www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Kampania na wybory 2018 powoli się rozkręca. Oczywiście Jaśkowiak, Zysk i inni jeszcze oficjalnie o niej nie myślą...

23 listopada 2017

Kampania na wybory 2018 powoli się rozkręca. Oczywiście Jaśkowiak, Zysk i inni jeszcze oficjalnie o niej nie myślą...

Poznań - wybory 2018 - Jacek Jaśkowiak - Tadeusz Zysk - PO - PiS - kampania - Bartłomiej Wróblewski

Jeśli Jacek Jaśkowiak promuje książkę „Dżej Dżej” i układa budżet miasta pełen inwestycji, a Tadeusz Zysk robi konferencję pod hasłem „Co z naszym Poznaniem”, to wiedz, że coś się dzieje. Kampania wyborcza 2018 ruszyła.

Przezabawny motyw przyuważyłem ostatnio na naszej antenie. Tuż przed Pulsem Dnia o godz. 21, czyli przed podsumowaniem wydarzeń dnia, leciały po kolei – jeden po drugim – dwa spoty.

W pierwszym Tadeusz Zysk, wydawca i psycholog społeczny prawdopodobny kandydat PiS na prezydenta Poznania, mówił o rozpoczętym właśnie cyklu spotkań. Z nagrania wynikało, że Poznań może nie jest w ruinie, ale na pewno – delikatnie mówiąc – w nie najlepszej kondycji.

Pod koniec Tadeusz Zysk wspomniał niby mimochodem, że miasto powinno być lepiej zarządzane. Nazwisko Jacka Jaśkowiaka nie padło, ale całe nagranie było jednym wielkim puszczeniem oka do widza i sygnałem, kto powinien zrobić w Poznaniu porządek.

Zaraz potem, jakby w odpowiedzi, wjechał najnowszy spot prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Tu Poznań oczywiście nie był już w żadnym kryzysie. Przeciwnie, jawił się niczym kraina mlekiem i miodem płynąca...



Jeśli któryś z widzów przez pomyłkę wziąłby obie te reklamówki za materiały informacyjne – po ich obejrzeniu byłby nieźle skołowany. Mógłby odnieść wrażenie, że ten Poznań jest jak Berlin z czasów zimnej wojny; że jest tu jakiś mur poznański, który dzieli miasto na dwie części, w jednej mieszka Jaśkowiak, w drugiej Zysk.

Wybory? Jakie wybory?

Oczywiście zaraz będziemy mieli – już właściwie mamy – cały festiwal zaprzeczeń. Prezydent Jacek Jaśkowiak podkreśla przy każdej możliwej okazji, że skupia się na pracy dla miasta, a o wyborach może pomyśli w połowie przyszłego roku.

Z kolei Tadeusz Zysk, choć nie ukrywa, że już praktycznie czuje się kandydatem PiS – przynajmniej tego poznańskiego PiS – na prezydenta Poznania, też niekoniecznie przyznaje się do jakichkolwiek działań wyborczych.



No bez jaj. Z całym szacunkiem, ale nikt nie zamawia telewizyjnych reklamówek z jakichś głęboko filozoficznych dyskusji, podczas których paru mądrych panów chce się powymieniać poglądami na temat architektury czy komunikacji w Poznaniu.

A już tym bardziej nikt nie puszcza później takich reklamówek w lokalnej stacji telewizyjnej w najlepszym czasie antenowym.

Zresztą już samo hasło spotkania – „Co z naszym Poznaniem?” – było równie wymowne jak mina wicepremiera Jarosława Gowina po głosowaniu nad ustawą o Sądzie Najwyższym.

A w planach Tadeusz Zysk ma kolejne takie dyskusje. I wydanie książki, która będzie ich podsumowaniem, zbiorem wniosków z całego cyklu.

Prezydent nie myśli o wyborach, ale kandydować chce

Prezydent Jacek Jaśkowiak także – przynajmniej oficjalnie – żadnej kampanii wyborczej jeszcze nie prowadzi. Tu zresztą sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, niż w przypadku Zyska, bo nie zapominajmy, że Jaśkowiak na co dzień sprawuje urząd.

Nic dziwnego, że zarówno sam prezydent, jak i jego urzędnicy dość alergicznie reagują na wszelkie sugestie związane z wyborczym kontekstem jego działań. Zaraz mógłby się narazić na zarzut, że robi sobie kampanię w godzinach pracy, za publiczne pieniądze.

