www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Puszka Pandory z kandydatami już otwarta... A może to jednak złoty róg obfitości?

30 kwietnia 2018

Wybory 2018. Puszka Pandory z kandydatami już otwarta... A może to jednak złoty róg obfitości?

Poznań - wybory 2018 - Jacek Jaśkowiak - Tadeusz Zysk - Dorota Bonk-Hammermeister - Prawo do Miasta

Kandydaci na prezydenta Poznania coraz liczniej meldują się na starcie. Do walki z Jackiem Jaśkowiakiem zgłosili się już Tadeusz Zysk i Dorota Bonk-Hammermeister. Już teraz wstępnie mówią, co mają do zaoferowania wyborcom, choć na pełne programy musimy jeszcze poczekać.

To było do przewidzenia. Po serii głośnych zapowiedzi – w minionym tygodniu kandydaci na prezydenta Poznania zaczęli się już mnożyć niczym błędy w obronie Lecha Poznań w ostatnim meczu ekstraklasy. Jeden po drugim.



Jeszcze przez chwilę pozostańmy przy analogiach piłkarskich. Każdy, kto grał kiedyś choćby dłuższą chwilę w Football Manager, kojarzy na pewno z tej gry taki dość specyficzny motyw z robieniem transferów.

Kiedy tylko spróbujemy ściągnąć do klubu jakiegoś dobrego zawodnika… niemal natychmiast oferty za niego zaczynają też składać różne Juventusy, FC Barcelony i inne Manchestery. Mimo że wcześniej była kompletna cisza. Tak jakby rywale tylko czaili się na moment, w którym rozpocznie się ta licytacja, i nagle do wyścigu o grajka stają wszyscy zainteresowani.

Prezydent daje sygnał

Tak samo zrobiło się i w Poznaniu. Zaczął Jacek Jaśkowiak, który co prawda już wcześniej deklarował start, ale w miniony poniedziałek wystąpił na szumnej konwencji Platformy i Nowoczesnej i został zaprezentowany jako ich wspólny kandydat na prezydenta.

Zaraz potem karty odkrył PiS. Zrobił to konkretnie sam Jarosław Kaczyński, który w Poznaniu na prezydenta namaścił Tadeusza Zyska, wskazanego wcześniej przez lokalny zarząd partii.

I nie minęły nawet kolejne 24 godziny – a już swojego kandydata pokazały też ruchy miejskie. Koalicja Prawo do Miasta zdecydowała, że z ich ramienia o fotel prezydenta Poznania będzie się ubiegać Dorota Bonk-Hammermeister, szefowa stowarzyszenia o tej samej nazwie oraz przewodnicząca rady osiedla Wilda.

Podobno do ogłoszenia startu w tym tygodniu szykował się też Jarosław Pucek. Ale z różnych, nazwijmy to „technicznych”, przyczyn zdecydował się przesunąć to na później – po weekendzie majowym.

Za kilka dni do Poznania przyjeżdża Adam Małysz. Jak co roku za kierownicą auta będzie gonił uczestników biegu Wings For Life. Jeśli ktoś przypadkiem zapyta go o wybory 2018, to Małysz zapewne odparłby, że właśnie otworzyła się puszka Pandory z medalami z kandydatami na prezydenta Poznania.



To w sumie nie żadna nowość. Przypomnijmy sobie wybory 2014. Tam jeszcze dłużej wszyscy wstrzymywali się z ogłoszeniem, kto wystartuje, aż w końcu przyszedł czerwiec i imieniny patronów miasta…

I prezydent Ryszard Grobelny oznajmił: - Znam tu każdy fyrtel. Znam oczekiwania i potrzeby poznaniaków. Pragnę dalej pracować dla Poznania, by spełniać marzenia jego mieszkańców.

To wystarczyło, by w ciągu zaledwie paru dni poznański PiS wybrał na kandydata Tadeusza Dziubę, a poznańska PO – Jacka Jaśkowiaka. No, wtedy to wszystko wydawało się nie tak interesujące, bo zwycięzca wydawał się oczywisty.

