Poznań Spoza Kamery » Dyrektor Domański zaciera ręce. Nadchodzi PEKA, poza nią nie będzie już niczego!

11 maja 2013,

Dyrektor Domański zaciera ręce. Nadchodzi PEKA, poza nią nie będzie już niczego!

Poznań - ZTM - MPK - PEKA - Bogusław Bajoński - komunikacja miejska

Mamy w Poznaniu bombę z opóźnionym zapłonem. Bomba ta nazywa się PEKA. Nie zdążyła jeszcze eksplodować – ale lont już się pali i jeśli ktoś w porę go nie zgasi, to wybuch może rozwalić całą komunikację miejską.

Nie mówimy o żadnej nowej rzeczy. Nazwa PEKA chyba każdemu w Poznaniu zdążyła się już obić o uszy. Zatem tylko dla formalności przypomnę, że to Poznańska Elektroniczna Karta Aglomeracyjna, która docelowo ma zastąpić komkarty (i parę innych rzeczy też – ale to nie od razu).



Pomysł w założeniach wydawał się dobry. Jedna karta – kilka funkcji. Jeśli chodzi o same bilety, to będzie można na nią ładować nie tylko miesięczną czy kwartalną sieciówkę, ale też np. bilet tygodniowy czy nawet krótszy. W razie czego posłuży też za bilet jednorazowy. Zapłacimy wtedy za dokładną liczbę przystanków, które rzeczywiście przejedziemy.

Na dodatek do utworzenia karty PEKA dorzuciła się Unia Europejska. M.in. dzięki temu wyrobienie karty jest darmowe.

Generalnie PEKA jeszcze do niedawna miała pozytywną „aurę”. Łukasz Domański, poprzedni szef Zarządu Transportu Miejskiego, był nią nawet tak zachwycony, że zapowiadał ją jako lekarstwo na wszelkie problemy poznańskiej komunikacji.

Coraz więcej wskazuje jednak na to, że urzędnicy koncertowo spieprzą całkiem dobrze zapowiadający się pomysł. A sama PEKA – zamiast zachęcić – zniechęci poznaniaków do korzystania z autobusów i tramwajów.

Absurd nr 1: Zwykłe bilety do śmietnika!

W ZTM założyli chyba, że skoro PEKA będzie taka super, to wszyscy ją sobie wyrobią i jakiekolwiek inne bilety przestaną być potrzebne.

Na odczepnego zamierzają zostawić jednorazowy bilet za 4,60 zł (!). I to ma być jedyna opcja dla pasażerów bez karty PEKA. Czytaj: turystów, biznesmenów, czy choćby ludzi przesiadających się w Poznaniu z pociągu na samolot (przecież na Ławicę z buta nie pójdą, a nie każdego stać na taxi).

Bilety 10-, 15-minutowe? A po co to komu? I w dodatku jeszcze bez elektronicznego czipa (bo zwykłych kasowników zostawić nie łaska…). Do kosza z tym!

Już jesienią ostrzegałem: to zupełnie tak, jakby właściciel sklepu (np. spożywczego) uznał, że nie przyjmuje od klientów gotówki, skoro można u niego płacić kartą. No brak słów.

Absurd nr 2: Odbijamy, odbijamy, odbijamy…

Nawet jeśli będziemy jednymi z 400 tys. szczęśliwych posiadaczy karty PEKA (na razie wyrobiło ją nieco ponad 70 tys. poznaniaków) – to o spokojnej podróży i tak możemy zapomnieć.

Kartę PEKA mamy odbijać zarówno przy wsiadaniu, jak i wysiadaniu. Okej, to sensowne w przypadku, gdy karta służy nam jako bilet jednorazowy, skoro mamy płacić za dokładną liczbę przystanków, które przejechaliśmy.

Ale oto słyszymy, że kartę mają sobie wyrobić (i oczywiście odbijać!) również ci, którym przysługują przejazdy… darmowe. Bo ZTM chce sobie policzyć w ten sposób pasażerów. Mało tego. W „Głosie Wielkopolskim” czytam dziś, że nawet posiadacze sieciówek mają odbijać kartę przy każdym wejściu i wyjściu z pojazdu!

Przecież jedną z zalet sieciówki jest to, że WSIADAM DO CZEGO CHCĘ I JADĘ, nie muszę pamiętać o kasowaniu czy odbijaniu czegokolwiek. A teraz? Będę miał wykupioną sieciówkę i mimo to przy kontroli wlepią mi karę, bo nie odbiłem karty przy wsiadaniu? Absurd!

Nie wspomnę już o kolejkach do kasowników. Zakładając, że posiadacze biletów okresowych to połowa pasażerów – chętnych do odbijania przy każdym przystanku będzie cztery razy więcej.

