www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Polityczne małżeństwo z rozsądku. PO i Nowoczesna stawiają w Poznaniu na Jacka Jaśkowiaka

24 kwietnia 2018

Wybory 2018. Polityczne małżeństwo z rozsądku. PO i Nowoczesna stawiają w Poznaniu na Jacka Jaśkowiaka

Poznań - wybory 2018 - Jacek Jaśkowiak - Nowoczesna - PO - Katarzyna Kierzek-Koperska - koalicja

Poznańscy politycy PO i Nowoczesnej pójdą do wyborów 2018 pod jednym szyldem. I z Jackiem Jaśkowiakiem jako wspólnym kandydatem na prezydenta Poznania. Poprzednie spięcia i animozje idą w niepamięć, ale równie dużo jest pytań, co będzie zaraz po wyborach.

- Poznań jest szczególnym miejscem wspólnych zwycięstw i wyzwań. Te wybory będą o wszystko - mówił Grzegorz Schetyna, lider PO, na poniedziałkowej konwencji.

- Mądra zmiana zaczyna się w samorządach. To one stają się alternatywą dla centralistycznych rządów PiS - to już Katarzyna Lubnauer, przewodnicząca Nowoczesnej.

To jeden z tych politycznych newsów, które w gruncie rzeczy są doskonale znane już długo przed ich ogłoszeniem, ale i tak są zdecydowanie najważniejszym newsem dnia. Ba! Tygodnia, miesiąca, może nawet całego roku.

Zatem już tylko dla formalności – niczym u Bogdana Rymanowskiego – kawa na ławę:

Poznańscy politycy Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej do wyborów samorządowych 2018 pójdą razem pod jednym szyldem. To oznacza:

- wspólne listy do sejmiku wojewódzkiego
- wspólne listy do poznańskiej rady miasta
- i wreszcie – last, but not least – wspólnego kandydata na prezydenta Poznania

Tym wspólnym kandydatem oczywiście będzie Jacek Jaśkowiak. Czyli urzędujący prezydent Poznania z PO, do którego Nowoczesna miała w minionych latach wiele zastrzeżeń, ale koniec końców zgodziła się go poprzeć.



Jeśli Jacek Jaśkowiak wygra i zostanie na drugą kadencję, jego zastępcą ma być Katarzyna Kierzek-Koperska z Nowoczesnej, która zarazem będzie też kandydować do rady miasta.

Dodajmy jeszcze, że politycy Platformy i Nowoczesnej nie chcieli wczoraj puścić pary z ust na temat szczegółów wspólnych list. Już wcześniej „Wyborcza” podawała, że według nieoficjalnych informacji Nowoczesna miałaby w Poznaniu dostać – na sześć okręgów – jedną „jedynkę” i trzy „dwójki”. Praktycznie każda z tych pozycji to pewny mandat.

Jaśkowiak jak singiel, Nowoczesna jak dziewczyna

Dzisiaj nasłuchaliśmy się oczywiście z ust Grzegorza Schetyny i Katarzyny Lubnauer, jakie to szczytne cele i idee przyświecają temu, że Platforma i Nowoczesna idą w Poznaniu do wyborów 2018 razem pod jednym szyldem.

Kiedy jednak obedrzemy te wystąpienia z dyplomatycznej kurtuazji, z podniosłych słów o „łączeniu sił”, „obronie samorządów” i z różnych okrągłych zdań, z których niewiele wynika...

To szybko dojdziemy do wniosku, że – tak to nazwijmy – poznański pakt Platformy z Nowoczesną ma na dobrą sprawę trzy cele:

1. Jedna i druga partia chcą umocnić ogólnopolski sojusz, który jest wstępem do wspólnego startu w wyborach parlamentarnych 2019, i daje szansę odsunięcia PiS od władzy w kraju.

2. Z punktu widzenia Nowoczesnej to może być przy okazji jedyna szansa, by odegrać jakąkolwiek rolę w przyszłej kadencji poznańskiego samorządu (i to – prawdopodobnie – od razu rolę u władzy!), bo samodzielnie mogłaby wręcz nikogo nie wprowadzić do rady miasta.

3. Z punktu widzenia PO ten sojusz również bardzo się opłaca, bo nie tylko umocni wynik Jacka Jaśkowiaka w wyborach prezydenckich, ale też da silniejszy klub w radzie miasta (choć tu miejscami trzeba się będzie podzielić z Nowoczesną), a w dodatku praktycznie wyeliminuje konkurencję, która mogłaby podbierać Platformie wyborców.

Zatem z pozoru mamy do czynienia z klasyczną sytuacją typu win-win. Ze swoistym małżeństwem z rozsądku. Mówi się, że takie bywają najtrwalsze, choć trudno spekulować, jak długo wytrwa akurat ten związek, czy będzie to więcej niż cztery lata, i czy w ogóle cztery lata.