Jacek Jaśkowiak i połączenie sił

Prześledźmy zatem krótko, co proponują kandydaci na prezydenta Poznania, których już znamy.

Zacznijmy od Jacka Jaśkowiaka. Prezydent podczas konwencji PO i Nowoczesnej miał dość płomienne przemówienie, nieco bardziej konkretne, niż Grzegorz Schetyna czy Katarzyna Lubnauer.



Przygotowując relacje z konwencji skupialiśmy się na tym, jak Jacek Jaśkowiak przełknie współpracę z krytykującą go wcześniej Nowoczesną, co dalej z koalicją z lewicą i ruchami miejskimi itd.

Z tego powodu uciekło nam trochę to, co do zaproponowania ma sam prezydent Jaśkowiak. Przesłuchałem sobie jeszcze raz na spokojnie jego przemówienie. Kilka cytatów:

Przekonywałem koleżanki i kolegów z PO, że możemy być lepsi niż Amsterdam, niż Kopenhaga, ale wymaga to odwagi i odważnych decyzji. (…) Ta współpraca z Platformą dała w Poznaniu konkretne efekty.

Te zmiany będą jeszcze bardziej widoczne za parę lat. Cieszę się, że będziemy mogli to robić wspólnie z kolegami i koleżankami z Nowoczesnej. To idealne połączenie sił.

Jeżeli chcemy zmieniać miasta, to musimy to robić wspólnie z innymi samorządowcami. Poznań nie jest wyspą. Jesteśmy częścią samorządu, bardzo istotnym elementem i stolicą Wielkopolski, ale musimy to robić razem.

To wszystko, czemu się przeciwstawiamy, czyli łamaniu konstytucji; zachowanie trójpodziału władzy, niezależności mediów, to jeden element. Ale z drugiej strony musimy sprawnie zarządzać miastami, województwami, powiatami.

To łączenie tych wartości europejskich, ale również nowoczesne miasto, w którym mamy powietrze dobrej jakości, zrównoważony transport. (…) Miasto, w którym wszyscy czują się dobrze, niezależnie jakiego są wyznania, koloru skóry i jakiej orientacji seksualnej.


Słyszeliśmy też dużo o tym, że Platforma z Nowoczesną mają podobne spojrzenie na miasto, choćby w kwestii zrównoważonego transportu i uspokajania ruchu w centrum.

To bardzo ciekawe, biorąc pod uwagę, że to właśnie Nowoczesna latem 2016 r. należała do najostrzej krytykujących Jacka Jaśkowiaka za poszerzanie strefy tempo 30.

Politycy Nowoczesnej nie tylko krytykowali wtedy sposób wprowadzania zmian (ten rzeczywiście był skandaliczny), ale też – co istotne! – podważali samą ideę uspokajania ruchu, np. kwestionując zwężenie „żywotnej arterii Poznania” na ul. 3 Maja i Ratajczaka.

Jeśli więc teraz Jaśkowiak próbuje przedstawiać Nowoczesną jako zwolenników zrównoważonego transportu i uspokajania ruchu, to brzmi to równie wiarygodnie, jakby zachwalał Jana Szyszkę jako obrońcę Puszczy Białowieskiej.

Szef wielkopolskiej PO Rafał Grupiński wypalił za to, że już cztery lata temu cała lokalna Platforma „stanęła murem” za Jackiem Jaśkowiakiem. Taaa, a Magdalenę Ogórek w wyborach prezydenckich popierali wszyscy na lewicy.

Złotousty Tadeusz Zysk

To teraz Tadeusz Zysk. Kiedy prezes Jarosław Kaczyński ogłaszał kandydatów PiS na prezydentów dużych miast, Zysk był razem z nim w stolicy, ale już następnego dnia spotkał się z poznańskimi dziennikarzami.

- Zabawimy się w grę o Poznań – oznajmił. I już na dzień dobry zaczął sypać wypowiedziami, które w listopadzie z pewnością zaliczymy do cytatów kampanii, choć samemu Zyskowi niekoniecznie mogą przysporzyć głosów.

