Poznań Spoza Kamery » Co zrobiłby prezydent Grobelny, gdyby to referendum miało odbyć się w Poznaniu?

5 października 2013,

Co zrobiłby prezydent Grobelny, gdyby to referendum miało odbyć się w Poznaniu?

Poznań - Warszawa - Hanna Gronkiewicz-Waltz - Ryszard Grobelny - referendum

Końcówkę tygodnia spędziłem w Warszawie. Wrażenia? Głównie takie, że w stołecznych mediach mówi się niemal wyłącznie o referendum.



W Platformie i w ratuszu chyba też. Czwartek: będzie 600 mln zł dla Warszawy na odszkodowania za tzw. dekret Bieruta. Miejski inżynier ruchu chce wprowadzić zakaz wjazdu tirów do miasta. Radni idą na rękę płacącym podatki w stolicy (tańsze bilety) i wprowadzają kartę warszawiaka z ulgami dla rodzin.

Piątek: miasto wyrzuciło po latach nieuczciwych taksówkarzy sprzed Dworca Centralnego. Hanna Gronkiewicz-Walt najwyraźniej postanowiła przepchnąć tuż przed referendum wszelkie pożądane przez mieszkańców rozwiązania – ile tylko się da.

Media trochę się z tego podśmiewują (podobnie jak z wizyt np. na budowie metra). Ale to naprawdę działa. Dzisiejszy sondaż TNS Polska dla „Gazety”: 61 proc. warszawiaków pozytywnie ocenia panią prezydent. Jeszcze w czerwcu było to tylko 40 proc. Choć zwolenników jej odwołania wciąż jest bardzo dużo.



Pewnie nie wszyscy pamiętają – ale podobnie mogło być w Poznaniu. Miejska opozycja (PiS + SLD) już, już prawie zbierała podpisy pod wnioskiem o referendum. Wycofała się w ostatniej chwili. Z badań wyszło, że aż 60 proc. poznaniaków w ogóle nie chciałoby się włączyć w akcję odwoływania prezydenta.

Co byłoby, gdyby referendum jednak doszło do skutku? Na Poznań Spoza Gazety było już parę tekstów z kategorii political fiction. Jak choćby ten o Poznaniu, któremu UEFA nagle odbiera Euro 2012. Albo ten o konsultacjach PEKI, który doczekał się nawet polemiki na stronie miasta.

Mimo to zaryzykuję raz jeszcze.

Prezydent Ryszard Grobelny ma akurat tę przewagę, że jego notowania nie zależą od poczynań tej czy innej partii. Ale jest i druga strona medalu. Nie miałby choćby „wsparcia” premiera nawołującego o bojkot referendum.

Niewykluczone więc, że i tu byłoby takie pospolite ruszenie urzędników. I nagłe działania dla mieszkańców. Możliwe, że nagle zobaczylibyśmy, jak…

…Prezydent Grobelny maluje pasy na ul. Matyi, skracające drogę na nowy dworzec. Przyznaję: do tego wpisu zainspirowała mnie Matyldas1234 z forum poznan.gazeta.pl. To ona parę razy pisała, że gdyby doszło do referendum, to wiceprezydent Mirosław Kruszyński osobiście wymalowałby to przejście przez jezdnię.



Mnie bardziej widzi się „podkręcona” wersja z samym prezydentem Grobelnym. W końcu to jego miałoby dotyczyć referendum. O samej skandalicznej sprawie z 400-metrową drogą na dworzec pisałem tu już wielokrotnie, nie będę się powtarzał, zapraszam do lektury pod tym linkiem.

…Tramwaje wracają na Kaponierę już w październiku. Na razie termin to grudzień. A i tak poznaniacy kręcą z niedowierzaniem głowami, widząc rozkopane rondo przejezdne tylko dla aut i tylko w jednym kierunku, w dodatku drogą pokręconą niczym tor wyścigowy Estoril w Portugalii.



Jestem jednak pewien, że samo hasło „referendum” podniosłoby tempo prac do tego prezentowanego przez Trigranit i jego wykonawców przy Poznań City Center. A może nawet do szaleńczego tempa na ul. Roosevelta z ostatnich dni przed Euro 2012.

…Na Termach Maltańskich tanieją bilety. Odejście prezes Magdaleny Wesołowskiej zapewne odbyłoby się w nieco innej formie i z większym hukiem. Tak aby prezydent Grobelny mógł powiedzieć: zobaczcie, ludzie! Mówiliście, że sobie nie radzi, to was posłuchałem i ją zwolniłem. Jej głowa poleciałaby jak te z warszawskiego ratusza po problemach z przetargiem śmieciowym.

Nowy szef aquaparku na dzień dobry dostałby „mission impossible”. Obniżyć ceny i jeszcze zrobić tak, aby obiekt – przynajmniej oficjalnie – nie przynosił żadnych strat. Być może udałoby się też przesunąć imprezę z okazji drugich urodzin Term Maltańskich. Zamiast 16 października mogłyby się odbyć tuż przed referendum (daję głowę, że tym razem tort kroiłby sam prezydent - jak na otwarciu nowej Pestki).



Albo – jeszcze lepiej – w dniu głosowania. I jako impreza całodzienna. Żeby miłośnicy pływania nie poszli przypadkiem do urn.

…System PEKA jest robiony po ludzku. Kto wie, czy nie byłaby to największa dla mieszkańców korzyść z referendum. Nagle okazałoby się, że tej PEKI wcale „odpikiwać” nie trzeba, jak ma się miesięczny bilet. No bo to przecież bez sensu. Pasażerów można policzyć inaczej.

Kary za „nieodpikanie”? Jakie kary? To tylko ten niedobry szef Zarządu Transportu Miejskiego, pan Bajoński, coś tam przebąkiwał bez konsultacji. Przecież prezydentowi coś takiego nigdy nie przyszłoby do głowy.

Aha – cena sieciówki zeszłaby poniżej 100 zł. Albo raczej miałaby zejść od stycznia. Dzięki temu przed referendum nikt nie zadawałby niewygodnych pytań o dziurę w budżecie.

…Aneks stadionowy ląduje w koszu. Zapewne powróciłaby sprawa umowy z operatorem stadionu. Czyli Lechem Poznań i Marcelin Management. Prezydent nie zgodziłby się na podpisanie żadnego aneksu (przynajmniej nie na takich warunkach).

A nawet jeśli – to zaraz po złożeniu wniosku o referendum ów aneks wylądowałby w koszu. I właśnie to radni nazywaliby „dziwną koincydencją”, a nie kontrowersje wokół sprzedaży nazwy obiektu.



Po zerwaniu umowy stadionem zarządzałoby miasto, wyłożyłoby kilka milionów na jego utrzymanie (konieczny kredyt), ale za to niespodziewanie często zaczęłyby się tam odbywać różne eventy dla mieszkańców.

Nie muszę chyba dodawać, że przynajmniej część z tych działań poprawiłaby prezydentowi notowania. Choć już na wejściu miałby je dużo lepsze niż Hanna Gronkiewicz-Waltz. Może nawet uznałby, że skoro w sondażach ma nadal około 50 proc. poparcia, jak w ostatnim takim badaniu dla WTK właśnie w kontekście referendum, to jednak nie musi przed referendum nic robić…

Ale nie sądzę. Przypomnę tylko, że gdy na początku roku hasło „referendum” padło pierwszy raz – prezydent Grobelny pojechał do ZTM i na oczach dziennikarzy opieprzał swoich ludzi od komunikacji.

Seweryn Lipoński / 5 października 2013