www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Nowe okręgi wyborcze. Zyska Grobelny, straci PiS, ruchy miejskie poza radą miasta? [ANALIZA]

14 marca 2018

Wybory 2018. Nowe okręgi wyborcze. Zyska Grobelny, straci PiS, ruchy miejskie poza radą miasta? [ANALIZA]

Poznań - wybory 2018 - okręgi wyborcze - PO - PiS - SLD - Prawo do Miasta - Poznański Ruch Obywatelski

Miasto ma już nowe okręgi wyborcze. To one będą obowiązywać podczas wyborów 2018 i to w nich jesienią będziemy wybierać miejskich radnych. Kto na tym może zyskać? Kto stracić? Zobaczcie specjalną analizę.

Z okręgami wyborczymi jest ten problem, że choć to bardzo ważna sprawa (to od niej bezpośrednio zależą wyniki wyborów), to jest dość zawiła i trudno ją krótko wytłumaczyć „zwykłemu wyborcy”.

Tak ogólnie chodzi o to, że Poznań do tej pory był podzielony na siedem okręgów. Z każdego z nich do rady miasta wchodzi określona liczba radnych (zwykle 5-6). To, komu przypadną te miejsca, zależy od liczby głosów na poszczególne ugrupowania w danym okręgu. W każdym okręgu są do wyboru inni kandydaci.



Teraz tych okręgów, zamiast dotychczasowych siedmiu, będzie sześć. Co za tym idzie – dość istotnie musiały się zmienić też ich granice. Przyczyny tych zmian są dwie:

- nowe przepisy kodeksu wyborczego, które precyzują, że miasto musi ustalić na nowo okręgi wyborcze;
- liczba zameldowanych w Poznaniu spadła poniżej 500 tys., w związku z czym rada miasta po wyborach 2018 zamiast 37 radnych będzie już miała tylko 34 radnych

Nowe granice okręgów wyborczych w Poznaniu wzbudziły sporo emocji. Zwłaszcza wśród samych radnych. Dziwić się temu trudno, bo – jak się zaraz przekonacie – granica okręgu nawet kilka ulic w tę czy we w tę może przesądzić, czy ktoś wejdzie do rady miasta.

Radny PiS Jan Sulanowski kpił zatem, co ma wspólnego Stare Miasto ze Szczepankowem, a Rataje ze Świerczewem. Prezydent Jacek Jaśkowiak z kolei otwarcie mówił, że zależy mu na sześciomandatowych okręgach, dzięki czemu ruchy miejskie miałyby wprowadzić więcej ludzi do rady miasta.

Kto tak naprawdę może zyskać, a kto stracić, na tych nowych okręgach wyborczych? Sprawdźmy! Zapraszam do przyjrzenia się szczegółowej analizie.

Metodologia: Analiza opiera się na wynikach wyborów do rady miasta z 2014 r., ale przy założeniu, że o rozdziale mandatów decydowałyby wtedy nowe, obecne okręgi wyborcze.

Głosy na każdy z pięciu komitetów, które weszły do rady miasta (PO, PiS, SLD, PdM, PRO), pojedynczo ze wszystkich 223 komisji wyborczych zsumowano najpierw do wyników na poziomie poszczególnych 42 osiedli, a potem do wyników w całych sześciu nowych okręgach.

Później w tych nowych okręgach dokonano podziału mandatów obowiązującą metodą d’Hondta. Na koniec podliczono, ilu radnych łącznie wprowadziłyby poszczególne komitety już do 34-osobowej rady miasta.


--

Uwaga! Tej analizy w żadnym razie nie należy traktować jako symulacji wyborów 2018. Ma tylko pokazać, który z komitetów z obecnej rady miasta może potencjalnie zyskać lub stracić na zmianie granic okręgów wyborczych.

Analiza nie uwzględnia zmian poparcia dla poszczególnych ugrupowań od wyborów 2014, zmian personalnych ani też nowych partii typu Nowoczesna, Kukiz’15 czy Razem, które z pewnością wystartują w wyborach 2018.

Pamiętajmy też, że przy nowych granicach okręgów wyborczych nieco inaczej wyglądałyby listy poszczególnych komitetów w wyborach 2014 (np. Szymon Szynkowski vel Sęk z PiS zapewne nie kandydowałby ze Starego Miasta, tylko z innego okręgu, by nie być na tej samej liście co Michał Grześ).

