www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Jarosław Pucek powróci i namiesza niczym hrabia Monte Christo? Sondaże ma na razie niezłe, ale…

21 kwietnia 2018

Wybory 2018. Jarosław Pucek powróci i namiesza niczym hrabia Monte Christo? Sondaże ma na razie niezłe, ale…

Poznań - wybory 2018 - Jarosław Pucek - Jacek Jaśkowiak - Ryszard Grobelny - Poznański Ruch Obywatelski

Były szef ZKZL Jarosław Pucek wystartuje w wyborach 2018 na prezydenta Poznania. Mówi, że ma własną wizję rządzenia miastem, ale nie uda mu się uciec od powiązań z Ryszardem Grobelnym, ani od porachunków z Jackiem Jaśkowiakiem i resztą Platformy Obywatelskiej.

- Jestem coraz bliżej podjęcia tej decyzji – mówił nam Jarosław Pucek już pod koniec marca. Wywiad, jakiego teraz udzielił „Wyborczej”, nie pozostawia już cienia wątpliwości. Były szef ZKZL faktycznie będzie jednym z uczestników prezydenckiego wyścigu.

To w pełni wyjaśnia jego niesłychaną ostatnio aktywność w internecie. Można powiedzieć, że Pucek w ostatnich miesiącach był wręcz natrętnie czepialski, recenzując poczynania ekipy Jacka Jaśkowiaka i wytykając różne rzeczy w sprawie budowy mieszkań czy tramwaju na Naramowice.

Przypomnijmy krótko jego sytuację. Pierwszy raz Pucek pojawił się w sondażu, jaki w grudniu opublikował „Głos Wielkopolski”, miał tam 11,6 proc. poparcia. Podobny wynik – 10,5 proc. – uzyskał w niedawnym sondażu IBRiS.



Muszę przyznać, że coraz głośniejsze deklaracje Pucka o chęci kandydowania były jedną z ciekawszych rzeczy, jakie z tego ostatniego sondażu wynikły.

Poza tym sondaż wydawał się nieco… hmm… nudny i oklepany. No sami popatrzcie. Jeśli mu się przyjrzeć szczegółowo, to przynajmniej w części prezydenckiej wynikały z niego niemal same „oczywiste oczywistości”:

- Prezydent Jacek Jaśkowiak jest wyraźnym liderem

- Jaśkowiak, jako wspólny kandydat PO i Nowoczesnej, zyskał dodatkowo kilka proc. w stosunku do poprzednich sondaży

- Kandydat PiS, ktokolwiek by nim nie był, zgarnia 20-25 proc. głosów

- Lider poznańskiej lewicy Tomasz Lewandowski utrzymuje poparcie na poziomie ok. 10 proc. i to się raczej nie zmieni (przynajmniej dopóki nie zacznie krytykować własnego szefa…)

Tak właściwie Jarosław Pucek jest w tej układance jedynym elementem, który zakłóca ten skamieniały polityczny układ, wprowadza element niepewności.

To teoretycznie z jego powodu Tadeusz Zysk wciąż nieogłoszony przez Jarosława Kaczyńskiego kandydat PiS na prezydenta Poznania wcale nie może być pewny wejścia do II tury.

To także z powodu Pucka, jak można już usłyszeć, prezydent Jacek Jaśkowiak wcale nie może być taki pewny zwycięstwa w II turze… oh, wait…

Czy naprawdę jesteśmy sobie w stanie wyobrazić scenariusz, w którym Jarosław Pucek powraca niczym Edmund Dantes jako Hrabia Monte Christo, i z żądzą rewanżu na Jacku Jaśkowiaku oraz dawnych kolegach z PO wydziera im z rąk fotel prezydenta Poznania?



No, wyobrazić, to może i tak. Jednak od takich wyobrażeń i poparcia rzędu 10 proc. w sondażach do realnych szans na realizację takiego scenariusza jest bardzo, bardzo daleko.

Jarosław Pucek ma potencjał

Zaznaczmy jedno na początku. To 10-, 11-procentowe poparcie w sondażach to i tak niezłe wyniki jak na kogoś, kto za czasów Ryszarda Grobelnego nie był żadnym wiceprezydentem, radnym, tylko zwykłym szefem miejskiej instytucji (a później spółki).

Zresztą może krótko przypomnę, co pisałem o Pucku w grudniu, tuż po wynikach sondażu opublikowanego w „Głosie”:

Jest najwyraźniej całkiem spora grupa poznaniaków, która z mniejszymi lub większymi zastrzeżeniami popierała Ryszarda Grobelnego, nie zaakceptowała rządów Jacka Jaśkowiaka. I pewnie już nie zaakceptuje. (…)

Zamiast tego gotowi są nawet zagłosować na Jarosława Pucka, dość ważnego, ale jednak tylko urzędnika (a nie polityka!) z ekipy Grobelnego. I tenże Pucek zgarnia w efekcie dwucyfrowe poparcie.

