Poznań Spoza Kamery » Prezydent Jaśkowiak faworytem, Zysk musi dać się poznać, kryzys Nowoczesnej. 7 wniosków po sondażu "Wyborczej"

24 listopada 2017

Prezydent Jaśkowiak faworytem, Zysk musi dać się poznać, kryzys Nowoczesnej. 7 wniosków po sondażu "Wyborczej"

Poznań - Jacek Jaśkowiak - Ryszard Grobelny - Tadeusz Zysk - Tomasz Lewandowski - wybory 2018 - sondaż

Gdyby wybory na prezydenta Poznania odbywały się już w ten weekend, to Jacek Jaśkowiak przeszedłby do II tury z... Ryszardem Grobelnym. Jeżeli oczywiście ten drugi by wystartował. Tak wyglądają wyniki sondażu dla „Wyborczej”.

To tak naprawdę pierwszy w Poznaniu sondaż prezydencki od wyborów 2014. I zapewne – już abstrahując od jego wyników – dla każdego komentatora poznańskiej polityki stanowi pewną ulgę.

[ TUTAJ PEŁNE WYNIKI SONDAŻU PREZYDENCKIEGO GAZETY WYBORCZEJ WRAZ Z OPISEM ]

Koniec z wyciąganiem wniosków „na czuja” z tego, jak Jacka Jaśkowiaka wspierają internauci na jego profilu na Facebooku, i jak pomstują na niego kierowcy w centrum miasta.

Teraz wreszcie mamy konkret. Prawdziwe, reprezentatywne (choć na próbie 800 mieszkańców - czyli szału nie ma) badanie, na którego wynikach można się oprzeć.



Pozwólcie, że podzielę się kilkoma wnioskami, jakie tak na szybko przychodzą mi do głowy:

1. Prezydent Jacek Jaśkowiak faworytem wyborów 2018.

Premier Prezes Jarosław Kaczyński powiedziałby pewnie, że to „oczywista oczywistość”, tyle że dotąd nie mieliśmy na nią żadnego namacalnego dowodu.

Potwierdziło się, że jako urzędujący prezydent Jacek Jaśkowiak jest po prostu pierwszym wyborem dla sporej części (choć nie dla większości!) poznaniaków. Znamienne, że bardzo podobne wyniki w sondażach całymi latami notował Ryszard Grobelny.

Prezydent z natury ma duży handicap. Jest najważniejszym lokalnym politykiem, często pokazuje się w mediach, co chwilę otwiera jakąś inwestycję, albo chwali się jakimiś rankingami, w których Poznań akurat zajął wysokie miejsce.

Jego kampanią wyborczą są po części służbowe działania w mieście. Którymi potem może się pochwalić... np. w postaci spotów promocyjnych na trzylecie prezydentury.



Za publiczne pieniądze, czego nie omieszkali wytknąć w ostatnich dniach poznańscy radni PiS.

Powiedzmy wprost: dla części poznaniaków podczas wyborów 2018 nazwisko Jaśkowiak na karcie wyborczej będzie najbardziej znanym (lub wręcz jedynym znanym...) nazwiskiem i to właśnie dlatego postawią przy nim krzyżyk.

2. Tadeusz Zysk musi dać się poznać.

Jeśli kandydatem PiS na prezydenta Poznania faktycznie będzie Tadeusz Zysk – to, jak wiemy, jeszcze nie jest w 100 proc. przesądzone – to czeka go piekielnie dużo pracy.

Jeszcze wczoraj pisałem, że poparcie dla PiS sięgające niemal 50 proc. w całym kraju z automatu powinno podbić wynik kandydata PiS także w Poznaniu.

Jestem nadal przekonany, że tak właśnie będzie, ale póki co Zysk z tego bonusu nie korzysta. Wynik 12 proc. wydaje się słabiutki. Oczywiście, mówimy o Poznaniu, gdzie PiS od lat ma duży elektorat negatywny, ale co wybory uzyskiwał jednak wyniki w okolicach 20 proc.

Przypomnę tylko, że choćby w wyborach 2014 poseł Tadeusz Dziuba uzyskał takie właśnie poparcie i - o czym mało kto już dziś pamięta - zabrakło mu zaledwie 3 tys. głosów, by wyrzucić Jacka Jaśkowiaka z II tury.

Wychodzi więc na to, że Zysk - który miał mieć przecież ten atut, że przyciągnie wyborców spoza elektoratu PiS! – na razie nie jest oczywistym kandydatem nawet dla najwierniejszych wyborców partii Jarosława Kaczyńskiego.

