Poznań Spoza Kamery » Czas na finał. Za moment będzie już po wszystkim...

30 czerwca 2012,

Czas na finał. Za moment będzie już po wszystkim...

Euro 2012 - Poznań - strefa kibica - plac Wolności - stadion - Irlandczycy

Już jutro wielki finał Euro 2012. A zarazem – finał imprezy, której szybko nie zapomnimy. Którą śmiało można nazwać przełomową, i nie będzie to żadne wielkie nadużycie.

Bo czy widzieliśmy wcześniej tylu gości z zagranicy, przechadzających się naszymi ulicami? Czy kiedykolwiek dzień w dzień było na mieście tak barwnie, wesoło i sympatycznie?

Zachowanie Irlandczyków (podobno przewinęło się ich przez Poznań aż 70 tys.!) przeszło już do legendy. Jednak ich nastrój udzielił się także pozostałym obcokrajowcom. I nam, Polakom. Przed mistrzostwami nie przypuszczałem, że zobaczę aż takie rzesze ludzi wspierających biało-czerwonych.



Gdy do tego dodać wcześniejsze długie przygotowania, wydatki (w tym 750 mln zł na stadion), utrudnienia, z jakimi się zmagaliśmy, a także wyścigi z czasem typu nowy dworzec czy otwarta dosłownie w ostatniej chwili ul. Roosevelta – otrzymujemy chyba wydarzenie bez precedensu w historii Poznania i w ogóle całej Polski.

Jeszcze dość krótko żyję i nie obrażę się, jeśli ktoś starszy mnie poprawi. Ale przynajmniej przez te 22 lata nie widziałem podobnej mobilizacji. A także podobnego entuzjazmu i satysfakcji, gdy w końcu nadeszła „godzina zero” i szybko okazało się, że było warto.



Niesamowicie szybko zleciały te trzy tygodnie. Wydawałoby się, że to dosłownie wczoraj odliczałem ostatnie godziny do Euro 2012 i opisywałem dającą się już wtedy wyczuć atmosferę ekscytacji przy placu Wolności.

A teraz jeszcze jeden mecz… i będzie po wszystkim. W Poznaniu Euro 2012 na dobrą sprawę trwało nawet krócej, bo ostatni mecz przy ul. Bułgarskiej rozegrali Włosi z Irlandczykami 18 czerwca. Czyli blisko dwa tygodnie temu.



Miałem obawy, czy po tym meczu cała poznańska atmosfera mistrzostw nie zgaśnie. Zwłaszcza że dosłownie dwa dni wcześniej z turniejem pożegnała się – w dość kiepskim, nie bójmy się tego powiedzieć, stylu – reprezentacja Polski.

Na szczęście nic nie zgasło. Jasne, nie było już tysięcy Irlandczyków czy Chorwatów na ulicach. Nie było już na placu Wolności tłumów, przez które trzeba by zamykać strefę kibica na kilka godzin przed meczem, jak to się zdarzyło przy okazji spotkania Polska-Czechy.

Ale wciąż dało się wyczuć emocje. I to, że turniej jeszcze się nie skończył. Każda kolejna transmisja przyciągała na plac Wolności po kilka tysięcy fanów, każda drużyna miała tam przynajmniej garstkę kibiców.



Duża w tym zasługa obcokrajowców mieszkających na stałe w Poznaniu i studentów z Erasmusa. Przywdziewali koszulki narodowych reprezentacji, śpiewali hymny razem z piłkarzami, głośno dopingowali, tak aby wszyscy ich słyszeli. Przy tym wszystkim zero waśni na tle narodowościowym. Najpoważniejsza scysja w strefie kibica, jakiej byłem świadkiem, dotyczyła tego, że jeden drugiemu rozlał piwo.

W mediach trwają już pierwsze podsumowania. Ja też, oczywiście, mam jeszcze wiele przemyśleń, ale podzielę się nimi już na spokojnie, po ostatnim gwizdku. Zaczekajmy na ostatni – oby pod piłkarskim względem najlepszy! – akord polsko-ukraińskiego Euro 2012. Jutro wieczorem, w wydaniu Hiszpanów i Włochów.

Do zobaczenia o 20.45 w strefie kibica!

Seweryn Lipoński / 30 czerwca 2012