Pozostając przy terminologii matrymonialnej… Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z facetem – Jackiem Jaśkowiakiem – który całkiem nieźle radził sobie (i pewnie radziłby sobie dalej) jako polityczny singiel, więc zaczął się umawiać raczej z ciekawości niż z rzeczywistej potrzeby.

I z dziewczyną, czyli Nowoczesną, która jeszcze jakiś czas temu – gdzieś tak na przełomie 2015 i 2016 r. – wydawała się mega atrakcyjna, mogła mieć niemal każdego, więc gdy akurat na tego faceta się natknęła, to najpierw pomyślała sobie: w życiu!

Jakoś tak jednak wyszło, że inni faceci dookoła poznikali, nikt nie zarywał. A ten jeden ciągle kręcił się gdzieś obok. To spojrzał, to puścił oko, to niezobowiązująco zagadał. Też sobie pomyślał, że co prawda być singlem niezła rzecz, ale – no kurde – ta laska całkiem fajna.

I zaczęli się spotykać. Na początku ona marudziła, spóźniała się na randki, albo przychodziła na nie z kolegą. Zdawało się, że to koniec, zwłaszcza że i on – facet – nie był przekonany. Ale ostatecznie poczuli, że jednak się wzajemnie potrzebują, i że lepiej będzie im razem niż osobno.

Tak jest, pamiętajmy, że zaaranżowanie tego małżeństwa z rozsądku Jaśkowiaka i Platformy z Nowoczesną wcale nie było łatwe. I wiążę się z pewnymi wyrzeczeniami dla obu stron.

Musieli schować dumę do kieszeni

Zaczęło się gdzieś na początku 2017 r. Zaraz po aferze z głosowaniem budżetu w sali kolumnowej sejmu, po słynnej wyprawie na Maderę i innych wpadkach, po których notowania Nowoczesnej poleciały na łeb, na szyję.

To wówczas stało się jasne, że nawet w dużych miastach kandydaci Nowoczesnej mogą się okazać co najwyżej tłem, a jednocześnie podebrać kandydatom PO ważne głosy w starciu z rywalami z PiS.

Jeszcze w lutym 2017 r. Ryszard Petru mówił co najwyżej o wzajemnym popieraniu swoich kandydatów w II turze. Zaznaczmy, że akurat w Poznaniu nawet to wydawało się scenariuszem z gatunku science fiction, skoro Nowoczesna niezmiennie jechała po Jacku Jaśkowiaku zupełnie jak PiS czy Poznański Ruch Obywatelski.

Kiedy więc miesiąc później Grzegorz Schetyna w rozmowie z WTK zadeklarował, że będzie namawiał Nowoczesną do poparcia Jacka Jaśkowiaka i rezygnacji z własnego kandydata, to brzmiało jak pobożne życzenie.



Jeszcze w wakacje – podczas wspólnych demonstracji przeciw zmianom w sądownictwie forsowanym przez PiS – zapowiedzi wspólnego startu w wyborach brzmiały mętnie i niezbyt konkretnie.

Przełom nastąpił jesienią. Kiedy Schetyna miał zaproponować wspólnych kandydatów i wspólne listy do rad miast, Petru uprzedził jego ruch, proponując własny deal. Konkretnie: na prezydentów 2/3 z PO, 1/3 z Nowoczesnej.

Kpiłem wtedy, że Ryszard Petru akurat w Poznaniu wpakował swoich ludzi w niezłe bagno, a ściślej w tragikomiczny pakt z Jackiem Jaśkowiakiem. No bo… w istocie tak było.

Poznańscy działacze Nowoczesnej musieli schować dumę i ambicję do kieszeni. Zaczęli rozmowy z Jaśkowiakiem – tym samym, którego wcześniej tak krytykowali! – i jego kompanami z Platformy.

Potem mieliśmy jeszcze opisywany przez „Wyborczą” kryzys w rozmowach. Mieliśmy też dość kuriozalną wizytę Petru, któremu nagle coś się odwidziało i zaczął deprecjonować Jaśkowiaka, proponując mu start w… prawyborach na wspólnego kandydata.

A jednak! Koniec końców doszło do porozumienia. Zauważmy, to pewien paradoks, że po Warszawie i Szczecinie to właśnie Poznań – w którym taki deal z początku wydawał się niemożliwy – jest dopiero trzecim miastem, w którym PO i Nowoczesna wystawiają wspólnego kandydata na prezydenta.

Mają w stolicy duet Trzaskowski-Rabiej. Teraz mają także w Poznaniu duet Jaśkowiaka z Katarzyną Kierzek-Koperską. Niedawny sondaż IBRiS pokazał, że Jacek Jaśkowiak powinien na takim podwójnym szyldzie zyskać co najmniej kilka punktów procentowych w I turze.

Zbiorowa amnezja i pytania o koalicję

Teraz będziemy mieli politykę „grubej kreski”. Prezydent Jaśkowiak bagatelizuje dawne animozje i przekonuje, że nie jest człowiekiem, który by się o cokolwiek obrażał.

