www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Czas odkłamać PEKĘ! Oto 11 mitów, które mogły Cię zrazić do karty PEKA, a które nie są prawdą

5 października 2014,

Czas odkłamać PEKĘ! Oto 11 mitów, które mogły Cię zrazić do karty PEKA, a które nie są prawdą

Poznań - ZTM Poznań - MPK Poznań - bilety - PEKA - tramwaje - autobusy - komunikacja miejska

Wiem – tego się nie spodziewaliście. Jestem chyba ostatnią osobą, po której mogliście oczekiwać, że wejdzie w rolę adwokata diabła i zabierze się za zachwalanie PEKI. A jednak.

Taki tekst planowałem od dłuższego czasu. Do miasta zjechało właśnie jakieś 100 tys. studentów (reszta mieszka tu na co dzień). Dowiedzieli się, że w Poznaniu jest teraz PEKA. Zapewne – sądząc po rozmowach w tramwajach – słyszą też cały stek bzdur i niedomówień, jaka ta PEKA jest zła i niedobra. Urzędnicy z firmą Bull Polska wprowadzili nowy system w tak beznadziejny sposób, że wszystkie jego zalety utonęły w morzu narzekań.

Efekt? Dziś wielu poznaniaków nie ma (lub ma, ale nie używa) PEKI „dla zasady”. Świadczą o tym wyniki sprzedaży lipiec-wrzesień: doładowania tPortmonetki za 3,8 mln zł, bilety papierowe za 17,5 mln zł. Potężna dysproporcja. Nie mogę już patrzeć na to, jak ludzie kasują w tramwaju te drogie 10-minutowe bilety za 3 zł. Mam wtedy ochotę zawołać: człowieku, z kartą PEKA zapłaciłbyś za ten przejazd dwa razy mniej!

Skoro ZTM Poznań nie umie rozprawić się z licznymi mitami krążącymi wokół PEKI, to pozwólcie, że zrobię to ja. Poniżej 11 mitów, które mogliście usłyszeć i zrazić się do PEKI, a które są nieprawdziwe:

Mit 1: Kartę PEKA trzeba sobie kupić.

Nieprawda. Kartę PEKA dostaje się całkowicie za darmo. Wystarczy złożyć wniosek (można przez internet) i odebrać w wybranym przez siebie punkcie ZTM. Zapłacić trzeba dopiero przy wyrobieniu duplikatu – np. jeśli zgubimy kartę.



Mit 2: Aby wyrobić PEKĘ, trzeba podać setki danych osobistych, które potem miasto udostępni BZ WBK.

We wniosku o PEKĘ podajemy: imię, nazwisko, PESEL. Do tego dane kontaktowe i – ewentualnie – numer legitymacji studenckiej (jeśli studiujemy i chcemy mieć PEKĘ osobno, a nie na legitymacji). No i zdjęcie. Nic więcej.

Jeśli ktoś uważa, że to zbyt osobiste dane... To na tej zasadzie nie powinien też wyrabiać sobie dowodu osobistego, paszportu czy prawa jazdy.

Miasto nie może nikomu udostępnić tych danych, bo byłoby to złamanie przepisów o ochronie danych osobowych. Zaraz mieliby prokuratora na głowie. Jeśli kogoś to nie przekonuje... Mam PEKĘ od września 2012 r. Przez te dwa lata nikt z BZ WBK nie skontaktował się ze mną na mail, adres czy telefon podane przy wyrabianiu karty.

Mit 3: Wyrabiając PEKĘ jednocześnie zakładamy konto w BZ WBK.

Nieprawda. Nasze konto w systemie PEKA, na które wpłacamy pieniądze na pojedyncze przejazdy (tzw. tPortmonetka) nie jest żadnym kontem bankowym. To zwykły pre-paid, taki jak np. w systemie Mobilet. Który to system, żeby było śmieszniej, krytycy PEKI bardzo zachwalają.

Bank WBK po prostu wygrał przetarg na produkcję kart PEKA. I rzeczywiście karty wyrobione do sierpnia 2014 r. mogą służyć jako karty płatnicze BZ WBK. Dodawano bowiem do nich funkcję tzw. ePortmonetki. Ale mogli z niej skorzystać tylko ci, którzy sami aktywowali tę funkcję (domyślnie była nieaktywna). Z tej opcji korzystało zaledwie kilka procent, czyli jakieś 15-20 tys. z blisko 300 tys. posiadaczy PEKI. Od września 2014 r. ZTM Poznań wydaje już wyłącznie karty bez ePortmonetki.