Dlatego do składu rady miasta, jaki wynikałby z tej analizy, lepiej podchodzić z dystansem. Zdecydowanie istotniejsze są generalne wnioski.

--

To tyle tych ostrzeżeń. Tak na wszelki wypadek, by uprzedzić późniejsze komentarze, polemiki i nadinterpretacje. Uff… To jedziemy!

Główny wynik analizy

Platforma Obywatelska: 15 mandatów (-1)
Prawo i Sprawiedliwość: 10 mandatów (-2)
Zjednoczona Lewica: 5 mandatów (=0)
Poznański Ruch Obywatelski: 4 mandaty (+1)
Prawo do Miasta: 0 mandatów (-1)

Czyli, w dużym skrócie, na takich granicach okręgów w wyborach 2014 najwięcej straciłyby PiS i Prawo do Miasta. Zyskałby za to komitet Ryszarda Grobelnego. A także, odrobinę, lewica (tyle samo mandatów przy mniejszej radzie miasta).

To teraz zobaczmy, jak to wyglądało w poszczególnych nowych okręgach, kto gdzie zyskał, a gdzie stracił.

OKRĘG 1: Jeżyce, Łazarz, Wilda

To niemal kopia dawnego okręgu nr 2. Z tym że doszła Wilda zamiast Ogrodów i Starego Grunwaldu. Wyniki też prawie takie same jak w tymże okręgu w wyborach 2014… no, prawie.



Podział mandatów: PO 2, PiS 1, SLD 1, PRO 1

Radna Lidia Dudziak, która na Łazarzu w wyborach zawsze wymiata jak Kamil Stoch na zawodach w Lahti i Lillehammer, przy tych granicach okręgu jednak nie dałaby radę wciągnąć drugiej osoby z listy PiS.

I w efekcie zamiast Janusza Kapuścińskiego do rady miasta prawdopodobnie wszedłby… Wojciech Wośkowiak – były szef prezydenckich radnych Ryszarda Grobelnego.

OKRĘG 2: Wola, Wołacz, Winiary, Winogrady

To jedyny okręg, który pozostał bez zmian w porównaniu do wyborów 2014, zatem i podział mandatów wypada identycznie. Dla formalności:



Podział mandatów: PO 2, PiS 1, SLD 1, PRO 1

Tutaj więc bez komentarza, bo skoro okręg bez żadnych zmian, to i komentować nie ma czego.

OKRĘG 3: Stare Miasto, Śródka, Główna, Warszawskie, Antoninek, Chartowo, Szczepankowo

Poprzednio Stare Miasto było w jednym okręgu z Wildą i Świerczewem. Teraz zostało dorzucone do części dawnego okręgu nr 4, która ciągnie się aż po Antoninek i Szczepankowo, co wzbudziło sporo kontrowersji (dodajmy jednak, że wcześniej "czwórka" obejmowała Szczepankowo z jednej strony i... Naramowice z drugiej, co było jeszcze bardziej absurdalne).



Podział mandatów: PO 2, PiS 2, SLD 1, PRO 1

Wyniki identyczne jak we wspomnianym wcześniejszym okręgu nr 4. Tu ciekawa wydaje się jednak inna rzecz. Jak partie zamierzają upchnąć w tym okręgu wszystkich swoich mocnych kandydatów?

Weźmy choćby PiS. Ze Starego Miasta poprzednio kandydowali Szymon Szynkowski vel Sęk (został potem posłem), Mateusz Rozmiarek i Jan Sulanowski. Jak zmieścić ich na jednej liście z Michałem Grzesiem, który kosi absolutnie wszystkich na os. Warszawskim? No po prostu - nie da się.

A przypomnijmy, że w wyborach 2014 z tejże listy kandydował jeszcze Adam Pawlik, celowo przerzucony tu z Rataj, by podbić wynik listy PiS. Teraz taki zabieg byłby zupełnie zbędny.

