Poznań Spoza Kamery » Nie będzie sukcesu Poznania bez mieszkańców

9 marca 2012,

Nie będzie sukcesu Poznania bez mieszkańców

Euro 2012 - Poznań - inwestycje - PL.2012 - Marcin Herra - Klagenfurt - kibice

Obiecana rozmowa z Marcinem Herrą, szefem PL.2012, o przygotowaniach Poznania do Euro 2012.

Jak wypada Poznań, jeśli chodzi o przygotowania do Euro 2012?

- Jesteśmy na finiszu. W Poznaniu zaawansowanie przygotowań jest na poziomie 93-94 proc.

Przed nami są jeszcze trzy rzeczy. Pierwsza to zakończenie kluczowych inwestycji. W przypadku Poznania to np. terminal lotniczy, który powinien być gotowy do obsługi gości, a także zakończenie inwestycji drogowych.

Druga sprawa to organizacja. Czyli specjalne rozwiązania komunikacyjne na czas Euro 2012, od parkingów i oznaczeń na trasach - przez tymczasową organizację ruchu oraz zabezpieczenie - po elementy, które zadecydują o naszym wizerunku w oczach gości, takie jak wolontariat czy ambasady kibiców.

Trzecim elementem jest tzw. gotowość operacyjna, czyli struktura zarządzania na czas turnieju. Poza tym wszystkim niezwykle istotna jest informacja dla mieszkańców.

Informacja dla mieszkańców? Co pan przez to rozumie?

- Od kwietnia powinna być już intensywna akcja informacyjna dla mieszkańców pod hasłem: co Euro 2012 znaczy dla mnie, mieszkańca Poznania? Jak miasto będzie funkcjonować 9 czerwca, czyli dzień przed meczem, a jak 10 czerwca? Czy dzień po meczu spokojnie będę mógł zawieźć dzieci do szkoły? Czy mój szewc będzie otwarty? Gdzie będę robił zakupy?

Trzeba pokazać, że choć Euro 2012 jest dużym wyzwaniem i wydarzeniem, to miasto normalnie funkcjonuje. I że możemy być dobrymi gospodarzami. Bo nie będzie sukcesu Poznania bez mieszkańców i pozytywnej atmosfery.

Według ostatnich analiz polskie miasta mają szansę zarobić na Euro 2012 więcej niż np. miasta w Austrii i Szwajcarii przed czterema laty. To rzeczywiście możliwe?

- Miasta na pewno zyskują na znaczącym przyspieszeniu inwestycji, które dzięki Euro 2012 po prostu powstają szybciej.

Ile miasto zarobi? Wszystko zależy od tego, jak się przygotujemy na ostatniej prostej. Czyli ilu kibiców przyjedzie i na jak długo. Tu bardzo ważna jest oferta hotelarzy. Mogą potraktować to jako szansę na uzyskanie „efektu barcelońskiego”, czyli: zapraszamy do miasta ludzi, którzy jeszcze nigdy w Polsce nie byli. Dzięki temu odkryją np. przepiękne Stare Miasto w Poznaniu i inne miejsca do odwiedzenia w przyszłości.

Ale to musi być fair. Kibice podkreślają, że oferta hotelarzy powinna być rynkowa – drożej niż zwykle, ale bez przesady.

Na dzisiaj zakładamy, że dla całej Polski może być około 700 mln zł dodatkowych przychodów z turystyki przez te trzy tygodnie. W przypadku samego Poznania to poziom stu kilkudziesięciu milionów złotych…

Mówimy tu tylko o dodatkowych dochodach?

- Tak. To się przełoży na przychody dla taksówkarzy, hotelarzy czy restauratorów. Ale będziemy to mogli podsumowywać dopiero po turnieju. Na dziś najważniejsze, żeby jak najwięcej osób zachęcić i żeby mieszkańcy poczuli się gospodarzami.

Co mieszkańcy Poznania zyskają poza samymi pieniędzmi?

- Euro 2012 to także duże przedsięwzięcie społeczne. Jest wolontariat, w który mieszkańcy są pozytywnie zaangażowani. Są i inne akcje społeczne: od projektu Krewni Euro po wydarzenia na stadionie dla niepełnosprawnych osób i niewidomych dzieci.

Dzięki wspomnianej infrastrukturze zwiększy się atrakcyjność miasta dla inwestorów i miejsca pracy. Do tego dochodzi doświadczenie organizacyjne. Będzie więcej chętnych – zarówno w Polsce, jak i na świecie – do organizacji różnych imprez właśnie w Poznaniu.

Poza „efektem barcelońskim” wspominał pan też o „scenariuszu klagenfurckim”, którego chcielibyśmy uniknąć. Na czym dokładnie polegał?

- Są dwa skrajne przykłady, które przywołuję. Pozytywnym jest mundial 2006 w Niemczech. Z jednej strony był dobrze zorganizowaną imprezą, z drugiej – Niemcy postanowili, że chcą wykorzystać mistrzostwa do pokazania pozytywnego charakteru, pozytywnych emocji. Powiedzieli: chcemy być waszymi dobrymi gospodarzami. I to im się świetnie udało. To była fiesta, która trwała w każdym mieście w Niemczech.

W Klagenfurcie – który jest oczywiście zupełnie innym miastem, dużo mniejszym niż Poznań [niecałe 100 tys. mieszkańców – przyp. sewek] – trochę się wszyscy wystraszyli. Niepotrzebnie, bo wystraszyli się głównie Polaków. A ci okazali się świetnymi kibicami. Niestety stereotypy wygrały z racjonalnym myśleniem. Mieszkańcy Klagenfurtu postanowili na czas turnieju wyjechać i w efekcie miasto było smutne, bez atmosfery.

Myślę, że nie tego chcemy w Poznaniu. Powinniśmy dążyć do tego, co było w Niemczech. To jest cel.

Seweryn Lipoński / 9 marca 2012