Kluczowa może być rozpoznawalność Tadeusza Zyska. Kiedy już kampania ruszy na dobre, w mieście i w mediach pojawi się twarz Zyska (z chwytliwym hasłem wyborczym!), to wyborcy PiS będą już wiedzieli, na kogo zagłosować.

Poznański PiS zapewne nie będzie na razie wpadać w panikę. Podobne wyniki na starcie kampanii – i to zdecydowanie krócej przed wyborami – miał przecież nie kto inny jak Andrzej Duda.

3. Kluczowi będą wyborcy... Ryszarda Grobelnego.

Zastanawiam się od samego rana, czy wynik Ryszarda Grobelnego – którego „Wyborcza” dość nieoczekiwanie postanowiła umieścić w sondażu – jest zaskoczeniem, czy nie jest. I wciąż nie wiem.

Z jednej strony Grobelny rządził Poznaniem przez 16 lat. Prezydentem był, kiedy Lech Poznań spadał z ekstraklasy, a potem do niej wracał; był nim wciąż, kiedy burzyli kino Bałtyk, i kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej.

Kiedy dostaliśmy Euro 2012 – też rządził Grobelny. Tak samo jak wtedy, kiedy to Euro się odbywało. To on otwierał tramwaj na Franowo, Pestkę do dworca PKP, rondo Kaponiera.

Trudno się dziwić, że ludziom jednoznacznie kojarzy się z fotelem prezydenta, które zajmował tyle lat.

Z drugiej strony... Facet trzy lata temu przegrał wybory. Zaraz potem praktycznie zniknął, nie udziela się publicznie, jeśli nie liczyć obecności w sejmiku (ciekawe, ilu z tych 22 proc. o tym wie). Wywiadów udziela rzadko. Praktycznie nie ma go w poznańskiej polityce.

I mimo to dostaje poparcie całkiem zbliżone do tego, które miał w I turze wyborów 2014!

Przyznam szczerze, nie wierzę, by Ryszard Grobelny miał wystartować w wyborach 2018. Ale już to, komu „podebrał” te 22 proc., wydaje się szalenie istotne w kontekście ich wyniku.

Z sondażu wynika, że Grobelny zabrał po trochu praktycznie wszystkim ugrupowaniom, m.in. 26 proc. wyborców PiS, 23 proc. wyborców PO, 29 proc. wyborców Kukiz’15, a nawet 15 proc. wyborców Zjednoczonej Lewicy.

Jest też 6 proc. wyborców, którzy w poprzednich wyborach poparli Jacka Jaśkowiaka, a teraz stwierdzili, że to jednak Ryszard Grobelny byłby lepszym prezydentem. Niewiele. Ale jednak.

Ciekawi, jak wyglądałyby wyniki tego sondażu, gdyby odjąć niezdecydowanych, tych, którzy odmówili odpowiedzi, i właśnie wskazujących Grobelnego? (czyli zakładając, że nie wystartuje) Spójrzmy:



To bynajmniej nie znaczy, że Jacek Jaśkowiak ma szanse wygrać już w I turze. Moim zdaniem nie ma. Podobnego zdania jest też prof. Dorota Piontek, politolog z UAM, która w komentarzu dla „Wyborczej” wskazuje na spory elektorat negatywny Jaśkowiaka.

Nie sądzę, żeby głosy zwolenników Grobelnego rozłożyły się proporcjonalnie na innych kandydatów. Już prędzej zyska na nich – nomen omen – Zysk. To jemu światopoglądowo jest zdecydowanie bliżej do Grobelnego niż Jaśkowiakowi.

Poza tym trudno sobie wyobrazić, żeby zwolennikom polityki Grobelnego jakoś szczególnie podobały się zmiany, jakie w mieście wprowadza Jaśkowiak.

I nie zapominajmy, że w sondażu zabrakło potencjalnych kandydatów Partii Razem, Kukiz’15, może też Kongresu Nowej Prawicy Partii KORWiN Partii Wolność (są już w takiej rozsypce i tak podzieleni, że nie bardzo wiadomo, czy będą w stanie kogokolwiek wystawić...).

Jeśli nawet te ugrupowania uciułają po 2-3 proc. głosów, to łącznie i tak uszczkną co nieco z całej puli, zmniejszając tym samym Jaśkowiakowi wynik w I turze.

4. Fatalny wynik Nowoczesnej skłania do porozumienia.

Kandydata Nowoczesnej na prezydenta Poznania wciąż nie znamy, zatem w sondażu znalazła się Katarzyna Kierzek-Koperska, o której tylko mówi się, że może tą kandydatką być.

