Poznań Spoza Kamery » Trigranit w końcu przyznaje, jak jest. Prawie pół kilometra na dworzec... ale za to różne drogi!

18 lipca 2013,

Trigranit w końcu przyznaje, jak jest. Prawie pół kilometra na dworzec... ale za to różne drogi!

Poznań - PKP - MPK - Poznań Główny - Trigranit - Poznań City Center - dworzec

Długo to trwało. Ale 100 dni przed otwarciem Poznań City Center przedstawiciele Trigranitu w końcu potwierdzili niewygodną prawdę: z nowego przystanku tramwajowego do kas dworca podróżni z ciężkimi bagażami będą musieli biegać około 400 metrów.



Przeczytaj poprzednie teksty na ten temat:

» Ile metrów z tramwaju do kasy, czyli o co tak naprawdę chodzi z przejściem przy dworcu
» Z tramwaju do kasy, czyli o co tak naprawdę chodzi z przejściem przy nowym dworcu - cd.

Co ciekawe – temat ostatnio nieco przycichł, jednak Trigranit sam na nowo go wywołał. Oczywiście na wtorkowej konferencji i wycieczce po powstającym centrum newsem nr 1 była data otwarcia (25 października).

Ale zamiast skupić się tylko na tym, przedstawiciele inwestora próbowali upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. I przekonać dziennikarzy, że z tą drogą z tramwaju na dworzec to wcale nie będzie tak źle, jak pisze „Gazeta” i pokrzykują stowarzyszenia.

Dlatego przygotowali mapki…



Pokazali nam też okolice przejścia podziemnego, którego dotyczą całe te kontrowersje. Bo idący na dworzec będą musieli nadkładać drogi. Rzecznik Trigranitu Przemysław Terlecki powiedział, że rzeczywiście, trzeba się będzie cofnąć do chodnika przy moście Dworcowym, ale to „tylko” 45 metrów.

Gdy dziennikarze zaczęli go wypytywać, ile dokładnie wyniesie cała droga z tramwaju na dworzec… Terlecki dość niespodziewanie odwrócił się do mnie i oznajmił z ironią:

Tu jest pan Seweryn Lipoński z „Gazety Wyborczej”, największy specjalista, jeśli chodzi o odległości z przystanku na nowy dworzec. On państwu powie

Przemysław Terlecki, rzecznik Trigranitu



Pozostawię to bez komentarza.

Na samej konferencji Terlecki od pytania już uciec nie mógł. Najpierw stwierdził, że droga ta wyniesie 300-310 metrów. – Ale Zarząd Dróg Miejskich ostatnio oficjalnie potwierdził, że to będzie 419 metrów. Skąd taka rozbieżność? – zapytałem.

I wtedy wyszła na jaw manipulacja Trigranitu. Okazało się, że firma owszem, liczyła odległość, ale dopiero od schodów prowadzących do tunelu (a z tramwaju trzeba jeszcze do nich podejść nawet 20-30 metrów). I tylko do… miejsca, w którym zaczyna się kładka prowadząca z mostu Dworcowego do nowego obiektu, a nie do samej hali dworca i kas (tu zgubiono jakieś 80-90 metrów).

W końcu więc Terlecki dał za wygraną i sam przyznał:

Gdyby policzyć również ten odcinek, to faktycznie wyjdzie około 400 metrów, co pokrywa się z wyliczeniami ZDM. Rozbieżności więc nie ma

Przemysław Terlecki, rzecznik Trigranitu



Trigranit natychmiast poszedł też w następujące tłumaczenie: okej, może i jest trochę daleko, ale za to pasażerowie będą mieli aż trzy różne drogi do wyboru! 1) przez most Dworcowy, 2) przez główne wejście do galerii handlowej, 3) przez dworzec PKS.

Trzeba przyznać, że to całkiem zręczne (w public relations ponoć nazywa się to „zamąć w głowie i odwróć uwagę”), ale jednocześnie – kuriozalne wyjaśnienie.

To zupełnie tak, jakby władze miasta mówiły mieszkańcom Naramowic: okej, dojazd do centrum macie może kiepski, ale za to zobaczcie, ile macie różnych opcji! Możecie stać godzinę w korku na Naramowickiej, iść pieszo 40 minut na Pestkę, jechać dookoła przez Dzięgielową i Morasko, albo – jeszcze lepiej – przez Biedrusko, Bolechowo i również zakorkowaną Gdyńską. Patrzcie, ile możliwości! Po prostu żyć, nie umierać… więc po co wam jakiś tramwaj czy Nowa Naramowicka?



Na szczęście urzędnicy jeszcze nie postradali zmysłów i podobnych rzeczy nie mówią. Ale już w sprawie dworca na skrócenie drogi się nie zgadzają. W efekcie do spółki z Trigranitem mogą zbudować nawet i sto różnych dróg na nowy dworzec – tyle że jeśli wszystkie będą miały po 400-500 metrów, to podróżni po prostu nie będą z nich korzystać. Smutna prawda.

Zaraz usłyszę, że „Gazeta” znowu jątrzy, kala własne gniazdo. Że jesteśmy malkontentami. I nie umiemy docenić, że ktoś coś zbudował na zaniedbanych dotąd Wolnych Torach, a do tego za własne pieniądze zbudował miastu drogi. A my mamy jeszcze jakieś pretensje.

Rzecz w tym, że Trigranit poza drogami i galerią handlową zbudował też obiekt użyteczności publicznej – dworzec kolejowy.



Gdyby takie 400-metrowe dojście zrobił do własnego, komercyjnego centrum handlowego, zasługiwałoby to najwyżej na obśmianie.

Jednak mówimy, jeszcze raz podkreślę, o obiekcie użyteczności publicznej. Drugim największym dworcu w kraju – 17 mln pasażerów rocznie. I jeśli tym pasażerom proponuje się biegać z bagażami niemal pół kilometra – to zasługuje na najwyższą krytykę.

P.S. Niestety koledzy i koleżanki z paru innych mediów „łyknęli” wyjaśnienia Trigranitu. We wtorkowym „Teleskopie” w TVP Urszula Łaszyńska w podsumowaniu materiału stwierdziła, że wkrótce okaże się, czy cała ta dyskusja wokół drogi na dworzec w ogóle miała sens. W podtekście: całkiem możliwe, że żadnego problemu nie będzie, a pasażerowie będą grzecznie chodzić 400 metrów przejściem podziemnym.

„Głos Wielkopolski” o drodze na dworzec tym razem nie napisał w ogóle. A dwa tygodnie temu olał wyliczenia ZDM-u i zadowolić się tłumaczeniem Trigranitu, że rzekomo z tramwaju na dworzec będzie tylko 240 metrów. Co – jak wyżej opisałem – okazało się wierutnym kłamstwem.

Seweryn Lipoński / 18 lipca 2013