www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Miasto dostanie 216 mln zł z UE na Naramowice i rondo Rataje, ale Bruksela nie jest aż tak hojna, jak Poznań liczył

30 grudnia 2017

Miasto dostanie 216 mln zł z UE na Naramowice i rondo Rataje, ale Bruksela nie jest aż tak hojna, jak Poznań liczył

Poznań - Unia Europejska - tramwaj na Naramowice - rondo Rataje - Święty Marcin - dotacje unijne

Poznań ma już umowy na dofinansowanie unijne praktycznie wszystkich kluczowych inwestycji. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że te dotacje to zaledwie ok. 30 proc. kosztów, resztę trzeba będzie dorzucać z miejskich pieniędzy.

Wiem, mamy 30 grudnia, trwa już odliczanie do nowego roku. Powinno być miło i wesoło. Zamiast zawiłych tekstów o dotacjach unijnych – jakieś podsumowania itd.

Wszystko wskazuje jednak, że do Poznania zawitał jakiś spóźniony Gwiazdor prosto z Brukseli, i do wcześniejszych prezentów dla poznańskich polityków dołączył jeszcze dwa. To konkretnie:

- dofinansowanie unijne 110 mln zł na budowę trasy tramwajowej na Naramowice
- dofinansowanie unijne 106 mln na przebudowę ronda Rataje i nowe autobusy elektryczne

Zatem niby jest miło, sympatycznie, wręcz radośnie. Kasa na dwie bardzo ważne dla Poznania inwestycje – klepnięta. Prezydent Jacek Jaśkowiak i wojewoda Zbigniew Hoffmann nie tylko uścisnęli sobie ręce. Zapowiedzieli, że przejadą się wspólnie tym tramwajem na Naramowice, kiedy będzie już jeździł.

No po prostu... cuda, cuda ogłaszają!

A jednak muszę odrobinę zepsuć ten dobry nastrój. Mimo że miasto zdobywa ostatnio kolejne dotacje unijne mniej więcej z taką łatwością, z jaką Lindsey Vonn i Maria Riesch pokonywały swego czasu kolejne bramki na trasach zjazdów i supergigantów, to jednak nie jest tak świetnie, jak mogłoby się wydawać.

Czy pamiętacie może materiał sprzed kilku tygodni o tym, że najważniejsze inwestycje zaplanowane przez władze Poznania mocno drożeją, choć jeszcze się... nie rozpoczęły? Dla przypomnienia:



Materiał wzbudził sporo emocji. Kilka osób związanych z urzędem mówiło później, że to nieprawda, że niby coś źle policzyłem, padały wręcz sugestie, że „ktoś mnie wystawił” (uspokajam: w tym temacie nikt mnie nie inspirował).

Podobno biuro prasowe magistratu odgrażało się (podobno, bo sam tego nie słyszałem), że szykuje jakieś sprostowanie, ale ostatecznie nic do naszej redakcji nie dotarło.

I nic dziwnego. Nie byłoby czego prostować. Materiał w 100 proc. opierał się na kwotach podawanych przez... samych urzędników. Po prostu zebrałem je do kupy i pokazałem, jak te szacunki wyglądały w 2015 r., a jak wyglądają w 2017 r.

Koszty rosną, Bruksela nie dorzuca

I teraz kluczowa sprawa – dofinansowanie tych inwestycji z Unii Europejskiej. Jest już niemal standardem, że w Poznaniu żadna większa inwestycja transportowa nie przejdzie, jeżeli nie ma na to unijnej dotacji...

(...no, może poza awaryjnymi sytuacjami typu estakada katowicka, choć i tu poprzednie władze miasta próbowały coś ugrać...)

Tymczasem o ile koszty największych poznańskich inwestycji – wciąż tylko szacunkowe! – puchną, to dotacje z Brukseli bynajmniej nie rosną razem z nimi. Różnicę trzeba dopłacać z budżetu miasta.

Prezydent Ryszard Grobelny pod koniec 2013 r., kiedy jeszcze rządził, był w tej kwestii wręcz hurraoptymistą. Zakładał, że na Naramowice, projekt Centrum i szereg inwestycji na Ratajach uda się uzyskać dofinansowanie unijne w wysokości nawet 70 proc. (!!!) inwestycji.