Poparcie wyższe niż Tomasz Lewandowski, polityk i na wyższym stanowisku, odpowiedzialny za mieszkaniówkę obecnie. Wymowne.

No bo czy wyobrażacie sobie, żeby tak lekką ręką ponad 10 proc. w sondażu prezydenckim zgarniał np. Arkadiusz Stasica, obecny prezes ZKZL? I to dwa lata po odejściu ze stanowiska? Bez jaj.


Gdyby Pucek nie miał sam w sobie wyborczego potencjału, to należałoby uznać, że równie dobrze 10 proc. w sondażu mogliby zgarnąć np. były dyrektor ZTM Bogusław Bajoński, prezes Aquanetu Paweł Chudziński, czy szef PIM Paweł Śledziejowski.

Z całym szacunkiem wobec wszystkich wymienionych – wyobrażacie sobie ich startujących w wyborach i to z dwucyfrowym wynikiem? No chyba nie.

Kolega Tomek Cylka z „Wyborczej” zasugerował nawet ostatnio w Otwartej Antenie WTK, że to właśnie Jarosław Pucek może wypchnąć kandydata PiS z II tury i zmierzyć się w niej z Jackiem Jaśkowiakiem.



To moim zdaniem, mimo wszystko, przewidywania mocno na wyrost. Pamiętajmy, że aby faktycznie dostać się do II tury, trzeba zgarnąć co najmniej 20-25 proc. głosów.

Z obecnymi 10 proc. poparcia Jarosław Pucek mógłby co najwyżej zostać poklepany po ramieniu, usłyszeć „gratuluję panu Puckowi”, może ewentualnie posłuchać też, że Ryszard Grobelny to „poznański centroprawicowy polityk – no powiedzmy sobie – starszo-średniego pokolenia”.

Rewanż na dawnych kolegach

Tak a propos Grobelnego… Pamiętajmy, że w listopadowym sondażu dla „Wyborczej” miał aż 22 proc. głosów. Cały czas Pucek jest z nim mocno kojarzony. I właśnie to może być jego głównym paliwem w kampanii.

Politolodzy zwracają uwagę, że wśród części poznaniaków jest coś w rodzaju tęsknoty za czasami, gdy rządził Ryszard Grobelny. Sondażowe wyniki byłego prezydenta czy nawet Pucka dość jednoznacznie na to wskazują.

To nawet niekoniecznie muszą być zagorzali zwolennicy Grobelnego. To zapewne po części wyborcy, którzy po prostu z jednej strony nie akceptują Jacka Jaśkowiaka i jego stylu prezydentury, z drugiej strony za nic w świecie nie zagłosują na PiS. Kandydat taki jak Jarosław Pucek może się w tę lukę idealnie wstrzelić.

To zresztą swoista ironia losu, że Pucek rzuca wyzwanie Jaśkowiakowi i Platformie, z którymi jeszcze nie tak dawno więcej go łączyło niż dzieliło. Do 2014 r. Pucek nawet należał do PO.

Zna się też z Jaśkowiakiem prywatnie. Przypomnijmy też, że już za prezydentury Jaśkowiaka – na samym początku – Pucek wciąż był szefem ZKZL. Wyleciał dopiero po konkursie, w którym, jak przyznała później ówczesna wiceprezydent Agnieszka Pachciarz, pełno było politycznych nacisków.



Teraz Jarosław Pucek po kilku latach „zesłania” do zamku d’If na zieloną trawkę i do kancelarii może powrócić niczym wspomniany hrabia Monte Christo.

Prezydent Jacek Jaśkowiak, po którym Pucek jedzie teraz straszliwie, to hrabia Mondego. Wiceprezydent Tomasz Lewandowski – zwłaszcza po ostatnich oskarżeniach na forum rady miasta – to ewidentnie prokurator de Villefort…

Co prawda nie ma pięknej Mercedes, ale kontekstów i podtekstów i tak jest tu wystarczająco dużo, by uczynić wybory 2018 zdecydowanie ciekawszymi.

Pucek kojarzony z Grobelnym

Jest jednak kilka poważnych minusów tej kandydatury. Takich, które moim zdaniem nie tylko utrudniają, ale wręcz wykluczają scenariusz z Puckiem w II turze.

Przede wszystkim Jarosław Pucek jest totalnie nie do zaakceptowania przez znaczącą część wyborców Jacka Jaśkowiaka. Nie zagłosują na ani poznaniacy o lewicowych poglądach, ani rowerzyści, ani zwolennicy ruchów miejskich, ani środowiska LGBT, ani tym bardziej anarchiści.

