Poznań Spoza Kamery » To jak prima aprilis! 8 rzeczy, które nie miały prawa wydarzyć się w Poznaniu po 30 listopada

1 kwietnia 2015,

To jak prima aprilis! 8 rzeczy, które nie miały prawa wydarzyć się w Poznaniu po 30 listopada

Poznań - Jacek Jaśkowiak - PO - Maciej Wudarski - INEA Stadion - Poznań City Center

Uwaga - to wcale nie są żarty. Niech Was nie zmyli data. Mój redakcyjny kolega Radek Nawrot powtarza, że najlepsze żarty na 1 kwietnia to te, które w istocie okazują się prawdziwe.

Postanowiłem przypomnieć kilka takich właśnie wiadomości. Takich, które nie śniły się greckim filozofom, nie przewidywał ich Nostradamus, ani tym bardziej poznaniacy, gdy 30 listopada Jacek Jaśkowiak wygrał wybory na prezydenta Poznania. A jednak się wydarzyły.

1. Maciej Wudarski wiceprezydentem Poznania. Pierwszy szok i zarazem pierwszy znak, że Jaśkowiak wcale nie będzie taki przewidywalny, jak się wydawało. Niemal wszyscy spodziewali się tego stanowiska dla Tomasza Lewandowskiego z SLD.

Jednak prezydent niespodziewanie wyciągnął, niczym królika z kapelusza, Macieja Wudarskiego z Prawa do Miasta.

Decyzja wzbudziła niesmak nawet w podzielonym środowisku społeczników, zwłaszcza że wynik Wudarskiego w wyborach prezydenckich był dość mizerny – poniżej 4 proc. W całej tej awanturze umknęło, że Wudarski to pierwszy przedstawiciel ruchów miejskich w Poznaniu, który objął tak wysokie stanowisko. Oczywiście nie licząc samego Jaśkowiaka pod partyjnym szyldem.

2. Budżet przegłosowany z ludźmi Grobelnego. Jeśli nastąpił już moment, w którym Jaśkowiak w powszechnym odczuciu z „dobrego prezydenta” stał się „złym prezydentem”, to mogło to być właśnie styczniowe głosowanie nad budżetem miasta.

Budżetem, który – przypomnijmy – Platforma przegłosowała z Poznańskim Ruchem Obywatelskim. Czyli współpracownikami byłego prezydenta. Tę chwilową koalicję wsparł jeszcze radny Tomasz Wierzbicki z Prawa do Miasta, choć akurat jego pojedynczy głos nie miał tu większego znaczenia.



A więc stało się. Jaśkowiak nie miał wyjścia i porozumiał się z ludźmi Grobelnego. Tego Grobelnego, po którym przed II turą jechał bez litości, wyśmiewał od petentów na kolanach, z którymi nikt nie chce rozmawiać, pytał, ile lat spędził na ławie oskarżonych.

Całe to odcinanie się od Grobelnego i kreowanie się na nową jakość przez jedno głosowanie przestało się liczyć. Zabrakło jeszcze tylko samego Grobelnego, który jako gość na sesji mógłby zapewnić o poparciu PRO dla budżetu, który w większości sam układał. Zamiast niego zrobiła to szefowa klubu PRO Joanna Frankiewicz.

3. Łukasz Dondajewski miejskim inżynierem ruchu. Pomysł wydawał się niegłupi. Nowym inżynierem ruchu, zamiast człowieka z Zarządu Dróg Miejskich, został człowiek z magistratu, nadzorujący różne rodzaje transportu.

Kiedy usłyszałem, że kto ma nim być, nazwisko wydało mi się znajome. Sprawdziłem. Bingo! Dondajewski był wśród 13 osób, które niecałe dwa lata temu podpisało się pod kuriozalnym uzasadnieniem komisji bezpieczeństwa ruchu, aby nie robić przejścia przez jezdnię przy dworcu PKP.



Nie do wiary. Prezydent Jaśkowiak, który tyle mówił (i nadal mówi!) o zrównoważonym transporcie, o ograniczaniu ruchu aut, o priorytetach dla rowerów i dla pieszych... Powołuje na urzędnika wyznaczającego kierunki transportu w całym mieście kogoś, kto uznał, że na ulicy w ścisłym centrum najlepiej zepchnąć pieszych pod ziemię, żeby rozpędzający się kierowcy nie musieli na kogokolwiek uważać!

A stąd już była prosta droga do...