Już za nowej ekipy urzędnicy nieco zweryfikowali te założenia. Pamiętam spotkanie z Piotrem Wiśniewskim, wówczas dyrektorem biura koordynacji projektów w magistracie, kiedy pokazał mi listę siedmiu inwestycji wytypowanych do dofinansowania z Brukseli.

Tu miasto już ostrożniej zakładało, że UE dorzuci się w 50 proc., a nie jak wcześniej mówiono w 70 proc., a te szacunki wyglądały dokładnie tak:

Tramwaj na Naramowice i ul. Nowa Naramowicka, etap I, czyli od pętli Wilczak do Naramowic: 240 mln zł / z tego 120 mln zł z UE

Projekt Centrum, etap I, czyli przebudowa Św. Marcina i okolic: 100 mln zł / z tego 50 mln zł z UE

Projekt Centrum, etap II, czyli budowa trasy tramwajowej na ul. Ratajczaka: 130 mln zł / z tego 65 mln zł z UE

Modernizacja trasy tramwajowej Kórnicka – os. Lecha – rondo Żegrze: 60 mln zł / z tego 30 mln zł z UE

Modernizacja trasy tramwajowej na Wierzbięcicach i ul. 28 Czerwca: 60 mln zł / z tego 30 mln zł z UE

Przebudowa ul. Dąbrowskiego przy rynku Jeżyckim: 60 mln zł* / z tego 30 mln zł* z UE

Zakup nowych tramwajów dla MPK Poznań: 100 mln zł / z tego 50 mln zł z UE

RAZEM WSZYSTKIE INWESTYCJE: 750 MLN ZŁ / z tego 375 MLN ZŁ Z UE

*W przypadku ul. Dąbrowskiego nieznany był jeszcze kształt inwestycji, stąd kwota była bardzo luźna, ale ostatecznie szacunki, jak się zaraz przekonacie, wyglądają bardzo podobnie


Tak się składa, że dokładnie rok temu - właśnie 30 grudnia - miasto faktycznie złożyło formalnie wnioski o dofinansowanie właśnie tych siedmiu inwestycji.



Jak dokładnie ta sama lista wygląda dzisiaj? Praktycznie na wszystkie wskazane inwestycje miasto zdołało już zdobyć unijne pieniądze. Tu ukłony, wnioski były dobrze przygotowane, nie zawsze jest to takie oczywiste. Spójrzmy jednak na kwoty...

Tramwaj na Naramowice i ul. Nowa Naramowicka, etap I, czyli od pętli Wilczak do Naramowic: 264 mln zł / z tego 110 mln zł z UE (41 proc.)

Projekt Centrum, etap I, czyli przebudowa Św. Marcina i okolic: 116 mln zł* / z tego 45 mln zł z UE (39 proc.)

Projekt Centrum, etap II, czyli budowa trasy tramwajowej na ul. Ratajczaka: 130 mln zł / z tego 59 mln zł z UE (45 proc.)

Modernizacja trasy tramwajowej Kórnicka – os. Lecha – rondo Żegrze: 171 mln zł** / z tego 57 mln zł z UE (33 proc.)

Modernizacja trasy tramwajowej na Wierzbięcicach i ul. 28 Czerwca: 63 mln zł / z tego 27 mln zł z UE (43 proc.)

Przebudowa ul. Dąbrowskiego przy rynku Jeżyckim: 64 mln zł / z tego 27 mln zł z UE (42 proc.)

Zakup nowych tramwajów dla MPK Poznań: 450 mln zł*** / z tego 50 mln zł z UE (11 proc.)

RAZEM WSZYSTKIE INWESTYCJE: 1 MLD 258 MLN ZŁ / z tego 375 MLN ZŁ Z UE (30 PROC.)

