Poznań Spoza Kamery » Radni o drodze na dworzec. Z dużej chmury mały deszcz, piłka wraca do władz miasta

4 lipca 2013,

Radni o drodze na dworzec. Z dużej chmury mały deszcz, piłka wraca do władz miasta

Poznań - ZDM - MPK - PKP - Poznań Główny - dworzec - Trigranit - Poznań City Center

To miała być ważna komisja. Może nawet przełomowa. Ostatnia szansa na wywalczenie krótszej drogi z tramwaju na dworzec, o której piszemy od kilku miesięcy i o którą zabiegamy wraz ze stowarzyszeniami.



(wiz. Jakub Gwizdała, My-Poznaniacy)

Słabiej zorientowanym w sprawie przypomnę tylko króciutko: nasi urzędnicy wymyślili sobie, że z nowego przystanku tramwajowego na dworzec (i na odwrót też!) podróżni mają chodzić ponad 400 m! Jedno dodatkowe przejście przez jezdnię pozwoli skrócić tę drogę o połowę. A po szczegóły odsyłam do poprzednich wpisów na ten temat:

» Ile metrów z tramwaju do kasy, czyli o co tak naprawdę chodzi z przejściem przy dworcu
» Z tramwaju do kasy, czyli o co tak naprawdę chodzi z przejściem przy nowym dworcu - cd.

Po tym, jak weto postawili urzędnicy (a konkretnie komisja bezpieczeństwa ruchu przy Zarządzie Dróg Miejskich) – sprawą w końcu zajęli się radni. Spodziewałem się dyskusji pełnej emocji. Ostrej wymiany argumentów, niewygodnych pytań.

Niestety wszystko potoczyło się inaczej. Już sam fakt, że na komisję nie przyszedł wiceprezydent Mirosław Kruszyński – a to on może odgórnie zadecydować o zrobieniu przejścia, co już zresztą raz próbował zrobić – był bardzo wymowny.

Zobaczyliśmy przerzucankę argumentów pomiędzy urzędnikami i policjantami a społecznikami. Trochę w tym winy również tych ostatnich. Bo obszerny list, trafnie obalający większość argumentów przeciw przejściu, stowarzyszenia wysłały dopiero rano – kilka godzin przed komisją. Radni zapewne nie mieli czasu, a może wręcz okazji, by się z tym zapoznać. A szkoda.

Efekt? Dyskusja trwała niespełna godzinę (nawet krócej niż poprzedzająca ją debata o sytuacji taksówkarzy przy dworcu). Emocje pojawiły się może ze dwa razy. Najpierw – gdy naczelnik drogówki mówił o kobiecie, która ostatnio zginęła pod kołami tramwaju na ul. Warszawskiej.

Jej rodzinę mało interesują wyliczenia czasu. Ich interesuje to, że tam jest niebezpiecznie. W sprawie przejścia na dworzec też tracimy jeden zasadniczy element. Gdzie jest poprawa bezpieczeństwa pieszych?

Józef Klimczewski, naczelnik poznańskiej drogówki



Drugi raz – gdy Paweł Sowa z Inwestycji dla Poznania ostro zaatakował decydentów. I zarzucił im, że to właśnie oni mogą doprowadzić do kolejnych takich sytuacji, jak tragedia z ul. Warszawskiej:

Naprawdę chodzi nam o bezpieczeństwo ludzi. A tak ludzie będą szukali innych dróg. To, co państwo robicie, to narażanie zdrowia i życia pieszych!

Paweł Sowa, szef stowarzyszenia Inwestycje dla Poznania



Nie znaczy to oczywiście, że nie usłyszeliśmy nic ciekawego. Pojawiło się kilka nowych wątków:

Wiemy już, dlaczego ponoć będzie niebezpiecznie. Wreszcie usłyszeliśmy coś więcej, niż dotychczasowe tłumaczenie, że dodatkowe przejście przez jezdnię „stworzy miejsce potencjalnej kolizji pieszych z pojazdami”.

Panowie z Zarządu Dróg Miejskich i MPK wyjaśniali, że tak naprawdę wcale nie o jezdnię chodzi. Tylko o torowisko. A konkretnie – o pasażerów jadących z Rataj, bo to oni musieliby jeszcze przejść na drugą stronę przystanku. Podobno będą notorycznie przechodzić na czerwonym świetle i może potrącić ich tramwaj.

Wobec tego aż ciśnie się na usta pytanie: jakim prawem funkcjonują jeszcze podobne przejścia przez tory przy Dworcu Zachodnim, moście Dworcowym, ul. Półwiejskiej – i dziesiątkach innych miejsc w całym Poznaniu?

