www.poznanspozakamery.pl
facebook.com/poznanspozakamery

Poznań Spoza Kamery » Z tramwaju do kasy, czyli o co tak naprawdę chodzi z przejściem przy nowym dworcu - cd.

25 czerwca 2013,

Z tramwaju do kasy, czyli o co tak naprawdę chodzi z przejściem przy nowym dworcu - cd.

Poznań - ZDM - MPK - Trigranit - dworzec - Poznań Główny - PKP - Poznań City Center

Gdyby argument o „bezpieczeństwie” przy nowym dworcu traktować serio, należałoby na dzień dobry zlikwidować z połowę przejść w całym Poznaniu. Dziwię się też Trigranitowi, który marnuje świetną okazję, aby uratować twarz w oczach poznaniaków.

Z nowym dworcem mamy pewien problem. Bo z pozoru jest fajny. Taki nowoczesny, czysty, europejski. I nie śmierdzi tak jak stary. Dlatego PKP i Trigranit na wszelką krytykę reagują dość alergicznie. Coś w stylu: no jak to, zbudowaliśmy wam piękny obiekt na zaniedbanym terenie, więc o co w ogóle chodzi?



Problem w tym, że w pogoni za nowoczesnością i efektownością (nad torami, wielopoziomowy parking itd.) zapomniano o jednym. O wygodzie podróżnych.

Jak doszło do tego, że z tramwaju na nowy dworzec będzie 300-350 metrów ze schodami po drodze – opisywałem szczegółowo już w jednym z poprzednich wpisów. Dlatego nie będę tego tutaj powtarzał. Zamiast tego przedstawię własne przemyślenia, które klarowały się od dłuższego czasu.

Zintegrowane, czyli zdezintegrowane

Gdy patrzę na nowy dworzec – od razu ciśnie się na usta jedno pytanie. Dlaczego przystanku tramwajowego nie zrobiono vis-a-vis nowego obiektu? Drogowcy odpowiadają: most Dworcowy jest za wąski. Trzeba by zwężyć jezdnię, a to ze względu na duży ruch raczej nie wchodziło w grę.

Wtedy jednak nasuwa się kolejne pytanie. Dlaczego na tym etapie projektu komuś nie zapaliła się ostrzegawcza lampka? Dlaczego nikt nie pomyślał: hmm, skoro tak, to może lepiej umieścić dworzec w innym miejscu, np. bliżej ul. Głogowskiej i Roosevelta? Był na to czas. To był etap wyboru wykonawcy i projektu.

Tymczasem kolejarze postawili na projekt Trigranitu. Który, jak na złość, oddalił nowy dworzec od niemal wszystkiego! Od peronów 4-6, od powstającej hali Pestki, od innych przystanków tramwajowych (zarówno tych istniejących, jak i nowego, wokół którego jest cała ta burza). A nawet od samochodów. Bo żeby dojechać autem do dworca, trzeba będzie objechać całe centrum handlowe.



Efekt? Coś, co miało być Zintegrowanym Centrum Komunikacyjnym, poznaniacy zaczęli złośliwie nazywać „zdezintegrowanym”.

Teraz przejdźmy już do sedna sprawy. Czyli do nowego przystanku tramwajowego na ul. Matyi. Może jeszcze nie byłby tak beznadziejny – gdyby nie pokomplikowana droga z tegoż przystanku na dworzec. Kilkanaście metrów oddalania się od dworca, przejście podziemne, potem znowu cofanie się do chodnika… Aż się chce złapać za głowę. Kto to wymyślił?!

Nie jestem wrogiem przejścia podziemnego. Biorąc pod uwagę galerię handlową Poznań City Center oraz przyszły rozwój Wolnych Torów – ono rzeczywiście powinno tam być. Ale tak samo powinny być też zwykłe pasy (oczywiście ze światłami) z przystanku prosto na dworzec. A urzędnicy i Trigranit bronią się rękami i nogami, żeby tylko go nie robić.



W tej sprawie ciągle słyszymy: „bezpieczeństwo”, „bezpieczeństwo”, „bezpieczeństwo”. Na tej zasadzie powinniśmy zlikwidować połowę istniejących już przejść dla pieszych w całym Poznaniu. Od ręki mogę wskazać tuzin takich, na których naprawdę jest niebezpiecznie. I piszę to jako zarówno pieszy, jak i kierowca.

Przykładów nie trzeba zresztą daleko szukać. Skoro przejście przy nowym dworcu będzie niebezpieczne – to chcę wiedzieć, jakim prawem funkcjonuje obecne, tymczasowe przejście w bardzo podobnym miejscu? Drogowcy zrobili je na czas przebudowy dróg przy Poznań City Center:



Niby jest ograniczenie do 30 km/h. Ale znak stoi jakieś 15-20 metrów przed tym przejściem. Kto pędzi tam 60 km/h – i tak nie zdąży wyhamować. Zresztą kierowcy niekoniecznie się tym ograniczeniem przejmują. To jak to jest? Tu przejście może być, a kawałek dalej będzie już zbyt niebezpieczne?