- Jestem pozytywnie zaskoczona, że moja dotychczasowa działalność została zauważona i doceniona przez poznaniaków – skomentowała Kierzek-Koperska w rozmowie z „Wyborczą”.

Z całym szacunkiem, ale obawiam się, że zauważony i doceniony został w tym przypadku raczej szyld partyjny Nowoczesnej. Zresztą najwyraźniej i tak mało kto go dostrzegł.

Powiedzmy wprost: 4 proc. to fatalny wynik dla partii, która w wyborach 2015 zgarnęła w Poznaniu prawie 15 proc. głosów (dwa razy więcej niż w kraju). I to w dodatku mając wówczas na liście niemal samych debiutantów.

Dodajmy, że sama Kierzek-Koperska uzyskała wówczas poparcie aż 29,6 proc. (z tym że startowała z powiatu poznańskiego i do Senatu, gdzie kandydatów było tylko troje, więc trudno te wyniki w jakikolwiek sposób porównywać).

Zaraz po tamtych wyborach Nowoczesna poszybowała w sondażach. Jednak przez dwa lata nie zdołała wykreować w Poznaniu żadnego nazwiska, żadnej twarzy, która byłaby w stanie choćby utrzymać te 15 proc., co w wyborach na prezydenta Poznania byłoby już przyzwoitym wynikiem.

To znaczy, taką twarzą z pewnością byłaby posłanka Joanna Schmidt, która jednak chyba od początku nieszczególnie była zainteresowana startem. A potem jej notowania i tak mocno podkopał słynny wyjazd na Maderę.

Spójrzmy, gdzie właściwie rozpłynęli się ci wyborcy Nowoczesnej z 2015 r., i na kogo teraz chcą głosować.

Z sondażu wynika, że aż 48 proc. z nich (!) w fotelu prezydenta nadal widziałoby Jacka Jaśkowiaka. To otwiera już nie tyle furtkę, ile całą szeroką bramę do porozumienia Nowoczesnej z Platformą w sprawie wspólnego kandydata na prezydenta Poznania.

Dodajmy, że podobny wynik jak Katarzyna Kierzek-Koperska miał w niedawnym sondażu Paweł Rabiej, wówczas jeszcze kandydat Nowoczesnej na prezydenta Warszawy. Po jego wyniku na poziomie 3 proc. Ryszard Petru szybciutko zdecydował się poprzeć Rafała Trzaskowskiego z PO.

Co ciekawe, 13 proc. poznańskich wyborców Nowoczesnej popiera Tomasza Lewandowskiego (liberałowie za kandydatem lewicy! No tego jeszcze nie grali...).

A kolejnych 13 proc. – Ryszarda Grobelnego. To akurat zaskakująco mało. I to chyba ostateczny argument, że w interesie Nowoczesnej leży, aby z Grobelnym kojarzyło ją jak najmniej osób.

5. Tomasz Lewandowski nie zrobi krzywdy Jackowi Jaśkowiakowi.

Jedną z większych zagadek wyborów 2018 jest to, czy wiceprezydent Tomasz Lewandowski wystartuje, rzucając tym samym wyzwanie własnemu szefowi.



Prezydent Jacek Jaśkowiak jeszcze niedawno mówił mi tak: - Przecież Tomasz Lewandowski nie wystartuje. To mu się kompletnie nie opłaca. Ktoś, kto myśli inaczej, po prostu nie zna się na polityce.

Jednak sondaż „Wyborczej” pokazuje, że Lewandowski może śmiało startować, żadnej krzywdy Jaśkowiakowi nie zrobi. Przed I turą podebatują sobie jak niegdyś Donald Tusk z Waldemarem Pawlakiem.

Czy Lewandowski podbierze Jaśkowiakowi wyborców? Zapewne trochę tak, ale i bez tych głosów prezydent bez problemu przechodzi do II tury, a tam już może przecież liczyć na poparcie Lewandowskiego.

Nie znaczy to oczywiście, że wynik Tomasza Lewandowskiego jest słaby. Wprost przeciwnie, te 7 proc. to wydaje się całkiem sporo, biorąc pod uwagę okoliczności.

Wiceprezydent Lewandowski firmuje przecież całą politykę Jacka Jaśkowiaka. Jest – z własnego nieprzymuszonego wyboru – w jego cieniu. A dodatkowo nie ma już szyldu SLD, tylko Inicjatywy Polskiej, która w krajowej polityce ma śladowe poparcie.

