Poznań Spoza Kamery » Krótki przegląd rytmów Euro 2012. I nie tylko

4 maja 2012,

Krótki przegląd rytmów Euro 2012. I nie tylko

Euro 2012 - UEFA - oficjalna piosenka - Oceana - Endless Summer - Koko Euro spoko

Od środy w całym kraju jest głośno o piosence „Koko Euro spoko”. Utwór zespołu Jarzębina został wybrany na oficjalną piosenkę polskiej reprezentacji podczas Euro 2012.

I oczywiście natychmiast pojawiły się kontrowersje. Jedni mówią, że brak gustu, kicz i melodia rodem z kościoła, a tak w ogóle to ponoć jest plagiatem rosyjskich Buranowskich Babuszek, znanych z Eurowizji.

Drudzy odpowiadają, że piosenka – jak to w tytule – spoko, na luzie i z humorem, a do tego żaden plagiat.

Cała ta dyskusja skłoniła mnie, żeby podnieść inny temat, o którym się jakoś nie mówi. Chodzi o oficjalną piosenkę całych mistrzostw.

W lutym UEFA wybrała do tego prestiżowego miana utwór „Endless Summer” niemieckiej wokalistki Oceany:



To zapewne kwestia gustu. Ale powiem szczerze: mnie się kompletnie nie podoba.

Jasne, niby lekka, wakacyjna i do tego w całkiem żywym rytmie… ale m.in. z tego powodu przypomina po prostu letni hit na dyskotekę. Taki, przy którym można potańczyć i nic więcej.

Nie ma w tej piosence żadnego piłkarskiego pierwiastka. Żadnej emocji. Żadnego słowa nawiązującego do piłkarskich przeżyć. Ani tych, które już za nami, ani tych, którymi dopiero w czerwcu będziemy się fascynować.

Dla przypomnienia wrzucam kilka oficjalnych piosenek poprzednich mistrzostw, zarówno Europy jak i świata. Każda miała w sobie coś piłkarskiego.

Podczas Euro 2004 Nelly Furtado śpiewała o „beautiful game that you choose to play” i o sile, której nikt nie zatrzyma. Teledysk też był iście piłkarski:



Cztery lata wcześniej oficjalną piosenką Euro 2000 było „Campione 2000”. Wokalista zespołu E-Type śpiewał, że mistrz może być tylko jeden. I choć cała piosenka furory może nie zrobiła…



…to jednak jej charakterystyczny refren – puszczany zresztą na stadionie po każdym golu na tamtym turnieju – jest rozpoznawalny do dziś. I często intonowany przy różnych sportowych okazjach.

Od piłki bynajmniej nie abstrachowała też piosenka Ricky’ego Martina „La Copa de la Vida”, znana też pod pod angielskim (i wiele mówiącym) tytułem „The Cup of Life”. Była jednym z symboli mundialu France 98, oczywiście obok charakterystycznego niebieskiego koguta.



Warto jeszcze przytoczyć nietypowy, instrumentalny hymn World Cup 2002 rozgrywanego w odległych Korei i Japonii. Skomponował go Vangelis. Do dziś kojarzy mi się z wygraną Brazylijczyków. Zresztą puszczono ją na stadionie, gdy po zwycięskim finale Cafu podnosił Puchar Świata.



Niestety w ostatnich latach oficjalne piosenki piłkarskich turniejów jakoś się popsuły. Utwór Oceany moim zdaniem nie będzie wyjątkiem.

Podczas Euro 2004 wspomniana „Forca” Nelly Furtado tak się spodobała wydawcom w TVP, że puszczali ją na zakończenie każdej transmisji, pokazując najpiękniejsze akcje meczu. Czy „Endless Summer” w podobnym stopniu odda emocje piłkarskiego święta? Mam poważne wątpliwości.

Seweryn Lipoński / 4 maja 2012