Poznań Spoza Kamery » To dopiero skandal! Tygodnia bez samochodu nie będzie, bo pasażerowie orżnęli ZTM Poznań na ponad 200 tys. zł!

16 września 2017

To dopiero skandal! Tygodnia bez samochodu nie będzie, bo pasażerowie orżnęli ZTM Poznań na ponad 200 tys. zł!

Poznań - Jacek Jaśkowiak - Maciej Wudarski - ZTM - dzień bez samochodu - Mirosław Kruszyński

Zaczynamy tydzień zrównoważonego transportu. Poznaniacy w piątek 22 września będą mogli jeździć tramwajami i autobusami z dokumentami auta zamiast biletu. Kiedyś zamiast jednego dnia takiej promocji zdarzył się cały tydzień… i nie uwierzycie kiedy to było.

Ten wpis na Poznań Spoza Kamery mógłby zaczynać się mniej więcej tak:

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami… No dobra, wcale nie tak dawno, bo zaledwie cztery lata temu, i wcale nie tak daleko.

Jest wrzesień 2013 r. Wiceprezydent Mirosław Kruszyński zaprasza dziennikarzy na konferencję, na której ogłasza, że tym razem zamiast tzw. dnia bez samochodu będzie cały tydzień (!).

Chcemy uświadomić mieszkańcom, że samochód to niejedyny środek transportu w mieście. Są też autobusy i tramwaje. Niech kierowcy przekonają się, że są prawie tak wygodne jak auta. I można nimi przejechać szybko i sprawnie

Wiceprezydent Poznania Mirosław Kruszyński, wyp. z września 2013 r.



Miasto chciało w ten sposób puścić w niepamięć wizerunkową wtopę z poprzedniego roku. Kiedy to urzędnicy zorganizowali dzień bez samochodu w… sobotę. Nikomu nie przyszło do głowy, że robienie tej akcji w dzień wolny od pracy i szkoły mija się nieco z celem.

Mimo wszystko trzeba przyznać, że za tę rehabilitację Poznań wziął się z rozmachem, i to naprawdę sporym.



Jest wrzesień 2014 r. Zbliża się kolejny tydzień zrównoważonego transportu. Tym razem, jak się okazuje, miasto wraca do dawnej formuły z jednym tylko dniem bez samochodu. Tłumaczy to… zbyt wysokimi kosztami.

Kpimy w „Wyborczej”, że najwyraźniej zeszłoroczna promocja była za dobra. Pomysłodawca całego tygodnia bez samochodu Paweł Sztando, dziś już niestety ś.p., komentuje: - Jestem zaskoczony. Jeśli ktoś ma nawyk jeżdżenia samochodem, to raczej nie przestawi się na komunikację miejską po jednym dniu. Prędzej zrobi to po tygodniu.

Jest wrzesień 2017 r. Miastem rządzi najbardziej sceptyczna wobec aut ekipa w historii, urządza cały tydzień zachęt do komunikacji miejskiej, ale tygodnia bez samochodu bynajmniej robić nie zamierza. I to już po raz trzeci z rzędu (nie licząc już wspomnianego 2014 r. jeszcze z czasów prezydenta Grobelnego).

Wychodzimy z założenia, że ten jeden dzień, dzień bez samochodu, kiedy kierowcy mogą korzystać z transportu publicznego na podstawie ważnego dowodu rejestracyjnego, jest wystarczającą zachętą, żeby sprawdzić, jak działa transport publiczny

Wiceprezydent Poznania Maciej Wudarski, źródło: Telewizja WTK, fragment programu Otwarta Antena z 15.09.2017



Jasne, jeden dzień bez auta oczywiście może wystarczyć, by przekonać się do komunikacji miejskiej, nie potrzeba całego tygodnia.

Tak samo jeden rok w szkole może wystarczyć, by czegoś przydatnego się nauczyć, nie trzeba od razu spędzać sześciu lat w podstawówce, trzech w gimnazjum i trzech w liceum ośmiu lat w podstawówce i czterech w liceum.

A prezydent Andrzej Duda być może przekonałby się, by zawetować ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, już po jednym dniu protestów i wcale nie trzeba było kolejnych.

