Poznań Spoza Kamery » PKP przyznaje: nowy Poznań Główny nie sprawdził się. Nie udawajmy, że nic się nie stało

20 września 2015,

PKP przyznaje: nowy Poznań Główny nie sprawdził się. Nie udawajmy, że nic się nie stało

Poznań - PKP - Trigranit - dworzec - Poznań Główny - Jarosław Bator - Poznań City Center

Znacie dowcip o strażaku, który sam wznieca ogień, by za chwilę gasić pożar? Znacie na pewno. Wokół dworca Poznań Główny dzieje się właśnie coś bardzo, bardzo podobnego.

Przez zaledwie kilkanaście dni dzieją się rzeczy, które jeszcze nie tak dawno wydawały się trudne do wyobrażenia:

- Miasto podpisuje umowę na zrobienie przejścia przez ul. Matyi z przystanku "Poznań Główny" na nowy dworzec.

- PKP robi przetarg na budowę schodów ruchomych w dół z dworca na perony 1-3. Można przypuszczać, że lada dzień również podpisze umowę.

- Wreszcie, last but not least, PKP po dłuuugim oczekiwaniu pokazuje plany przebudowy starego gmachu dworca. I de facto jest to propozycja przywrócenia dworca w starym miejscu.

To są niby sprawy, które nie zaskakują, wszak o wszystkich trzech mówiło się już od jakiegoś czasu. Jednak gdy zestawimy je wszystkie ze sobą... To widzimy, że wokół dworca Poznań Główny dzieją się rzeczy zupełnie niesłychane.

Poznaniacy nie zapomną, co się działo wokół Poznania Głównego

Oczywiście. Mógłbym tutaj wznieść toast, zakrzyknąć: "i kto miał rację?" i przyłączyć się do powszechnych zachwytów. Stwierdzić, że kolejarze poszli po rozum do głowy, Trigranit też nagle pokochał podróżujących pociągami, że ogólnie jest super.

Przyklasnąć wszystkim społecznikom, inżynierom, radnym osiedlowym, także prezydentowi Jackowi Jaśkowiakowi, którzy walczyli o zachowanie starego dworca. Wykonali kawał dobrej roboty. Decyzja PKP to tak naprawdę ich wielki sukces.

Ale jeśli oczekujecie tylko czegoś takiego - to lepiej nie czytajcie dalej. Nie zamierzam udawać, w przeciwieństwie do tego, co właśnie próbują nam sprzedać PKP i Jaśkowiak, że nic się nie stało.

Otóż stało się, bez względu na szczęśliwy finał całej tej historii, ponieważ...

- Przez dwa lata Poznań miał wyjątkowo nieprzyjazny pasażerom dworzec, z którego trudno było się dostać na perony 4-6, jeszcze trudniej na przystanek tramwajowy, a schody ruchome jeździły tylko w górę.

- Prywatny deweloper, firma Trigranit, pod pretekstem budowy nowego dworca uzyskała spory, niezagospodarowany teren w śródmieściu (blisko 4 ha) pod budowę wielkiego centrum handlowego, które następnie sprzedała z zyskiem. Teraz ta sama firma prawdopodobnie zarobi jeszcze na przebudowie starego dworca.

- Przedstawiciele PKP w całej tej historii kilka razy pokazali, ujmijmy to dość delikatnie, niezrozumienie potrzeb pasażerów. Momentami sprawiali wrażenie, jakby wszyscy ci mieszkańcy, podróżni, także dziennikarze zajmujący się tematem, tylko przeszkadzali im w realizacji cudownego deweloperskiego planu dla Poznania.

Do czego zmierzam? Do tego, że refleksja w PKP, choć na szczęście w końcu przyszła, to o wiele za późno. Teraz bardzo trudno będzie kolejarzom odzyskać zaufanie przynajmniej części mieszkańców Poznania. Mieszkańców miasta, w którym, przypomnijmy, działa druga największa stacja PKP w kraju, co roku korzysta z niej ok. 17 mln podróżnych.

I właśnie ci mieszkańcy, a także sami podróżni np. dojeżdżający spod miasta, doskonale będą pamiętać niektóre wydarzenia. Zapamiętają np., jak dyrektor Jarosław Bator z PKP pytał ironicznie, czy "mieliśmy wybudować dworzec na środku ulicy", żeby było blisko na przystanek tramwajowy. Zapamiętają, jak Trigranit przez kilka miesięcy nie chciał przyznać, jakie będą rzeczywiste odległości z przystanku na dworzec.

Zapewne niektórzy będą też pamiętać, jak zawalił się sufit w Poznań City Center i wyszło na jaw, że jedyna sensowna droga z dworca PKP na PKS prowadzi właśnie przez zamknięty kawałek centrum handlowego. Wreszcie – raz po raz wspomną plany PKP i Trigranitu, które początkowo w ogóle nie zakładały robienia czegokolwiek dla podróżnych w starym gmachu, skoro jest wspaniały nowy dworzec.