A jeszcze chwilę temu potrafił przecież grozić zerwaniem rozmów. Tylko dlatego, że na jedno ze spotkań przyszedł Łukasz Goździor, były szef biura promocji w magistracie, który swego czasu stwierdził, że Jaśkowiak „był kompletnie nieprzygotowany do rządzenia” i „wygrał wybory tylko na fali krytyki poprzedniego prezydenta”.

Takich cytatów można by przytoczyć dużo więcej. Tymczasem dziś Katarzyna Kierzek-Koperska nagle nie potrafi sobie przypomnieć, by ze strony Nowoczesnej padały jakiekolwiek gorzkie słowa pod adresem Jacka Jaśkowiaka. Ta zbiorowa amnezja już budzi kpiny konkurentów.

Nie można przez trzy lata krytykować Jacka Jaśkowiaka, żeby potem za kilka stanowisk zrobić taką voltę. To znaczy można, ale traci się twarz i wiarygodność. Tego elektorat taki jaki ma Nowoczesna, raczej nie wybacza

Jarosław Pucek na Fb o porozumieniu PO z Nowoczesną



Jeżeli obie partie idą razem do wyborów 2018 – a w założeniu mają współrządzić po nich miastem – to taka strategia faktycznie jest niezbędna. Taka sama zresztą, jaką Jacek Jaśkowiak i Tomasz Lewandowski zastosowali, nie rozpamiętując i nie wypominając sobie pierwszego półrocza po wyborach 2014.

Jednak pytań dotyczących przyszłości, a nie przyszłości, tego duetu Platformy z Nowoczesną też jest mnóstwo. Przytoczmy tylko kilka z brzegu:

Jak Jacek Jaśkowiak wkomponuje Nowoczesną w dotychczasową układankę?
Prezydent Jaśkowiak przekonywał wczoraj, że marzy mu się po wyborach współpraca PO z liberalną Nowoczesną, lewicową Inicjatywą Polską i lewicującymi ruchami miejskimi.

Takie szerokie, wręcz egzotyczne porozumienie, przy którym nawet koalicja PiS z LPR i Samoobroną wielka koalicja CDU/CSU z SPD to pikuś, chyba jednak tylko Jaśkowiakowi nie wydaje się trudne do wyobrażenia.

Kogo zastąpi Katarzyna Kierzek-Koperska w fotelu wiceprezydenta Poznania?
Tak naprawdę opcji nie ma za wiele. Wiceprezydent Mariusz Wiśniewski jest z PO, poza tym jest dobrze oceniany, więc tym bardziej nie do ruszenia.

Przedstawicielka Nowoczesnej może za to zastąpić któregoś ze „sprzymierzonych” wiceprezydentów – Tomasza Lewandowskiego lub Macieja Wudarskiego – jednak to oznaczałoby zerwanie formalnego porozumienia z lewicą lub nieformalnego z Prawem do Miasta.

Jest jeszcze opcja z wywaleniem ze stanowiska Jędrzeja Solarskiego, ale… to oznaczałoby bardzo szeroką koalicję i mało prawdopodobną wspomnianą w poprzednim pytaniu.

Czy „kredyt zaufania” będzie obowiązywał przez kolejnych pięć lat?
Przed II turą poprzednich wyborów Jacek Jaśkowiak dostał od lewicy i społeczników „kredyt zaufania” za podpis pod ich postulatami.

Mało kto mógł wtedy przypuszczać, że za cztery lata pojawi się dodatkowy gracz, zwłaszcza że nazwy Nowoczesna nie znał jeszcze nawet sam Ryszard Petru. Teraz Jaśkowiak uzależnia przyszły układ od tego, kto ilu (i czy w ogóle) wprowadzi radnych do rady miasta.

Nazywając rzecz po imieniu… Prezydent Jaśkowiak dał wczoraj do zrozumienia, że w gruncie rzeczy jest gotów rządzić Z KIMKOLWIEK, kto zagwarantuje mu większość w radzie miasta.

To już z kolei prowadzi do wniosku, że Jaśkowiak po dealu z Nowoczesną i niemal z dnia na dzień po wyborach 2018 może się wypiąć na postulaty lewicy lub ruchów miejskich (albo nawet jednych i drugich!), przekonując, że w sumie nigdy nie były mu szczególnie bliskie, a tak naprawdę w głębi duszy zawsze był liberałem, także gospodarczym.

Brzmi wyjątkowo cynicznie? Prezydent Jaśkowiak już zdążył pokazać, że nie do takich rzeczy jest zdolny. Przypomnijmy, że dwa miesiące po dość ostrej wyborczej walce z Ryszardem Grobelnym, któremu wytykał wszelkie możliwe błędy i lata spędzone na ławie oskarżonych, ramię w ramię z jego radnymi przegłosował budżet Poznania na 2015 r., a nawet przymierzał się do zawiązania z nimi trwałego porozumienia.

Seweryn Lipoński / 24 kwietnia 2018