*Kwota zwiększona o 16 mln zł, bo o tyle droższa od kosztorysu okazała się pierwsza część prac po przetargu (56 mln zł zamiast planowanych 41 mln zł)

**Projekt obejmuje dodatkowo budowę nowego odcinka do ul. Unii Lubelskiej, czyli tzw. tramwaju na Falistą, którego pierwotnie nie było

***MPK Poznań kupiła aż 50 nowych tramwajów, pierwotnie miało być ich znacznie mniej


Do zestawienia teoretycznie można by jeszcze dorzucić przebudowę skrzyżowania ul. Naramowickiej z Lechicką, którego pierwotnie na tej liście nie było, ale ostatnio miasto traktuje ją po prostu jako jeden z etapów budowy tramwaju na Naramowice.

Jej koszt? 153 mln zł. Dotacja unijna? 46 mln zł (z tym że z innej puli, takiej, która nie przysługiwała Poznaniowi „z automatu”, więc musiał o nią walczyć w konkursie i udało się... choć dopiero po odwołaniu). Czyli tylko 30 proc.

Tramwaje dla MPK Poznań to szczególny przypadek

Tak czy inaczej - kwoty mówią same za siebie. Pieniędzy unijnych dla Poznania jest dokładnie tyle, ile miało być, czyli 375 mln zł. Tymczasem koszty tych siedmiu inwestycji zdążyły wzrosnąć o ponad 500 mln zł!

Oczywiście tę różnicę trzeba będzie dorzucić z miejskich pieniędzy. Czy to z budżetu, czy to z pieniędzy miejskiej spółki – tu chodzi o MPK Poznań w przypadku tramwajów – ma już mniejsze znaczenie.

Mimo wszystko trzeba zwrócić uwagę na kilka kwestii. Po pierwsze: łączne koszty tych siedmiu inwestycji mocno zawyża właśnie zakup 50 nowych tramwajów dla MPK Poznań.

Jest ich znacznie więcej, niż wcześniej planowano, stąd wzrost kwoty aż do 450 mln zł. Wiceprezydent Mariusz Wiśniewski zapewniał mnie ostatnio, że spółka będzie w stanie to sfinansować sama, bez obciążania budżetu miasta. Pan Prezes MPK Poznań Wojciech Tulibacki zapowiadał z kolei, że chce zabiegać o zwiększenie dotacji unijnej.



Z kolei w 60 mln zł, jakie miasto wstępnie planowało przeznaczyć na modernizację trasy tramwajowej z Kórnickiej przez os. Lecha do ronda Żegrze, początkowo w ogóle nie było nowego odcinka do ul. Unii Lubelskiej (tzw. tramwaj na Falistą).

Tyle że jego koszt miał wynosić tylko 10 mln zł. Jeśli nawet i w tym przypadku szacunki zdążyły wzrosnąć, to i tak trudno w ten sposób wytłumaczyć, dlaczego cały projekt podrożał z 60 mln zł do 171 mln zł!

Jeszcze jednym istotnym zastrzeżeniem jest fakt, że w ostatecznym rozliczeniu dotacje na poszczególne inwestycje mogą okazać się wyższe, niż dziś. O tym nieco szerzej za chwilę.

Dla Poznania 88 mln euro... i ani eurocenta więcej!

Dlaczego jednak, skoro szacunki wzrosły, poznańscy urzędnicy nie postarali się o wyższe dofinansowanie z Brukseli? Odpowiedź jest prosta. Po prostu... nie za bardzo mogli.

Już od dłuższego czasu było wiadomo, że Poznań z unijnego programu Infrastruktura i Środowisko na inwestycje w transport miejski będzie miał do wykorzystania z góry ustaloną pulę 88 mln euro, czyli właśnie 375 mln zł.

Zwróćcie uwagę, że ta kwota pojawiła się jako łączna kwota unijnych dotacji na pierwszej liście wiosną 2015 r., i dokładnie tyle wynosi suma dofinansowań, jakie miasto faktycznie uzyskało.

To przecież nie jest tak, że prezydent Jacek Jaśkowiak czy jego zastępca Mariusz Wiśniewski mogliby teraz wsiąść w pierwszy lepszy samolot do Brukseli, wkroczyć do Komisji Europejskiej i rzucić:

- Drodzy państwo, jednak postanowiliśmy kupić więcej tramwajów, dorzućcie nam jeszcze tak z 50 mln euro!