Jeśli ktoś nie wierzy, że podróżni się tym przejęli to może przekona go to, co dzieje się w Olsztynie. Tam również PKP zamierza przebudować dworzec i połączyć go - a jakże - z galerią handlową. Już sama ta wiadomość wywołała protesty. Kiedy jeszcze okazało się, że w projekt może być zaangażowany Trigranit, zrobiło się naprawdę gorąco, doszło nawet do specjalnej debaty z udziałem inwestora i władz miasta.

Szefowie PKP, bez względu na wszystko, powinni jeszcze odpowiedzieć na kilka całkiem interesujących pytań:

1. Jak to możliwe, że stary dworzec ma być "uzupełnieniem", skoro dla podróżnych będzie tam ok. 3 tys. mkw., czyli dwa razy więcej miejsca niż na "głównym" dworcu?

2. Czy w związku z tym kolejarze są przygotowani na powtórkę z sytuacji tuż po Euro 2012, kiedy zdecydowana większość podróżnych ku zaskoczeniu PKP wolała korzystać ze starego gmachu? Co wtedy zrobić z nowym dworcem?

3. Jarosław Bator z PKP powiedział "Wyborczej", że na projekcie Poznań City Center kolej zarobiła ok. trzy razy tyle, ile wniosła. A wniosła grunt wart ok. 58 mln zł (wiemy to z odpowiedzi na interpelację posła Pawła Szałamachy z 2013 r.).

To ciekawe. Tak się bowiem składa, że PKP - poprzez swoją spółkę córkę - miały dokładnie 22 proc. udziałów w galerii Poznań City Center. Załóżmy, że ta trzykrotna przebitka, o której mówi dyr. Bator, wyniosła ok. 180 mln zł.

Wychodziłoby wówczas, że Trigranit i PKP sprzedały Poznań City Center łącznie za ok. 820 mln zł, a więc za... mniej niż kosztowało jego wybudowanie (Trigranit podawał koszt ok. 1 mld zł). To niemożliwe. Pomijam już fakt, że Bator niejako doliczył do zysków PKP także wartość nowego dworca, który nie wchodził w skład transakcji. Gdyby pójść tym tropem, to wyszłaby jeszcze mniejsza kwota.

Tutaj coś się ewidentnie nie zgadza. Albo Trigranit podał do publicznej wiadomości zawyżone koszty budowy Poznań City Center, albo PKP zarobiły tak naprawdę więcej niż te 180 mln zł, i teraz nie chcą się do tego przyznać. Albo jest jeszcze jakaś okoliczność, o której nie wiemy.

4. I ostatnie pytanie do PKP. Jak to możliwe, że przebudową starego dworca Poznań Główny - czyli de facto przywracaniem do życia dworca w starym miejscu - zajmie się właśnie Trigranit?

To już prawdziwa ironia losu, biorąc pod uwagę, że Trigranit miał dostać to zadanie TYLKO JEŚLI NOWY DWORZEC SIĘ SPRAWDZI. Dotąd kolejarze mogli utrzymywać, że się sprawdził, że są zadowoleni, a zmiany typu nowa aranżacja holu czy schody ruchome w dół to tylko kosmetyczne poprawki.

Jednak teraz tej wersji podtrzymać się już po prostu nie da. Plany, jakie PKP i Jacek Jaśkowiak zaprezentowali we wtorek, jasno świadczą o tym, że nowy dworzec wcale się nie sprawdził (inaczej po co byłoby przywracać pasażerom tyle miejsca w starym gmachu?).

Nie mogę się powstrzymać, muszę tutaj przypomnieć fragment wpisu sprzed roku, kiedy właśnie na Poznań Spoza Gazety po raz pierwszy wyrażałem w tej sprawie wątpliwości:

Zaraz się okaże, że Trigranit mógł w tym miejscu zbudować nawet wielki szałas z dachem krytym strzechą (koniecznie podświetlaną wieczorami w barwy tęczy), z klubem go go oraz pijalnią wódki i piwa w holu głównym. Z całodobową Żabką, Małpką czy innym Krecikiem, a także z setkami toi-toiów zawalającymi hol, oczywiście skorzystanie z nich płatne po 2 zł na łebka.

Do tego wszystkiego dostawić dwie kasy i dwa biletomaty, przyczepić napis „Poznań Główny” i szumnie nazwać dworcem. Nie zdziwiłbym się, jeśli w PKP z takiego dworca postawionego przez Trigranit również byliby zadowoleni. Oczywiście o ile udałoby się potem spylić taką budę za więcej niż 1 mld zł.


Sprawdziło się co do joty. Nie dość, że na nowym dworcu co chwilę trzeba coś poprawiać i dobudowywać (oczywiście już za pieniądze PKP), to pasażerowie na tyle kręcą nosem, że trzeba im na nowo otworzyć stary dworzec. Mimo to zajmie się tym właśnie Trigranit.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie sprawdzi się ostatni fragment przytoczonego wyżej wpisu.

Seweryn Lipoński / 20 września 2015