www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Wybory 2018. Zaczęła się licytacja, kto kupił więcej tramwajów, i kto bardziej kocha komunikację miejską

4 marca 2018

Wybory 2018. Zaczęła się licytacja, kto kupił więcej tramwajów, i kto bardziej kocha komunikację miejską

Poznań - wybory 2018 - Jacek Jaśkowiak - Joanna Frankiewic - Ryszard Grobelny - MPK Poznań - tramwaje

Prezydent Jacek Jaśkowiak chwali się „rekordowym zakupem” tramwajów, zapominając, że niemal tyle samo kupował ich Ryszard Grobelny. Radna Joanna Frankiewicz przekonuje, że Grobelny tramino kupił nie 45, tylko ponad setkę...

To nie jest bynajmniej żaden skecz Monty Pythona ani „Ucho Prezesa” w poznańskim wydaniu. Do deklaracji o cudownym rozmnożeniu tramwajów na Euro 2012 faktycznie doszło, w naszym studiu, podczas dyskusji o polityce transportowej miasta m.in. w kontekście ostatniej kontroli zarządzonej przez wojewodę Zbigniewa Hoffmanna.

Radny Tomasz Wierzbicki stwierdził, że za czasów prezydenta Ryszarda Grobelnego „główny nacisk kładziono na transport samochodowy”, bo „szły setki milionów złotych na rozbudowę dróg, a na transport publiczny były to kwoty zdecydowanie niższe”.

Radna Joanna Frankiewicz, szefowa klubu Poznańskiego Ruchu Obywatelskiego związanego z Grobelnym, ripostuje: - To jest nieprawda! Przypomnę, to za prezydentury Grobelnego Poznań podjął epokową decyzję o zakupie około 110, chyba, tramwajów...

Radny Wierzbicki odpowiada, że tych tramwajów było 50, Frankiewicz upiera się, że jeśli nawet nie 110, to przynajmniej 90, w każdym razie „około stu”.



Jeśli sam Grobelny przypadkiem to oglądał... To po tym fragmencie dyskusji, który przypominał bardziej teleturniej „Jeden z dziesięciu” niż poważną dyskusję o mieście, musiał chyba zrobić wymownego facepalma.



Każdy dziennikarz, który choć odrobinę pamięta czasy sprzed Euro 2012, musi kojarzyć zakup tramwajów przed mistrzostwami. I że tych tramino było nie 110, nie 90, nawet nie 50, tylko dokładnie 45.

A jeszcze ściślej – na początku 40 z wykorzystaną później opcją rozszerzenia o dodatkowe pięć sztuk.

Wizja Jaśkowiaka kontra wizja Grobelnego

Oczywiście można by się z tego tylko pośmiać. Pożartować, że w oczach pani radnej tramino mnożą się jak króliki w kampanii Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, albo jak koszty rozmów telefonicznych na rachunkach Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Przytoczyć, jak Frankiewicz sama kpiła z mętnych tłumaczeń Jacka Jaśkowiaka podczas tzw. afery mailowej, i wytykała, że „miastem rządzi osoba o bardzo słabej pamięci”.

Trudno mi jednak tak machnąć lekceważąco ręką na tę dyskusję. Jest bowiem niewykluczone (a nawet całkiem prawdopodobne!), że przed wyborami 2018 tak właśnie będzie wyglądać dyskusja o komunikacji miejskiej, której wszyscy staną się nagle wielkimi fanami.

Trzeba wtedy będzie dużo zdystansowania do różnych obiecanek-cacanek.



Ta kampania przed wyborami 2018 – czy nam się to podoba, czy nie – siłą rzeczy będzie zderzeniem dwóch wizji Poznania. Porównaniem polityki, jaką realizuje Jacek Jaśkowiak, z tą, którą prowadził Ryszard Grobelny.

Jak powszechnie wiadomo, akurat w podejściu do transportu obaj panowie dość mocno się różnią, choć warto się na początek rozprawić z dwoma mitami na ich temat.

