www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Nad inwestycjami na Euro 2012 ciąży fatum

8 lutego 2016,

Nad inwestycjami na Euro 2012 ciąży fatum

Poznań - Dąbrowskiego - rondo Kaponiera - Pestka - MPK Poznań - Maciej Wudarski - Grunwaldzka

Konkurencja, a konkretnie Radio Merkury, doniosła w weekend o nowych problemach na ul. Dąbrowskiego. Robotnicy musieli tam skuwać... gotowy już fragment torowiska.




Przypomnę mniej zorientowanym, że przebudowa ul. Dąbrowskiego to ta inwestycja, która miała być zrobiona już na jesień ub. roku. Teraz oficjalny termin to 31 marca. Tylko oficjalny, bo wiceprezydent Maciej Wudarski już głośno potwierdził, że znów będzie spóźnienie.

Kierowcy tkwią więc w korkach na wyznaczonych objazdach. Razem z nimi pasażerowie MPK w słynnych autobusach zastępczych T2, którym przejechanie 2 km do centrum Poznania zajmuje nawet kilkadziesiąt minut. Piesi, próbujący przejść przez plac budowy, mają za darmo codzienny Runmaggedon czy inny survival.

Szef Poznańskich Inwestycji Miejskich Paweł Śledziejowski tak się wkurzył, że kazał nawet zamontować... kamerę, by zmobilizować wykonawcę do pracy. Jednak nie takie pewne, czy za kolejne opóźnienia w ogóle ktokolwiek poniesie konsekwencje, bo...

Mamy złą dokumentację projektową, źle podpisaną umowę i wykonawcę, z którym się trudno współpracuje

Wiceprezydent Poznania Maciej Wudarski / wypowiedź dla Radia Merkury z 26 stycznia 2016 r.



Zapewne mało kto jeszcze pamięta, że przebudowa ul. Dąbrowskiego – wraz ze skrzyżowaniem z ul. Żeromskiego – była de facto jedną z inwestycji na... Euro 2012.

Tak, to nie żart! Wśród licznych miejskich planów przed Euro 2012 był m.in. taki projekt o wdzięcznej nazwie: „Odnowa infrastruktury transportu publicznego w związku z organizacją Euro 2012 w Poznaniu”. Zakładał przebudowę licznych tras tramwajowych w zachodniej części miasta.

Później, głównie z braku czasu i pieniędzy, projekt się kompletnie rozsypał. Miasto zrealizowało tylko niewielką część – przebudowę ronda Jana Nowaka-Jeziorańskiego oraz śródmiejskiego kawałka torów na ul. Grunwaldzkiej.

Całą resztę, w tym nieszczęsne skrzyżowanie Dąbrowskiego z Żeromskiego (kto przejeżdżał tamtędy choć raz samochodem czy rowerem – wie dlaczego nieszczęsne), przełożono na „po Euro”. Czyli na święte nigdy.

Teraz Poznań próbuje nadrabiać te zaległości. Ale – umówmy się – idzie jak po grudzie.



Już sam fakt, że coś miało być na Euro 2012, a MOŻE będzie przed Euro 2016, powinien być dość niepokojący. Skrzyżowanie Dąbrowskiego z Żeromskiego to niestety nie jedyny taki kwiatek.

Rondo Kaponiera, czyli końca nie widać

Tak właściwie o Kaponierze nie powinienem za wiele pisać. Tu już wszystko zostało powiedziane i obśmiane.

Studenci V roku, którzy przyjechali do Poznania na studia i zaraz będą magistrami, nie znają miasta z normalnie otwartym rondem Kaponiera. No chyba że spędzali w Poznaniu także wakacje latem 2012 r., zmieniali kierunek lub brali dziekankę.

Mało tego, w Poznaniu są już kilkuletnie dzieci, które Kaponierę musiały poznać jako fajne miejsce, gdzie zawsze są jakieś betoniarki, koparki i inny tego typu zaj...sty sprzęt.



Na Kaponierze przez ponad rok wisi banner informujący, że otwarcie już w listopadzie 2015 r. Miasto w końcu zdejmuje go pod pretekstem kiepskiej widoczności dla motorniczych.

Przez kilka tygodni rondo Kaponiera w ogóle nie ma oficjalnego terminu zakończenia prac. Na Poznań Spoza Gazety żartuję, że z tą budową jest jak z Achillesem, który nigdy nie dogoni żółwia. Z kolei ASZDziennik nabija się, że drogowcy nie wiedzieli, że są na rondzie, przebudowują je w kółko i dlatego to wszystko tak długo trwa.

Strach pomyśleć, że władze Poznania początkowo planowały rozkopać wszystko naraz, czyli zarówno całą ul. Roosevelta, jak i samo rondo Kaponiera.

Pestka na dworzec PKP jeździ, ale z przestojami

Z Kaponiery nie trzeba daleko szukać kolejnej inwestycji na Euro 2012. Przedłużenie trasy Pestki do dworca PKP miało sprawić m.in., że kibice mogliby niemal prosto z pociągu przesiąść się na tramwaj do hotelu, czy nawet na sam stadion, bo pamiętajmy, że po otwarciu trasy przez pewien czas jeździła tamtędy „15” na Grunwald.

Tyle tylko, że to otwarcie nastąpiło we... wrześniu 2013 r. Jakby nie patrzeć, w Poznaniu można było wówczas ze świecą szukać Irlandczyków, Włochów czy Chorwatów, zwłaszcza takich poubieranych w barwy swoich reprezentacji.



