Poznań Spoza Kamery » A jednak lewica postawiła na swoim. Bezpłatne bilety na autobusy i tramwaje dla uczniów z Poznania do 15 lat

6 lutego 2018

A jednak lewica postawiła na swoim. Bezpłatne bilety na autobusy i tramwaje dla uczniów z Poznania do 15 lat

Poznań - Jacek Jaśkowiak - Maciej Wudarski - ZTM - MPK - Beata Urbańska - bilety - Zjednoczona Lewica

Poznańscy radni przegłosowali bezpłatną komunikację miejską dla dzieci z podstawówek i gimnazjów. To wygląda na symboliczną zapowiedź dalszej współpracy Jacka Jaśkowiaka i PO ze Zjednoczoną Lewicą – także po wyborach 2018.

To właśnie Zjednoczona Lewica – koalicjant prezydenta Jacka Jaśkowiaka i PO w radzie miasta – już pod koniec 2016 r. zaproponowała bezpłatne przejazdy tramwajami i autobusami dla dzieci do 15 lat.

Czyli, innymi słowy, dla uczniów z podstawówek oraz wygaszanych właśnie gimnazjów.



Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach. Prezydent Jaśkowiak zdołał przeforsować zapis, że takie bilety za friko będą przysługiwać tylko uczniom zameldowanym w Poznaniu, których rodzice płacą tu podatki.

To akurat nie powinno dziwić. Takie rozwiązanie w 100 proc. wpisuje się w politykę Jacka Jaśkowiaka, który od początku kadencji podkreślał, że dla niego kluczowe jest zahamowanie spadku liczby mieszkańców Poznania i jednocześnie wzrost kasy dla miasta z podatków.

Temu miały służyć zarówno pierwsze, bardzo nieudolne pomysły włączania do Poznania podmiejskich gmin, jak i późniejsze, już dużo sensowniejsze ułatwienia dla poznaniaków np. przy naborze do przedszkoli czy szkół.

Tak samo teraz będą temu służyć bezpłatne dojazdy do szkół dla dzieciaków z Poznania. Trudno, rzecz jasna, wyobrazić sobie, że właśnie z tego powodu ktoś specjalnie przeprowadzi się do Poznania. Ale może to już być istotnym argumentem np. przeciw wyprowadzce poza miasto.

Przepychanka PO ze Zjednoczoną Lewicą

Zastanawiam się tylko, czy w tym wszystkim naprawdę nie dało się uniknąć tej ponad rocznej politycznej przepychanki, pełnej zgrzytów pomiędzy Platformą Obywatelską a Zjednoczoną Lewicą.

Najpierw mieliśmy przez ponad pół roku trzymanie projektu lewicy w „zamrażarce”. Autorka pomysłu Beata Urbańska zarzucała nawet, że szef rady miasta, czyli Grzegorz Ganowicz z PO, łamie w ten sposób przepisy.

Przyznacie, niezbyt serdeczne i niezbyt często spotykane relacje, jeśli mówimy o dwóch sprzymierzonych ze sobą koalicjantach. Ale to był dopiero początek...

Kiedy Zjednoczona Lewica przypomniała się z pomysłem bezpłatnej komunikacji dla uczniów po wakacjach, to radni PO odparli, że nie poprą go „w tym kształcie”.



Politycy PO zaproponowali za to własne rozwiązanie. Takie, że darmowe bilety przysługiwałyby, owszem, ale starszym uczniom z liceów, techników, zawodówek szkół branżowych.

(Z jednej strony słuszny argument, że to oni najczęściej muszą dojeżdżać do szkół, z drugiej... wyszedłby z tego nielogiczny potworek: dzieci do 6 lat jeżdżą za darmo, potem do 15 lat płaciłyby za bilety, potem młodzież miałaby trzy lata jeżdżenia za friko, a potem znów powrót do płacenia)

Zaczęły się rozmowy, spotkania na najwyższych szczeblu, aż w końcu poszła informacja: dogadaliśmy się. I to tak, że wilk syty, i owca cała.

Propozycja miała bowiem połączyć pomysły Zjednoczonej Lewicy i PO. Czyli bezpłatna komunikacja miejska dla uczniów w wieku 7-18 lat. Już, już wydawało się, że przegłosowanie tego będzie formalnością...

Tyle że wiceprezydent Maciej Wudarski przedstawił wyliczenia, z których wynikało, że taka promocja będzie kosztować budżet miasta 6,7 mln zł rocznie. I wtedy PO uznała, że jednak pomysłu już nie popiera.



To było we wrześniu. Pozwólcie, że przypomnę fragment tekstu o tym, jak Platforma wykiwała i upokorzyła własnego koalicjanta, który tu wówczas zamieściłem:

Zauważmy, że większość z tych 6,7 mln zł to darmowe przejazdy dla najstarszej grupy uczniów w wieku 15-18 lat. Czyli dla tych z liceów, techników, zawodówek, których w pierwotnej wersji pomysł miał w ogóle nie dotyczyć.