Mit 1: Prezydent Jacek Jaśkowiak próbuje, jak tylko może, utrudnić życie kierowcom i zmusić wszystkich do jazdy rowerem.

Mit 2: Prezydent Ryszard Grobelny myślał tylko o kierowcach samochodów i miał w d... pieszych, rowerzystów, pasażerów komunikacji miejskiej.


Mitem pierwszym akurat dziś za bardzo się zajmować nie będziemy. Za jego obalanie wziął się bowiem ostatnio sam Jacek Jaśkowiak, i idzie mu całkiem nieźle, a nawet na tyle dobrze, że zdrowo wkurzył rowerzystów i wielu innych zwolenników zrównoważonego transportu.

Z kolei mit drugi... Przeciwnicy Grobelnego zakrzykną: to wszystko prawda! Jego zwolennicy, z radną Frankiewicz na czele, zakrzykną: to wszystko nieprawda!

Jedni i drudzy nie mają racji.

Prezydent Grobelny za, a nawet przeciw

Prezydent Ryszard Grobelny oficjalnie twierdził, że stawia na transport publiczny. Zwłaszcza po wynikach badań do planu transportowego, które w 2013 r. pokazały, że poznaniacy już częściej jeżdżą komunikacją miejską (48 proc. podróży) niż samochodem (44 proc). Jeszcze w 2000 r. te proporcje były odwrotne.

Prezydent Grobelny podkreślał więc, że zbudował tramwaj na Franowo za 270 mln zł i tamtejszą zajezdnię za drugie tyle; że przedłużył Pestkę do dworca PKP za 131 mln zł; potrafił nawet w środku weekendu zrobić konferencję na ul. Ratajczaka, gdzie zapowiadał, że jego celem jest budowa tam trasy tramwajowej za unijną kasę na lata 2014-2020.



Nie można też zapominać, że to Grobelny przedstawił pierwszy pomysł na uspokojenie ruchu na Św. Marcinie (z tym że zrobił to jakieś 10-15 lat za późno), i że to on wprowadził strefę tempo 30 wokół placu Cyryla Ratajskiego. Później Jaśkowiak ją tylko poszerzył – za co strasznie mu się oberwało.

To wszystko nieco zaprzecza tezie, jakoby Ryszard Grobelny w ogóle nie myślał o komunikacji miejskiej i robił wszystko, by tylko zadowolić kierowców.

Zanim jednak jego najwięksi krytycy podniosą krzyk, że niby bronię Grobelnego, chciałbym przypomnieć inne jego działania, które już ukłonem w stronę pasażerów MPK zdecydowanie nie były.

To prezydent Grobelny nigdy nie przestał fantazjować o budowie III ramy komunikacyjnej. To stąd mamy wiadukty nad dziurą w ziemi na ul. Grunwaldzkiej, był to zresztą jeden z pierwszych trupów wypadających z szafy Grobelnego, kiedy Komisja Europejska zaczęła dopytywać o zasadność ich budowa na samym początku kadencji Jacka Jaśkowiaka.



To nie kto inny jak Grobelny na różne sposoby torpedował pomysł budowy tramwaju na Naramowice, forsując przy tym budowę szerokiej ul. Nowej Naramowickiej, po której miałyby jeździć również szybkie autobusy typu BRT.

Tak na marginesie, wówczas nie kto inny jak radna Joanna Frankiewicz wygadała się, na czym miał polegać ów „genialny” plan Grobelnego:

W cudzysłowie "pod pretekstem" [budowy trasy autobusowej] budujemy również ulicę

Radna Joanna Frankiewicz, wypowiedź z października 2014 r., źródło: TVP Poznań



Dochodziło do sytuacji kuriozalnych, jak np. to, że Grobelny chciał uspokajać ruch na Św. Marcinie, a zaledwie 500 metrów dalej nie chciał zrobić słynnego przejścia przez jezdnię na ul. Matyi przy dworcu PKP.