6. Szyldy i nazwiska trzymają się mocno.

Jeśli już mówimy o partyjnych szyldach, to zwróćmy uwagę, że pierwsza czwórka jest niemal identyczna jak w wyborach 2014.

Jest Jacek Jaśkowiak z PO, jest niezależny Ryszard Grobelny, jest kandydat PiS – tym razem to Tadeusz Zysk zamiast Tadeusza Dziuby – i jest Tomasz Lewandowski. Tu właściwie jedyna, wspomniana już zmiana, bo Lewandowski pożegnał się z SLD.

Nie czarujmy się. Mimo że to wybory samorządowe, to dla części wyborców szyld partyjny ma znaczenie, co zresztą widać nie tylko po tym sondażu.

Do dziś uważam, że gdyby nie szyld Platformy, to w wyborach 2014 szerzej nieznany Jacek Jaśkowiak nie zdołałby wejść do II tury. Szyld PiS powinien z kolei zapewnić Tadeuszowi Zyskowi solidną bazę, która ostatecznie także pozwoli mu wejść do II tury, choć jak już wyżej napisałem – na razie tego jeszcze nie widać.

7. Prezydent nie powinien spać aż tak spokojnie...

- Sondaże wskazują, że mogę spać spokojnie – stwierdził Jacek Jaśkowiak w opublikowanej dziś w „Głosie Wielkopolskim” rozmowie. Zapewne miał na myśli przede wszystkim inne, wewnętrzne sondaże Platformy.

Jednak na jego miejscu nie spałbym wcale tak spokojnie. Już tylko ten jeden sondaż „Wyborczej”, który znamy, pokazuje kilka niepokojących dla Jaśkowiaka tendencji:

- Prezydent Jaśkowiak po zaledwie trzech latach stracił niemal połowę wyborców. Z tych, którzy głosowali na niego w wyborach 2014, tylko 57 proc. zagłosowałoby i teraz, a wiadomo, że raz zniechęceni wyborcy rzadko wracają...

- Poza tym Jaśkowiak wciąż nie przekonał do siebie sporej części wyborców własnej partii. Zobaczmy: aż 23 proc. wyborców PO chętnie zagłosowałoby teraz na Ryszarda Grobelnego.

To prawdopodobnie ludzie, którzy już poprzednio nie głosowali na Jaśkowiaka (bo wśród jego wyborców z 2014 r. odsetek „nawróconych” na Grobelnego wynosi tylko 6 proc.), więc już zapewne nigdy nie zagłosują. Mimo że najbliżej im do PO.

- Kiepski wynik ruchów miejskich. Poprzednio społecznicy zgarniali w wyborach prezydenckich mniej więcej po 7-8 proc. Teraz Dorota Bonk-Hammermeister, potencjalna kandydatka Prawa do Miasta, ma zaledwie 2 proc.

To oczywiście może być – podobnie jak w przypadku Zyska – skutek słabej rozpoznawalności. Jest też jednak druga opcja. Mianowicie taka, że Jacek Jaśkowiak już teraz „wyssał” z ruchów miejskich niemal całe ich poparcie.

A to oznaczałoby nikłe poparcie, jakie ruchy miejskie mogłyby mu tym razem przekazać przed II turą.

Sondaż sporo wyjaśnia, niczego nie rozstrzyga

To dopiero pierwszy sondaż. I to na cały rok przed wyborami. Sporo wyjaśnia, ale jeszcze niczego nie rozstrzyga, wystarczy przypomnieć poprzednie wybory na prezydenta Poznania.

Wówczas Ryszard Grobelny niemal do samego końca trzymał w sondażach poparcie na poziomie 35-40 proc. Dopiero trzy dni (!) przed I turą był sondaż dla RMF FM, który pokazał, że jego poparcie spadło bliżej poziomu 30 proc.

A trzy dni później, już w samych wyborach, Grobelny nagle miał już poniżej tych 30 proc...

Z kolei sam Jacek Jaśkowiak pokazał, że można we wrześniu być znanym jako kandydat na prezydenta dla zaledwie 3 proc. poznaniaków, a w listopadzie wygrać wybory.

Już nie wspomnę o przypadku Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy. To przypadek wręcz ekstremalny, ale pokazujący dobitnie, że w polityce nawet kilka miesięcy może wszystko wywrócić do góry nogami.

A co dopiero cały rok.

Zapewne kolejne dni, tygodnie, może miesiące przyniosą kolejne prezydenckie sondaże w Poznaniu. Czekam z niecierpliwością.

Seweryn Lipoński / 24 listopada 2017