Kto zasugerował, żeby właśnie ich podczepić pod propozycję darmowych przejazdów? Krasnoludki? Może UFO, które kiedyś podpowiadało numery, jakie padną w losowaniu lotto? Czy może był to jakiś Fantomas, który podrzucił ten drogi pomysł i zniknął bez śladu, albo inny tajemniczy Don Pedro, szpieg z Krainy Deszczowców?

No więc przykro mi, tak się niestety składa, że darmowe przejazdy dla licealistów, uczniów techników i zawodówek zasugerowali... sami radni Platformy. I w dodatku argumentowali to tak, że właśnie ta grupa jeździ autobusami i tramwajami zdecydowanie częściej, niż młodsze dzieciaki z podstawówek.

Musieli więc DOSKONALE zdawać sobie sprawę, że zafundowanie akurat im darmowych biletów mocno przedroży cały projekt. To czysta logika. Tym bardziej komiczne są więc teraz ich tłumaczenia, że niby zaskoczyła ich kwota 6,7 mln zł, którą usłyszeli od wiceprezydenta Wudarskiego.


Później mieliśmy jeszcze propozycję samego prezydenta. Taką, by darmowe przejazdy były tylko dla uczniów z najuboższych rodzin.

To rozwiązanie wyglądało jednak na rozpaczliwą próbę szukania jakiegokolwiek kompromisu, szukania czegokolwiek, co w tej sprawie można by dać za darmo, nie obciążając przesadnie budżetu miasta.

Miałem wrażenie, że choć ten pomysł niby gotowi byli poprzeć wszyscy, to tak naprawdę nikomu się za bardzo nie podobał. Zwłaszcza radni lewicy kręcili na niego nosem, słusznie wytykając, że takie dzielenie uczniów na tych lepszego i gorszego sortu może doprowadzić do ich stygmatyzacji.

I teraz, nagle, wracamy do punktu wyjścia. Czyli do darmowych biletów dla dzieci w wieku 7-15 lat. Wychodzi na to, że wszystkie te dyskusje, argumenty za i przeciw, wyliczenia miasta pokazały, że najlepsze było... pierwsze rozwiązanie.

Oczywiście ze wspomnianym już na początku wymogiem płacenia podatków w Poznaniu.

Koalicja ma swoją cenę

Już poprzednio, pisząc o tej sprawie, analizowałem głównie jej polityczne skutki. Trudno nie przyjrzeć się im również teraz – kiedy pomysł znalazł w końcu swój finał.

Spokój w koalicji. Docinki i wzajemne wytykanie sobie, dlaczego nie udało się wprowadzić darmowych biletów dla dzieci i młodzieży, byłoby jedną z ostatnich rzeczy, jakich Platforma Obywatelska i Zjednoczona Lewica potrzebowałyby tuż przed wyborami.

Z pewnością miało to duży wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie tej sprawy. W „Wyborczej” możemy nawet przeczytać, że PO uległa, by ratować koalicję.

Szczerze mówiąc nie chce mi się wierzyć, by radni lewicy byli gotowi stawiać tę sprawę na ostrzu noża, bo jeśli tak, to zrobiliby to już jesienią. Jednak na pewno chcieli uniknąć wrażenia, że nie potrafią koalicjanta do niczego przekonać, tak jak rząd Platformy przez lata musiał się tłumaczyć, dlaczego będąc w koalicji z PSL nie rusza KRUS.

Nadszarpnięte zaufanie. Mimo wszystko obaj koalicjanci wychodzą z tej sprawy nieco poobijani. I z ograniczonym zaufaniem do siebie nawzajem.

Radni Zjednoczonej Lewicy już wiedzą, że nie przeforsują tak łatwo wszystkich swoich socjalnych pomysłów. I o ile w sprawach mieszkań czy żłobków mogą dużo... To już przy propozycjach transportowych PO będzie oglądać każdą złotówkę z trzech stron.

To działa zresztą w dwie strony. Politycy PO też muszą zdawać sobie sprawę, że na lewicy zapamiętają sobie to wrześniowe upokorzenie, i w dowolnej chwili mogą nie podnieść rąk za którymś z ważnych pomysłów Jacka Jaśkowiaka.

Może nie będzie to tramwaj na Naramowice, może nie będzie to budowa szkół i przedszkoli, ale Zjednoczona Lewica chyba przypomniała sobie, że jej głosy też mają swoją cenę.



Prezent przed wyborami? Już padają sugestie, że Jacek Jaśkowiak zgodził się na darmowe bilety dla dzieci i młodzieży od 1 września, bo to będzie tuż przed wyborami 2018.

Jeśli nawet tak było – to nie przeceniałbym znaczenia tego ruchu. Prezydent ostatnio faktycznie robi dużo, by przypodobać się bardzo różnym grupom wyborców...