Zresztą wywiad, jakiego prezydent Grobelny udzielił mi wówczas na ten temat, być może najlepiej podsumowuje jego politykę transportową. Zrobiliśmy szybki tramwaj do dworca, to wystarczy, nie będziemy przecież dodatkowo hamować płynności ruchu aut jakimiś pasami! A bilety na pociąg, zamiast na dworcu, pasażerowie mogą sobie kupić w internecie.

Podsumowując... Ryszard Grobelny o komunikacji miejskiej owszem, pamiętał, ale tylko w najbardziej niezbędnym zakresie. A i to nie zawsze. Przecież trasa na Naramowice, niezbędna i to „na wczoraj”, przez lata nie powstała, chyba że Grobelny zbudował ją cichaczem gdzieś w Żurawińcu i ukrył przed całym światem.

Radna Frankiewicz nie będzie jedyna

Z tego punktu widzenia sugestie radnej Joanny Frankiewicz, jakoby prezydent Grobelny stawiał na komunikację miejską i był jej wielkim zwolennikiem, brzmią równie przekonująco jak hasło „Poznań – miasto know-how” w kontekście przebudowy ronda Kaponiera.

Zwróćmy jednak uwagę, że Frankiewicz nie jest ani pierwsza, ani zapewne nie ostatnia. Tak się jakoś dziwnie składa, że im bliżej wyborów, tym więcej polityków deklarujących rzekomo wielką miłość do zrównoważonego transportu i komunikacji miejskiej.

Przecież te hasła tak ładnie brzmią i wyglądają w programach wyborczych!

Weźmy choćby wybory 2010. Miałem wrażenie, że o stawianiu na komunikację miejską mówili wtedy wszyscy kandydaci ze wszystkich ugrupowań, nawet prezydent Grobelny.

Z kolei w wyborach 2014 Jacek Jaśkowiak wygrał jako „upolityczniony” społecznik stawiający m.in. właśnie na uspokojenie ruchu aut, rowery, komunikację miejską.



Jednocześnie poległ Ryszard Grobelny, bo choć rozpaczliwym rzutem na taśmę próbował zapowiadać np. starania o poprawki na dworcu PKP, to po jego wcześniejszych wyczynach poznaniacy nie dali się już nabrać na takie chwyty.

Teraz zbliżają się wybory 2018. Prezydent Jacek Jaśkowiak już widzi, jaką zrobił wtopę, wyzywając ostatnio zwolenników zrównoważonego transportu od radykałów i przyrównując ich do ONR.

Prezydent próbuje to naprawić, podkreślając przy każdej możliwej okazji, jak nadrabia wieloletnie zaniedbania w kwestii remontów tras tramwajowych (to akurat prawda!), chwali się też „rekordowym przetargiem” na 50 tramwajów za 400 mln zł.

To niestety trąci również charakterystycznym dla Jaśkowiaka przekonaniem, że przed jego rządami Poznań był w ruinie, i że i nie było niczego. W innym razie, zamiast podkreślać „rekordowość” tej inwestycji, przyznałby, że Grobelny też kupował niemal tyle samo tramwajów za podobną kwotę.

- Ale to jest nieprawda! Prezydent Grobelny podjął decyzję o zakupie, chyba, 110 tramwajów, na pewno około stu! – zaprotestowałaby radna Frankiewicz.

Te przechwalanki nie przeszkadzają Jaśkowiakowi jednocześnie planować budowy szerokiej ul. Nowej Naramowickiej, choć przed wygranymi wyborami mówił zupełnie co innego. Nie przeszkodziły mu też okroić buspasa na Garbarach ani wycofać się z planów wydzielenia torowiska na 300-metrowym kawałku ul. Głogowskiej.