Mit 4: Ulgowe i darmowe przejazdy przysługują wyłącznie posiadaczom PEKI.

Nieprawda. To plotka rozsiewana przez tych, którzy byli bardziej dociekliwi i postanowili zajrzeć do uchwał rady miasta wprowadzających system PEKA. Zajrzeli, ale niestety nie doczytali do końca...

Do korzystania z przejazdów na podstawie biletów ulgowych (50%) są uprawnione następujące osoby (...) na podstawie imiennej karty PEKA z zapisaną informacją o przysługującym uprawnieniu lub ważnej legitymacji

Fragment uchwały rady miasta Poznania z 28 stycznia 2014 r. w sprawie ustanowienia zwolnień i ulg w opłatach za przejazdy lokalnym transportem zbiorowym



Czytajmy ze zrozumieniem. Informacje o uldze mogą być zapisane na karcie lub na dokumencie takim jak dotąd (w uchwale przy różnych grupach wymienione są różne dokumenty: legitymacja, zaświadczenie o niepełnosprawności itp.). Zatem bez PEKI też można korzystać z ulgi i żaden kontroler tego nie zakwestionuje. Dotyczy to zarówno uczniów, studentów, jak i inwalidów, honorowych krwiodawców, ludzi powyżej 65 lat itd.

Mit 5: Wprowadzenie PEKI to była tak naprawdę zakamuflowana podwyżka cen biletów.

Nieprawda. Bilety wręcz potaniały, bo przejechanie np. 3-4 przystanków kosztuje teraz wyraźnie mniej niż wcześniej. Chodzi oczywiście o taryfę przystankową.



W większości przypadków płaci się mniej niż wcześniej na bilecie za 2,80 zł albo za 3,60 zł. Jest oczywiście jeden haczyk: aby z tej taryfy korzystać - trzeba mieć PEKĘ. Ale czy to wada, czy zaleta? Jeśli regularnie robię zakupy w markecie i zaproponują mi kartę stałego klienta z rabatem 30 proc. (haha, marzenie!) – to nie zastanawiam się i wyrabiam sobie taką kartę. A nie marudzę, że zakupy bez tej karty podrożały.

Tak samo z PEKĄ. Przejazdy z nią naprawdę są tańsze niż to, co było wcześniej. I wygodniejsze, bo nawet jeżdżąc okazjonalnie nie trzeba będzie uganiać się za biletem po kioskach. To koronny argument, aby tę PEKĘ – wbrew wszelkim, często urojonym obawom – jednak sobie wyrobić. Po prostu jest taniej i wygodniej.

Co nie zmienia faktu, że ZTM Poznań głupio zrobił, podnosząc ceny papierowych biletów od razu przy wprowadzaniu PEKI. Można było zostawić stare ceny: 2,80 zł za 15 min, 3,60 zł za 30 min...

Mit 6: Aby skorzystać z tej taniej taryfy przystankowej, trzeba wyrobić sobie PEKĘ imienną i podać te wszystkie dane...

Nieprawda. Rozumiem, że opór wobec podawania urzędnikom PESEL-u albo danych kontaktowych u niektórych osób może być spory (patrz pkt. 2).

Dla nich idealnym rozwiązaniem jest PEKA na okaziciela. Tu nie trzeba podawać żadnych danych i można ją dostać od ręki w kiosku. Fakt, jest utrudnienie w postaci kaucji 12 zł, którą musimy zostawić. Ale odzyskamy ją, gdy tylko zechcemy oddać kartę.

Mit 7: Nawet jak mamy sieciówkę, liniówkę, bilet semestralny, to musimy „pikać” kartą przy wsiadaniu i wysiadaniu.

Nieprawda. Totalna nieprawda! Przedstawiciele ZTM Poznań tak długo próbowali przeforsować ten absurdalny obowiązek „pikania” dla kogoś, kto za bilet np. miesięczny już zapłacił, że ludziom się utrwaliło. I dziś niektórzy myślą, że muszą „pikać” przy wsiadaniu i wysiadaniu nawet mając sieciówkę czy liniówkę.

