Poznań Spoza Kamery » Tramwaj w Ratajczaka na sztandary. Prezydent mówi, na co chce wydać unijne miliony

23 lutego 2013,

Tramwaj w Ratajczaka na sztandary. Prezydent mówi, na co chce wydać unijne miliony

Poznań - Unia Europejska - MPK - tramwaj w Ratajczaka - tramwaj na Naramowice

Temat jest na czasie. Wielkopolska właśnie dostała 1,94 mld euro na nowy program operacyjny (choć chce jeszcze negocjować więcej) i spora część tych pieniędzy pójdzie na inwestycje w Poznaniu.

Prezydent Ryszard Grobelny z zastępcami zrobili dziś konferencję właśnie na ten temat na ul. Ratajczaka w samym centrum miasta. Miejsce nieprzypadkowe. Bo tramwaj w ul. Ratajczaka to jedna z większych inwestycji, jakie planują władze miasta. Wygląda więc na to, że stanie się wręcz inwestycją sztandarową.



(planowana trasa w ul. Ratajczaka zaznaczona na czerwono)

Z jednej strony trudno się dziwić, bo ze wszystkich wydaje się najbardziej zaawansowana (urząd stara się już o decyzję środowiskową). Z drugiej – budzi trochę kontrowersji. Niektórzy uważają, że jest niepotrzebna. Inni – że potrzebna jak najbardziej. Tak naprawdę najbardziej przydałaby się… już teraz, bo stanowiłaby świetny objazd wokół Kaponiery, o czym pisałem już kilka miesięcy temu.

Może zatem na sztandary lepiej byłoby wziąć coś mniej kontrowersyjnego, jak choćby tramwaj na Naramowice? Tyle że tu wciąż nie ma pewności, czy w ogóle będzie to tramwaj. Ale o tym za chwilę. Po kolei, po kolei.

O samych planach, o których mówili dziś prezydenci Grobelny, Kruszyński i Kayser, nie będę się rozwodził. Lista planowanych inwestycji jest znana już od pewnego czasu.

Dlatego skupię się na tym, co nowego dziś usłyszeliśmy. W niektórych przypadkach nie wprost, tylko między wierszami:

Tramwaj w Ratajczaka coraz droższy. Jeszcze pół roku temu słyszeliśmy o 100 mln zł. Potem o 140 mln zł. Teraz wiceprezydent Kruszyński mówi, że w tańszym wariancie to będzie jakieś 180 mln zł.

Trzeba przyznać, że jak na kilka miesięcy koszty (choć na razie szacunkowe) wzrosły w lawinowym tempie. Urzędnicy ciągle powtarzają: tak naprawdę ciężko to oszacować, bo nie wiadomo, przez co trzeba będzie się „przekopać” pod ulicą, itd. itp.

Ale jak tak dalej pójdzie… Zaraz usłyszymy, że tramwaj w Ratajczaka może kosztować 250 mln zł, czy nawet 300 mln zł. To już byłoby więcej niż poznańskie „metro” na Franowo. I wtedy rzeczywiście należałoby się zacząć zastanawiać, czy tak droga inwestycja na krótkim w sumie odcinku w ogóle się opłaca.

Miasto nie tylko buduje, ale i remontuje. Jak przedłużenie tramwaju z Ogrodów do ul. Polskiej – to tylko z remontem torów już od mostu Teatralnego. Wspomniany tramwaj w Ratajczaka – być może przy okazji remont torów na Wildzie aż do ul. Hetmańskiej. W planach również wymiana szyn na tzw. trasie kórnickiej na Ratajach.

To bardzo pozytywny znak, że urzędnicy nie ograniczają swojego myślenia do konkretnych inwestycji, tylko zwracają też uwagę na ich otoczenie. Dzięki temu unikniemy sytuacji, w której po przedłużeniu trasy tramwaje nagle i tak przestałyby jeździć na Ogrody – bo okazałoby się, że tory na istniejącym już wcześniej odcinku są do wymiany.

