Poznań Spoza Kamery » Pat w komunikacji. Miasto nie chce zmian

11 listopada 2012,

Pat w komunikacji. Miasto nie chce zmian

Poznań - ZTM - MPK - Łukasz Domański - komunikacja miejska

Wciąż nie mogę ochłonąć po czwartkowej debacie w Cafe Gazeta. Dałem sobie trzy dni na przemyślenia. Ale nad czym tu właściwie myśleć, skoro urzędnicy uważają, że nasza komunikacja ma się świetnie?

Debata miała dotyczyć głównie planowanych podwyżek cen biletów. Jednak rozwinęła się w dość szczegółową dyskusję o całej komunikacji miejskiej w Poznaniu.

Chyba nieprzypadkowo. Już parę dni wcześniej wskazywałem, że rosnące ceny biletów są tak naprawdę tylko jednym z wielu powodów, dla których poznaniacy rezygnują z jeżdżenia autobusami i tramwajami.

Niestety wygląda na to, że miasto przyjęło raczej twardą postawę. Nie narzekajcie, komunikacja miejska ma się dobrze, nic się nie spóźnia! A podwyżki i tak będą. Bo muszą być.

Prowadzący debatę Michał Wybieralski, mój redakcyjny kolega, w komentarzu w „Gazecie” wyraził wprost, co sądzi o kompetencjach dyrektora Łukasza Domańskiego. Mnie jednak jeszcze bardziej zmartwiła sama postawa szefa Zarządu Transportu Miejskiego.

Bo podczas dyskusji, na dobrą sprawę, nie wykazał otwartości ani woli współpracy w ŻADNEJ kwestii podnoszonej przez radnych i innych uczestników debaty.



Spóźnienia autobusów i tramwajów? Nie ma! Co z tego, że według naszych – czyli ZTM-u – oficjalnych danych, spóźniony jest co trzeci kurs. Tak naprawdę spóźnień nie ma. A skoro nie ma, to nie trzeba nic poprawiać.

Informacje o promocjach? A po co? Przecież nie będziemy zaklejać pojazdów.

(Swoją drogą, w tym akurat jest jakaś logika wpisująca się w obecną strategię urzędników. Bo mniej informacji o promocjach to mniej tańszych biletów dla pasażerów, czyli więcej droższych – a zatem więcej, teoretycznie, pieniędzy do miejskiej kasy…)

Aktualne rozkłady i mapy połączeń? Wcale nie muszą być na przystankach. Przecież 90 proc. pasażerów to ludzie młodzi (ha ha ha!), obeznani z internetem, itd. itp. W ogóle najlepiej powiedzieć, że przeżywamy jakiś boom demograficzny i starszymi pasażerami nie ma sensu się zajmować.

A skoro już mówimy o młodych – to oczywiście czekając na przystanku, nie będzie się taki młody fatygował, aby podejść pięć metrów do rozkładu wywieszonego pod wiatą. Przecież wyciągnie smartfona i w necie sobie sprawdzi. Jasne jak słońce.

Mógłbym się tak dłużej rozpisywać. Ale ktoś mi jeszcze zarzuci, że pastwimy się strasznie nad szefem miejskiego transportu, zwłaszcza w kontekście ostatniej krytyki związanej z kartą PEKA, o której w czwartek dyrektor Domański oczywiście też wspomniał.

Tu nie chodzi o to, żeby się nad kimkolwiek pastwić czy urządzać nagonkę. Tylko o to, aby komunikacja miejska w Poznaniu działała jak należy. Od znajomych coraz częściej słyszę:

Jakieś dwa, trzy lata temu była świetna, chyba najlepsza w kraju. Ale od jakiegoś czasu schodzi na psy. Teraz jeździ się po prostu źle



Powody, dla których jeździ się źle, wymieniałem już ostatnio we wspomnianym tekście o żółtej kartce, jaką poznaniacy pokazali ZTM i MPK.

Niestety urzędnicy tej żółtej kartki nie chcą zauważyć. Szef ZTM nie potrafi uderzyć się w piersi i powiedzieć: tak, to prawda, nawalamy w tym i tamtym obszarze, postaramy się to poprawić. Na razie woli iść w zaparte i upierać się, że wszystko działa perfekcyjnie. Dopóki to się nie zmieni - będzie tak jak teraz. Czyli źle.

Seweryn Lipoński / 11 listopada 2012