Ale coś mi się zdaje, że takie podejście skończyłoby się raczej tym, że prezydent Duda bez szemrania podpisałby wszystkie ustawy o sądach. A minister Anna Zalewska musiałaby iść w ślady Romana Giertycha i rok w rok ogłaszać szeroką amnestię maturalną.

Znaczne koszty tygodnia bez samochodu, czyli...

Władze miasta – zarówno poprzednie, jak i obecne – na pytania o powrót do jednego tylko dnia bez samochodu tłumaczyły się wysokimi kosztami (czyli że pasażerowie, którzy normalnie i tak jeżdżą, zamiast kupować bilety przez tydzień jeździli z dokumentami auta). Tak było od początku. Czyli od wspomnianego września 2014 r., kiedy okazało się, że powtórki z promocji nie będzie.



Jakie to „znaczne koszty”? Wówczas nikt nie chciał powiedzieć. Potrzeba było paru lat, by miasto się z tą tajemnicą zdradziło, a konkretnie zrobił to sam wiceprezydent Wudarski.

Kiedy późną jesienią trwała dyskusja o smogu i wprowadzeniu darmowej komunikacji w dniach z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem, Wudarski skrytykował pomysł (dopiero później zmienił zdanie), a jako jeden z argumentów przywołał… właśnie wyliczenie kosztów dnia bez samochodu:



Ha, ha, ha! Czyli to są właśnie te – nomen omen – bajońskie kwoty, którymi były dyrektor ZTM Bogusław Bajoński straszył władze miasta, zupełnie jakby był posiadaczem maili wiceprezydent Agnieszki Pachciarz i prezesa Pawła Augustyna, albo nieznanych jeszcze nagrań z restauracji Sowa i Przyjaciele.

Policzmy szybko: 35 tys. zł dziennie to 245 tys. zł przez cały tydzień. Tak naprawdę mniej, bo przecież liczymy sobotę i niedzielę, a wtedy liczba pasażerów siłą rzeczy i tak byłaby mniejsza.

Wychodzi na to, że ci wredni pasażerowie, którzy we wrześniu 2013 r. skorzystali z tygodnia bez samochodu i jeździli z dokumentami auta zamiast kupować bilety, orżnęli ZTM na nieco ponad 200 tys. zł!

No, tego nie można tak zostawić. Przecież do tego nie posunęłaby się nawet totalna opozycja. Na szczęście nieustraszeni urzędnicy ZTM – znani zresztą ze skrupulatnego i bezbłędnego liczenia wpływów ze sprzedaży biletów – wykryli te niecne praktyki. I przekonali władze miasta, że należy je jak najszybciej ukrócić.

Te 200 tys. zł z kawałkiem – z całym szacunkiem dla pieniędzy – to są w skali miasta grosze. I to nie tylko w odniesieniu do budżetu całego Poznania (3,3 mld zł), ale i samego ZTM.

Takiej kwoty na tygodniową promocję komunikacji miejskiej mogłaby poskąpić np. jakaś rada osiedla, mogłaby poskąpić jakaś mała gmina pod Poznaniem typu Rokietnica czy Komorniki… Ale że poskąpił ZTM w 500-tysięcznym mieście? To się po prostu nie mieści w głowie.

Tydzień bez samochodu strat Poznaniowi nie przyniósł...

Jestem zresztą ciekaw, skąd ZTM Poznań tę kwotę 35 tys. zł wytrzasnął, prawdopodobnie z dnia bez samochodu w 2014 i 2015 r., bo raczej nie mógł na tyle oszacować rzekomych dziennych strat podczas całego tygodnia bez samochodu we wrześniu 2013 r.

Już wtedy, gdy rok później zrezygnowano z kontynuowania tygodniowej akcji, wskazywałem, że „znaczne koszty” to przypuszczalnie jakaś bzdura. Tak się bowiem składa, że tydzień bez samochodu bynajmniej nie spowodował żadnej dramatycznej zapaści w sprzedaży biletów.

