www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Przystanek Most Teatralny na trasie PST zostaje na zawsze. Triumf logiki nad "po co?", "nie da się", "szkoda pieniędzy"

6 listopada 2017

Przystanek Most Teatralny na trasie PST zostaje na zawsze. Triumf logiki nad "po co?", "nie da się", "szkoda pieniędzy"

Poznań - PST - Poznański Szybki Tramwaj - ZTM - MPK Poznań - Pestka - Poznańskie Inwestycje Miejskie

Podobno prowizorki bywają najtrwalsze. Tak właśnie dzieje się z przystankiem przy moście Teatralnym na trasie Pestki, którego najpierw miało nie być, później miał być tylko na chwilę, a teraz zostaje i doczeka się porządnej modernizacji.

Spółka Poznańskie Inwestycje Miejskie szuka firmy, która przebuduje dolny przystanek przy Teatralce, a właściwie niemal pod Teatralką. Będą nowe perony, wiaty, tablice ITS, a nawet windy z ul. Roosevelta. Całość ma kosztować 1,2 mln zł.

Nieźle, jak na przystanek, który zbudowano nieco na odczepnego. Na szczęście ktoś w urzędzie zdążył w porę o nim pomyśleć. A przecież początkowo w ogóle miało go nie być...

Trzy kilometry PST bez przystanku!

Cofnijmy się odrobinę w czasie.

Jest wrzesień 2012 r. Miasto wciąż w lekkiej euforii po Euro 2012. Prezydent Ryszard Grobelny wydaje się (jeszcze!) nie do ruszenia, może się wręcz chwalić boomem inwestycji w Poznaniu, ale na tychże inwestycjach zaczynają się pojawiać pierwsze poważne rysy.

To m.in. wiadomość, że rondo Kaponiera jednak nie będzie gotowe na czas (ha, ha, serio?), czyli do końca 2013 r. Most Uniwersytecki wymaga rozbiórki i odbudowy. To oznacza, że co najmniej do połowy 2014 r. nie będzie też gotowy nowy przystanek Pestki właśnie pod Kaponierą...



...tymczasem przedłużanie trasy szybkiego tramwaju do Dworca Zachodniego już trwa. Tu też jest opóźnienie. Ale mniejsze. Już wiadomo, że „nowa” Pestka będzie gotowa znacznie szybciej niż Kaponiera.

Pasażerowie z Piątkowa wsiądą więc do „12”, „14” lub „26” – przemianowanej później na „19” - i ruszą do centrum miasta, po drodze zatrzymają się jeszcze na Słowiańskiej, a potem... no?... dopiero na samym Dworcu Zachodnim. To 3 km bez żadnego przystanku.

Oczywiście będą mogli zaczekać na „15” czy „16”. Jednak co z pasażerami, niekoniecznie z Poznania, którzy z dworca będą chcieli podjechać kawałek do centrum? No jasne. Podejdą do hali Pestki, a stamtąd tramwaj wywiezie ich... prosto na Winogrady.



Sprawę opisałem tu na blogu. A potem – również w „Wyborczej”. Pamiętam, że w międzyczasie zadzwoniłem jeszcze do prof. Jerzego Kwaśnikowskiego z Politechniki Poznańskiej, z pytaniem, czy przypadkiem nie robię z igły widły i czy te 3 km bez przystanku to faktycznie będzie problem.

Prof. Kwaśnikowski długo się nie zastanawiał: - Pierwszy raz słyszę o czymś takim. Przecież na liniach tramwajowych odległości między przystankami mierzy się w setkach metrów, a nie w kilometrach!

Dr Michał Beim, także specjalista transportu, dodawał: - Jeśli dojdzie do tego, że przez trzy kilometry nie będzie przystanku, to będzie głupota. Pasażerowie są przyzwyczajeni, że mogą wsiąść i wysiąść w centrum miasta.

A jednak zrobili!

Z dość niecodziennego problemu szybko zdali sobie sprawę także w magistracie. Z tym że z punktu widzenia urzędników sprawa nie była od początku taka zero-jedynkowa.

Spółka Infrastruktura Euro Poznań 2012 zapewniała, że może zbudować przystanek, ale tylko jeśli będzie taka decyzja Zarządu Transportu Miejskiego, tam zaś odsyłali nas... z powrotem do spółki.

Jeszcze kilka tygodni później sprawa toczyła się w sposób typowy dla tamtej ekipy, tzn. odbywały się jakieś tajemnicze spotkania, na których coś ustalano, ale szczegółami tych ustaleń niekoniecznie uczestnicy chcieli się dzielić z dziennikarzami i mieszkańcami...



Ale ostatecznie zapadła decyzja. Przystanek przy moście Teatralnym na nowej Pestce – zaplanowany jako tymczasowy – faktycznie powstał.

Trzeba oddać ówczesnemu wiceprezydentowi Mirosławowi Kruszyńskiemu, a także Andrzejowi Nowakowskiemu, szefowi spółki Infrastruktura Euro Poznań 2012, że akurat w tej sprawie zachowali się bardzo racjonalnie.

Za niewielkie pieniądze – jeśli dobrze pamiętam, budowa przystanku kosztowała kilkaset tysięcy złotych, czyli grosze w porównaniu ze 131 mln zł za całą trasę – zrobili coś bardzo przydatnego dla mieszkańców (o tym, jak konkretnie to się przydało, za chwilę...).

