Poznań Spoza Kamery » Absurd. Poznań szuka szefa komunikacji miejskiej, który... nie musi się na niej znać

18 lutego 2013,

Absurd. Poznań szuka szefa komunikacji miejskiej, który... nie musi się na niej znać

Poznań - ZTM - MPK - Ryszard Grobelny - Łukasz Domański - komunikacja miejska

Miasto ogłosiło konkurs na dyrektora Zarządu Transportu Miejskiego. Poprzedni, Łukasz Domański, szefował przez zaledwie pół roku. Byłoby nadużyciem stwierdzenie, że wyleciał z wielkim hukiem – po prostu się nie sprawdził i nie przedłużono z nim umowy. Warto przypomnieć, że był specjalistą od… żeglugi.

Czy władze miasta wyciągnęły z tego wnioski i podniosło poprzeczkę potencjalnym kandydatom? Z ciekawości przyjrzałem się ogłoszeniom o konkursie – temu sprzed niemal roku i obecnemu.



(kliknij, aby powiększyć)

Obydwa ogłoszenia są niemal identyczne. Poza dwoma szczegółami.

Pierwszy to taki, że teraz kandydat musi wykazać się znajomością prawa przewozowego (swoją drogą: aż dziwne, że poprzednio nikt nie pomyślał, aby to zaznaczyć).

Jednak o wiele ciekawsza jest druga różnica. Otóż w zeszłorocznym konkursie jeden z wymogów brzmiał:

...oraz co najmniej trzyletnie doświadczenie w obszarze transportu, w tym w szczególności transportu miejskiego

Nie mam pojęcia, jak pan Domański został w takim razie dyrektorem, skoro nie do końca spełniał jeden z podstawowych wymogów. Ale mniejsza z tym. Bo teraz wzmianki o transporcie miejskim… w ogóle nie ma! W ogłoszeniu czytamy:

…oraz co najmniej trzyletnie doświadczenie w obszarze transportu

Dlatego teraz nawet bardziej prawdopodobne, że szefem ZTM zostanie specjalista np. od tirów, od samolotów, albo – brrr… - znowu od żeglugi. Może nawet sam Domański.

Na ten brak „transportu miejskiego” w ogłoszeniu zwróciłem uwagę już parę dni temu. I zapytałem o to prezydenta Ryszarda Grobelnego podczas jego niecodziennej, gospodarskiej wizyty w ZTM. Prezydent odparł:

Wcześniej był problem z brakiem kandydatów. Jeśli mam szukać nowego dyrektora, bo ten, którego wybrałem, okazał się mało dobry, to muszę obniżyć kryteria. Niech wystartuje ten, kto ma doświadczenie w transporcie miejskim, rowerowym, innym – a ja wybiorę z nich najlepszego

Prezydent Ryszard Grobelny o konkursie na dyrektora ZTM



Teoretycznie ma to sens. Ale w praktyce może odbić się czkawką. Przecież to zupełnie tak, jakby nauczycielkę biologii w liceum zatrudniać jako opiekunkę w przedszkolu. Albo szkoleniowcem kadry narciarzy alpejskich zrobić trenera biegów narciarskich czy biathlonu.

Zresztą przykładów nie trzeba szukać tak abstrakcyjnych ani tak daleko. Wystarczy sam Domański, który – jako specjalista od żeglugi – przez pół roku „z powodzeniem” zarządzał komunikacją miejską w całym Poznaniu.

Twierdził, że w sprzedaży jest tylko parę rodzajów biletów, tramwaje się nie spóźniają (choć twarde dane od jego podwładnych pokazywały, że spóźnia się co trzeci). Wieszanie rozkładów jazdy na przystankach też uważał za mało istotne, bo przecież wszyscy pasażerowie to młode pokolenia i w internecie sobie sprawdzą.

Kandydaci pewnie są. Ale nie chcą

Patrząc na logikę prezydenta Grobelnego… Może idźmy o krok dalej i w ogóle znieśmy jakiekolwiek wymagania? Wtedy każdy będzie mógł wystartować na dyrektora ZTM i kandydatów będzie tylu, że hej! Dopiero będzie z kogo wybierać.

A mówiąc już zupełnie serio: chyba nie tędy droga. To, że jest mało chętnych na szefa ZTM wcale nie musi znaczyć, że kryteria konkursu są zbyt wysokie.

Przecież w Poznaniu na pewno są, po prostu muszą być ludzie, którzy znają się na komunikacji miejskiej i mają doświadczenie w tej branży. Właśnie w tej. A nie morskiej czy lotniczej. Tyle że nie chcą pchać się na świecznik w takim momencie. Kiedy pół miasta jest w rozkopach, trasy pozmieniane, a opinia pasażerów – fatalna.

Tym bardziej przydałby się taki szef komunikacji miejskiej, który to wszystko uporządkuje. Niestety będzie o to ciężko. Bo na razie nie mamy nawet pewności, czy wybrany kandydat będzie się w ogóle znał na tym, czym pokieruje.

Seweryn Lipoński / 18 lutego 2013