Doskonale było to widać w sprawie książki „Dżej Dżej”, czyli wywiadu-rzeki z Jackiem Jaśkowiakiem, który ukazał się przed miesiącem [WIĘCEJ NA TEN TEMAT TUTAJ].

Prezydent zdążył już 39581374 powtórzyć, że „Dżej Dżej” to nie była jego inicjatywa, że tylko udzielił dłuższego wywiadu. I że to nie ma nic wspólnego z żadnymi wyborami.



A zanim jeszcze książka się ukazała, rzeczniczka prezydenta podkreślała z kolei, że „urząd miasta w tę inicjatywę nie jest zaangażowany”.

Jeszcze trochę i usłyszymy, że prezydent Jaśkowiak tak naprawdę nie chciał tej książki, a na promocyjne spotkania autorskie to muszą go zaciągać siłą, bo on sam wolałby w tym czasie pracować dla Poznania.

Jakiekolwiek wątpliwości rozwiał zarówno wspomniany spot podsumowujący trzy lata prezydentury, lista 102 rzeczy, którymi Jaśkowiak chwali się pod hasłem „Zmieniamy Poznań”, jak i projekt przyszłorocznego budżetu miasta, w którym znalazło się 850 mln zł na inwestycje. (I deficyt przekraczający 400 mln zł...).

I żeby było zabawniej, mimo tego odżegnywania się od działania „pod wybory”, zarówno Jacek Jaśkowiak, jak i Tadeusz Zysk jednemu nie zaprzeczają. Obaj chcą w wyborach 2018 startować.

Tak czy inaczej – nie dajcie się zwieść. Kampania wyborcza 2018 już ruszyła – na razie z udziałem Jacka Jaśkowiaka i Tadeusza Zyska – i zapewne powoli będzie się rozkręcać. Z tygodnia na tydzień. Z miesiąca na miesiąc.

Grobelny prowadził kampanię permanentną

Jeśli to wszystko obserwuje Ryszard Grobelny, były prezydent Poznania, to pewnie z trudem powstrzymuje śmiech. Jego podejście – także w oficjalnych deklaracjach – było całkowicie odmienne.

Rządząc miastem, myślał o wyborach, i bynajmniej tego nie ukrywał. Pozwólcie, że zacytuję, co usłyszałem od niego w lutym 2013 r., kiedy przyjechał z niespodziewaną „gospodarską wizytą” do silnie krytykowanego wówczas Zarządu Transportu Miejskiego:

Prowadzę kampanię wyborczą już od dwóch lat. Czyli od poprzednich wyborów. Jeszcze nawet nie podejmując decyzji, czy będę startował, prowadzę zawsze kampanię wyborczą. Taki jest sens każdej działalności politycznej

Ryszard Grobelny, były prezydent Poznania, wypowiedź z lutego 2013 r.



Trudno nie zauważyć, że tak samo kampanię wyborczą od trzech lat prowadzi też Jacek Jaśkowiak, mimo że za nic w świecie nie chce tego przyznać.

Jeszcze jedna rzecz. Jego spot promocyjny, który już wyżej widzieliście, przywodzi na myśl nagrania Jaśkowiaka jeszcze jako kandydata na prezydenta z poprzedniej kampanii wyborczej.

Wówczas Jaśkowiak zachwalał zachodnioeuropejskie miasta, a Poznań w tych filmikach był zaniedbany, brudny i pełen absurdów. No normalnie – wypisz wymaluj obecne wizje Tadeusza Zyska.



Teraz – dla odmiany – prezydent Jaśkowiak zdaje się mówić: patrzcie, to wszystko, o czym wtedy mówiłem, wszystkie te Berliny, Kopenhagi i inne zacząłem wprowadzać w Poznaniu.

Jest też oczywiście wątek wspomnianej książki „Dżej Dżej”. Specjalista wizerunku dr hab. Jacek Trębecki wysnuł przypuszczenie, że to może być próba, by z pewnym wyprzedzeniem – w końcu do wyborów wciąż cały rok – rozminować potencjalnie niewygodne tematy. Typu separacja z żoną czy nieślubne dziecko.