...ale „bezpłatna komunikacja miejska dla uczniów” będzie co najwyżej jednym z wielu punktów przedwyborczej wyliczanki tego, co Jaśkowiak zrobił przez cztery lata w mieście, recytowanej przed kamerami na kolejnych konferencjach prasowych.

Pamiętajmy, że 13-, 14- czy 15-letnia młodzież jeszcze nie głosuje i czasem nie ma nawet pojęcia, kto to ten Jaśkowiak. Jasne – głosują za to ich rodzice. Nie wydaje mi się jednak, by 40 zł na miesiąc, które pozostanie w portfelu, zadecydowało o głosowaniu na tego czy innego kandydata.

Zobowiązanie niczym 500 Plus. Mimo że te 40 zł szału nie robi, to darmowe bilety dla dzieci i młodzieży są jedną z takich rzeczy, z których w przyszłości władzom Poznania trudno się będzie wycofać. Zupełnie jak – zachowując wszelkie proporcje – rządowy program Rodzina 500 Plus.

Już 1 września wszyscy mieszkający w Poznaniu uczniowie do 15 lat będą jeździć tramwajami i autobusami za darmo. I co, wyobrażacie sobie, że za rok czy za dwa rodzice mówią im: musimy wam znowu kupić bilety, bo przyszedł taki nowy, niedobry prezydent i uznał, że jednak powinniście płacić?

Nie, żaden polityk na taki krok się nie zdecyduje, a już tym bardziej nikt nie będzie o tym wspominał w kampanii wyborczej.

Jedną rzecz przy okazji warto odkłamać. Politycy PO początkowo przekonywali, że pomysł lewicy nie ma większego sensu, bo niemal wszystkie dzieci z podstawówek chodzą do szkół w swoich rejonach i nie muszą nigdzie dojeżdżać.

To nieprawda. Z danych zebranych przez Centrum Badań Metropolitalnych – już sprzed paru lat, bo z roku szkolnego 2013/14 – wynika, że...

(...) do poznańskich szkół podstawowych obwodowych uczęszczała w badanym okresie jedynie nieco ponad połowa uczniów (56,1 proc.)

Marzena Walaszek, "Dostępność przestrzenna szkół oraz warunki i wyniki nauczania w aglomeracji poznańskiej", wyd. Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2016



Pozostali chodzą lub jeżdżą do podstawówek poza swoim rejonem. To prawdopodobnie o nich mowa, gdy kierowcy pytani, dlaczego wolą jeździć autem niż komunikacją miejską, odpowiadają: - Przecież muszę rano odwieźć dzieci do szkoły!

Dodajmy, że w przypadku gimnazjów – czyli dzieci w wieku 13-15 lat – odsetek chodzących do szkoły w swoim sąsiedztwie spada już do 44,4 proc.

Zapowiedź dalszej koalicji z lewicą. Z tym opisanym wyżej zobowiązaniem wiąże się jeszcze jedna sprawa. Prezydent Jacek Jaśkowiak tym ruchem niejako przypieczętował swój związek ze Zjednoczoną Lewicą.

Pojawiały się ostatnio pogłoski, że może w przyszłej kadencji – oczywiście o ile wygra wybory – jako koalicjant lewica nie będzie mu już potrzebna. I że zrezygnuje z niej na rzecz Nowoczesnej.

Przecież teoretycznie może dojść do dealu podobnego jak w Warszawie, gdzie wspólnym kandydatem na prezydenta ma być Rafał Trzaskowski, a na jego przyszłego zastępcę już namaszczono Pawła Rabieja.

Jednak w Poznaniu coraz trudniej sobie coś takiego wyobrazić właśnie ze względu na dość zaawansowane działania socjalne. Tu w budowie setki mieszkań komunalnych, tam 15 mln zł rocznie dopłaty do prywatnych żłobków, teraz jeszcze bezpłatne bilety dla dzieci i młodzieży...

Zdaje się, że żadnej z tych rzeczy – pardon, z wyjątkiem żłobków – Nowoczesna nie ma w programie. Zdaje się, że większość z nich jest wręcz sprzeczna z liberalnym podejściem partii Ryszarda Petru Katarzyny Lubnauer.

Prezydent Jaśkowiak albo więc pójdzie do wyborów z zapowiedzią dalszej współpracy z lewicą, albo też będzie się musiał tłumaczyć, dlaczego na koalicjanta chce sobie wziąć kogoś, komu jego dotychczasowe działania w mieście są zupełnie obce.

Oczywiście można sobie jeszcze wyobrazić rządzącą Poznaniem wielką koalicję PO – Zjednoczona Lewica – Nowoczesna – Prawo do Miasta... Nie, wybaczcie, tego już nie można sobie wyobrazić. Bez względu na wyniki wyborów.

Seweryn Lipoński / 6 lutego 2018