Poznań Spoza Kamery » Jeszcze coś o Euro. Takie małe podsumowanie

11 lipca 2012,

Jeszcze coś o Euro. Takie małe podsumowanie

Euro 2012 - Poznań - Irlandia - Włochy - Chorwacja - kibice - Ryszard Grobelny - strefa kibica

Od finału minęło już 10 dni (a wydawałoby się, że nawet więcej). Patrzę, i co widzę? Że jeszcze ani słowem nie podsumowałem Euro 2012, nie licząc komentarza pisanego na gorąco tuż pod finale. Pora to nadrobić.

To było moje czwarte Euro w roli kibica. Trzecie w roli dziennikarza. Ale skoro Euro 2004 i Euro 2008 odbywały się setki kilometrów od Polski, a moja praca sprowadzała się wówczas do relacjonowania samych meczów (najpierw na potrzeby własnej szkolnej gazetki, potem dla Wiadomości24.pl), na czele z pamiętnym karnym, którego Howard Webb gwizdnął w 93. minucie…



…biorąc to wszystko pod uwagę – dopiero Euro 2012 było moim pierwszym Euro w pełnym tego słowa znaczeniu. Pełnym biegania po mieście, rozmawiania z kibicami (zarówno polskimi, jak i przyjezdnymi), wytykania niedociągnięć organizatorom, pisania o przedmeczowej atmosferze, wreszcie pełnym oddawania emocji – zwykle w strefie kibica – już w trakcie samych potyczek.

Nie będę się rozpisywał, jakie to były mistrzostwa, co było dobrego, a co złego. I tak dużo już o tym powiedziano. Dlatego lepiej napiszę, co z tego Euro 2012 zapamiętam. A zapamiętam…

…Abana „Abo” McGratha, samozwańczego króla irlandzkich kibiców. Równie dobrze mógłbym napisać, że w ogóle zapamiętam wszystkich Irlandczyków, ale ten jeden szczególnie zapadł mi w pamięć. Spotkałem go przed pierwszym „poznańskim” meczem, popijającego piwo z Chorwatami pod Sheratonem.



Tu "Abo" po prawej, pozuje do zdjęcia ze swoim kumplem Willym Englishem, z którym jeździ na mecze.

Za reprezentacją jeździ niemal na wszystkie mecze i turnieje. Wspominał pierwszy mecz Irlandii, na którym był. Pamiętał miejscowość, wynik, strzelców bramek… I choć chodziło o spotkanie sprzed 30 lat, to – jak potem sprawdziłem w internecie – wszystko się zgadzało! „Abo” liczył, że na Euro 2012 jego rodacy dojdą do półfinału, wtedy byłby to jego 100. wyjazdowy mecz reprezentacji. Nie udało się.

…deszcz. Tuż po finale prezydent Ryszard Grobelny żartował, że chciałby wiedzieć, kto spośród poznańskich organizatorów był odpowiedzialny za pogodę. Bo czerwiec okazał się dość deszczowy. Niestety popadywało głównie wieczorami, czyli akurat w porze meczów…

Pechowo tak się złożyło, że padało zarówno w dniu pierwszego, jak i drugiego meczu w Poznaniu. Dopiero 18 czerwca świeciło słońce. Pogoda okazała się jedną z nielicznych rzeczy, na które narzekali zagraniczni kibice.

…piłkarskie barwy. Były wszędzie w postaci flag, szalików i koszulek (jak wspomniałem tuż po finale, na co dzień z „Ronaldo” czy z „Iniestą” widujemy głównie chłopców uganiających się za piłką na boiskach przy podstawówce). Dla niektórych obowiązkowe były też flagi na policzkach. Stąd w centrum roiło się od dziewczyn oferujących malowanie twarzy. Oczywiście nie za darmo. Chętni musieli sięgnąć do kieszeni po parę złotych… albo, ewentualnie, pomalować się samemu przed wyjściem z domu.

…emocje podczas meczu Polska-Rosja. Choć po pierwszej połowie 23 tys. ludzi na placu Wolności wyglądało na trochę zrezygnowanych, to po bramce Błaszczykowskiego strefa kibica ożyła. I już chyba ani razu później nie kipiała emocjami aż tak bardzo. Bardzo żałowałem, że na kilkanaście minut przed końcem musiałem wyjść, aby zdążyć do redakcji uzupełnić tekst. Gdyby energię z placu Wolności przenieść wtedy na naszych piłkarzy, zapewne zdobyliby zwycięską bramkę. A tak…

…ceny w strefie kibica. Wysokie – 8 zł za niskoprocentowe piwo, 10 zł za hot doga lub zapiekankę, 6 zł za kawę, 5 zł za batonika – ale chętnych i tak było mnóstwo. W pierwszych dniach nieco zamieszania wywoływały płatności kartami zbliżeniowymi (wielu ludzi po prostu ich nie miało, bo nie wiedziało). Potem był już z tym spokój. Organizatorzy fatalnie rozmieścili za to same stoiska. Aby np. w przerwie meczu kupić coś do jedzenia, trzeba było się przeciskać spod telebimu na tyły, bo w bliższych punktach gastronomicznych było tylko piwo.

…poznaniaków kibicujących Włochom, Hiszpanom, Ukraińcom i innym ekipom. Gdy odpadła polska reprezentacja, obawiałem się, że siądzie cały entuzjazm i pozytywna atmosfera. Dlatego na łamach „Gazety” apelowałem, abyśmy także kolejne mecze oglądali na rynku czy w strefie kibice, i kibicowali którejś z drużyn, które pozostawały w turnieju. Na szczęście nie było z tym problemu. Szczególnie byłem pod wrażeniem Polaków dopingujących Włochów. Większość tłumaczyła mi, że to przez zamiłowanie do któregoś z włoskich klubów, najczęściej chodziło o Juventus.

…demonstrację 10 czerwca. Wprawdzie nie była wydarzeniem dnia (przyćmił ją mecz i tysiące kibiców z Irlandii i Chorwacji), jednak dała się zauważyć. Kilkaset osb przeszło przez Poznań z hasłami sprzeciwiającymi się organizacji Euro 2012, z których najważniejsze brzmiało: „chleba zamiast igrzysk!”. Byli anarchiści, pracownicy żłobków, obrońcy praw lokatorów, był nawet Kaczor Donald zachęcający, by go kopnąć w kuper (to dowód, że demonstracja była wymierzona przeciw polityce nie tylko lokalnych władz).



Demonstranci zwrócili uwagę na kilka problemów, które generalnie sprowadzają się do tego, że Poznań przeinwestował z przygotowaniami do Euro 2012, przez co teraz trzeba oszczędzać na innych istotnych sprawach (szkoły, żłobki, kultura, komunikacja…). Wydaje mi się, że świetna atmosfera podczas Euro 2012 paradoksalnie wzmocniła argumenty demonstrantów. Dlaczego? Bo pokazała, że nie inwestycje tworzą klimat imprezy, tylko ludzie. I że może nie trzeba było inwestować w przygotowania aż takich środków. Pole do szerszej dyskusji na ten temat otwiera się właśnie teraz, kiedy prezydent Grobelny zapowiada starania o kolejne duże imprezy dla Poznania.

To oczywiście zestawienie subiektywne. Każdy zapamięta z tego Euro 2012 coś innego. Same mistrzostwa pewnie będziemy wspominać w większości dobrze. Teraz trzymajmy kciuki, aby pozytywne okazały się też ich skutki.

Seweryn Lipoński / 11 lipca 2012