Idźmy dalej. Tymczasowe przejście za Kaponierą przy ul. Dworcowej. Jest tak fatalnie oznaczone na jezdni, że kierowca dostrzega je, gdy już przez nie przejeżdża. Żadnych świateł nie ma. Zresztą zarówno tutaj, jak i na ul. Powstańców Wielkopolskich piesi muszą teraz chodzić jezdnią przy jeżdżących samochodach. I komisji bezpieczeństwa ruchu jakoś to nie przeszkadza.



Natomiast „Głos Wielkopolski” donosi o niebezpiecznym przejściu na remontowanej ul. Grunwaldzkiej. Kierowcy muszą tam mieć oczy dookoła głowy, aby nie potrącić wyskakujących zza autobusu pieszych. Ktoś jednak wydał na to przejście zgodę.

A już absolutnym hitem jest przejście przez ul. Estkowskiego – bez świateł (!), przez sam środek ruchliwej drogi, w miejscu, w którym czasem pędzi się nawet i 100 km/h. Co na to komisja bezpieczeństwa ruchu? Tam jest bezpiecznie, a na przejściu przy dworcu ze światłami już nie będzie?

Wysłałem dziś do Zarządu Dróg Miejskich pytania o powyższe przejścia. Do końca tygodnia powinienem się dowiedzieć, czy komisja bezpieczeństw ruchu opiniowała również te przejścia. A jeśli tak – to dlaczego zaopiniowała je pozytywnie (rozumiem, że w innym przypadku już dawno by ich nie było).

Wróćmy jeszcze na moment do przejścia przy dworcu. Dziwię się w tym wszystkim Trigranitowi, że uparcie stoi po stronie miejskich urzędników i ich poronionego rozwiązania:

Koncentrowanie się wyłącznie na ruchu pieszych, i to w kontekście wyłącznie dworca kolejowego, wydaje się krótkowzroczne

Przemysław Terlecki, rzecznik Trigranitu



Trigranit niemal od początku miał z poznaniakami na pieńku. Konkretnie od chwili, gdy próbował nazwać cały swój obiekt Poznań Główny City Center. Potem były kolejne aferki: z (nie)polskimi literkami w nazwie dworca, czy z peronami, na których – wbrew obietnicom – firma urządziła sobie plac budowy w biały dzień wśród podróżnych. Do tego schody ruchome w jedną stronę, kładka planowana w ogóle bez ruchomych, itd.

Sprawa przystanku przelała czarę goryczy. Poznaniacy zaczęli głośno mówić, że Trigranit ma w d… pasażerów kolei i że obchodzi go głównie własne centrum handlowe, zaś z dworca zrobił nędzną dobudówkę. Co prawda rzecznik Trigranitu powtarza ostatnio, że to wcale nie tak i nikt nikogo nie będzie zmuszał do chodzenia przez galerię Poznań City Center. Ale jest to reakcja spóźniona o dobrych kilka miesięcy.

A mogło być inaczej. Trigranit fatalnie rozgrywa tę sprawę z PR-owego punktu widzenia. Mógł przecież odbudować dobry wizerunek. Stanąć po stronie podróżnych i nacisnąć urzędników: zróbcie to dodatkowe przejście, bo jak nie, to… Pomyślcie tylko, ile węgierska firma zyskałaby z dnia na dzień w oczach podróżnych!

Ktoś powie, że ludzie z Trigranitu tak nie mogli, bo przecież umowa z miastem, zasady, dyplomacja… Kurna, a kto daje kasę na całą tę zabawę przy dworcu? Może nie Trigranit? Chyba nie powiecie, że inwestor nie miał tu dominującej pozycji w negocjacjach?



Gdyby się uparł – mógłby nawet i dziś zejść z placu budowy (przerysowuję, pewnie w rzeczywistości grożą za to jakieś kary). I gwarantuję, że miasto wróciłoby do niego na kolanach. Bo samo nie miałoby kasy, aby dokończyć przebudowę rozkopanych dróg. A cierpliwość kierowców, stojących w korkach, jest na wyczerpaniu prawie tak jak przed Euro 2012.

Tymczasem Trigranit daje pieniądze na roboty, na które – jak się okazuje – nie ma prawie żadnego wpływu. Daje się ogrywać drogowcom niczym ostatnio prezydent i jego ludzie w rozmowach z Lechem Poznań.

Za chwilę Trigranit „w nagrodę” dorobi się bojkotu galerii handlowej, o której już przebąkują co niektórzy internauci. A pasażerowie kolei będą zapieprzać po bilety z przystanków na Roosevelta i Głogowskiej. Nie, nie na nowy dworzec, tylko na Dworzec Zachodni. Ewentualnie do biletomatów.

PS. Jedna z osób związanych z inwestycją zapytała mnie niedawno: - A jakbyśmy zrobili to przejście i będzie wypadek, to kto poniesie odpowiedzialność? Inwestycje dla Poznania, My-Poznaniacy, czy może naukowcy z Politechniki Krakowskiej?

A ja na to: - Odwrócę pytanie. Jeśli to przejście tam NIE POWSTANIE, ktoś w pośpiechu na pociąg będzie przebiegał przez jezdnię i potrąci go samochód… to kto WTEDY poniesie odpowiedzialność? Drogowcy, komisja bezpieczeństwa ruchu, czy może Trigranit?

Odpowiedzi niestety nie uzyskałem.

Seweryn Lipoński / 25 czerwca 2013