Podczas dość krótkiej i konkretnej, 20-minutowej konferencji Tadeusza Zyska, mogliśmy się dowiedzieć m.in., że:

- jego zapowiedzi, że wygra z Jackiem Jaśkowiakiem już w I turze, to był w sumie tylko taki „zwrot retoryczny” (!), ale jest przekonany, że jeśli dojdzie do II tury, to wygra

- poznaniacy lubią zmiany, inaczej nie wybuchłoby powstanie wielkopolskie ani poznański Czerwiec ’56, za to nie lubią prezydentów niespełniających obietnic

- poseł Bartłomiej Wróblewski jest nawróconym grzesznikiem, a ktoś taki zawsze jest cenniejszy, niż nawet tysiąc wierzących

- poznaniacy cztery lata temu chcieli zmian w mieście, więc „skoczyli na główkę do basenu, tylko nie sprawdzili, czy tam jest woda”, a jeśli Zysk zostanie prezydentem, to „tym razem basen będzie głęboki, dobrze napełniony, poznaniacy będą mogli się w nim wykąpać”

- Poznań powinien być „wzorem gospodarności, kreatywności i nowoczesności”, tymczasem to zostało „opacznie zrozumiane”, i z tego wynikło „zamknięcie Poznania na całą Polskę”

To nie koniec. Pytany, po co z biznesu idzie do polityki, Tadeusz Zysk odparł, że to już w Poznaniu tradycja, że ludzie sukcesu prędzej czy później ruszali do pracy na rzecz miasta. Padły nazwiska: Cegielski, Marcinkowski, Działyńscy…

No nieźle, zabrakło już chyba tylko wzmianki o Ignacym Janie Paderewskim, i jego wizycie w pobliskim Hotelu Bazar! Oh, wait… przecież na początku było o powstaniu wielkopolskim.

Później Tadeusz Zysk przyjechał na wieczorny wywiad do studia WTK. I przez kolejnych 20 minut odpowiadał na pytania Weroniki Szymańskiej.



Tu już wypadł mniej ekscentrycznie, za to nie ustrzegł się ewidentnych wpadek, np. - podobnie jak swego czasu Jacek Jaśkowiak – nie znał cen biletów komunikacji miejskiej.

Co prawda twierdził, że jeździ z kartą PEKA korzystając z tzw. taryfy przystankowej (jest to jakieś tam wytłumaczenie), ale ze zwykłych biletów najwyraźniej ostatni raz korzystał dłuuugo przed wprowadzenem PEKI. Tak gdzieś przed Euro 2012, bo to wtedy blety 15-minutowe kosztowały 2,40 zł.

Przyznajmy, to dość słabe w przypadku kandydata z ramienia partii, której radni pomagali wtedy zbierać tysiące podpisów pod projektem wstrzymującym kolejne podwyżki cen biletów. I którzy proponują zrobić darmową komunikację miejską w centrum Poznania. A docelowo – nawet w całym mieście.

Nie wiem, co będzie dalej, ale na razie Tadeusz Zysk jest na najlepszej drodze, by zostać najbardziej złotoustym kandydatem wyborów 2018 w Poznaniu.

Społecznicy już nie w kontrze

Mamy wreszcie kandydata, tfu, kandydatkę ruchów miejskich. Koalicja Prawo do Miasta wskazała Dorotę Bonk-Hammermeister.

To nie jest zaskoczenie. Jej nazwisko pojawiało się dość często w spekulacjach, poza tym jest szefową stowarzyszenia Prawo do Miasta, a zatem jej kandydatura wydaje się rzeczą dość naturalną.

Trudno nie odnieść wrażenia, że społecznicy przyspieszyli wybór kandydata, by przypadkiem nie zostać w tyle za innymi. Jeśli faktycznie tak było - oczywiście nikt się do tego nie przyzna…

Jednak informacja o Dorocie Bonk-Hammermeister i tak nie stała się żadnym newsem dnia. Już w lutym komentowałem, że społecznicy przespali świetny moment, aby na dzień dobry się przebić, ogłaszając pierwszego rywala Jacka Jaśkowiaka.