Jeśli chodzi o społeczników, to mamy tu typowy przykład, jak mocny kandydat może przepaść przez słabą listę. Krzysztof Bartosiak, lider Przystanku Folwarczna, wymiótł na os. Antoninek-Zieliniec-Kobylepole, ale na pozostałych osiedlach tego okręgu Prawo do Miasta po prostu nie istniało. I z mandatu nici.

OKRĘG 4: Rataje, Żegrze, Krzesiny, Starołęka, Głuszyna, Dębiec, Świerczewo

Tu z kolei mamy dawny okręg nr 5 z dodatkiem Dębca i Świerczewa – poprzednio połączonych ze Starym Miastem i Wildą.



Podział mandatów: PO 3, PiS 2, SLD 1

Potężny wynik Platformy, która zdobywa w tym okręgu aż trzy mandaty. Całkiem wysoki wynik ma tu także SLD – to zasługa Tomasza Lewandowskiego na Ratajach i Henryka Kanii na Głuszynie – jednak nie wystarczyłoby to do złapania drugiego mandatu.

Zwróćmy uwagę, że w tym układzie Tomasz Wierzbicki, najlepszy na Świerczewie i jedyny dotąd radny Prawa do Miasta, właściwie nie ma szans na mandat. Jego Świerczewo ma relatywnie mniej wyborców niż ogromne Rataje i okolice.

Poza tym Prawo do Miasta miało BEZNADZIEJNE wyniki właśnie w tych okolicach (np. zaledwie 183 głosy na całym osiedlu Żegrze, gdzie PO miała ich ponad 2 tys., albo całe… 19 głosów na Krzesinach).

OKRĘG 5: Górczyn, Fabianowo, Junikowo, os. Kwiatowe, Grunwald, Ławica, Ogrody



Podział mandatów: PO 3, PiS 2, SLD 1

To zachodnia część miasta, w której to Platforma jest wyraźnie najsilniejsza, ale i PiS zrobił niezły wynik. Tak jak przy poprzednich okręgach do rady miasta załapałby się tu również Antoni Szczuciński z SLD.

Kolejne „zmarnowane” nazwisko społeczników. Tym razem to Andrzej Białas, który zrobił świetny wynik na Ławicy, ale co z tego, skoro na pozostałych osiedlach Prawo do Miasta przegrywało tu nawet z komitetem Grobelnego.

Gdyby w tym okręgu był np. siódmy mandat, to i tak zgarnęłaby go PO, a nie ruchy miejskie.

OKRĘG 6: Krzyżowniki-Smochowice, Kiekrz, Strzeszyn, Podolany, Piątkowo, Naramowice, Umultowo, Morasko



Podział mandatów: PO 3, PiS 2, PRO 1

Tu już mamy niemal całkowity duopol PO i PiS. Zażarta walka trwałaby o szósty mandat w tym okręgu i ostatecznie to Poznański Ruch Obywatelski sprzątnął go sprzed nosa SLD.

Zwróćmy uwagę, że to jedyny okręg, w którym nie ma żadnego istotnego zróżnicowania, jeśli chodzi o poparcie w poszczególnych fyrtlach. Platforma zrobiła tu najlepszy wynik na WSZYSTKICH osiedlach.

To tylko czysto hipotetyczna analiza, ale...

Cały czas mówimy o sytuacji mocno hipotetycznej, która w praktyce nie mogłaby się wydarzyć (choćby ze względu na wspomniany na samym początku inny układ list), ale można śmiało pokusić się o kilka ogólnych wniosków:

Lokomotywy decydują o wyniku. Jeśli partia w każdym okręgu potrafi wystawić takich kandydatów jak Mariusz Wiśniewski (3,5 tys. głosów), Grzegorz Ganowicz (3,8 tys.) czy Bartosz Zawieja (3 tys.), i wspomóc ich drobniejszymi liderami…

To w całym mieści będzie po prostu wymiatać i żadne zmiany okręgów tego nie zmienią.

Osiedlowi wymiatacze to za mało. Nieco inaczej jest z kandydatami, którzy owszem, są znani i lubiani, ale tylko na własnym podwórku.

Jeśli poza własną okolicą są – za przeproszeniem – kompletnymi no name’ami… to nie mają wielkich szans na mandat. Zwłaszcza jeśli nie mają wsparcia innych mocnych ludzi na swojej liście.