Absurd nr 3: Ile zapłacisz za sieciówkę? Policz sobie sam

Jesienią głośno było o tym, że w Poznaniu jest w sumie ponad 200 różnych rodzajów biletów (licząc wszystkie ulgi itd.). I że pasażerowie się w tym trochę gubią. Ale to taki pikuś mały w porównaniu z taryfą, która ma obowiązywać po wejściu karty PEKA.



Rozumiecie coś z tego? Bo ja nie. To znaczy – rozumiem, że muszę wziąć do ręki kalkulator i cenę biletu miesięcznego obliczyć sobie sam: 54,20 zł (za pierwsze 14 dni) + 16 razy 3,80 zł (za kolejne 16 dni, żeby było ich w sumie 30, czyli na miesiąc) = 115 zł.

Tak jakby nie można było po prostu napisać: Bilet miesięczny 30-dniowy imienny – 115 zł. Najwyraźniej w ZTM uznali, że nie można. I… tego właśnie nie rozumiem.

Btw, wyliczenie ceny biletu kwartalnego czy rocznego to jeszcze bardziej skomplikowana operacja.

Absurd nr 4: Ściągamy za całą trasę. Potem łaskawie ci oddamy

Na razie słyszałem o tym nieoficjalnie, więc nie wiem, czy to pewnik. (Mam nadzieję, że jednak nie). Podobno ma być tak: odbijamy kartę PEKA przy wejściu do autobusu czy tramwaju, i wtedy system „ściąga” nam kasę… za całą resztę trasy! Tak jakbyśmy jechali do końca, do pętli. Dopiero gdy wysiadamy i znów odbijamy kartę – system łaskawie oddaje nam kasę za tę część trasy, której nie wykorzystaliśmy.

Od razu pojawia się cała masa potencjalnych kłopotów. Co jeśli ktoś nie ma na karcie tylu pieniędzy, żeby mu starczyło na całą trasę? Może jeszcze kasownik wyświetli mu: „Pan/Pani nie jedzie. Sorry!”.

A jeśli, odpukać, przy wysiadaniu coś się zepsuje w kasowniku? I nie będzie chciał „odnotować”, że wysiadam? Wtedy, jak rozumiem, system nie odda mi pieniędzy i zapłacę jak do końca trasy. Nawet jeśli jechałem jeden przystanek…

Absurd nr 5: Nie wiemy, ile ta zabawa ma kosztować

Najlepsze padło na wczorajszej komisji, podczas której radni dopytywali o szczegóły systemu PEKA. Chcieli się dowiedzieć m.in., ile ma kosztować jego utrzymanie. Okazało się, że… nikt nie wie!

Nie jestem w stanie udzielić tej informacji

Bogusław Bajoński, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego / źródło: "Gazeta Wyborcza Poznań"



No bez jaj. Każda inwestycja – KAŻDA! – musi mieć przecież plany i analizy pokazujące przyszłe koszty. W tym przypadku szef ZTM oraz wiceprezydent odpowiedzialny za komunikację są pierwszymi osobami, które powinny te liczby znać. To nie jest tak, że coś sobie budujemy czy wprowadzamy i w ogóle nie liczymy się z tym, ile pieniędzy dodatkowo będziemy na to wydawać, gdy inwestycja będzie już zakończona.

Tak było nawet ze Stadionem Miejskim (inna sprawa, że według tych analiz obiekt miał na siebie zarabiać, a nawet przynosić zyski, co okazało się trochę wróżeniem z fusów).

Jeżeli chcemy wprowadzać system PEKA (ba, już zaczęliśmy, przecież tysiące ludzi mają już karty) i nawet nie wiemy, ile będzie nas w przyszłości kosztował… to jakim cudem UE przyznała nam dotację? Czy w polu „przewidywane przyszłe koszty” urzędnicy wpisali jakąś przypadkową kwotę?

--

Nawet nie mam żadnego szczególnego pomysłu na podsumowanie. Właściwie wszystko zostało już wyżej powiedziane. Mam cichą nadzieję, że ten tekst dotrze do kogoś z ZTM.

Inaczej i tak dowiedzą się o powyższych absurdach. Tyle że od pasażerów. I dopiero za rok. W chwili, kiedy cały system PEKA wejdzie w życie i wielu rzeczy nie będzie można już zmienić. Dlatego trzeba działać teraz, bo wszystkie absurdy można jeszcze dziś odkręcić.

Na razie były dyrektor Domański zaciera ręce. Na razie wygląda na to, że miał rację. Karta PEKA spowoduje, że znikną wszystkie dotychczasowe problemy pasażerów. Zastąpią je problemy z samą PEKĄ.

Seweryn Lipoński / 11 maja 2013