TYLKO CI, KTÓRZY KORZYSTAJĄ Z PEKI JAK Z BILETÓW JEDNORAZOWYCH, MUSZĄ „PIKAĆ” PRZY WSIADANIU I WYSIADANIU. Z BILETEM OKRESOWYM NIE TRZEBA!

Wybaczcie te krzyczące litery, ale chciałem, żeby zabrzmiało dobitnie.

Mit 8: Większość czytników nie działa, nie potrafią odczytać karty albo kasują z niej za dużo pieniędzy.

Nieprawda. Jeździłem, korzystając z tPortmonetki, już kilkadziesiąt razy i tylko w paru przypadkach był problem. Oczywiście nie jest też tak różowo, jak podaje ZTM Poznań, że źle działa tylko 0,22 proc. czytników. Zdarza się, że któryś np. skasuje pieniądze jak za siedem przystanków zamiast za dwa. Albo nie „zauważy” przesiadki i zacznie liczyć jak od początku podróży. Jednak to incydenty, a nie norma. Zdecydowana większość czytników działa prawidłowo.

Mit 9: Jeśli system ściągnie nam za dużo pieniędzy z karty, to już ich nie odzyskamy.

Nieprawda. Do ZTM Poznań spływają codziennie setki reklamacji – ostatnio jest ich ok. 2 tys. na tydzień – ale urzędnicy jakoś sobie z tym radzą. I, co ważne, uzasadnione pisma rozpatrują pozytywnie. Dowód:



Mit 10: Po doładowanie PEKI za każdym razem trzeba jeździć do punktu ZTM i czekać w dłuuugiej kolejce.

Nieprawda. Do punktu ZTM tak naprawdę trzeba pofatygować się tylko raz – po odbiór karty. Potem doładowanie można zrobić przez internet (szczerze? nie polecam, zdarzają się potem kłopoty z „przelaniem” wpłaconych pieniędzy na kartę). Albo w jednym z ponad 120 punktów sprzedaży biletów (polecam!). Ich wykaz jest na stronie ZTM Poznań.

Mit 11: W ZTM sprawdzają, gdzie „odpikujemy” kartę przy wejściu, a gdzie przy wyjściu. W ten sposób mogą nas śledzić! Wiedzą, na jakich trasach jeździ każdy z nas.

Zostawiłem to na koniec, bo to chyba najbardziej absurdalna obawa. No pewnie: urzędnicy ZTM Poznań całymi dniami nie mają co robić, więc regularnie śledzą wykazy podróży 300 tys. mieszkańców (tylu obecnie ma PEKĘ). I sprawdzają, osoba po osobie, kto, skąd i dokąd podróżował.

Naprawdę, miejskim urzędnikom można czasem zarzucać nieróbstwo czy zajmowanie się nie tym, czym powinni. Ale takie spiskowe teorie to już lekka przeginka. Jedno proste pytanie: po co mieliby to robić?

Jeśli ktoś nie chce PEKI, bo ZTM Poznań rzekomo będzie go śledził, to niech od razu wyrzuci też telefon komórkowy. Przecież pracownik Plusa, T-Mobile czy Play na pewno siedzi i sprawdza, gdzie loguje się jego komórka. I tak 24h na dobę. Na bank.

Nie dajmy się zwariować.

Postawili krzyżyk i teraz przepłacają...

Uff, to byłoby na tyle. Mam nadzieję, że udało mi się odkręcić przynajmniej część mitów, niedomówień i błędnych przekonać na temat PEKI. Żeby była jasność: miasto wprowadziło nowy system w najgorszy z możliwych sposób i kompletnie bez przygotowania, nad czym zresztą od dwóch dni rozwodzi się „Głos Wielkopolski”.

Ale skoro ten nowy system na ogół działa sprawnie, i skoro już wydaliśmy na niego 46 mln zł, to dajmy mu szansę, zamiast od razu stawiać na nim krzyżyk. Ma dużo zalet (o ile dobrze działa). Musiałem to wszystko napisać, widząc, jak ludzie przepłacają za drogie papierowe bilety. Bo o karcie PEKA nasłuchali się (również od nas dziennikarzy) tyle złego, że "dla zasady" z niej nie korzystają. A tymczasem ZTM Poznań – zamiast ratować sytuację i wyeksponować zalety PEKI – bawi się w jakieś "pytania dnia" i brnie w totalną wizerunkową katastrofę.

Seweryn Lipoński / 5 października 2014