Poznań Spoza Kamery » Szef ZTM rozbraja PEKĘ. Tak to możemy ze sobą rozmawiać!

7 lipca 2013,

Szef ZTM rozbraja PEKĘ. Tak to możemy ze sobą rozmawiać!

Poznań - Ryszard Grobelny - ZTM - MPK - PEKA - Bogusław Bajoński

O „kawiarenkach obywatelskich” – najnowszym pomyśle prezydenta i jego ludzi – od razu zaczęło się mówić, że to ustawka, kampania wyborcza. Pewnie jest w tym sporo prawdy. Na razie wygląda jednak na to, że ta kampania skłoni urzędników, aby wreszcie zacząć słuchać mieszkańców.



(Prezydent Ryszard Grobelny na pierwszej kawiarence obywatelskiej na początku czerwca / fot. Urząd Miasta Poznania)

Na pierwszej kawiarence, z udziałem samego prezydenta, akurat nie byłem. Za to w ostatni czwartek do Cafe Misja przyszedł Bogusław Bajoński, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego. I naprawdę pokazał tę lepszą, ludzką twarz władz miasta, której już dawno nie widzieliśmy. Zwracałem na to uwagę w weekendowym komentarzu tygodnia w „Gazecie”. Ale tu mam więcej miejsca, więc chciałbym rozwinąć tę myśl.

Żeby nie było – nie jestem żadnym fanem dyrektora Bajońskiego. Tu na blogu pisałem już, że zdobył to stanowisko, choć nawet nie spełniał do końca wymogów konkursu. A po paru miesiącach politycznej poprawności zapomniał się i palnął głupotę o „obywatelskich kontrolach” ludzi bez PEKI.

Jednak w czwartek na spotkaniu z młodymi poznaniakami był miły, wyluzowany, momentami dowcipny. Przyszedł i podyskutował. Nie obrażał się na krytykę. Wręcz przeciwnie, sam prosił o różne uwagi i pomysły na komunikację miejską. I wszystkich wysłuchał. Po prostu – równy gość.

Nie wiem, który z PR-owców urzędu wymyślił PEKĘ jako główny temat tej „kawiarenki”. Kartę PEKA spotkała ostatnio zmasowana krytyka – również z mojej strony i ogólnie ze strony „Gazety”. Dlatego był to manewr, delikatnie mówiąc, ryzykowny. Ale okazał się majstersztykiem.



Widać to było nie tylko po dyrektorze. Przede wszystkim – po samych uczestnikach dyskusji. Wielu z nich przyszło bardzo krytycznie nastawionych do PEKI. I nie bali się tej krytyki wyrażać szefowi ZTM prosto w twarz.

„Po to kupuję komkartę, żeby nie myśleć o żadnym odbijaniu!”, „To będzie częsta sytuacja, że ktoś zapomni odbić”, „A starsi ludzie też mają płacić karę, że nie odbili? Co z chorymi np. na Alzheimera?” – szczególnie w sprawie każdorazowego odbijania PEKI na głowę Bajońskiego sypały się niewygodne komentarze.

A dlaczego ta krytyka odbywała się w przyjaznej atmosferze i z uśmiechami na twarzach? Może dlatego, że Bajoński chętnie tego wszystkiego wysłuchiwał. I starał się odpowiadać, przekonywać merytorycznie (nie zawsze trafnie), a nie na zasadzie „nie, bo nie!”. W żadnym razie nie prezentował napinki typu: ja jestem władza, ja wiem najlepiej, więc co mi tu będziecie podskakiwać…

Np. poprzedni szef ZTM Łukasz Domański o protestach pasażerów przeciwko podwyżkom cen biletów powiedział raz, że „ma je w nosie”. Gdy zaś pretensje o zbyt drogie bilety zaczęły się w Cafe Misja – Bajoński uśmiechnął się i powiedział, że chętnie zjechałby z ceną. Gdyby tylko znalazł się sponsor, który da na to pieniądze… Przekaz niby podobny, ale przynajmniej inaczej powiedziane. Można? Można.



Postawa Bajońskiego szczególnie szokuje (oczywiście pozytywnie!) w zderzeniu np. z posiedzeniem w sprawie skrócenia drogi na nowy dworzec – które przecież miało miejsce zaledwie dzień wcześniej.

Tam drogowcy wydawali się zażenowani, że ktoś w ogóle śmie podważać ich opinię. A do podstawowego argumentu społeczników – że piesi i tak będą sobie skracać drogę na dworzec, nawet bez pasów – w ogóle nie chcieli się odnieść.

Zresztą sam Bajoński też był na owym posiedzeniu. I tu żółta kartka dla niego – bo wtedy nie odezwał się ani słowem, zaś jego ZTM również opowiedział się przeciwko przejściu.

Opowiada się też w dalszym ciągu za niektórymi absurdami PEKI. Jednak Bajoński najwyraźniej stwierdził, że nawet jeśli ma części tych absurdów bronić, to w inny sposób i w innej atmosferze, niż jego koledzy z Zarządu Dróg Miejskich czy policji.

Efekt? Młodzi poznaniacy, którzy przyszli na czwartkową „kawiarenkę”, wreszcie mogli poczuć nadzieję, że w sprawie swojego miasta będą mieć coś do powiedzenia. I to częściej niż raz na cztery lata przy urnie wyborczej.

Niedawno przyrównałem PEKĘ do bomby z opóźnionym zapłonem, której wybuch za chwilę może rozsadzić całą komunikację miejską w Poznaniu. Trzymając się tego porównania – w czwartek dyrektor Bajoński spróbował ją rozbroić, albo przynajmniej ugasić lont. A na koniec zapowiedział:

Chcę bardzo podziękować za tę burzę mózgów i cenne uwagi. Na pewno je wykorzystamy. Wszystkie wasze pomysły rodzą nadzieję, że to zafunkcjonuje. Nie dla mnie czy ZTM, tylko w interesie pasażerów i mieszkańców

Bogusław Bajoński, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego



Pytanie tylko, czy to jedynie czcze obietnice, czy może zapowiedź prawdziwych konsultacji w sprawie PEKI i szukania kompromisu. Mam wielką nadzieję, że właśnie to drugie.

Bo samo spotkanie w miłej atmosferze nie zmieni absurdów, jakie Bajoński i jego ludzie potworzyli wokół PEKI. Podczas tej „burzy mózgów” pojawiło się już nawet kilka wstępnych pomysłów, jak tych absurdów uniknąć, albo przynajmniej je wyłagodzić. Jeśli miasto z nich nie skorzysta – to będzie oznaczało, że dyrektor Bajoński i ponad 20 młodych ludzi w Cafe Misja po prostu zmarnowali czas.

Ktoś zaraz powie: przecież te kawiarenki to i tak jeden wielki pic na wodę. Czysty PR, kampania wyborcza prezydenta Grobelnego. No cóż. Jeśli tak, to nie mam nic przeciwko takiej kampanii. Powiem więcej! Niech prezydent czym prędzej wciągnie do niej również swoich zastępców, dyrektorów ZDM, straż miejską… Pewnie można by wymienić jeszcze kilka miejskich jednostek.

I niech ta kampania trwa jak najdłużej. Nie tylko do wyborów. Bo to szansa, że wreszcie – wzorem dyrektora Bajońskiego – urzędnicy zaczną z nami normalnie rozmawiać. Jak ludzie, a nie jak władza.

Seweryn Lipoński / 7 lipca 2013