Czy taki zamiar w istocie towarzyszył Jackowi Jaśkowiakowi, gdy z taką otwartością opowiadał o swoim życiu prywatnym, pewnie już nigdy się nie dowiemy. Trudno jednak się spodziewać, że temat ten miałby w ogóle nie powrócić przed wyborami 2018.

Politolog dr Szymon Ossowski nie ma wątpliwości, że zarówno „Dżej Dżej”, jak i pozornie niezwiązane z polityką debaty z poznaniakami, to już właśnie elementy kampanii wyborczej.



Jeśli zatem mamy do czynienia z nieoficjalnym rozpoczęciem kampanii wyborczej, to warto się zastanowić, z jakim bagażem Jacek Jaśkowiak i Tadeusz Zysk w tę kampanię wchodzą.

Prezydent Jaśkowiak pochwali się, czym tylko może

Już przy okazji wpisu o rozkręcającej się partyjce pokera co nieco o tym pisałem, ale dziś postaram się to rozwinąć, zwłaszcza że jesteśmy już mądrzejsi o kolejnych kilka tygodni.

To oczywiście trochę pisanie palcem po wodzie. Tak naprawdę od czasu wyborów 2014 nie mieliśmy żadnego oficjalnego sondażu z kandydatami na prezydenta Poznania (jutro ma być pierwszy taki w „Wyborczej”). A więc wszystko, co można przewidywać, jest trochę „na czuja”.

Prezydent Jaśkowiak na dzień dobry ma dwa duże atuty, których nie wolno zlekceważyć:

- jest urzędującym prezydentem i, co za tym idzie, najbardziej rozpoznawalnym miejskim politykiem,

- jest jedną z twarzy oporu wobec rządów PiS, a więc zarazem wobec kojarzonych z tą partią centralizacją państwa, obchodzeniem konstytucji, nietolerancją wobec mniejszości, co w Poznaniu w kontekście wyborów wydaje się dużym plusem.

Z drugiej strony – to Jacek Jaśkowiak będzie rozliczany z ostatnich paru lat i niespełnionych obietnic. A jest ich co najmniej kilka. To np. tramwaj na Naramowice, budowa 4 tys. mieszkań, budowa ul. Nowej Głogowskiej, dokończenie I ramy komunikacyjnej...



Zatem nie powinniśmy być zdziwieni, jeśli prezydent Jaśkowiak w ostatnim roku będzie się chwalił tym wszystkim, co akurat zrealizować się udało (lub uda).

To nie przypadek, że pierwsze poważniejsze prace przy budowie trasy tramwajowej na Naramowice i ul. Nowej Naramowickiej mają się rozpocząć w połowie 2018 r., mimo że formalnie nie będzie jeszcze nawet tzw. zezwolenia na realizację inwestycji drogowej.

To także nie przypadek, że już jesienią 2018 r. na Św. Marcin mają wrócić tramwaje, mimo że termin zakończenia to dopiero wiosna 2018 r. Zresztą tu i ówdzie można usłyszeć, że urzędnicy mocno wierzą, że uda się to skończyć jednak znacznie szybciej...

No, nie bądźmy więc zaskoczeni, jeśli tempo prac na Św. Marcinie tuż przed wyborami będzie przypominać to z ul. Roosevelta sprzed Euro 2012.



Pochwalić się nowym Św. Marcinem pół roku przed terminem – to byłoby coś!

Kandydat PiS, który nie jest z PiS

To teraz Tadeusz Zysk. Zaznaczmy od razu, że formalnie jest wciąż tylko „kandydatem na kandydata” z poparciem poznańskiego PiS, bo wciąż czeka na decyzję centrali partii z ul. Nowogrodzkiej.

(To zatem nieco inna sytuacja niż Jacka Jaśkowiaka, którego formalnie co prawda jeszcze nikt nie rekomendował, ale lider PO Grzegorz Schetyna nazwał go „bankowym kandydatem” w Poznaniu, a szef regionu Rafał Grupiński wyraża się o nim w samych superlatywach)

Jeśli miałbym na dzień dobry wymienić atuty Tadeusza Zyska jako potencjalnego kandydata, to wskazałbym, że:

- nie należy do PiS, a poseł Tadeusz Dziuba zasugerował już nawet, że Zysk będzie wręcz prowadził odrębną kampanię wyborczą,

- sprzyjają mu rosnące notowania PiS w skali ogólnopolskiej, które ostatnio zbliżają się do 50 proc. i nie wygląda, żeby miały się nagle załamać.

