Poznań Spoza Kamery » Pan prezydent nie przyjdzie, pan dyrektor nie przyjdzie. Czyli jak próbowaliśmy ich zaprosić na debatę o systemie PEKA

19 lipca 2013,

Pan prezydent nie przyjdzie, pan dyrektor nie przyjdzie. Czyli jak próbowaliśmy ich zaprosić na debatę o systemie PEKA

Poznań - PEKA - ZTM - Ryszard Grobelny - Bogusław Bajoński - Mirosław Kruszyński

Pewnie zauważyliście, że ostatnio dość mocno krytykujemy nadchodzący system Poznańskiej Elektronicznej Karty Aglomeracyjnej. Bo – obok oczywistych zalet – niesie też sporo niedogodności, typu odbijanie karty przez posiadaczy sieciówek czy nawet ludzi zwolnionych od posiadania biletu w ogóle (!). I to pod groźbą kary.

- Zaraz, chwila. Jak tylko pokrzyczymy i pokrytykujemy, to nic nie pomoże. Zróbmy debatę. Zaprośmy władze miasta, podyskutujmy, to jedyna szansa, żeby coś zmienić na lepsze – zreflektowałem się któregoś dnia w redakcji.



No to spróbowaliśmy przygotować debatę w Gazeta Cafe. Podobną do tych, które robimy co jakiś czas w ważnych sprawach – np. pod koniec zeszłego roku dyskusja ogólnie o komunikacji miejskiej i podwyżkach cen biletów.

Nie wiedzieliśmy, że zamieni się to w trwający cały tydzień serial pt. „Zapraszamy przedstawicieli władz miasta”. Urzędnicy zwodzili nas, a na koniec oznajmili, że w naszej debacie nie zamierzają uczestniczyć.

Środa, 10 lipca

Żeby debata przyniosła jakikolwiek skutek – powinien być na niej ktoś z władz miasta. Pierwsza myśl to Mirosław Kruszyński, wiceprezydent Poznania odpowiedzialny za komunikację.

Dzwonię więc do Pawła Marciniaka, rzecznika prasowego Urzędu Miasta. To z nim załatwia się takie sprawy. Pyta, na czym ma polegać ta debata i kto jeszcze będzie. No to opisuję. Chcemy się zorientować, kiedy pan prezydent Kruszyński znajdzie czas, to dostosujemy się z terminem. Krótki opis debaty wysyłam też Marciniakowi mailem.

Krótko potem dowiaduję się jednak od asystentki Kruszyńskiego, że wiceprezydent idzie na trzy tygodni urlopu. Pech.

Czwartek, 11 lipca

Marciniak w mailu potwierdza: Kruszyńskiego nie da rady zaprosić, bo będzie na urlopie. Pyta więc:



Chodzi o Bogusława Bajońskiego, szefa Zarządu Transportu Miejskiego. Odpowiadam, że jak najbardziej pomoc się przyda. Ale może udałoby się zaprosić również samego pana prezydenta Grobelnego? Skoro jego zastępca akurat będzie na urlopie…

Piątek, 12 lipca

Dzwonię do Marciniaka. Czy coś już wiadomo? – Próbuję się dodzwonić do dyrektora Bajońskiego. Najpierw z nim chcę ustalić, potem ewentualnie z panem prezydentem. Będę próbował dalej – obiecuje Marciniak.

Zatem czekam.

A tu, po południu (godz. 14.07), niemiła niespodzianka. Mail od Marciniaka:



„Jak rozumiem skontaktował się Pan już z…”. No pewnie, najlepiej obiecać pomoc, a później się wycofać i udawać, że sprawy nie było.

Dzwonię więc sam do dyrektora Bajońskiego. Mówi, że ma spotkanie, nie bardzo może rozmawiać. Debata? Hmm, dobrze, ale teraz nie ma przy sobie kalendarza, więc nie powie, kiedy może przyjść. – Proszę o telefon w poniedziałek – kończy.

Poniedziałek, 15 lipca

Od rana próbuję się dodzwonić do dyrektora Bajońskiego. Nie odbiera. „Przepraszam, mam spotkanie” – pisze sms. Odpisuję:

Okej, dziękuję za info. Chciałbym po prostu zapytać, w który dzień w przyszłym tygodniu mógłby Pan przyjść na debatę o systemie PEKA, którą chcemy zorganizować w Gazeta Cafe. Zależy nam, żeby Pan był, dlatego chcemy dostosować termin do Pana. Będę wdzięczny za kontakt. Pozdrawiam, Seweryn Lipoński

Pan dyrektor nie odpisuje, nie oddzwania. I dalej nie odbiera.

