej kandydatka przez całą kampanię będą się wykazywać takim „refleksem”, to ewentualne awantury podczas rocznicy Czerwca ‘56 zapewne skomentują w lipcu, a zwycięzcy wyborów – zapewne Jackowi Jaśkowiakowi - pogratulują jakieś dwa tygodnie po ogłoszeniu wyników.

Tomasz Lewandowski ostrożny w słowach

Niezłą okazję, by do sprawy się odnieść, miał Tomasz Lewandowski. Tak się złożyło, że akurat w poniedziałek rano miał wywiad – zapewne umówiony jeszcze przed kibolską rozróbą – w Radiu Poznań.



Cała rozmowa dotyczyła innych spraw. Jednak zapytany o burdy na stadionie, Lewandowski co prawda nie zrobił żadnego uniku, ale też wypowiadał się w sposób dość… bezpieczny.

„Za bezpieczeństwo na stadionie odpowiada klub”, „wojewoda podjął w moim przekonaniu słuszną decyzję o przerwaniu meczu”, „przegrywać też trzeba potrafić i kibice powinni o tym wiedzieć”…

Trochę słabo jak na przyszłego kandydata, który prawdopodobnie za chwilę będzie walczył o lewicowych wyborców, którzy zamaskowanych kibiców i wywoływanych przez nich stadionowych zadym nie znoszą najbardziej ze wszystkich.

Mimo wszystko wydaje się, że w tej sprawie Lewandowski wypadł jeśli nie lepiej, to przynajmniej bardziej spójnie niż jego szef. W przeciwieństwie do Jacka Jaśkowiaka nie opowiadał żadnych dyrdymałów o świetnej pracy władz klubu ani o „sukcesie” w postaci trzeciego miejsca w ekstraklasie.

Sezon zakończony, policja wyłapuje kolejnych chuliganów po niedzielnej rozróbie, a w samym Lechu – zwłaszcza po wczorajszym Piotr Rutkowski show – jakieś zmiany nastąpią.

Jeśli nawet sprawa kiboli nie będzie się przewijać przez całą kampanię… To jeszcze może się w niej pojawić. Zakładając, że utrzyma się kara wojewody Hoffmanna, kibice będą mogli wrócić na stadion przy ul. Bułgarskiej w 11 lub 12 kolejce ekstraklasy.

To będzie gdzieś w okolicach października. Czyli kilka tygodni przed wyborami. I nie ma gwarancji, że tym razem będą grzecznie siedzieć stać na II trybunie, a race i transparenty z różnymi napisami – być może wymierzonymi także w Jaśkowiaka czy innych kandydatów – zostawią pod stadionem.

Seweryn Lipoński / 23 maja 2018