Wciąż nie wiadomo, co na Naramowice. Niby wiceprezydent Kruszyński zaczął dziś mówić o "kolejnym tramwajowym projekcie, ważnym dla nas"… ale szybciutko dodał:

Tu chcemy przeanalizować wiele wariantów, także z trolejbusami i autobusami elektrycznymi

Mirosław Kruszyński, wiceprezydent Poznania



To oznacza, że miasto bynajmniej nie wycofało się z nietypowego pomysłu, aby na Naramowice jeździł trolejbus. Niektórzy – być może słusznie – dostrzegli w tym plan, aby za unijne pieniądze zbudować ul. Nową Naramowicką. Pod przykrywką tego, że będzie służyć komunikacji miejskiej (w inny sposób na unijną dotację raczej nie ma szans).

A co pojedzie na os. Kopernika? Tu jest analogiczna sytuacja. To zaskakujące, bo jeszcze niedawno prezydent Grobelny wspominał dość jednoznacznie o tramwaju. A teraz urzędnicy przebąkują, że może jednak lepiej tam puścić coś na kołach.

O ile w przypadku Naramowic pomysł wydaje się karkołomny, to na os. Kopernika chyba jest bardziej sensowny. Od początku dość sceptycznie podchodziłem do pomysłu budowania tam osobnej linii, niemal równoległej do tej na ul. Grunwaldzkiej. Choć mieszkańcy mogą mieć całkiem odmienne zdanie. W końcu trolejbus czy autobus to zawsze ryzyko stania w korkach.



Miasto ma kłopoty z projektami wspomnianych tras. Dopytywałem dziś, czy coś nowego w sprawie samych projektów wspomnianych linii tramwajowych. Bo to też koszty idące przynajmniej w kilkanaście milionów złotych. Poznań starał się o ich unijne dofinansowanie – ale poległ.

Dziś urzędnicy powtórzyli ogólniki o tym, że „będą się starać o zewnętrzne dofinansowanie”. I że w ostateczności miasto samo zapłaci za projekty. Jednak Kruszyński dodał, że o tramwaju w Ratajczaka rozmawiał ostatnio z samą minister Bieńkowską i ponoć jest nadzieja, że jednak znajdą się unijne środki na projekt.

No, no, no… Jeśli wiceprezydent rozmawia z ministrem o samym projekcie (!) linii tramwajowej, to znaczy, że naprawdę jest cienko ze znalezieniem na to kasy. Przypomnę: ten jeden projekt będzie wyjątkowo drogi, może nawet kosztować kilkanaście milionów złotych.

Do tego problem z estakadą katowicką. Mamy tu niekończący się serial: nadzór budowlany grozi, że zamknie, miasto odpowiada, że nie ma kasy na przebudowę, w związku z czym nadzór zleca kolejne ekspertyzy i uspokaja, że zamknie, ale jednak później. Co kilka miesięcy ta sama historia.



(estakada katowicka nocą)

Tyle że problem sam się od tego nie rozwiąże. Estakadę trzeba po prostu rozebrać i postawić od nowa, a pieniędzy na to – bagatela, 270 mln zł – miasto nie ma. I, jeśli wierzyć wieloletniej prognozie finansowej, nie będzie miało przez wiele lat. Nic więc dziwnego, że urzędnicy chcą iść po pieniądze do Unii:

Mamy tam kilka wiaduktów do zrobienia. Chcemy aplikować o unijne dofinansowanie, ale mogą być z tym trudności

Mirosław Kruszyński, wiceprezydent Poznania



Trudności polegają na tym, że estakada jest drogą typowo dla aut. Nie ma tam tramwajów, a autobusów – jak na lekarstwo. Że droga wylotowa na S11? Chyba też nie przejdzie, bo na ekspresówkę można przecież wjechać autostradą, która stanowi część obwodnicy Poznania.

Zupełnie serio zastanawiam się, czy zaraz nie usłyszymy o pomyśle wprowadzenia trolejbusów jeżdżących po ul. Krzywoustego do Antoninka. Co byłoby świetnym pretekstem, aby pozyskać fundusze unijne na przebudowę...

--

Co ciekawe – urzędnicy nie wspomnieli dziś ani słowem o przedłużeniu linii tramwajowej z pętli Zawady do stacji Poznań Wschód. A ponoć nadal mają to w unijnych planach. Może nie chcieli przypominać porażki z poprzednich lat, kiedy musieli zrezygnować z przyznanej już unijnej dotacji, bo w budżecie zabrakło pieniędzy na tzw. wkład własny?

Seweryn Lipoński / 23 lutego 2013