Wtorek, 16 lipca

Skoro kontakt z dyrektorem Bajońskim się urwał – może uda się przez Bartosza Trzebiatowskiego, rzecznika ZTM. Akurat on powinien mieć dostęp do szefa niemal w każdej chwili.

Trzebiatowski na wstępie jest trochę zdziwiony: - Przecież nie jest jeszcze przesądzone, jak cały system PEKA będzie wyglądał.

No właśnie, mówię, no właśnie! Właśnie o to chodzi, że nie jest przesądzone. Dlatego to najlepszy moment na dyskusję. A nie za kilka miesięcy, gdy wszystko będzie już ustalone i żadna debata czy konsultacje nic nie zmienią.

Na to Trzebiatowski, że dobrze, porozmawia z dyrektorem Bajońskim.

Środa, 17 lipca

Już popołudnie. A Trzebiatowski wciąż milczy. No to dzwonię: - Czy udało się coś ustalić w sprawie debaty? Kiedy panu dyrektorowi pasuje?

Pan rzecznik na to, że jeszcze dokładnie nie wie. Ale będzie wiedział do końca dnia. Czy w ogóle już rozmawiał z dyrektorem? – Oczywiście. Sądzi pan, że mógłbym lekceważyć pana prośbę? – obrusza się.

Do końca dnia jednak terminów nie podaje.

Czwartek, 18 lipca

Czas na wielki finał. Trzebiatowski dzwoni z samego rana. I tłumaczy: ZTM sam zamierza zrobić konsultacje z mieszkańcami w sprawie PEKI. We wrześniu. Urzędnicy sami będą organizować spotkania. Dlatego teraz w żadnej debacie organizowanej przez „Gazetę” pan dyrektor Bajoński nie będzie uczestniczyć.

Najbardziej rozwala mnie jednak drugi argument, który Trzebiatowski podaje:

Gdyby najpierw była debata, a potem państwa teksty o PECE, to moglibyśmy się jeszcze zastanowić. Ale było na odwrót. Najpierw wydaliście wyrok na PEKĘ, a dopiero potem chcecie robić debatę

Rzecznik ZTM Bartosz Trzebiatowski



Tu trzeba dodać, że pan Bartosz Trzebiatowski do niedawna sam był dziennikarzem „Głosu Wielkopolskiego”. Zatem wie doskonale, że nie wydaliśmy na PEKĘ żadnego wyroku. Po prostu wskazaliśmy złe strony projektu, które mogą przysporzyć pasażerom niedogodności. A których urzędnicy zdają się nie dostrzegać.

Argument, że urzędnicy nie przyjdą na naszą debatę o PECE, bo śmieliśmy o niej pisać w krytycznym tonie, jest śmieszny. I zalatuje jakimś fochem rodem z gimnazjum. Z gimnazjum, a nie z urzędu, który ostatnio chwali się, jaki to jest otwarty na dyskusję i współpracę z mieszkańcami.

Gdyby nie nasze teksty – większość poznaniaków wciąż nie wiedziałaby, co ich czeka w związku z PEKĄ (choćby te kary za nieodbicie karty - nawet przez kogoś, kto nie musi mieć biletu!). I w związku z tym nie bardzo byłoby o czym dyskutować. Jasne, urzędnicy poopowiadaliby, jaka to PEKA jest wspaniała, po czym zadowoleni rozeszliby się do domów.

Ale tak się składa, że absurdy PEKI wyszły już na jaw. Nie da się ich dłużej ukrywać, drodzy panowie z ZTM-u. Naprawdę – nie chcieliśmy robić debaty po to, żeby Wam czy komukolwiek innemu przyłożyć. Chcieliśmy tylko podyskutować, co można zrobić, co można jeszcze zmienić, aby PEKA była jednak przyjazna pasażerom.

Chcieliśmy – ale Wy nie chcieliście.

Siłą na debatę oczywiście nikogo nie będziemy zaciągać. Rozczarował mnie zwłaszcza pan dyrektor Bajoński, którego ostatnio nawet chwaliłem, że jest gotów rozmawiać z mieszkańcami o PECE. Widocznie pochwaliłem za wcześnie. Choć jestem prawie pewien, że w tym przypadku polecenie, aby olać naszą debatę, poszło z samej góry. I sam Bajoński pewnie nie miał tu wiele do gadania.

Jak widać – miasto jest gotowe rozmawiać o PECE. Ale tylko na własnych warunkach.

Seweryn Lipoński / 19 lipca 2013