Albo:

- Proszę państwa, wykonawcy za przebudowę Św. Marcina chcą więcej kasy, niż zakładaliśmy, poratujcie nas jakimiś drobniakami!

Nie powiedzą też:

- Panie i panowie, bardzo przepraszamy, ale pomyliliśmy się z tymi kosztami modernizacji trasy tramwajowej na Ratajach. Jednak nie 60 mln zł, tylko 170 mln zł. Dacie więcej?...

Nie, to tak nie działa, Poznań dostał określoną pulę pieniędzy i basta. A to, że nie doszacował przynajmniej niektórych inwestycji, to już niekoniecznie zmartwienie Komisji Europejskiej.

Rondo Kaponiera przestrogą dla władz miasta

Paradoksalnie wychodzi na to, że największą część – 106 ze 156 mln zł - Bruksela sfinansuje w przypadku... ronda Rataje. Czyli inwestycji, która wcześniej wypadła z listy kluczowych projektów do zrobienia i nie było wiadomo, czy unijna kasa w ogóle się na to znajdzie.

[ PRZECZYTAJ CAŁY TEKST O TYM, JAK MIASTO ODKŁADAŁO PRZEBUDOWĘ RONDA RATAJE ]

Musimy mieć oczywiście na uwadze, że do Poznania za parę lat tu i ówdzie trafią różne dodatkowe środki.

Tak zwykle jest z unijnymi dotacjami. Tu któreś miasto czegoś nie wykorzysta, tam zgłosi się mniej chętnych do konkursu, jeszcze gdzie indziej zostaną pieniądze niewydane np. na inwestycje kolejowe i przesunięte na inne cele.

Zazwyczaj ministerstwo rozpisuje wtedy dodatkowy konkurs, a poszczególne miasta zgłaszają do niego trwające już inwestycje (bo żadnych nowych nie zdążyłyby zrealizować w krótkim czasie) i w ten sposób udział unijnych środków rośnie.

Tak właśnie było choćby z zajezdnią tramwajową na Franowie, w której dofinansowanie UE wzrosło z początkowych 60 mln zł do 195 mln zł, czy też – uwaga, uwaga! – z rondem Kaponiera. Tu dodatkowo znalazło się 24 mln zł.

Przypadek Kaponiery powinien być mimo wszystko przestrogą dla władz Poznania. To był wręcz modelowy przykład, jak puchnące koszty inwestycji trzeba zasypywać z miejskich pieniędzy, bo dotacja unijna bynajmniej nie rośnie razem z nimi.

Przypomnijmy, że miasto pierwotnie całą przebudowę Kaponiery i ul. Roosevelta szacowało zaledwie na 120 mln zł, i taką kwotę podało we wniosku o unijne dofinansowanie. Dotacja z Brukseli wyniosła ponad 67 mln zł. Czyli nieźle.

Późniejszy bieg zdarzeń znają już chyba wszyscy. Przebudowa ciągnęła się niemal w nieskończoność. Dopiero Chuck Norris prezes Paweł Śledziejowski zdołał doprowadzić do otwarcia Kaponiery. A koszty? Zdążyły wzrosnąć do... 361 mln zł.



Tymczasem dotacja unijna wyniosła ostatecznie tylko niecałe 91 mln zł. I wzrosła tylko dzięki wspomnianym już dodatkowym środkom pod koniec 2015 r.

Tym, że Poznań ma nagły kłopot np. z dodatkową przebudową mostu Uniwersyteckiego, nikt w Brukseli raczej się nie przejmował. A przynajmniej nie na tyle, by dorzucać miastu kolejne miliony (a warto wspomnieć, że pod koniec 2012 r. była taka próba zdobycia dodatkowej kasy właśnie na most Uniwersytecki... ale nieudana).

Pozostaje życzyć władzom miasta i wszystkim nam, poznaniakom, by w nowym roku żadna z inwestycji już nie podrożała. I by więcej nie powtórzyły się tak ekstremalne historie jak z rondem Kaponiera.

Seweryn Lipoński / 30 grudnia 2017