Wprost przeciwnie, z danych ZTM wynikało, że biletów jednorazowych sprzedało się o ponad 100 tys. więcej, niż we wrześniu rok wcześniej (kiedy promocja „bez samochodu” trwała tylko jeden dzień).



Bilety krótkookresowe też sprzedawały się lepiej. I to wszystko przy zamkniętym przez dwa tygodnie moście Teatralnym – czego we wrześniu 2012 r. nie było – i przy wciąż wówczas zamkniętej Kaponierze!

Nieznaczny spadek był tylko w sprzedaży sieciówek i liniówek. No ale nikt chyba nie zamierza sugerować, że stali pasażerowie rezygnowali z kupienia biletu miesięcznego na cały wrzesień tylko po to, by w jednym tygodniu pojeździć sobie za darmo z dokumentami auta.

Mówiąc wprost, jeśli tydzień bez samochodu we wrześniu 2013 r. w jakiś sposób przełożył się na sprzedaż biletów, to raczej spowodował jej wzrost (!) niż spadek.

Tego jednak nikt w ZTM dostrzec nie chciał i do dzisiaj nie chce. Nie chce tego zauważyć również obecna władza, która deklaruje, że zachęcanie do komunikacji miejskiej i ograniczanie ruchu aut w mieście jest dla niej priorytetem.

Nawet PiS przyklasnąłby Jaśkowiakowi

Cała sprawa jest tym bardziej zaskakująca, że akurat zrobienie tygodnia bez samochodu – w przeciwieństwie do wielu innych transportowych pomysłów Jacka Jaśkowiaka i jego ekipy – raczej nie spotkałoby się z wielkim oporem w radzie miasta.

No spójrzmy tylko:

- Klub PO zapewne nie kruszyłby kopii o 200 tys. zł, choćby po to, by po awanturach wokół ul. Głogowskiej i Grunwaldzkiej przesadnie nie szpanować przypiętą już łatką przeciwników ułatwień dla komunikacji miejskiej.

Zresztą już w 2014 r. Mariusz Wiśniewski, wówczas radny, a dziś wiceprezydent, ostro krytykował wycofanie się miasta z tygodnia bez samochodu.

- Klub Zjednoczonej Lewicy jest właśnie blisko postawienia na swoim, forsując w ostatnich miesiącach propozycję darmowej komunikacji dla uczniów, by od dziecka przyzwyczajać poznaniaków do komunikacji miejskiej. Przyzwyczajaniu do niej kierowców powinien więc tylko przyklasnąć.

- Klub PiS przekonuje, że komunikacja miejska nie tylko dla dzieci i młodzieży, ale w ogóle dla wszystkich powinna być darmowa. Jeśli tak – to i w szeregach PiS pomysł tygodnia bez samochodu powinien przejść bez szemrania.

Jak przypuszczam, sceptyczny wobec tygodnia bez samochodu mógłby być Poznański Ruch Obywatelski, skoro z tej promocji jako pierwszy zrezygnował jeszcze prezydent Ryszard Grobelny.

Tak się jednak składa, że klub PRO w radzie miasta obecnie ma do powiedzenia mniej więcej tyle, ile premier Beata Szydło w sprawie wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Zatem jest to ostatnia rzecz, jaką Jacek Jaśkowiak z Maciejem Wudarskim musieliby się przejmować.

--

Prezydentowi i jego ludziom oczywiście trudno byłoby zarzucić, że na komunikację miejską nie stawiają. Przeciwnie, robią sporo, przynajmniej dopóki palcem nie pogrożą radni Platformy...

Mamy więc zakupy nowych tramwajów, buspasy na Kościelnej czy na Mostowej, poszerzanie wspólnego biletu z koleją, liczne remonty torów tramwajowych, wydzielanie torowisk na Grunwaldzkiej i na Głogowskiej.

Jest tylko jedna sprawa, w której Jacek Jaśkowiak i Maciej Wudarski są tacy sami, a może nawet mniej prokomunikacyjni niż Ryszard Grobelny i Mirosław Kruszyński. To właśnie tydzień, pardon, dzień bez samochodu.

Seweryn Lipoński / 16 września 2017