Poznań Spoza Kamery » Euro w Poznaniu. Prosimy nie krytykować!

2 marca 2012,

Euro w Poznaniu. Prosimy nie krytykować!

Euro 2012 - Poznań - Ryszard Grobelny - Stadion Miejski - CBA - Euro Poznań 2012

Omawiając wydarzenia mijającego tygodnia wokół Euro 2012, trudno nie wspomnieć o sprawie raportu CBA. Biuro zarzuciło miastu nieprawidłowości przy budowie stadionu i w działaniu budującej go spółki Euro Poznań 2012.

Chodzi m.in. o 11 mln, które miasto przekazało do spółki przez cztery lata jej funkcjonowania. Jak się okazuje, pieniądze w większości szły na wynagrodzenia pracowników. A wiele czynności przy budowie stadionu i tak wykonywała inna jednostka – miejski POSiR.

Gdy „Gazeta” ujawniła to w środę, prezydent Ryszard Grobelny zareagował ostro. Zarzucił nam niemal spisek, twierdząc, że celowo chcieliśmy zepsuć Poznaniowi okrągłe 100 dni do Euro 2012.

Pan prezydent ostatnimi czasy bardzo jest przewrażliwiony. Dlatego pomyślałem, że do sprawy raportu CBA odniosę się dopiero teraz, żeby nie potęgować u pana prezydenta owego absurdalnego wrażenia spisku.

Zapewne wielu po przeczytaniu o raporcie CBA zakrzyknęło: - Znowu ten stadion! Po co go budowaliśmy?

Bo najróżniejsze nieprawidłowości, wręcz afery wokół stadionu przy ul. Bułgarskiej (a teraz także wokół spółki, która go budowała) spowodowały, że sam stadion stał się dla niektórych synonimem czystego zła. Jakąś abstrakcją, w którą wpakowaliśmy 750 mln zł.

Myślę, że zanim powie się coś takiego, należy oddzielić tu dwie kwestie.

Pierwsza: to sam fakt, że stadion w ogóle został zbudowany. A właściwie nie zbudowany, tylko przebudowany (przecież de facto była to znacząca rozbudowa istniejącego już obiektu).

Druga rzecz to sposób, w jaki tę inwestycję prowadzono.

Gdy rozmawiam ze znajomymi o tym, na co brakuje pieniędzy w budżecie Poznania, raz po raz słyszę gorzkie docinki wobec prezydenta Grobelnego: - No tak, ale oczywiście starczyło pieniędzy na budowanie stadionu...

Według mnie zarzucanie prezydentowi, że w ogóle śmiał przeznaczyć na to pieniądze i zbudować miejski stadion, jest trochę nie na miejscu. Gdyby nie stadion, nie mielibyśmy Euro 2012. Gdyby nie Euro 2012, nie mielibyśmy (zapewne) nowego dworca, większego lotniska, szeregu inwestycji drogowych czy – szerzej – komunikacyjnych, nowych tramwajów... Mam wyliczać dalej?

Nie mam więc do prezydenta pretensji, że stadion w ogóle postanowił zbudować.

Zupełnie inną sprawą jest, jak przebiegała jego budowa. Jak wypadają teraz jej kontrole. I jak pan prezydent radzi sobie z tymi, jak się okazuje niewygodnymi faktami.

I tu dopiero dochodzimy do sedna sprawy. Władze Poznania nie potrafią się pogodzić z tym, że ktoś śmie krytykować i wytykać nieprawidłowości przy budowie stadionu (a także innych inwestycjach na Euro 2012). Zarzuty CBA lekceważą. Trzymają raport o spółce Euro Poznań 2012 w szufladzie przez kilka miesięcy i nic z nim nie robią – spółka dalej działa w podobnej formie i strukturze, z tym że zajmuje się już czymś innym, mianowicie przygotowaniem strefy kibica.

A dziennikarzom piszącym krytycznie o niektórych – podkreślam, niektórych – aspektach przygotowań do Euro 2012... prezydent Grobelny i jego urzędnicy zarzucają tendencyjność i malkontenctwo.

Czy nie lepiej byłoby powiedzieć: tak, to prawda, nie jesteśmy nieomylni, popełniliśmy w przygotowaniach trochę błędów, postaramy się je naprawić? O ile zdrowsza byłaby wtedy atmosfera w Poznaniu na trzy miesiące przed Euro 2012.

Niestety, środowe wydarzenia pokazały, że władze Poznania wolą iść w zaparte. Udawać, że urzędnicy są nieomylni. Że wszelka krytyka to spisek. I że tak naprawdę wszystko jest w 100 proc. super.

Seweryn Lipoński / 2 marca 2012