A pamiętajmy, że mówimy o ekipie, która dokładnie w tym samym czasie uparcie nie chciała zrobić słynnego przejścia przy dworcu. Tam sytuacja z pozoru była analogiczna. Zaprojektowano zza biurka coś, nie zwracając uwagi, że będzie to skrajnie niewygodne dla tych, którzy będą z tego korzystać.

Tyle że w tamtej sprawie władze miasta się nie zreflektowały i nie ugięły.

Społecznik Lech Mergler z Prawa do Miasta później sugerował nawet, że właśnie afera z niepozornym przejściem przy dworcu zmiotła prezydenta Ryszarda Grobelnego...

Mieszkańcy chcieli tego przejścia. Rada miasta też (...) A prezydent Ryszard Grobelny upierał się: i tak nie zrobię. To była kropla, która przelała czarę

Lech Mergler, wiceprezes stowarzyszenia Prawo do Miasta, źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



To pewnie spora przesada. Ale przejście przez jezdnię, w sprawie którego w 500-tysięczym mieście odbywały się całe happeningi (!), na pewno stało się pewnym symbolem polityki transportowej ówczesnej ekipie i jej lekceważącego podejścia do mieszkańców.

Przystanek Pestki przy moście Teatralnym mógł być podobnym przypadkiem. Tak się jednak, na całe szczęście, nie stało.

Co ciekawe, propozycja z tym przystankiem początkowo niekoniecznie budziła entuzjazm, np. na forum Skyscraper City były komentarze, które można poczytać do dziś: „to problem zastępczy”, „szkoda pieniędzy na tymczasowe przystanki”, „nie widzę sensu”, „nikomu nie będzie się chciało latać po schodach”.

I sugestie, że jak ktoś będzie chciał dojechać nową Pestką do ścisłego centrum, to np. podjedzie „12” na Wierzbięcice czy Półwiejską i stamtąd (!) sobie podejdzie gdzie trzeba.

Przystanek przy Teatralce przydał się już nie raz

Teraz media donoszą o „zalegalizowaniu” przystanku PST przy Teatralce. Moim zdaniem trudno tu mówić o jakiejś „legalizacji”. A jeśli w ogóle - to ona nastąpiła właściwie już przed rokiem.

I polegała po prostu na tym, że kiedy władze miasta otworzyły nowy przystanek pod Kaponierą, to po prostu nie zamknęły tego dodatkowego przy moście Teatralnym. Ta „legalizacja” odbyła się zatem w całkowicie naturalny sposób.

Tak naprawdę trudno, żeby było inaczej. Przypadków, w których ten początkowo niezaplanowany przystanek faktycznie bardzo się przydał, przez cztery lata zebrało się co najmniej kilka:

Alternatywa dla Kaponiery. Początkowo zdawało się, że ten tymczasowy przystanek będzie potrzebny tylko przez rok, no może półtora.

Tak się jednak złożyło, że nowy przystanek Pestki pod Kaponierą otwarto – no cóż za zaskoczenie – nie w 2014 r., tylko w 2016 r., czyli ostatecznie ponad trzy lata (!) po otwarciu przedłużonej trasy PST!

Remont torów na Teatralce. Zaraz po otwarciu nowej Pestki mieliśmy niespodziewany remont torów właśnie na moście Tatralnym. Efekt? Przez kilka tygodni żaden tramwaj z Pestki nie mógł wjechać w ul. Roosevelta, WSZYSTKIE musiały jeździć dołem.

I gdyby dodatkowego przystanku nie było – z trasy Pestki po prostu nie dałoby się wysiąść ani przy Kaponierze, ani przy Teatralce.

Dodatkowy objazd dla Roosevelta. Pamiętacie jeszcze, jak z powodu przebudowy Kaponiery tramwaje nie mogły przez nią przejechać? Musiały jeździć objazdami: 4 km przez Fredry, Św. Marcin i Strzelecką lub 5 km przez Dąbrowskiego, Przybyszewskiego i Grunwaldzką.



Szybko okazało się, że nowa Pestka to potencjalnie najkrótszy objazd, jeśli coś dzieje się na Kaponierze lub w jej okolicach. Takie objazdy zdarzają się do dziś. Np. przez wakacje „15” jeździła zmienioną trasą – właśnie dołem przez Dworzec Zachodni. Tak aby zastąpić „12” zawieszoną wówczas przez remont torów na ul. Królowej Jadwigi.

No sami widzicie, że lepiej, że ten przystanek jest, niż gdyby miało go nie być. Takiej logiki urzędników życzylibyśmy sobie zawsze.

Przykładów w Poznaniu, gdzie takiej właśnie logiki niestety zabrakło, jest mnóstwo. Oczywiście już wspomniane przejście przy dworcu PKP to klasyka – jego dobudowanie kosztowało łącznie 1,5 mln zł.

Poza tym np. schody ruchome w dół na perony na tymże dworcu (PKP na ich dobudowę po paru latach wydało prawie 2 mln zł), albo niezbudowany w porę prawoskręt z ul. Towarowej w Św. Marcin (przez co podczas przebudowy Kaponiery tramwaje musiały jeździć wspomnianymi 4-, 5-kilometrowymi objazdami).

Teraz słyszymy, że także ten nieszczęsny prawoskręt w końcu powstanie, podczas przebudowy skrzyżowania Św. Marcina z al. Niepodległości w 2019 r.

To może być znak, że argumenty typu „po co”, „nie da się”, „wiemy lepiej”, przy pl. Kolegiackim faktycznie powoli odchodzą do przeszłości.

Seweryn Lipoński / 6 listopada 2017