Tę inwestycję też od początku prześladował pech. Już pomińmy to, że nie udało się jej zgrać z przebudową Kaponiery. Potem w przetargu wszystkie firmy zaoferowały zbyt wysokie ceny. Efekt? Kolejny przetarg, z późniejszym terminem, więc i niższą ceną. Po drodze jeszcze kłopoty z fundamentami Dworca Zachodniego.

Teraz Pestka już jest i jeździ na dworzec bez problemów... Czyżby? No, chyba nie do końca, skoro lada dzień – dokładnie 15 lutego – znów trzeba będzie zamknąć trasę na trzy miesiące. Już drugi raz. Krótsze przestoje zdarzały się jeszcze częściej – np. wieczorami i w weekendy.

Jest i jeszcze jeden mały szkopuł. Nowa trasa Pestki, choć funkcjonuje już blisko dwa i pół roku, wciąż nie doczekała się podziemnego przystanku pod Kaponierą. Mimo że to miał być jeden z największych plusów całej inwestycji.

Tramwaj na Franowo odcięty od osiedli

Można zażartować, że przy tych wszystkich obsuwach budowa trasy na Franowo okazała się jedną z najbardziej udanych inwestycji na Euro 2012... w końcu opóźniła się „tylko” dwa miesiące!

Prawdopodobnie udałoby się nawet zdążyć. Gdyby nie – znów pech – kontrowersje wokół systemów przeciwpożarowych.

Cała inwestycja na Franowie jest obarczona jeszcze jedną poważną skazą. Chodzi oczywiście o słynny dojazd, czy może raczej brak dojazdu, do 5 tys. mieszkańców ul. Folwarcznej i os. Przemysława.

Wiadukty nad III ramą, której nie ma

Mamy wreszcie nieszczęsną ul. Grunwaldzką, też otwartą grubo po terminie, bo dopiero jesienią 2013 r. Towarzyszyła temu bardzo niezdrowa atmosfera.

Społecznicy, zirytowani przeciąganiem ponownego uruchomienia tramwajów mimo gotowego torowiska, sugerowali, że miasto robi to celowo, bo... taniej jest wozić ludzi autobusami zastępczymi.

Teraz ulica już poszerzona, auta jeżdżą, tramwaj też. Czyli wszystko OK? No – nie do końca. Nie tak dawno mieliśmy np. festiwal stłuczek, a nawet poważnych wypadków (jedna ofiara śmiertelna) na nowym rondzie Skubiszewskiego, czyli skrzyżowaniu ulic Grunwaldzkiej ze Smoluchowskiego.

Poważne konsekwencje może nieść również to, co jest pod tym rondem, albo raczej... to, czego tam nie ma! Jak może pamiętacie – wiaduktom zbudowanym za 20 mln zł nad nieistniejącą III ramą komunikacyjną Poznania zaczęła się już jakiś czas temu przyglądać Komisja Europejska.



To nie koniec. Przebudowa ul. Grunwaldzkiej jest już wymieniana jako modelowy wręcz przykład, jak wydać grube miliony i NIE ZINTEGROWAĆ różnych środków transportu. W tym przypadku chodzi – oczywiście – o niedociągnięcie linii tramwajowej do dworca PKP Poznań Junikowo.

Fatum nad wszystkim, co na Euro 2012

Tak patrzę, patrzę na te przykłady i jedno mnie zastanawia. Jak to się stało, że w ten czy inny sposób posypały się niemal wszystkie inwestycje transportowe zaplanowane na Euro 2012?

Oczywiście, chlubnym wyjątkiem jest tutaj sam INEA Stadion, otwarty przy ul. Bułgarskiej blisko dwa lata przed turniejem. I jako pierwszy w Polsce.

Jednak to wyjątek potwierdzający regułę. Zresztą mniej więcej w tym samym czasie mieliśmy całą serię innych, niezwiązanych lub mniej związanych z Euro 2012 dużych inwestycji, z którymi jakoś udało się zdążyć na czas, a do tego uniknąć poważniejszych wpadek.

Termy Maltańskie za 270 mln zł, wiadukt górczyński za 50 mln zł, rozbudowa Ławicy za 291 mln zł, przebudowa węzła Antoninek za 116 mln zł...

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedziałby zapewne, że „inni szatani są tam czynni”, stąd nad inwestycjami na Euro 2012 zawisło jakieś fatum.

Hmm... A może po prostu jest tak, że brakuje tej mobilizacji, przysłowiowego bicza nad głową właśnie w postaci zbliżającego się Euro 2012?

Przecież gdyby prace na Dąbrowskiego toczyły się w takim tempie jak na ul. Roosevelta na kilka dni przed Euro 2012 – zrobiliby tę ulicę już trzy razy. I jeszcze zdążyliby podskoczyć na Kaponierę, aby pomóc kolegom z ostatnimi poprawkami przed otwarciem.

PS. Szef PIM Paweł Śledziejowski już po tym, jak przygotowałem ten wpis - choć nie był jeszcze opublikowany na Poznań Spoza Gazety - w rozmowie z TVP Poznań powiedział mniej więcej to samo, co w tytule:

Ta inwestycja jest już obarczona chyba wszelkimi możliwymi pechami, wszelkim fatum, jakie może wisieć nad takimi zadaniami

Prezes Poznańskich Inwestycji Miejskich Paweł Śledziejowski / źródło: Teleskop w TVP Poznań



Nic dodać, nic ująć.

Seweryn Lipoński / 8 lutego 2016