To z pozoru wygląda na paradoks. Ale – jak zaraz pokażę – jest w tym logika.

Jeśli Zysk faktycznie będzie kandydował na prezydenta Poznania, to z jednej strony wysokie notowania PiS w całym kraju muszą oznaczać stosunkowo wysokie poparcie dla PiS także w Poznaniu (zapewne 25-30 proc.).

To będzie taka „baza” poznaniaków popierających „dobrą zmianę”, która już w I turze z pewnością zagłosuje na Tadeusza Zyska, no bo na kogo innego? Przecież nie na Jacka Jaśkowiaka. Ani nie na kandydata Kukiz’15, którego lider zarzuca dziś Kaczyńskiemu, że dąży do państwa totalitarnego.

Z drugiej strony Tadeusz Zysk może się od ogólnopolskich działań PiS odcinać. Może mówić: „ale ja nie jestem posłem”, „nie interesuje mnie krajowa polityka”, „mnie chodzi o dobro miasta”. Zresztą... już zaczął to robić.

Kilka cytatów z wywiadu dla „Gazety Wyborczej” z początku tego roku:

Nie jestem politykiem i nigdy nim nie będę.

Patrzę na Poznań, miasto, z którym jestem związany od lat. Widzę, że jego potencjał teraz się marnuje. (...) Jaśkowiak tylko walczy z rządem PiS, a nie dba o mieszkańców swojego miasta.

Gdybym ja był prezydentem Poznania, a w kraju rządziła Platforma, nie miałbym problemu, żeby jechać z dobrymi projektami do Ewy Kopacz czy Grzegorza Schetyny.

Żyjemy w czasie nieznośnego upolitycznienia całego życia i zdrowego rozsądku. A ja proponuję powrót do normalności. (...) Przestańmy dyskutować o sporach ideologicznych, a zajmijmy się miastem.


To może głupie, ale... to może wystarczyć, by przyciągnąć wyborców spoza PiS. Takich o konserwatywnych poglądach, którym Jacek Jaśkowiak podpadł np. krytyką Kościoła, albo absencją na rocznicy powstania wielkopolskiego.

Jeśli ktoś nie wierzy w moc „łagodnej” twarzy PiS, to niech przypomni sobie „łagodnego” Kaczyńskiego, który o mało nie wygrał wyborów prezydenckich w 2010 r. Albo „chowanie” Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza czy Krystyny Pawłowicz przed wyborami 2015.

Przypomnę do tego, że w ostatniej dekadzie z kandydatów PiS najlepszy wynik w Poznaniu w jakichkolwiek wyborach zrobił... właśnie nienależący do PiS prof. Stanisław Mikołajczak z Akademickiego Klubu Obywatelskiego. Do którego zresztą Zysk też należy.

Poseł Wróblewski nie składa broni?

I tu dochodzimy do sprawy posła Bartłomieja Wróblewskiego. Który ponoć, jak informował ostatnio „Głos Wielkopolski”, także wciąż liczy na start w wyborach 2018 w wyścigu o fotel prezydenta Poznania i jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Poseł Wróblewski dystansuje Tadeusza Zyska w co najmniej jednej kwestii. Chodzi o rozpoznawalność. Przypomnijmy, że obaj startowali w wyborach 2015 do Sejmu z tej samej listy, Zysk nawet z wyższego miejsca niż Wróblewski. Jak się skończyło?

Kandydat Tadeusz Zysk – nr 7 na liście – 2,6 tys. głosów
Kandydat Bartłomiej Wróblewski – nr 11 na liście – 14,1 tys. głosów

Oczywiście trzeba mieć z tyłu głowy, że niemal połowę tych głosów Wróblewski natrzaskał poza miastem, w powiecie poznańskim, ale w samym Poznaniu i tak miał ich cztery razy więcej niż Zysk.

Nie wiem, jakich dokładnie argumentów używa poseł Wróblewski, lobbując w Warszawie za swoją kandydaturą. Jednak na logikę ma jeden koronny. Może rozpowiadać na lewo i na prawo, że na tego Zyska nikt nie zagłosuje, bo nikt w Poznaniu gościa nie zna, a jeśli już, to jako wydawcę.