Drogowcy potwierdzili wyliczenia stowarzyszeń. Przedstawili własną grafikę z różnymi wariantami dróg. Co ciekawe – wariant z dodatkowym przejściem wyszedł drogowcom nawet krótszy, bo 205 m (społecznicy mówili o 216 m).



Natomiast podstawowa droga przez przejście podziemne według drogowców rzeczywiście będzie mieć 419 m. Ciekawe, co na to panowie z Trigranitu, którzy ostatnio twierdzili, że wcale nie, i że będzie to tylko około 300 m.

Dodatkowym przejściem nie będą chodzić wszyscy. Jakoś nikt wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Dopiero dziś społecznicy obalili jeden z najpoważniejszych argumentów przeciw przejściu – że ponoć będzie tam ogromny ruch pieszych i może dojść do wypadku.

Przedstawiciele stowarzyszeń słusznie zauważyli:



Drogowcy zrobią wiele, aby „zmusić” do przejścia podziemnego. Dyrektor Kazimierz Skałecki z ZDM zapowiedział, że jezdnia będzie oddzielona od chodnika i wysepki tramwajowej różnymi przeszkodami typu barierki, betonowe płyty itd.

Zresztą drogowcy i policjanci nawet bez tego wyglądali na święcie przekonanych, że wszyscy podróżni będą grzecznie kierować się do przejścia podziemnego. I iść na dworzec naokoło – blisko pół kilometra.

No, może nie do końca przekonany był Maciej Nestoruk, zastępca komendanta miejskiego. On jeden jedyny przyznał w końcu, że policja ma pod tym względem pewne wątpliwości. Czytaj: liczy się z tym, że niektórzy faktycznie będą skracać sobie drogę.

I tu zabrakło mi kontry społeczników. Można było ten wątek kontynuować, rozwinąć, docisnąć! Powiedzieć urzędnikom: głupoty opowiadacie! Jakie bezpieczeństwo, skoro przed chwilą pokazywaliśmy na zdjęciach, że ludzie w takich przypadkach notorycznie skracają sobie drogę? Przecież tu będzie tak samo. Przestańcie opowiadać, że inaczej.

Sami radni przysłuchiwali się temu wszystkiemu trochę biernie. Tu też sądziłem, że ktoś z nich w końcu zawoła: - Zaraz, jak to? Pasażer z bagażami ma się tłuc na dworzec ponad 400 metrów ze schodami po drodze, choć drogę można skrócić niemal dwa razy? To jakiś absurd!

Pewnie właśnie tak zawołałby radny Mariusz Wiśniewski. To on skłonił komisję, aby w ogóle zajęła się tematem, lecz niestety akurat trafił mu się wyjazd i nie mógł być na posiedzeniu.

Drogowców i policjantów próbował dociskać i dopytywać głównie Adrian Kaczmarek:

Ludzie i tak będą przechodzić w tym miejscu. Nawet jeśli pasy nie będą namalowane. To będzie jeszcze bardziej niebezpieczne. Po co prowokować takie sytuacje?

Adrian Kaczmarek, radny SLD



Pozostali radni zaprezentowali raczej postawę „może tak… a może nie…”. Trigranit nadal niechętnie patrzy na pomysł z dodatkowym przejście.

Znamienne jest też, że głosu ani razu nie zabrali kolejarze. Mimo że na komisji była Magdalena Filipek-Lejman, menedżerka dworca, która obiecywała dbać o wygodę pasażerów. Gdyby powiedziała chociaż coś w stylu: - Zależy nam, żeby podróżni mieli łatwy dostęp do dworca i nie musieli chodzić z bagażami pół kilometra – sytuacja też wyglądałaby nieco inaczej.

A tak mamy pat. Radni niby wezwali prezydenta Kruszyńskiego, aby jeszcze raz przyjrzał się sprawie. Tyle że to znowu potrwa. A czas leci. Zbigniew Drzewiecki z Trigranitu potwierdził dziś, że drogi przy Poznań City Center mają być gotowe w październiku.

I zapewne – jak zauważył dr Jeremi Rychlewski z Politechniki Poznańskiej – wtedy usłyszymy, że już nic się nie da zrobić. Że nawet jeśli coś źle działa, nawet jeśli brakuje przejścia, to przecież bez sensu na nowo rozkopywać po miesiącu czy dwóch.

Piłka jest znów po stronie wiceprezydenta Kruszyńskiego. Panie prezydencie, szkoda, że nie było Pana na komisji. Ale mam nadzieję, że przynajmniej zapozna się Pan z jej protokołem. A także z listem stowarzyszeń obalającym argumenty przeciw skróceniu drogi na dworzec. Warto.

Seweryn Lipoński / 4 lipca 2013