Poznań Spoza Kamery » Nadchodzi Euro 2012. Entuzjazm czy ulga?

21 kwietnia 2012,

Nadchodzi Euro 2012. Entuzjazm czy ulga?

Euro 2012 - Poznań - dworzec PKP - Ławica - stadion - strefa kibica - remonty

To już naprawdę ostatnia prosta. A nawet ostatnie metry. Do pierwszego meczu Euro 2012 w Poznaniu zostało dokładnie 50 dni. Do początku turnieju w ogóle – jeszcze mniej.

Szybko to zleciało. Mam wrażenie, jakby dosłownie wczoraj… no, powiedzmy, tydzień temu do mistrzostw pozostawało równe 100 dni. A tu już jest o połowę mniej!

Ani się obejrzymy, jak do Poznania przylecą pierwsze samoloty wypełnione irlandzkimi kibicami. I samochody pełne fanów futbolu z Chorwacji. Zakorkują nam miasto? Nie zakorkują? W urzędzie pewnie trzymają kciuki, żeby przyjezdni skorzystali z parkingów szykowanych na obrzeżach miasta. Bo inaczej rzeczywiście może być kiepsko.



Tuż przed mistrzostwami największa uwaga skupia się na stadionie i strefie kibica. Nic dziwnego, to tam będą się gromadzić w czerwcu największe tłumy.

I wszystko wygląda raczej OK. Policja ani inne służby nie zgłaszają już zastrzeżeń do bezpieczeństwa na stadionie. Strefa kibica? Na planach i wizualizacjach wygląda pięknie (wraz z całą listą atrakcji pozameczowych) – zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce. Na razie prawie udało się osiągnąć kompromis z mieszkańcami. To dobry i ważny znak.

Niedawno w wywiadzie z komentatorem Tomaszem Smokowskim wyczytałem opinię, że teraz w Polsce bardziej niż całe te przygotowania interesuje nas sam turniej i jego rozstrzygnięcia.

Teraz, na kilka miesięcy przed turniejem i już po losowaniu jego grup, kwestie Euro mają już wyraźny wymiar sportowy

Tomasz Smokowski, dyrektor sportu w Canal +, WirtualneMedia.pl



Moim zdaniem błąd! Nie wiem jak w Warszawie, ale w Poznaniu na pewno jest trochę inaczej.

Jasne, wszyscy fani piłki nożnej śledzą kolejne perypetie reprezentacji (z ostatnią aferą Sławomira Peszki na czele). Ale chyba mniej się o niej mówi niż np. przed mundialem 2002 czy przed poprzednim Euro 2008.

Za to o wszystkim, co wokół mistrzostw, dyskusje trwają praktycznie codziennie. W szczególności mam tu na myśli poznańskie inwestycje. Po części – nie da się ukryć – to „zasługa” urzędników czy wykonawców, bo sporą część inwestycji robi się na ostatnią chwilę.

Efekt? Często w bardzo różnych punktach miasta można usłyszeć pytania: jak myślicie, zdążą? nie zdążą?

Jeszcze niedawno takie pytania słyszało się np. na przystanku autobusowym na dworcu PKP. Czyli tuż przy… nowym dworcu. Ale ostatnio coś się zmieniło. To zdjęcia sprzed paru dni:





Do tego dyskusja dwóch chłopaków zasłyszana na wspomnianym przystanku:

- Ale szybko to zbudowali, nie?

- No, zaj…ście to wygląda.

A więc dworzec na Euro 2012 będzie. Tak samo rozbudowane lotnisko. O te dwie inwestycje długo drżeliśmy, chyba najbardziej, bo w końcu właśnie te miejsca przyjezdni zobaczą na sam początek. Gdy przylecą samolotami i przyjadą pociągami do Poznania.

Niestety wciąż obawiam się, że gdy już z dworca czy z lotniska wyjdą do miasta – ujrzą nie do końca zrobione, czy nawet częściowo rozkopane ulice.

Lista trwających remontów i modernizacji ulic, torów, skrzyżowań, itd. itp. jest naprawdę imponująca. Jednak chyba wszyscy wolelibyśmy, aby miasto robiło to stopniowo przez 2-3 lata przygotowań do Euro 2012. A nie kumulowało wszystko w ostatnich miesiącach, czy – jak teraz – wręcz ostatnich tygodniach. Pisałem już o tym wielokrotnie.

Pozostaje trzymać kciuki, żeby drogowcy zdążyli do czerwca zakończyć roboty na ul. Roosevelta, Grunwaldzkiej, Bukowskiej i Bułgarskiej. No, i na 27 Grudnia – bo jak tramwaj jednak nie dojedzie do strefy kibica, to będzie niewesoło.

Jest w tym wszystkim jeszcze jedna obawa. Mam wrażenie, że my wszyscy – mieszkańcy Poznania – jesteśmy już trochę zmęczeni tymi przygotowaniami do Euro 2012. I że sam turniej przyjmiemy nie tyle z entuzjazmem, co z pewną ulgą. Uff, nareszcie drogi są przejezdne. Nareszcie wszystko jeździ w miarę normalnie. I nawet znikły autobusy z literką „T”, a wróciły tramwaje.

Miasto próbuje jeszcze ten entuzjazm wzbudzić. Od paru tygodni trwa akcja przekonująca, że powinniśmy być „dobrymi gospodarzami”. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że nimi będziemy. Polska gościnność i uprzejmość (niekiedy nawet przesadna) jest powszechnie znana.

Ale czy sami będziemy umieli w pełni cieszyć się trwającym u nas Euro 2012? To zależy w największej mierze już nie od miasta czy kogokolwiek wokół, tylko od nas samych. Pozostało nam 50 dni.

Seweryn Lipoński / 21 kwietnia 2012