Poznań Spoza Kamery » Co z tą strefą na Łazarzu? Już jest gorąco

13 listopada 2012,

Co z tą strefą na Łazarzu? Już jest gorąco

Poznań - strefa płatnego parkowania - ZDM - Łazarz - komunikacja

Najwcześniej za trzy lata może tu powstać strefa płatnego parkowania – usłyszeli wczoraj mieszkańcy Łazarza. Ale i tak cała sprawa budzi już dzisiaj wiele kontrowersji i emocji.

Rzadko zdarzają się dyskusje, w których tyle osób chce się wypowiedzieć. A właśnie tak było dziś przy ul. Dmowskiego.



Przypomnijmy: miasto planuje rozszerzyć strefę parkowania o Łazarz (w dalszej kolejności także o Wildę, ale akurat nie tego dotyczyło spotkanie). Projekt zakłada utworzenie płatnego parkowania od mostu Dworcowego do Hetmańskiej.

Swoje propozycje i uwagi zgłosili też radni osiedla Św. Łazarz. Ich pomysły idą jeszcze dalej. Chcą nie tylko poszerzenia strefy aż do ul. Palacza i Krauthofera, ale również dość rewolucyjnych zmian w organizacji ruchu na Łazarzu.

Na spotkanie w sprawie strefy przyszło dziś kilkadziesiąt osób. Nietrudno było zauważyć, że większość z nich stanowili przeciwnicy strefy.

Argumenty były różne: a bo ludzie i tak będą parkować, a bo to przeciw mieszkańcom, a bo te 120 zł rocznie za identyfikator to zdzierstwo (!). Jednak ogólnie odniosłem wrażenie, że ludzie bardzo negatywnie podchodzą do samego płatnego parkowania jako takiego. I uznają, że strefa to jakieś samo zło.

To dość niezrozumiałe podejście najlepiej obrazuje wypowiedź jednego z oburzonych mieszkańców:

Dziś mieszkaniec musi długo szukać miejsca do zaparkowania. Zaraz wprowadzicie strefę, będzie musiał zapłacić 120 zł za rok i dalej będzie szukał! Bo będzie jeszcze mniej miejsc niż w tej chwili!



Oczywiście odzywali się też zwolennicy strefy na Łazarzu. Ale byli w wyraźnej mniejszości. Tej ogólnej atmosferze „większość przeciw strefie” przytakiwali, co trochę martwi, miejscy radni. Bardzo chętnie mówili o „fiskalizmie” i sięganiu do kieszeni mieszkańców.

Mnie osobiście to kojarzy się z wyciąganiem pieniędzy od ludzi

Katarzyna Kretkowska, radna SLD



A teraz kilka faktów. Przynajmniej na niektórych ulicach Łazarza, zwłaszcza w okolicach targów, czasem naprawdę ciężko znaleźć wolne miejsce do zaparkowania. Działa tu np. kilka prywatnych szkół – ich studenci, dojeżdżający do Poznania, bardzo chętnie z tych „nieostrefowanych” miejsc korzystają.

Do tego dochodzą mieszkańcy powiatu dojeżdżający np. do pracy. W innych dzielnicach jest strefa – no to zostawiają auta właśnie na Łazarzu. Mówiła o tym szefowa zarządu osiedla Maria Łazarz – akurat zwolenniczka strefy – podając, że pomiędzy Hetmańską a parkiem Wilsona naliczyła ponad 40 samochodów z rejestracjami PZ.

Może utworzenie strefy nie „wykurzy” ich całkowicie z dzielnicy. Ale taki kierowca trzy razy się zastanowi, zanim zostawi auto w miejscu, za które i tak będzie musiał płacić.

Naczelnik Błażej Nitschke z Zarządu Dróg Miejskich podawał też, jak wyglądają przychody ze strefy parkowania w całym Poznaniu. Miesięcznie w parkomatach kierowcy zostawiają około 1,5 mln zł. A identyfikatory? Ma je 6 tys. mieszkańców, płacą po 10 zł za miesiąc, czyli w sumie wychodzi 60 tys. zł.

Różnica między tymi dwiema kwotami jest kolosalna. W tym kontekście mówienie o jakimkolwiek „czystym fiskalizmie” czy „sięganiu do kieszeni mieszkańców” jest, delikatnie mówiąc, nie na miejscu. Jeśli już, można mówić raczej o sięganiu do kieszeni kierowców. Ale to raczej niezbędne – patrząc na to, jak zakorkowane wciąż bywa całe miasto.

Dlatego o ile często nie pozostawiam na urzędnikach suchej nitki, tak w tym przypadku ich pomysły uważam za słuszne i sensowne.

Oczywiście osobnym problemem jest sposób wprowadzania strefy. Rację mają ci, którzy powtarzają, że nie może się to odbywać tak chaotycznie jak na Jeżycach (brak informacji, miejsca parkingowe w dziwacznych miejscach i parkomaty w szczerym polu).

Rację mają również ci, którzy twierdzą, że równolegle należałoby zadbać o parkingi typu park & ride przy pętlach tramwajowych, a być może także o inne udogodnienia.

I tu dochodzimy do propozycji rady osiedla Św. Łazarz. Jest ich aż kilkanaście – pełna lista do poczytania na portalu lazarz.pl. Odniosę się tylko do niektórych.

Strefa „tempo 30” na Łazarzu? Dlaczego by nie. Już w tej chwili większością mniejszych uliczek trzeba jeździć z podobną prędkością. Oczywiście musi to być rozwiązane podobnie jak w śródmieściu, czyli z wyłączeniem ulic przelotowych i tych z komunikacją miejską.

Przeniesienie miejsc parkingowych z chodników na jezdnię? Jak najbardziej! Kierowcy zostawiający auta na Łazarzu – zarówno na mniejszych, jak i większych ulicach – często prezentują dość kreatywne podejście do parkowania.

Przystanek kolejowy przy ul. Hetmańskiej? Koncepcja świetna, tyle że póki co nie ma na nią większych szans. Wicemarszałek Wojciech Jankowiak przyznał mi wczoraj, że na szybką budowę jakichkolwiek nowych stacji w Poznaniu także np. na Jeżycach) w najbliższym czasie nie ma co liczyć. Bo nie ma pieniędzy.

Zwężenie ul. Głogowskiej do jednego pasa? Absolutnie nie popieram. Pamiętajmy, że Głogowska to wlot do Poznania od strony krajowej „5”. To tak, jakby proponować pozostawienie tylko jednego pasa np. na ul. Warszawskiej albo Krzywoustego. Jakiekolwiek wymuszone zwężanie spowodowałoby nie tylko potworne korki, ale też część kierowców „dociążyłaby” równoległe ulice: Promienistą i Arciszewskiego/Reymonta.

Zresztą ten ostatni pomysł wzbudził chyba najwięcej kontrowersji. I na dzisiejszym spotkaniu było widać, że rada osiedla próbuje się od niego trochę zdystansować. „To tylko propozycja na przyszłość”, „zdajemy sobie sprawę, że w najbliższym czasie to nierealne” – takie padały określenia.

Konsultacje w sprawie propozycji strefy na Łazarzu trwają. Zapewne niedługo możemy się spodziewać stanowiska także sąsiednich rad osiedli, m.in. z Wildy i z Górczyna, bo ich przedstawiciele także pojawili się na debacie.

Seweryn Lipoński / 13 listopada 2012