Poznań Spoza Kamery » Poznań bierze się za konsultacje. Prezydent Grobelny podpisał, czekamy na konkrety

11 sierpnia 2013,

Poznań bierze się za konsultacje. Prezydent Grobelny podpisał, czekamy na konkrety

Poznań - Ryszard Grobelny - ZDM - PEKA - konsultacje społeczne - rondo Rataje

Patrzę i przecieram oczy ze zdumienia. Władze miasta właśnie dokonują – albo przynajmniej próbują dokonać - jakiejś rewolucji w konsultacjach społecznych. Które dotąd często polegały na tym, aby mieszkańców niby o zdanie zapytać, a potem i tak zrobić po swojemu.

Zaczął wiceprezydent Tomasz Kayser. Na poniedziałkowej debacie „Poznań – miasto dla ludzi” obrywał ostro od niemal wszystkich dyskutantów. Broniąc się, niespodziewanie oświadczył:

Dziś administracja to już nie władza, która nakazuje i żąda. Musimy się liczyć z obywatelami

Tomasz Kayser, zastępca prezydenta Poznania



Niby oczywista oczywistość, ale… W Poznaniu wcale jeszcze nie tak oczywista. Tym cenniejsze, że pada to z ust wiceprezydenta.

Zresztą to był chyba ostatni dzwonek na reakcję. Wokół konsultacji społecznych w Poznaniu w ostatnim czasie zaczęło się robić naprawdę gorąco.

Bo oto prezydent Ryszard Grobelny w ostrym liście do „Gazety” chwali się, że „współczesna władza lokalna, przynajmniej w Poznaniu, jest jedną z najbardziej otwartych na głos mieszkańców”…



Niemal w tym samym czasie do radnych trafia skarga na Zarząd Dróg Miejskich, który od półtora roku „prowadzi” konsultacje w sprawie wiaduktu na Starołęce i skończyć ich nie może, a już tym bardziej odpowiedzieć mieszkańcom na ich pytania i uwagi. Chwilę później prezydent i jego ludzie odmawiają udziału w debacie „Gazety” o karcie PEKA. A tu za chwilę sami mają prowadzić konsultacje w tym temacie.

Wszystko to mogło u poznaniaków wywołać wrażenie, że urzędnicy mają w nosie ich opinie. W samym urzędzie chyba też połapali się, że zabrnęli trochę za daleko. Wystarczy przywołać dość alergiczną reakcję na mój prześmiewczy tekst o nadchodzących konsultacjach wspomnianej PEKI. To chyba pierwszy raz, kiedy wpis na prywatnym blogu (!) doczekał się oficjalnej odpowiedzi zamieszczonej na stronie miasta.



Ale oto idą zmiany na lepsze. Prezydent podpisał właśnie dwa ważne zarządzenia. Pierwsze – dotyczące zasad przeprowadzania konsultacji - pozwoli ujednolicić miejskie konsultacje, zaś prezydent i jego ludzie (ściślej: biuro prezydenta) będą sprawować nad nimi bezpośrednią kontrolę. W praktyce powinno to uciąć wszelkie niedotrzymywanie terminów i inne kwiatki, które dotąd się zdarzały.

Drugie zarządzenie dotyczy ściśle konsultacji inwestycji drogowych. Rady osiedli będą mogły organizować spotkania mieszkańców z urzędnikami – trochę na wzór dyskusji o planach zagospodarowania. Przywołuje to na myśl również negocjacje wokół strefy kibica przed Euro 2012. Moim zdaniem był to najlepszy przykład konsultacji w ostatnich latach (choć jako pierwsi z inicjatywą wyszli tu mieszkańcy) i powinien stanowić wzór – przynajmniej wobec największych, najpoważniejszych inwestycji.



Mamy już zresztą pierwsze oznaki ocieplenia klimatu wokół konsultacji. Urzędnicy wybrali właśnie wskazany przez poznaniaków (choć najdroższy!) wariant przebudowy ronda Rataje. Wszystko wskazuje, że równie poważnie wezmą pod uwagę opinie mieszkańców przy rozszerzaniu strefy tempo 30 w centrum miasta.

Z kolei trwające właśnie ankiety dotyczące strefy parkowania na Jeżycach wyglądają bardziej na zagranie pod publiczkę. Coś w stylu: zobaczcie, nie tylko wydajemy jakieś zarządzenia, ale od razu zaczynamy was słuchać. Jednak już deklaracja, że wyniki tych badań wpłyną na decyzje dotyczące przyszłej strefy na Wildzie czy Łazarzu, brzmią całkiem sensownie.



Szef oddziału dialogu społecznego Maciej Milewicz przekonywał mnie parę dni temu, że „pan prezydent naprawdę chce pytać poznaniaków o zdanie”, organizować dużo spotkań itd. Chciałbym wierzyć, że to prawda. Choć do tej pory wiele na to nie wskazywało.

Niestety efekty są też takie, że część mieszkańców po prostu już urzędnikom nie ufa. Np. Michał Kucharski z rady osiedla Naramowice na wieść o zmianach w konsultacjach od razu stwierdził, że to zrzucanie odpowiedzialności właśnie na osiedlowych działaczy.

Takie podejście to droga donikąd. Jeśli mieszkańcy już na wstępie będą na „nie” wobec urzędników – to wcale nie będą lepsi niż ci właśnie urzędnicy, którzy dotąd często byli na „nie” wobec mieszkańców. Jeśli ktoś wyciąga (oby szczerze) rękę na zgodę – może warto mu podać swoją. Inaczej żaden kompromis nie będzie możliwy.

Jednak o prawdziwej zmianie w konsultacjach będziemy mogli mówić dopiero wtedy, kiedy za zarządzeniami pójdą kolejne konkretne czyny. Gdy na Naramowice będą jeździć tramwaje, a nie trolejbusy – o ile tak zażyczą sobie mieszkańcy. Gdy Św. Marcin i ul. 27 Grudnia zmienią się tak, jak wskażą poznaniacy w konsultacjach. A tym z Folwarcznej i os. Przemysława urzędnicy zapewnią dobry dojazd na pętlę Franowo.



Wreszcie – gdy wiceprezydent Kruszyński każe wymalować pasy skracające drogę na dworzec, zamiast ulegać niezrozumiałemu dyktatowi 13 osób z komisji bezpieczeństwa ruchu (których logika nakazywałaby likwidację niemal wszystkich przejść dla pieszych w całym mieście).

A, i jeszcze jedno – gdy w sprawie PEKI urzędnicy pójdą na kompromis. I przestaną upierać się przy odbijaniu karty zawsze i wszędzie, bo przecież muszą policzyć sobie za darmo pasażerów.

Właśnie tak! To są konkretne przykłady konkretnych miejsc i inwestycji, przy których – może z wyjątkiem ulic w ścisłym centrum – głos mieszkańców na razie nie jest brany pod uwagę. Ale wciąż jest szansa, że to się zmieni.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby mieszkańcy mieli decydujący wpływ na WSZYSTKIE decyzje. Groziłoby to totalnym populizmem i dyktaturą większości. A budżet Poznania rozsypałby się po pierwszym półroczu. Jednak mieszkańcy muszą mieć poczucie, że się ich słucha. A jak zaproponują coś mądrego i sensownego – to tak „władza” zrobi.

Wydaje się, że rondo Rataje może być taką pierwszą jaskółką. Oby tylko nie ostatnią.

Seweryn Lipoński / 11 sierpnia 2013