Teraz – kiedy już w końcu wskazali swoje najważniejsze nazwisko – nie zrobili nawet żadnej konferencji. Przysłali tylko z maila z informacją o kandydatce, który w dodatku przyszedł… w nocy, o godz. 1:20. Jakby tego było mało, następnego dnia nieświadomie „przykrył” ich Tadeusz Zysk, który zrobił w Poznaniu wspomniane spotkanie z dziennikarzami.

Pojechaliśmy w piątek do Doroty Bonk-Hammermeister i mieliśmy okazję krótko porozmawiać o jej wizji Poznania. Zatem i tutaj kilka cytatów:

Chcemy, żeby Poznań był miastem nowoczesnym, europejskim, zrównoważonym. Żeby było dużo zieleni. I żeby transport publiczny działał tak sprawnie, by wszyscy się na niego przesiadali, robiąc miejsce tym zapalonym kierowcom, którzy nigdy się nie przesiądą np. na przysłowiowy rower.

Poznań zaczął marsz w dobrym kierunku. Ale to na razie spacer. Przydałoby się szybsze tempo. Już niektóre polskie miasta nas wyprzedzają. Wystarczy pokazać przykład Krakowa czy Gdańska w niektórych aspektach.

Jest czas na kobiety i społeczników w polityce. Zarówno w radzie miasta, jak i na wysokich urzędach. Cały czas jest takich ludzi, którzy mają doświadczenie i kompetencje, za mało.

My nie będziemy kandydować przeciwko nikomu. Nie chcemy prowadzić kampanii negatywnej. Chcemy przekonać do siebie i swojego programu.


Padło też nieśmiertelne: „Chciałabym wygrać te wybory”. Tak Dorota Bonk-Hammermeister odpowiedziała na pytanie, na jaki wynik REALNIE liczy w wyborach.

Takie samo zaklinanie rzeczywistości miało miejsce cztery lata temu z ust m.in. Anny Wachowskiej-Kucharskiej, Macieja Wudarskiego czy Jacka Jaśkowiaka, zresztą w tym ostatnim przypadku – jak się potem okazało – było to nawet zaklinanie skuteczne.

To będzie bardzo trudna kampania dla Prawa do Miasta. Powiedzmy to sobie wprost. Podczas wyborów 2010 i 2014 społecznicy z ruchów miejskich byli chyba najbardziej ze wszystkich w kontrze do prezydenta Ryszarda Grobelnego i mogli się łatwo przebić z ostrą krytyką.



Teraz tak zrobić nie mogą. Po pierwsze, prezydent Jacek Jaśkowiak ma jednak dość podobną wizję miasta, a niektóre z ich postulatów mimo wszystko zrealizował lub przynajmniej zaczął. Po drugie – sam był kiedyś ich kandydatem.

Po trzecie wreszcie, przez ostatnie trzy lata Prawo do Miasta de facto współrządziło Poznaniem, więc trudno teraz negować po części własne działania. W szczególnie niewygodnej sytuacji jest tu wiceprezydent Maciej Wudarski – jednocześnie jedna z „twarzy” koalicji Prawo do Miasta.

Społecznicy idą zatem w taką retorykę, że prezydent Jacek Jaśkowiak może i zaczął zmieniać miasto w dobrym kierunku, ale robi to za wolno, zbyt ostrożnie i niekonsekwentnie.

Z ich punktu widzenia jest w tym z pewnością sporo racji. Tylko pytanie, jak zamierzają przekonać wyborców, że sami byliby w stanie zmieniać Poznań lepiej, i to bez jakiegokolwiek zaplecza politycznego.

Przestrzegałbym jednak przed lekceważeniem Doroty Bonk-Hammermeister. Dotychczas kandydatami głównego komitetu ruchów miejskich byli Jacek Jaśkowiak w wyborach 2010 i Maciej Wudarski w wyborach 2014. Kojarzycie chyba, gdzie są dzisiaj i czym się zajmują.

Seweryn Lipoński / 30 kwietnia 2018