4. Przejście przy dworcu przez pół jezdni. Zaraz po triumfie Jaśkowiaka przytoczyłem to jako jedną ze spraw, o których już na szczęście nie będę musiał pisać. Myliłem się. Bardzo się myliłem.

Jak można było choćby częściowo poddać tę sprawę, o której Jaśkowiak mówił, że jest „oczywista”, i zapowiadał jako jedną z pierwszych rzeczy do zrobienia? Co sprawiło, że jednak nie zrobi przejścia przez całą ulicę? W tej sprawie, której poświęcę wkrótce (niestety...) kolejny osobny wpis, nie widać ŻADNYCH logicznych argumentów przemawiających za takim rozwiązaniem.

Scena, w której wiceprezydent Wudarski uciekał przed dziennikarzami dopytującymi o przyczyny, musiała wyglądać komicznie (szkoda, że nie widziałem, znam to tylko z relacji). Decyzja o przejściu na pół gwizdka obudziła za to na nowo przeciwników przejścia, którzy dostrzegli szansę, aby go jednak nie zrobić w ogóle.

5. Droga do CH Posnania bez zmian. Prezydent wynegocjował 700 tys. zł dla protestujących mieszkańców ul. Milczańskiej. Sprzedaje to jako sukces, ale tak naprawdę to jedna z obietnic wyborczych, których już na pewno nie dotrzymał.

Nie ma umów, których nie można renegocjować. Nie wyobrażam sobie, że akurat w przypadku Milczańskiej Apsys będzie szedł w zaparte

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, wypowiedź sprzed II tury wyborów / źródło: poznan.wyborcza.pl



Zarzucał Grobelnemu, że do inwestora podszedł „na kolanach”. Dość jednoznacznie obiecywał, że sam jako prezydent zmieni przebieg drogi. Niewiele z tego wyszło.

6. Prezydent wciska INEA Stadion Lechowi Poznań. O ile pomysł z „wielkim Poznaniem” czy ostra krytyka PKP, też rzucone ni stąd ni zowąd w eter, jeszcze jakoś się broniły... To już propozycja sprzedaży stadionu była – jak to trafnie określiła radna Frankiewicz – absolutnie pomysłem z księżyca. Z kosmosu.

Prezes Lecha Poznań Karol Klimczak musiał naprawdę mieć poker face, skoro w rozmowie z Jaśkowiakiem nie zdradził zakłopotania ani rozbawienia. Mało tego, Jaśkowiak całkiem serio pomyślał (a przynajmniej tak potem twierdził), że klub poważnie rozważy jego propozycję!

Równie dobrze mógłby zaoferować związkom zawodowym z MPK wykupienie tramwaju na Franowo. Albo spółce prowadzącej kluby go-go – wykupienie płyty Starego Rynku z ratuszem.

Prezes Klimczak w ogóle nie ma szczęścia do prezydentów Poznania, bo przypomnijmy, że poprzedniego wciągnął w jakieś tajemnicze spotkania, których ponoć nie było, przy okazji afery ze sprzedażą nazwy stadionu.

7. Jeszcze droższe rondo Kaponiera. Nie no, sorry, to akurat można było przewidzieć.

7. Szymon Szynkowski vel Sęk w Związku Miast Polskich. Zaraz po głosowaniu można było odnieść wrażenie, że tego nie spodziewał się nikt, nawet sam Szynkowski. A jednak. To on, radny opozycji, został przedstawicielem Poznania w Związku Miast Polskich.

Prezydent Grobelny przewodniczył związkowi tak długo, że obecność właśnie prezydenta Poznania wydawała się wręcz oczywista. Tyle że brak większości w radzie obrócił się przeciw Jaśkowiakowi.

8. Skyfall w Poznań City Center bez winnych. To już naprawdę wygląda jak żart na 1 kwietnia. I to bardzo ponury. 300 mkw. sufitu, które szczęśliwym trafem runęło w dużym centrum handlowym akurat w środku nocy, bo inaczej mielibyśmy zabitych, w najlepszym wypadku ciężko rannych ludzi.



Po tym suficie wcześniej chodzili różni robotnicy. Wymontowali go z umocowań i nie przyczepili z powrotem. Zostawili nawet belki, które potem spadły ze wszystkim innym. Prokurator to wszystko potwierdził na podstawie opinii biegłych. I... stwierdził, że z zawaleniem się sufitu najwyraźniej nie miało to żadnego związku.

Kurtyna.

Seweryn Lipoński / 1 kwietnia 2015