Całkiem trafnie podsumował to Franciszek Sterczewski, organizator „łańcuchów światła”, w niedawnej rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”:

Czasem wydaje mi się, że prezydent wygrywając wybory pomyślał, że ma pełną legitymację do radykalnych zmian, po czym jak się okazało, że nie idzie, to się z tego rakiem wycofuje

Franciszek Sterczewski, aktywista miejski, źródło: "Głos Wielkopolski"



Wybory idą... więc tramwaj będzie trendy!

Takich przypadków będzie coraz więcej. Poznańscy politycy PiS zapewne znowu wpiszą do programu pomysł darmowej komunikacji dla wszystkich, mimo że jeszcze chwilę temu strasznie hejtowali Jaśkowiaka za utrudnianie życia kierowcom, a radny Artur Różański postulował nawet zakaz kupowania czerwonej farby i malowania nią pasów rowerowych.

Nie zdziwię się, jeśli hasło „zrównoważony transport” na sztandarach umieści też lewica, i na czas kampanii schowa radną Katarzynę Kretkowską lub przynajmniej zabroni jej mówić o jeżdżeniu autem po centrum miasta i parkowaniu przy pl. Kolegiackim.

Zaraz usłyszymy, że fani komunikacji miejskiej są też w Nowoczesnej, mimo że to ta partia – obok PiS – najmocniej piekliła się przy poszerzaniu strefy tempo 30. I postulowała – uwaga, uwaga – uspokajanie ruchu w centrum przy jednoczesnym pozostawieniu dwupasmówki na ul. Ratajczaka.

(...) Preferencja dla transportu publicznego, ruchu pieszego i rowerowego, którą popieramy, nie może oznaczać w praktyce kompletnego paraliżu układu drogowego. Zaproponowane rozwiązania wprowadzone kosztem ruchu samochodowego na żywotnej arterii Poznania od Pl. Cyryla Ratajskiego w szczególności na skrzyżowaniu ul. Ratajczaka i ul. 27 grudnia prowadzą niepotrzebnie do destabilizacji układu drogowego w centrum Poznania (...)

List Nowoczesnej do prezydenta Jacka Jaśkowiaka z sierpnia 2016 r.



Mamy wreszcie radnych PO, którzy o uspokajaniu ruchu najchętniej tylko by mówili, nic nie robiąc w tym kierunku, mamy też ruchy miejskie pod szyldem koalicji Prawo do Miasta.

Ta ostatnia byłaby najbardziej wiarygodna w swoich postulatach zrównoważonego transportu, gdyby nie to, że jedną z jej głównych twarzy jest Maciej Wudarski, czyli... zastępca Jacka Jaśkowiaka odpowiedzialny za komunikację właśnie.

Czyli odpowiedzialny również za projekt dwupasmówki na Naramowice, skrócenie buspasa na Garbarach, czy likwidację oficera rowerowego.

Już teraz internauci zastanawiają się, czy to on będzie w kampanii przedstawiał transportowe postulaty Prawa do Miasta, a jeśli tak – to czy będzie krytykował sam siebie i własne działania. Kabaret!

Cała ta wesoła ferajna polityków i innych kandydatów za jakieś pół roku będzie nas usilnie przekonywać, że kocha zrównoważony transport, i że zawsze tak było. Zaczną codziennie jeździć tramwajami i autobusami. Zaczną wrzucać na Facebooka fotki, jak czekają na przystanku, albo przyjeżdżać na konferencje prasowe na rowerach.

Nie dajmy się wtedy zwieść. Dociekliwie dopytujmy, czy byli tacy konsekwentni pomiędzy wyborami. I czy ich zamiłowanie do komunikacji miejskiej nie skończy się przypadkiem w chwili, kiedy pierwszy kierowca krzyknie, gdzie podziało się jego ulubione miejsce parkingowe pod chatą albo drugi pas na ulubionej ulicy w centrum miasta.

Seweryn Lipoński / 4 marca 2018