Za to on, poseł Wróblewski, co chwilę pojawia się w mediach (także ogólnopolskich), jest jedną z twarzy „dobrej zmiany”...

I właśnie dlatego z tą rozpoznawalnością Bartłomieja Wróblewskiego jest – z punktu widzenia PiS – jeden poważny problem.

Jeśli przeciętny poznaniak w ostatnich miesiącach słyszał tu i ówdzie nazwisko Wróblewski, to strzelam, że było to przy dwóch okazjach. I wcale nie chodzi o budowę hali sportowej na stadionie Szyca. Mimo że pan poseł bardzo usilnie o to zabiega...

Tak się bowiem składa, że niejaki Bartłomiej Wróblewski najpierw był jednym z podpisanych pod projektem ustawy o Sądzie Najwyższym, który w lipcu dzień w dzień gromadził w Poznaniu kilkunastotysięczne tłumy protestujących.

A sam poseł Wróblewski znalazł się – wraz z pozostałą dwójką poznańskich posłów PiS – na wywieszonym przez Nowoczesną plakacie, który miał przypominać poznaniakom, kto był za uzależnieniem sądów od partii rządzącej.



Z kolei w ostatnich tygodniach Bartłomiej Wróblewski firmuje wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, w którym wnosi o uznanie za niezgodną z konstytucją tzw. aborcji eugenicznej.

Kobiece organizacje już zdążyły go okrzyknąć „mordercą kobiet”. No, umówmy się, ta sprawa raczej nie przysporzy Wróblewskiego poparcia w mieście, w którym tzw. czarne protesty należały do najliczniejszych w kraju.

Oczywiście żadna z tych spraw nie zaszkodzi Bartłomiejowi Wróblewskiemu we wspomnianej „bazie” wyborców PiS. Może wręcz pomoże.

Pytanie tylko, co z II turą, bo zdaje się, że to z myślą o niej pojawił się pomysł z Tadeuszem Zyskiem, który – w bezpośrednim pojedynku z Jackiem Jaśkowiakiem – mógłby przyciągnąć niezdecydowanych wyborców. Coraz więcej wskazuje, że Wróblewski takiej zdolności mieć nie będzie.

Jaśkowiak i Zysk już ustawili bloki

Tak czy inaczej - póki co Jacek Jaśkowiak i Tadeusz Zysk żadnym formalnościami związanymi z kandydowaniem nie zawracają sobie głowy. Rozkręcają kampanię jako pierwsi, jeszcze nieoficjalnie, tak na wszelki wypadek, by nikt ich nie ubiegł.

Już robiłem tutaj porównanie do stolika, przy którym zaczyna się rozgrywka pokera, mimo że jeszcze nie wszyscy zdecydowali się do niej usiąść.

Jednak obecnie jeszcze bardziej na miejscu wydaje mi się porównanie do biegu na 100 m. Jeden z sędziów na starcie właśnie sprawdza, kto jest, kogo nie ma.

- Jaśkowiak!
- Jestem, numer 143.
- Zysk!
- Jestem, numer 791.

Sędzia wyczytuje kolejne nazwiska, takie jak Lewandowski, Witkowski, może też Kierzek-Koperska i Bonk-Hammermeister (sorry, tu nie ma podziału na sprint kobiet i mężczyzn). Cisza.

Tymczasem Jaśkowiak i Zysk w spokoju ustawiają sobie bloki startowe. Robią próbne wyjścia z bloków, by sprawdzić, czy wszystko OK. Ze spokojem czekają na gwizdek, który oznacza, że za chwilę start.

Wszystko wskazuje, że dopiero kiedy ten gwizdek się rozlegnie, czyli tuż przed komendą „na miejsca...”, na start wpadnie grupka zdyszanych pozostałych zawodników.

Szybko odhaczą się u sędziego, po czym w popłochu zaczną ustawiać bloki, z napięciem nasłuchując komend startera. Żadnych próbnych startów oczywiście nie zdążą już zrobić.

A wszystkiemu, z pewnym politowaniem, będą się przyglądać Jacek Jaśkowiak i Tadeusz Zysk. Spokojnie dogrzewający się, wyluzowani i od ładnych paru minut gotowi do startu.

Seweryn Lipoński / 23 listopada 2017