www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Radni stanęli na wysokości zadania. PEKA od 1 lipca dla pasażerów, nie dla urzędników

29 stycznia 2014,

Radni stanęli na wysokości zadania. PEKA od 1 lipca dla pasażerów, nie dla urzędników

Poznań - PEKA - ZTM - MPK - komunikacja miejska - rada miasta - bilety

Stało się. System Poznańskiej Elektronicznej Karty Aglomeracyjnej nie jest już tylko legendarnym systemem, o którym wszyscy tylko coś słyszeli. Od 1 lipca zaczniemy płacić PEKĄ w tramwajach i autobusach. Radni w końcu zgodzili się na zmiany i ustalili nowe ceny.

Krótko o tym, co najważniejsze: od 1 lipca podstawowym biletem komunikacji miejskiej w Poznaniu stanie się PEKA. Będzie można na niej wykupić bilet okresowy (taniej niż dziś: 30-dniowa sieciówka za 99 zł, spore upusty na bilety półroczne i roczne). Albo korzystać z niej jak z biletu jednorazowego – przykładając do czytnika przy wejściu i wyjściu i płacąc wtedy za konkretną liczbę przejechanych przystanków. Taryfa poniżej.



W przypadku biletów okresowych „pikanie” nie będzie obowiązkowe. Można będzie więc trzymać kartę cały czas w portfelu czy w kieszeni. A kto nie chce mieć imiennej PEKI – będzie mógł kupić taką na okaziciela (za kaucją 20 zł, ale uwaga, sieciówka na taką będzie dużo droższa!). Albo jednorazowy bilet na 10 min (za 3 zł), na 40 min (4,60 zł), będą też całodobowe, na dwa i na trzy dni. W kiosku, w biletomacie albo przez komórkę.

Uff... Po szczegóły, jak będziemy jeździć z PEKĄ, zapraszam do mojego obszernego poradnika. Zresztą muszę zaraz zrobić w nim update, bo parę rzeczy się jednak zmieniło lub przynajmniej wyjaśniło.



Tak głosowali poszczególni radni nad wprowadzeniem systemu PEKA

Trzeba przyznać, że w całej sprawie radni stanęli na wysokości zadania. Wystarczy przypomnieć, jak system PEKA miał wyglądał według pierwszych pomysłów urzędników sprzed roku.

To miał być system pełen pułapek i represji, wcale nie gorszych niż policyjne łapanki pieszych przy Teatralce czy Bałtyku. Zestresowani pasażerowie mieli myśleć głównie o „odpikiwaniu” karty przy każdym wejściu i wyjściu z pojazdu. Nawet ci posiadający np. 30-dniową sieciówkę (która, notabene, miała być droższa: miała kosztować 107 zł, a nawet 115 zł).

Nie wspominając już o pasażerach z darmowymi przejazdami, typu emeryci powyżej 70 lat. Oni też mieli obowiązkowo wyrobić sobie PEKĘ i nią „pikać”. Pod groźbą kary – tak, kary ponad 200 zł, a nie żadnej opłaty manipulacyjnej – zupełnie jakby byli gapowiczami bez biletu. A co!

A wszystko po to, żeby – oficjalnie – zmierzyć frekwencję w tramwajach i autobusach. Cel szczytny. Szkoda tylko, że kosztem komfortu pasażerów. Nieoficjalnie – obowiązkowe „pikanie” miało służyć też temu, aby wszyscy bez wyjątku wyrobili sobie PEKĘ, bo miasto obiecało we wniosku o unijną dotację, że przynajmniej 400 tys. osób skorzysta z niej i co najmniej raz „piknie”.



My, dziennikarze, łapaliśmy się wtedy za głowę. Nazywałem nawet PEKĘ bombą z opóźnionym zapłonem, która może nam rozsadzić całą komunikację miejską w Poznaniu. Na pierwszą falę krytyki urząd zareagował alergicznie. Rzecznik ZTM stwierdził, że „wydaliśmy wyrok”, a prezydent Grobelny i dyrektor Bajoński odmówili udziału w debacie o systemie PEKA, jaką chcieliśmy zorganizować w „Gazecie”.

Miasto przeprowadziło za to własne konsultacje. Także wśród seniorów, młodzieży w ramach kawiarenki obywatelskiej, itd. I trzeba uczciwie powiedzieć, że z tych konsultacji wyciągnęło wnioski.

Wprawdzie prace nad projektem dłużyły się niemiłosiernie – ale za to pomysły pokazane pod koniec listopada były już dużo bardziej przyjazne dla pasażerów. Wciąż miały jednak sporo wad. M.in. z tym nieszczęsnym „pikaniem” urzędnicy jakoś nie chcieli się rozstać. Chcieli, aby było obowiązkowe chociaż przy wsiadaniu...

Na szczęście radni ostatecznie poprawili system PEKA tak, że większych wad nie ma prawie wcale. Niestety ta batalia trwała tak długo, że wokół PEKI zdążyła się wytworzyć bardzo nieprzyjemna atmosfera. Wystarczy spojrzeć na komentarze czytelników „Gazety” pod tekstem o wprowadzeniu PEKI, wśród nich np.:

I tym sposobem przemycono drastyczną podwyżkę cen biletów jednorazowych. Z 15 minut za 2,80, na 10 minut za 3 złote. Brawo Rysiu!

sudo_su / źródło: poznan.gazeta.pl



"Bilet bedzie wazny nie 30 min ale az 40" Dobre.. Roznica wprost powalająca. 3 zet za 10 min jazdy ?? Chyba ich pogieło.Jesli moja fura nawet pali 10 litrow na 100km to wyjdzie mi taniej. Mozna siem obsmiac z tych rewelacji

tuskopizdrak / źródło: poznan.gazeta.pl



Niemal cała krytyka skupia się teraz na drogich biletach jednorazowych. No bo jak to 3 zł za 10 min jazdy? Oczywiście, można się oburzać. Ja jednak przyjmuję i rozumiem argumentację wiceprezydenta Kruszyńskiego, który mówi, że gdyby bilety poza PEKĄ były zbyt tanie – to z samej PEKI mało kto chciałby korzystać.

Nikt z komentujących nie zwraca uwagi, że teraz przejechanie 3-4 przystanków będzie dużo tańsze niż dotychczasowe 2,80 zł. Ba, będzie nawet tańsze niż 2 zł za taki odcinek po podwyżkach z 2008 r.!

Ale myślę, że to się zmieni. Gdy ktoś, kto przyjechał do pracy samochodem (spalając paliwa za ileś złotych) usłyszy, że kolega z biurka obok podjechał tramwajem i zapłacił np. 1,10 zł za dwa przystanki. No, powiedzmy, 1,60 zł za trzy. Albo że ma sieciówkę i może jeździć sobie po mieście wszystkim za 99 zł. Szybko w tramwajach i autobusach powinno zaroić się od pasażerów jeżdżących właśnie 2-3 przystanki, które dotąd chodzili pieszo.

Zła aura wokół PEKI szybko opadnie. O ile, miejmy nadzieję, nie zepsuje jej znowu sam ZTM jakimiś idiotycznymi pomysłami.

Seweryn Lipoński / 29 stycznia 2014