Takich przypadków w wyborach 2014 było mnóstwo wśród ruchów miejskich. Analiza z nowymi okręgami wyborczymi dodatkowo to uwypukliła. Co z tego, że Andrzej Białas, Krzysztof Bartosiak czy Czesława Wasielewska zgarniają najwięcej głosów na całym osiedlu, skoro i tak nie wchodzą do rady miasta?

Lepszy średniak na dużym osiedlu… niż debeściak na małym. Rzuca się w oczy dysproporcja między osiedlami. W takim Kiekrzu PO dostała 177 głosów, PiS 99. A już na Piątkowie – ten sam okręg wyborczy! - odpowiednio ponad 3,8 tys. i 2,7 tys. głosów.

Wychodzi na to, że tego Kiekrza, Moraska, jakichś Krzesin czy innego Fabianowa w ogóle mogłoby nie być, i tak nie wpłynęłoby to praktycznie w żaden sposób na wyniki głosowania.

Za to osiedla typu Rataje, Piątkowo czy Grunwald Południe, gdzie mieszka i głosuje wiele tysięcy ludzi, mają kluczowy wpływ na wyniki w całym okręgu. Dlatego cenniejszy dla partii jest nawet przeciętny kandydat na takim osiedlu niż wymiatacz na którymś z małych.

Zmiana okręgów i ich granic może pozbawić mandatu… Znamiennym przykładem jest tu oczywiście Prawo do Miasta. W wyborach 2014 Tomasz Wierzbicki zrobił świetny wynik na Świerczewie, ale mandat zdobył w dużej mierze dzięki temu, że na liście miał też Dorotę Bonk-Hammermeister z Wildy i Lecha Merglera.

Wystarczyło jednak – zgodnie z nowymi okręgami – wrzucić Świerczewo do jednego okręgu z blokowiskami na Ratajach i Żegrzu… I nagle okazuje się, że Wierzbicki w tym układzie nie ma szans na wejście do rady miasta.

Z kolei od Jeżyc i Łazarza oderwano Ogrody i Stary Grunwald, dołączono Wildę… i nagle okazuje się, że nawet głosy Lidii Dudziak w tej konfiguracji już nie wystarczą, by wciągnąć do rady miasta jeszcze drugą osobę z PiS.

…albo dołożyć komuś dodatkowy mandat. Po zrobieniu z Rataj i okolic sześciomandatowego okręgu zamiast pięcio-, Platforma zyskałaby tu trzeci mandat, którego w rzeczywistości nie zdobyła.

Tak samo Poznański Ruch Obywatelski, który przy poprzednich okręgach nie miał mandatu w okręgu obejmującym Strzeszyn i Piątkowo, przy zmianach granic by go zdobył. I to stąd w naszej analizie aż cztery mandaty dla komitetu Grobelnego - a nie trzy jak w obecnej radzie miasta.

--

Miejmy cały czas z tyłu głowy, że to jedynie analiza wyników sprzed ponad trzech lat, w dodatku obarczona dość istotnym metodologicznym błędem (w rzeczywistości inaczej wyglądałyby listy wyborcze). Proponuję to wszystko traktować więc raczej jako ciekawostkę.

I zarazem wskazówkę pewnych ogólnych trendów. Takich jak to, że zmiany granic okręgów tak naprawdę nie mają większego wpływu na wyniki, nie ma tu przecież żadnej rewolucji w składzie rady miasta.

Dla dużych partii z "lokomotywami wyborczymi" niemal w każdym okręgu te zmiany granic w ogóle mają raczej marginalne znaczenie. Jeśli już, to raczej wskazują, jak rozmieścić tych mocnych kandydatów na poszczególnych listach, tak aby żaden z nich nie przepadł.

Zmiany okręgów mogą być za to istotniejsze dla mniejszych komitetów. Zwłaszcza dla ruchów miejskich, które mają sporo znanych nazwisk na pojedynczych osiedlach, ale teraz będą musiały się mocno nagimnastykować, by tak ułożyć listy, by potencjał tych ludzi przynajmniej w niektórych częściach Poznania wykorzystać i wprowadzić ich do rady miasta. To nie będzie łatwe zadanie.

Seweryn Lipoński / 14 marca 2018