Z tej części elektoratu Jaśkowiaka – choćby prezydent rządził nieudolnie i choćby nie wiem jak słaby był w kampanii – Pucek nie uszczknie po prostu nic. Trudno oczywiście powiedzieć, jak liczna to grupa, ale przy głosujących ok. 150 tys. poznaniakach do II tury potrzeba ok. 30 tys. głosów, więc tu nawet kilka tysięcy wyborców może mieć kluczowe znaczenie.

Z drugiej strony wyborcy PiS z reguły dość posłusznie głosują na wskazanego przez partię kandydata. Zwłaszcza jeśli namaści go sam prezes Kaczyński… a tak ma zrobić w przyszłym tygodniu.

Jestem przekonany, że „twardy” PiS-owski elektorat – w Poznaniu to zapewne jakieś 15 proc. – tak czy siak zagłosuje więc na Tadeusza Zyska. Tu Pucek także nic nie ugra, tym bardziej, że nie kryje krytycznego stosunku do działań PiS np. wobec sądów.

Została zachwiana równowaga między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. (…) Kolejny skandal – to, co się dzieje z Sądem Najwyższym i Trybunałem Konstytucyjnym. Zepsuto kluczowe instytucje w tym kraju. Nikt nie ma do nich zaufania

Jarosław Pucek o reformach PiS, źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



A „miękki” elektorat PiS lekko zdystansowany do „dobrej zmiany”? Pamiętajmy, że Tadeusz Zysk jest nieprzypadkowo kandydatem skrojonym właśnie pod takich wyborców. Już teraz odcina się od niektórych działań partii, podkreśla też, że w ogóle do niej nie należy.

I że interesuje go Poznań. A nie wielka polityka. To narracja bliska tej, jaką od paru lat głosi Poznański Ruch Obywatelski, i Zysk mimo partyjnego szyldu PiS zapewne nie ułatwi w ten sposób zadania Puckowi.

To może dawni wyborcy Ryszarda Grobelnego? To, teoretycznie, powinna być naturalna „baza” dla Jarosława Pucka. Zwróćmy jednak uwagę, że trudno mówić o jakiejś dużej grupie zagorzałych i wiernych zwolenników Grobelnego, bo były prezydent nigdy takich nie miał (co wyszło na jaw w wyborach 2014).



Mało tego. Trudno nawet mówić o jednolitym środowisku byłego prezydenta, które udzieliłoby Puckowi poparcia. Zapewne sam Grobelny będzie mu służył wsparciem i dobrym słowem – o czym pisałem już kilka dni temu.

Jednak o ile duża część byłych współpracowników Grobelnego jest dziś faktycznie w Poznańskim Ruchu Obywatelskim, to część takich nazwisk znajdziemy w Nowoczesnej (która poprze – o zgrozo – Jacka Jaśkowiaka…), a nawet w Kukiz’15.

Moja prezydentura będzie najbliższa Jarosławowi Puckowi. Na pewno nie jest tak, że Pucek i Grobelny to jak Szydło i Kaczyński, skończmy z takim gadaniem. Po prostu nie ma takiej możliwości.

Jarosław Pucek, na pytanie, czy jego prezydentura będzie bliższa Jackowi Jaśkowiakowi, czy Ryszardowi Grobelnemu



Mimo wszystko Jarosław Pucek musi sobie zdawać sprawę, że – czy to mu się podoba, czy nie – rywale będą próbowali mu dorobić „gębę” byłego prezydenta.

Z całą pewnością będą przekonywać, że Pucek to kontynuacja polityki Grobelnego, czyli drogich inwestycji, uległości wobec deweloperów i centrów handlowych, bratania się z kibicami, wyrzucania trudnych lokatorów do kontenerów.

Zwróćmy uwagę, że w całej rozmowie z Puckiem w „Wyborczej” nazwisko Grobelny pada zaledwie jeden raz. To kolejny znak, że były szef ZKZL zdaje sobie sprawę, jakim obciążeniem mogą być dla niego skojarzenia z byłym prezydentem.

Jest jednak w tej trudnej sytuacji, że z jednej strony to właśnie wyborcy „po Grobelnym” są jego naturalną bazą głosów, z drugiej strony – musiałby się od polityki byłego prezydenta zdystansować, aby ugrać coś więcej.

Jeśli zaś komuś się wydaje, że od 10 proc. w sondażu do 20 proc. i II tury nie jest tak daleko… Przecież nikt nie gwarantuje, że Puckowi ten wynik w kampanii wyborczej urośnie.

Przypomnę, że rok przed wyborami 2014 wynik rzędu 13 proc. w sondażu miała społeczniczka Anna Wachowska-Kucharska. Skończyło się na 4,7 proc. w wyborach.

Zatem jeśli nawet Jarosław Pucek zdoła namieszać w wyborach 2018, to raczej nie z takim rozmachem, jak hrabia Monte Christo. Sondażowego poparcia - na razie! – starczy mu co najwyżej na ucieczkę z zamku d’If i postraszenie dawnych kompanów szablą.

Seweryn Lipoński / 21 kwietnia 2018